MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Kryzys wspólnoty



1. Kryzys tożsamości

Kryzys wspólnoty jest kryzysem jednostek tworzących ją. Kryzys wspólnoty powstaje tam, gdy uświadamiam sobie, że wspólnota w której jestem, którą mam współtworzyć, nie jest dla mnie czymś najważniejszym. Dlatego zaczynam poszukiwać relacji, odniesień będących poza wspólnotą zakonną. To poszukiwanie pełni (spełnienia) poza wspólnotą jest spowodowane „potrzebą” ucieczki od niej.

Kryzys wspólnoty zasadza się na kryzysie ludzkiej tożsamości (identyfikacji). Tożsamość oznacza to, za kogo się uważam. Próbując odpowiedzieć na pytanie, kim jestem, jakie uznaję wartości, co jest dla mnie ważne, odpowiadam na pytanie o własną tożsamość. Kiedy nie znam odpowiedzi na pytanie: kim jestem?, przeżycie to prowadzi do rozdarcia w osobowości, zwłaszcza pomiędzy wiedzą, uczuciami i zachowaniem. Najczęściej zauważamy, że ktoś obnosi się z własnym niezadowoleniem z życia. Człowiek zachowuje się niezgodnie z deklarowanymi przekonaniami.

Nie wiem, kim jestem, co mam robić, czym będę się zajmował, jakie jest moje miejsce we wspólnocie? Jaka jest moja rola w życiu zakonnym? Niektóre osoby odczuwają stan permanentnego zagubienia. Wszędzie jest im źle, nie mogą znaleźć dla siebie miejsca. Kryzys tożsamości zmusza do refleksji nad sobą samym, do świadomego wybierania dróg, którymi chce się przejść przez życie.

Kim jestem, a kim chcę się stać? Trzeba także zwrócić uwagę na to: czego się wstydzę w sobie, co chciałbym ukryć przed okiem innych, za co czuję się winny. Na negatywną ocenę własnej tożsamości składają się błędy kompetencji, ograniczenia oraz błędy w byciu dobrym. Człowiek się zmienia zgodnie z tym, czego od siebie oczekuje w przyszłości i do czego zmierza. Nie tyle ważna jest przeszłość, ale ważniejsza jest oczekiwana przyszłość. Istotne jest pytanie: dokąd zmierzam, jakie wartości chcę realizować w życiu i za jakie zadania chcę ponosić odpowiedzialność?

Jakie są źródła tego kryzysu? Niespełnienie nadziei i oczekiwań; przeżycie własnego niepowodzenia; przeświadczenie, że przełożeni, na których tak bardzo liczyliśmy, ufaliśmy im, zawiedli.

2. Kryzys wartości

Wartości, które wyznajemy są kryterium samooceny, leżą u podstaw odniesienia naszego do wspólnoty oraz osobistej przeszłości i przyszłości. Z tym kryzysem wiąże się utrata wewnętrznej harmonii oraz poczucia sensu życia. Osoby uciekają w nadużywanie leków, alkohol, samobójstwa. Z kryzysem wartości czy przewartościowania spotykamy się we wspólnocie zakonnej, w której, jedni idą „drogą świata”, drogą zabiegania o wartości materialne, inni kroczą drogami ewangelicznymi.

3. Kryzys etyczny

W ten kryzys wprowadza człowieka grzech. Może to być jeden epizod (kłamstwo, oszustwo, kradzież, onanizm). Nie poznaję siebie po takim wydarzeniu. Mówię, że to niemożliwe, abym popełnił tak wielki grzech. Wystarczy jeden wielki grzech, który całkowicie powala na ziemię; wchodzę w kryzys. Mogą to być grzechy następujące po sobie. Przykładem biblijnym jest król Dawid.

4. Kryzys sacrum

Jest to kryzys człowieka będącego w relacji do sacrum. Może mi spowszednieć Najświętszy Sakrament. Stawiam pytanie: jak mogło mi to wszystko spowszednieć? Może być tak, że dostrzegam atak na wartości święte dla wierzącego. Zadaję sobie pytanie – gdzie jest nasz Bóg? Czy On tego nie widzi, nie słyszy? Dlaczego nie staje po stronie swoich wybranych? Dlaczego Bóg milczy?

Przyczyną kryzysu sacrum może być znudzenie lub wypalenie. Czujemy się wyczerpani nadmiernym zaangażowaniem w pracy. Podejmujemy czasem pracę „ponad ludzkie siły”, nie odpoczywamy, ograniczamy sen i w pewnym momencie nie dajemy rady. Objawia się to jako wyczerpanie, chroniczne zmęczenie oraz niemożność nadążania z wypełnieniem wszystkich obowiązków. Potem narasta zmniejszenie zaangażowania się, chłód uczuciowy, utrata idealizmu, poczucie mniejszej sprawności w wykonywaniu zadań, spłycenie życia religijnego, obojętność. Kryzys ten dotyka osób bardzo gorliwych. Należy bronić się przed nadmiarem obowiązków i różnorodnością zobowiązań. Trzeba wypoczynku, rozsądnego planu zajęć, nie ponad miarę ludzkich możliwości. Tak pokonuje się wiele kryzysów.

5. Kryzys powołania

Nagle coś się załamuje, jasność służenia Bogu w zakonie przestaje być dla mnie czymś istotnym i ważnym. Pojawiają się inne „wartości”, które wydają się być ważniejsze od tych, którym do tej pory służyłem. Trzeba zatem szukać odpowiedzi na pytanie, czy i do mnie nie skieruje Jezus zarzutu, jaki skierował do wspólnoty Kościoła w Efezie (por. Ap 2,4), że odstąpiłem od swej pierwotnej miłości. Kolejne pytanie: dlaczego ta droga, którą kroczyłem, tak bardzo się zamgliła?

6. Kryzys misji

Misja, to coś realizującego się w Kościele i poprzez Kościół, jako zbiór zaangażowań, jako życiowa misja. Misją jest trudne zadanie postawione przed człowiekiem. Chodzi o takie zadanie, które obejmuje myśli i energię człowieka, ale będzie jednocześnie wspólnym dobrem. Trud w realizacji misji polega na tym, że człowiek doświadcza swojej niewystarczalności i zależności od innych ludzi i musi nauczyć się pokornego korzystania z pomocy innych. Nawet słaby człowiek działa lepiej i odważniej, gdy wie o tym, że może liczyć na pomoc innych, a żadne dzieło nie jest dziełem jednego człowieka.

Przygotowaniem do pełnienia misji jest ukształtowanie dojrzałej emocjonalności. Taka misja – zadanie pogłębia w człowieku jego poczucie godności i wartości, a równocześnie każe liczyć się z godnością i wartością drugiego człowieka i daje poczucie zależności od innych i całej wspólnoty, do której należy.

Pierwszy kryzys misji może zrodzić się na początku zaangażowania w misję. Można go określić jako kryzys przejścia. Człowiek rozpoczyna misję z zapałem, entuzjazmem, zachwytem. Coś na ten temat słyszał, oglądał. Pierwsze spojrzenie na misję jest romantyczne, obejmujące także trudy i wyrzeczenia, które trzeba w realizacji misji ponieść. Ten stan można porównać do zakochania. Człowiek rzadko zakochuje się w drugim człowieku takim, jakim on jest realistycznie. Zakochuje się bardziej w ideale tego człowieka. Początkujący w misji odkrywa, i jest to dla niego zaskakujące, że „teren” jego misji ze swą kulturą, mentalnością, sposobem zachowań odbiorców jest inny, niż się pierwotnie przypuszczało. Wiele spraw bardzo razi, wobec innych rodzi się bunt, wielu nie można znaleźć wspólnego języka z odbiorcami misji. Może zrodzić się postawa ślepego odrzucania inności wspólnoty zakonnej, w którym realizuję misję, która zdaje się niszczyć moją tożsamość, która chce, abym szedł na ustępstwa.

Zaangażowany w misję nosi głęboko w sercu przeświadczenie, że fakt zaangażowania się w misję stawia go w rzędzie bohaterów i dlatego ci, z którymi żyje i działa, powinni to ciągle dostrzegać i doceniać. Tymczasem jest inaczej. Spotyka się z obojętnością czasem lekceważeniem. To może doprowadzić do ostrej frustracji i pokusy ucieczki. Rodzą się myśli: „tyle ciekawych, porywających planów, tyle wysiłków, tyle serca i dobrej woli włożonej w to wszystko i owoce żadne lub mierne”. Może to być kryzys pokory i wzrastanie w pokorze człowieka misji.

Może wypalić się pierwotny zapał, zwłaszcza gdy pojawiają się sytuacje konfliktowe czy konfliktogenne zdają się nie mieć końca, gdy świadomość bycia niezrozumianym, odrzucanym, izolowanym, wyśmiewanym ciąży. Człowiek czuje, że nie ma kogoś, przed kim mógłby, z całym zaufaniem otworzyć się i wyżalić, nie ma kogoś, kto by słuchał, zrozumiał, udzielił mądrej rady. Ten kryzys można określić mianem kryzysu rezygnacji. Wobec sióstr pojawiają się ostre sądy, przejawy pogardy, gesty nieufności, przejaskrawionej podejrzliwości, ślepego krytykanctwa.

Pojawiają się pytania:

• Jaką misję podjąć?

• W co się zaangażować, a w co nie?

• Z czego zrezygnować?

• Za jakim nowym wyzwaniem pójść, za jakim nie?

• Jak otworzyć się na to, co nowe w świecie?

• Jak odważnie poszukiwać, nie ignorując przeszłości, ale jednocześnie wytyczać drogi na dziś i na jutro?

• Co robić, aby nie skostnieć w strukturach, normach, przesłankach, regułach wypracowanych w przeszłości?

7. Kryzys zaufania do drugiego człowieka

Jedną z podstawowych potrzeb jest potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem i przynależność do jakiejś wspólnoty. Gdzie izolacja od innych, tam nie ma rozwoju. My oddziałujemy na innych, a także inni na nas. Pozostawiamy w innych ślady dobra i zranienia. Oczekujemy od siebie postawy dialogu. Zakłada on, że ci, którzy ze sobą rozmawiają mają swoje poczucie wartości i godności, i uszanują wartość i godność rozmówcy. Poczucie wartości i godności rodzi się w okresie wczesnego dzieciństwa i jest uzależnione od sądów i opinii, jakie o nas wydają inni.

Poważnym źródłem kryzysu może być brak poczucia własnej wartości. Człowiek, który nie wierzy w swoją wartość i siłę, nie podejmuje trudnych zadań. Drugim źródłem kryzysu zaufania do innych może być nieprzebaczona krzywda, chęć odegrania się na innych lub zemsta za wyrządzoną krzywdę. Jeżeli ktoś nosi w sobie nieprzebaczenie, urazy, niechęci choćby do jednego człowieka, rzutuje to na jego stosunek do innych, a także obniża poczucie własnej wartości i godności.

8. Kryzys instytucjonalny

Jeśli zakon przeżywa kryzys, to on odbija się na jednostkach. Kryzys taki jest jakąś formą niewierności wobec radykalizmu przesłania pozostawionego nam przez Chrystusa, niewierności wobec Ewangelii. Oczyszczenie staje się motorem do wzrostu i wychodzenia z kryzysu.

9. Kryzys postaw

Rodzi się on z nieumiejętności znalezienia odpowiedzi na pytanie: jaką postawę zachować: wobec ludzi Kościoła; wobec różnych wspólnot; wobec zachodzących przemian; wobec laickości świata; wobec poszukujących Boga na własną rękę.

Co mogą sygnalizować nasze „choroby”?

„Kim jest człowiek dziś, tym stał się wczoraj”.

Co sygnalizują „choroby”? Okazuje się, że podstawowe i niezbędne do życia i rozwoju potrzeby: przynależności, bezpieczeństwa, zainteresowania, uznania i wartości, nie zostały w okresie dorastania we właściwy sposób zaspokojone (frustracja). Konsekwencją tego są utrwalone reakcje przeżywania i zachowania.

Przede wszystkim zwracają uwagę rozdwojenia, jednostronne obciążenia i lęki:

• Życie w dysonansie i nieudane próby zmian, które dotyczą przede wszystkim relacji między uczuciem a myśleniem, ciałem i duchem, seksualnością a duchowością, a także pomiędzy potrzebami własnej osoby a potrzebami innych

• Lęk przed autorytetem

• Lęk przed konfliktami i konfrontacją

• Dominujące doświadczenie, że miłości można doświadczyć tylko dzięki osiągnięciom

• Ogólny nastrój depresyjny: ukryta agresja ujawnia się w oskarżaniu i pomniejszaniu siebie względem innych

• Brak poczucia własnej wartości

• Niezdolność do wyrażania uczuć oraz tendencja do zachowań chronicznych: „Gdybyście wiedzieli, co się ze mną dzieje! Powiedziałem wszystko lekarzowi. Nie mogę się podnieść z powodu bólu krzyża; świeże powietrze jest dla mnie trucizną; mam przecież chroniczny kaszel, a mój żołądek jest stale nadwrażliwy. Tu jednak, w klasztorze, nie ma nikogo, z kim mógłbym spokojnie o wszystkim porozmawiać. I tak nikt mnie nie zrozumie”.

Człowiek, który przez długi czas siebie zadręcza, zaczyna chorować. Gdy czuje się zagrożony albo przeciążony, przeżywa strach. Trzeba pogodzić się ze swoją przeszłością. To, co odbiera odwagę i siłę to następujące zasady: „Dokonaj czegoś, wtedy będziesz kimś. Praca jest całym życiem. Bądź tylko dla innych. Kochaj bliźniego ponad wszystko, tylko nie samego siebie. Dokonaj tego za wszelką cenę. Wycofaj się i dostosuj. Pomóż sobie, a Bóg pomoże tobie”.

Młoda siostra zakonna powiedziała: „U nas we wspólnocie są dwa rodzaje sióstr. Jedne stale zajęte są pracą, a drugie swoimi chorobami. Nam młodym ta perspektywa daje dużo do myślenia”. Tak naprawdę wiele sióstr nie widzi możliwości organizowania sobie czasu wolnego, pielęgnowanie przyjaźni, wykonywanie ulubionych zajęć. A przecież to spełnia funkcję odciążającą i przyczynia się do tego, że człowiek regeneruje się i nabiera sił.

Bardzo często przyczyną narastającej liczby „chorych” we wspólnocie, w różnym wieku, jest niezdrowy rozkład zajęć w długim okresie. Proszę wymienić 30 rzeczy, doświadczeń, możliwości, które sprawiają nam radość i przyjemność. Połowa z nich powinna zajmować najwyżej 15 minut. Przyzwyczailiśmy się troszczyć o potrzeby innych, natomiast nie własne. Gdy człowiek w życiu codziennym zbyt rzadko doznaje radości i przyjemności, grozi mu wewnętrzne skarłowacenie. W skrajnym przypadku może to doprowadzić do stanu chronicznej depresji.

1. Chora wspólnota

Wspólnota znajduje się w niebezpieczeństwie, gdy ludzie odmawiają uczestnictwa w spotkaniach; gdy nie ma miejsca na dialog, gdy lękamy się wypowiadać swobodnie, ponieważ przeszkadza temu dominacja jakiejś silnej osobowości; gdy zamiast włączyć się w życie wspólnoty, ktoś szuka możliwości aktywności na zewnątrz. Oznaką śmierci jest ten moment, kiedy osoby tworzące wspólnotę nie czują się szczęśliwe, z przebywania razem, z życia, działania i modlitwy wspólnie, lecz wciąż szukają wyrównania na zewnątrz, kiedy cały czas więcej mówią o sobie i o swoich trudnościach niż o życiu, które jest możliwe.

2. Co nas karmi?

Najpierw odpowiedzmy na pytanie, co jest podstawowym warunkiem tego, żeby człowiek mógł być szczęśliwy we wspólnocie zakonnej? Na pierwszym miejscu dobre, osobiste, bliskie relacje z innymi. Dalej: co jest dla nas dobre, co karmi, nasyca, odbudowuje wewnętrznie, dodaje sił?

Tym, co zapobiega chorobom, jest zaspokojenie wzrostu. Zaspokojenie potrzeb wynikających z braku jest ważne, i często jest warunkiem zdrowia fizycznego i psychicznego. Jednak życie jest czymś więcej niż zaspokajaniem potrzeb i bycie nasyconym. Chodzi o wzrost, którego celem jest coraz lepsze rozumienie sióstr, nas samych, wspieranie dobrych inicjatyw we wspólnocie zakonnej i bycie dobrym człowiekiem.

Kształtuje nas to, co otaczamy szczególną troską. Czy coś mnie karmi naprawdę, widać po tym, czy przyczynia się do mojego zdrowia, czy sprawia, że choruję. Są zatem potrzeby, zadania, procesy, uwarunkowania, które, jeśli troszczymy się o to, aby pojawiały się w naszym życiu, przyczyniają się do tego, że jesteśmy zdrowi, a przynajmniej tworzą klimat, byśmy nie chorowali.

3. Potrzeba równowagi między pracą a czasem wolnym

Istnieje związek między umiejętnością odpoczynku a duchową równowagą i zdrowiem. Brak odpoczynku może być wyrazem braku równowagi psychicznej. W odpoczynku chodzi o to, aby zrobić coś dla samej przyjemności. Odpoczynek prowadzi do odnowy.

4. Potrzeba dobrych, osobistych, bliskich związków

Jesteśmy zdrowie, kiedy zrzucimy nasze maski, odrzucimy fałszywe zamiary, naszą powierzchowność i naszą niewiarygodność, a więc, gdy odsuniemy na bok to wszystko, co dodajemy sobie, by inni nas akceptowali, a nawet podziwiali.

Relacje, które pozostają we wspólnocie stereotypowe, które nie wykraczają poza wymianę grzeczności, nie mogą nikogo nakarmić. Relacje powierzchowne między siostrami wzmagają głód emocjonalny. Kiedy nie ma dobrych relacji, ten człowiek pozostaje głodny. Będzie próbował w różny sposób zaspokoić ten głód. Może to być dążenie do sukcesu, praca. Inni natomiast będą rezygnować, coraz bardziej wycofywać się życia wspólnotowego, uciekając w fikcyjną chorobę. Niektórzy będą próbowali nawiązać kontakty poza wspólnotą, które będą zobowiązujące i będą w stanie ich nakarmić. Będą tacy, którzy będą uciekać w sferę seksualności albo uwierzą, że dzięki duchowym osiągnięciom uda się im zaspokoić swoją tęsknotę za miłością.

5. Potrzeba poczucia przynależności

Głębokie, wewnętrzne i znaczące relacje z innymi ludźmi, mają fundamentalne znaczenie dla psychicznego zdrowia. W tych relacjach może zrealizować się podstawowa potrzeba człowieka, potrzeba przynależności. Przynależność nadaje każdemu człowiekowi wartość i spełnia obecną w nim tęsknotę. Tę wartość odczuwamy, gdy mamy wpływ, jak inni we wspólnocie, na jej kształtowanie.

6. Życie duchowe

Życie duchowe przyczynia się do naszego zdrowia psychicznego. Jeśli zajmujemy się tylko życiem duchowym i na nie zużywamy siły, to nie będziemy w stanie korzystać w odpowiednim stopniu z innych, ważnych dziedzin i źródeł życia. Czasem my, którzy na modlitwę poświęcamy wiele czasu, stajemy się niezrównoważeni i nieznośni. Jeden z autorów mówi, że „Ich uczucia pachną kadzidłem. Nie można przy nich oddychać. Zły humor jest też ciężarem pobożnego”.

Życie religijne potrzebuje świata materii jak żyznej gleby, by móc się ciągle rozwijać. Przez materię świata rozumiemy: przeznaczanie odpowiedniej ilości czasu na urlop, podróżowanie, korzystanie z dóbr kultury, przeznaczanie czasu na czytanie literatury pięknej, słuchanie muzyki. Czytanie rozszerza własny świat. Materia świata jest nie mniej ważna od pokarmu duchowego. Często pokarm duchowy dopiero nas nakarmi, gdy inne, ważne sfery – fizyczna i psychiczna – zostały nasycone. Pokarm duchowy nie może zastąpić jedzenia, spaceru, zajmowania się literaturą czy muzyką.

7. Ucieczka w relację z Bogiem

Niektóre osoby, zranione jako dzieci przez dorosłych, wycofały się w swój świat i szczelnie od niego odgrodziły. Istnieje niebezpieczeństwo, że zamiast podążać trudną drogą otworzenia siebie, konfrontacji z innymi i rozwijania swoich zdolności do nawiązywania wewnętrznych relacji, sądzą, że można tę drogę skrócić, omijając głębokie relacje z ludźmi i uciekając w relację z Bogiem. Jest to niebezpieczna próba zaprzeczenia podstawowym ludzkim potrzebom, uczuciom, procesom rozwojowym. Nikt mnie nie kocham, wydaje się mówić ta osoba, ale wiem, że przynajmniej Bóg mnie kocha. Tego rodzaju duchowość z czasem rozpadnie się, ponieważ jej fundamentem jest wymyślona prawda, a nie przeżyte doświadczenie.

Co jest potrzebne?

• Zmiana miejsca (Jezus udał się na drugi brzeg, poszedł na górę). Jeśli nie chcemy cierpieć z powodu wypalenia się, potrzebujemy dystansu do tego, co robimy codziennie.

• Przypowieść o „głupich pannach”, którym nie starczyło zapasów, gdy przyszedł Pan, można zinterpretować także jako upomnienie, by nie wyczerpać się całkowicie.

• Przełożone wspólnot powinny szczególną uwagę zwracać na dwie grupy sióstr: te, które zbyt mało myślą o sobie, potrzebują odciążenia; te, które myślą o sobie za wiele, albo wykorzystują innych, wymagają wyrozumiałości i uświadamiającej konfrontacji.

• Trzeba zastanowić się nad własną miarą i własną postawą wobec zdrowej równowagi.



Liczba wyświetleń strony: 10716071 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC