MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Powołanie do życia zakonnego jest powołaniem do życia wspólnotowego



1. Powołanie do życia wspólnotowego

Z jednej strony jesteśmy powołani do życia w samotności, z drugiej zaś, nie potrafimy żyć bez wspólnoty.

Życie poświęcone buduje wspólnotę i przygotowuje w ten sposób Chrystusowi mieszkanie pomiędzy nami. Zrozumienie dla słowa Bożego pojawia się wraz z naszym zaangażowaniem w budowanie wspólnoty zakonnej. Warto też pamiętać, że nigdy nie tworzymy wspólnoty, jeśli nie odważymy się ze sobą dyskutować również o sprawach ważnych. Myślę o spieraniu się i podejmowaniu wysiłku na rzecz wzajemnego zrozumienia. Spieramy się i siłujemy ze sobą nawzajem, aby mogła zwyciężyć prawda. Druga siostra zawsze może nas czegoś nauczyć i walczymy z nią po to, aby otrzymać dar.

Wszystkie wspólnoty zakonne podatne są na zranienia, zagrożone są rozpadem, potrzebują ciągłego umacniania i naprawy. Jednym ze sposobów tworzenia przez nas i scalania wspólnoty są wypowiadane do siebie nawzajem słowa. Powinniśmy być świadomi głębokiej mocy naszych słów, ich potencjalnej siły uzdrowicielskiej, albo niszczącej.

W centrum naszej uwagi życia wspólnotowego powinien być głęboki szacunek dla języka i wrażliwość na słowa, które kierujemy do naszych sióstr. Naszymi słowami możemy przynieść zmartwychwstanie, ale możemy też krzyżować. Siostry często pamiętają nasze słowa, przechowują je w sercach, zastanawiają się nad nimi, wracają do nich na dobre i na złe, przez całe lata. Słowo może zabijać. Trzeba odpowiedzialności za słowa wypowiadane w życiu wspólnym. Odpowiedzialność ta polega na tym, że to, co mówimy, musi odpowiadać prawdzie i korespondować z rzeczywistością. Ale jesteśmy także odpowiedzialni za wypowiadane przez nas słowa, które budują wspólnotę, karmią innych, leczą rany i obiecują życie.

Jeden z generałów zakonu podczas wizytacji stawiał pytanie braciom|: „Czy jesteś szczęśliwy?”. Szczęście nie polega na ciągłym żartowaniu i nieustannej wesołości. Radość ta wymaga zdolności do odczuwania smutku. Może być przez pewien czas lub długi czas nieobecna. Radość jest szczęściem tych, którzy zaczynają mieć udział w Bożym życiu. Zdolność do odczuwania tej radości powinna być dla nas czymś naturalnym, ponieważ jesteśmy dziećmi Królestwa.

Nie jesteśmy aniołami. Nie próbujmy nimi być. Rozpalają nas namiętności i podlegamy wpływowi popędów. Potrzebujemy wspólnot, które podtrzymają nas w drodze. Potrzebujemy sióstr, które będą z nami wtedy, gdy nasze serca staną się kruche i rozbite. Potrzebujemy wspólnot towarzyszących nam w drodze do nieba, pomagających uwierzyć, pomagających ufać, mieć nadzieję, pomagających kochać. Nasze wspólnoty nie powinny być miejscami zapewniającymi tylko przetrwanie, ale takimi, w których znajdziemy odpowiednie pożywienie na drogę.

Tworzenie wspólnot, w których możemy nie tylko przetrwać, ale i rozkwitać, wspólnot dających każdemu nadzieję życia wiecznego, jest zadaniem sióstr żyjących obok siebie. Cel ten osiągniemy wówczas, kiedy zdobędziemy się na odwagę wspólnej rozmowy o tym, co nas najgłębiej dotyka i jako ludzi i jako służebniczki. Na życie wspólnotowe składa się: życie kontemplacyjne (modlitwy), życie apostolskie i życie uczuciowe. Ile czasu przeznaczamy na każde z nich?

Życie apostolskie

Życie apostolskie mniej związane jest z tym, co robimy, a bardziej z tym, kim jesteśmy. Bycie apostołem jest drogą życia, a nie profesją, zajęciem, pracą zawodową. Pierwszą właściwością apostolatu jest udział w życiu Pana. Apostołowie to ci, którzy towarzyszyli Jezusowi. Chodzili za Nim, słuchali Go, razem z Nim odpoczywali i modlili się, dyskutowali z Nim i byli przez Niego rozsyłani. Mieli udział w Jego życiu.

Życie apostolskie jest sposobem życia. Jeżeli wymagania związane z apostolstwem oznaczają, że nie mamy czasu na wspólną modlitwę, spożywanie posiłków i dzielenie życia sióstr, wtedy, niezależnie od tego, jak jesteśmy zajęci, nie będziemy apostołami w pełnym tego słowa znaczeniu. Mistrz Eckhart napisał: „Niech ludzie zbyt wiele się nie zastanawiają, co mają robić, więcej natomiast myślą o tym, jacy mają być. Gdyby oni sami, ich postawa, były dobre, wtedy również ich uczynki mogłyby jaśnieć pełnym blaskiem”.

Jest jednak tak, że życie apostolskie powoduje w nas rozdarcie. Rozdarcie to przynosi z jednej strony ból i cierpienie, a z drugiej jest źródłem płodności tego życia. Bowiem słowo Boże, które rozważamy, dociera i ogarnia to wszystko, co najbardziej oddalone od Boga. Jesteśmy rozdarci. Nie znajdziemy słów nadziei dla innych, dopóki nie dotknie nas ludzkie zwątpienie. Życie apostolskie nie daje nam doskonale wyważonego i zdrowego stylu życia. Odbiera nam ono równowagę, przechylając w kierunku tego wszystkiego, co inne, odmienne.

Życie wspólnotowe zaprasza nas do życia w napięciu. Złożyliśmy obietnicę budowania życia razem z naszymi siostrami. Tutaj jest nasz dom i nie możemy mieć innego. Jak możemy sobie wzajemnie dodawać sił wtedy, gdy wszystko dla siostry utraciło sens? Wspólnota nas posyła. Czy wysłuchujemy tego, co nasze siostry zdziałały w ciągu dnia? Czy dajemy im szansę podzielenia się wyzwaniami, przed jakimi stanęły, pełniąc swoją posługę? Gdy idzie Siostra, cała wspólnota obecna jest z nią, stoi za nią, aby ją wspierać. Powinniśmy umieć dzielić się w naszych wspólnotach zarówno swoją wiarą, jak i przeżywanymi wątpliwościami. Mamy potrzebę dzielenia się wiarą, która nas podtrzymuje i stanowi fundament życia wspólnego.

Należy pozwolić siostrze mówić wtedy, kiedy odczuwa bezsens wszystkiego. Należy uszanować jej zmagania i nigdy nie wolno nam go niszczyć. Jeśli zdobędziemy się na odwagę wysłuchania naszej siostry, możemy się przekonać, że jej dzielenie się z nami przeżywanymi chwilami ciemności i niezrozumienia jest najwspanialszym darem, jaki jest nam ofiarowany. Nic tak ściśle nie wiąże wspólnoty w jednio, jak wiara, o której zdobycie walczymy wspólnie. Możemy być wówczas zaskoczeni odkrywaniem siebie nawzajem, tak jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy.

Życie uczuciowe

Większość z powołanych otrzymała słabą formację w zakresie radzenia sobie z emocjami, seksualnością, głodem kochania i bycia kochanym. Nie wystarczy ufać, że wszystko będzie w porządku, jeśli przyjmujemy do zakonu zrównoważone kobiety. Czy zrównoważeni ludzie oddaliby swoje życie za przyjaciół? Czy pozostawiliby dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, aby wyruszyć na poszukiwanie tej jednej, która zaginęła? Czy jedliby i pili z prostytutkami i grzesznikami? Mogliby mieć na to zbyt wiele rozsądku.

Jedynie ci, którzy są zdolni do miłości, potrafią zrozumieć pasję życia zakonnego. Jeśli nie damy się unieść fali miłości, wówczas wszystkie nasze wysiłki zmierzające do zachowania czystości mogą się skończyć jedynie na ćwiczeniu samokontroli. Jeśli nasz zapał do życia zakonnego i zdolność do miłości nie zostaną głęboko zintegrowane, staną się okazją do kontrolowania innych lub siebie.

Nasze wspólnoty powinny być szkołami przyjaźni, czyli zaufania do drugiej osoby, szczerości, zdolności do otwarcia się z przeżywanymi problemami. Jeden ze świętych mówił: „Zachowajcie dobroć i łagodność serca. Zachowujcie miłość Boga i braci”. Czy zawsze jesteśmy wystarczająco dobrzy i łagodnego serca w stosunku do siebie nawzajem? Jest w nas duży lęk przed przyjaźnią. Pewien stary zakonnik tak mówił podczas kapituły: „Nie mam nic przeciwko indywidualnym przyjaźniom, sprzeciwiam się natomiast indywidualnym nienawiściom”. Mówimy o przyjaźni, która nie ma charakteru wyłączności, lecz jest głęboko przemieniająca i integrująca ze wspólnotą zakonną. Powoli i z bólem uwalnia nas od tego, co zaborcze lub napuszone. Jeśli siostry we wspólnocie darzą się przyjaźnią, wówczas w innych będą szanowały wolność i dostrzegały równość. Jedne z prowincjałów napisał: „O droga przyjaźni, jakim jesteś darem od Boga! Nie wyrażaj się o niej źle. Wysławiaj raczej jej Stwórcę i Wzór – Błogosławionego w Trójcy Jedynego”. Jeśli jest to naprawdę przyjaźń pochodząca od Boga, będzie ona motorem naszego życia dla Chrystusa we wspólnocie.

Elementem charakterystycznym dla wspólnoty zakonnej jest radość z przyjaźni i świadome nastawienie na jej budowanie. W różnych tradycjach zakonnych można spotkać lęk przed przyjaźniami, lęk przed budowaniem ściślejszych więzi przez braci czy siostry. Może być w tym trochę uzasadnionych podejrzeń, że tak naprawdę to nie wiadomo do czego to prowadzi, albo że to powstrzymuje na drodze do Pana Boga. Przyjaźń bywa tam traktowana jako niepotrzebny dodatek, a tak naprawdę zakonnikowi winna wystarczać wyłączna relacja z Bogiem i powinien wyrzec się wszelkich innych bliższych więzi z ludźmi.

Święty Tomasz z Akwinu, zastanawiając się nad istotą relacji w Trójcy Świętej, tę najwyższą formę miłości, jaka w Niej panuje, nazwał miłością przyjaźni. Każda chrześcijańska wspólnota powinna budować swe relacje na wzór Trójcy Świętej. Wiadomo, że nie z każdym można i trzeba wchodzić w relacje przyjaźni, ścisłej zażyłości, głębokiej więzi. Jeżeli jednak takie więzi istnieją w zakonnej wspólnocie, to cała wspólnota staje się przemieniona, głębiej zjednoczona i pojawia się większa troska i odpowiedzialność za drugiego. Wspólnota staje się lepsza, doskonalsza, bardziej podobna do wspólnoty Osób Trójcy Świętej.

Św. Tomasz zachęca, aby w czasie trudności, gdy nie można sobie dać rady ze sobą, gdy smutek panuje w sercu, pójść do przyjaciela i porozmawiać z nim. Jest to lekarstwo dla człowieka i sposób na wyjście ze smutku i przygnębienia. Szczytowym punktem naszej miłości będzie wolność od posiadania. Musimy pozwolić odejść tym, których kochamy. Musimy sami ich pozostawić. Czy moja miłość do innych daje im wolność, aby mogli stanowić o swoim życiu, i czy sprawia, że jestem wolna dla realizacji powołania w zakonie? Będziemy potrzebowali naszych wspólnot przede wszystkim wtedy, gdy zawiedziemy w miłości. Możemy zawieść, gdyż wchodzimy w czas bezpłodny, czując się niezdolni do jakiejkolwiek miłości, i kiedy nasze serca z ciała zostały zastąpione sercami z kamienia. Wtedy będziemy potrzebować wspólnot, by za nas wierzyły.

Wspólnoty nasze muszą być miejscami, gdzie nie ma oskarżania. Potrzebujemy naszych sióstr, by wierzyły wtedy, gdy my nie potrafimy, że upadek nie jest końcem, lecz że Bóg w swojej nieskończonej płodności może uczynić go częścią naszej drogi ku świętości. Nawet nasze grzechy mogą być częścią nieudolnych prób miłości. Wszystkie lata seksualnych przygód św. Augustyna były być może częścią poszukiwania Tego, który był najbardziej umiłowany. Czystość zaś nie była rezygnacją z jego pragnień, lecz ich spełnienie.

2. Powołanie do jednomyślnego życia we wspólnocie

Consensus i kompromis to określenia dochodzenia do zgody, która jest osiągana poprzez ustępstwa z obu stron, często jednak kosztem rzeczywistego dobra i prawdy. Jednomyślność polega na tym, aby wydobywać dobro i prawdę z wielu różnych spojrzeń, żeby w dyskusji spróbować nie tyle koncentrować się na tym, co różni, ale wspólnie szukać prawdy i wspólnie na niej budować. Nie chodzi o to, aby wygrała czyjaś racja, żeby kogoś nakłonić do przyjęcia swojego stanowiska, żeby go przekonać lub wymóc uległość, ale żeby wspólnie odkryć to, co jest prawdą i dobrem, i wspólnie za tym pójść.

Jest to zadanie niesamowicie trudne i bardzo czasochłonne. Wymaga zdecydowania się na właściwie ciągłą rozmowę, na słuchanie drugiego, na mówienie o tym, na czym mi najbardziej zależy. Zamilknięcie i zamknięcie się w sobie powoduje, że nigdy się nie dojdzie do jednomyślności. Może będzie spokój "na powierzchni", ale nie będzie jednomyślności.

W życiu wspólnym ważna jest radość z różnorodności. Jednomyślność nie oznacza przecież identyczności. Równość sióstr, wynikająca z profesji zakonnej i wzajemnej miłości, nie wyklucza różnicy talentów. Wspólnota zakonna nie może być miejscem, w którym talenty są niszczone, miejscem równania wszystkiego do jednego wzorca.

Wspólnota jest miejscem wzrostu, doskonalenia i oczyszczenia. Jan Kasjan w swoich pismach mówi, że jedynym sensem przychodzenia do jakieś wspólnoty, zamieszkiwania w niej, jest odkrycie, że wcale nie jesteśmy tacy święci i cierpliwi, jak nam się wydawało. Wspólnota jest miejscem, w którym rozwiewają się wszelkie mity, jakie ktoś nosi w sobie na temat swojej doskonałości, świętości, także talentów i uzdolnień.

Wspólnota jest jednym z elementów kierownictwa duchowego. Jest ona miejscem, w którym siostra rozpoznaje siebie i swoje talenty. To wspólnota pomaga rozeznać kim jest i do czego Bóg ją wzywa. Elementem wspólnotowego kierownictwa duchowego jest też upomnienie siostrzane.

Wspólnota jest miejscem wzrostu, a także odkrywania tego, że jest się zależnym od innych. Bardzo pięknie ukazała to św. Katarzyna ze Sieny. W swym dziele "Dialog o Bożej Opatrzności" zapisała takie słowa Pana: "(...) nie chciałem, by każdy posiadał wszystko, co mu jest potrzebne, ażeby ludzie mieli sposobność, z konieczności, świadczyć miłość względem siebie. Mogłem obdarzyć ludzi tym wszystkim, czego im potrzeba dla duszy i dla ciała; lecz chciałem, aby jedni potrzebowali drugich, i aby byli mymi sługami dla udzielania łask i darów, jakie otrzymali ode Mnie". Bardzo cenne jest dostrzeżenie tego, że tak naprawdę nie jestem i nie mogę być samowystarczalny. Wspólnota doskonale mi to pokazuje. Trochę potrafię, coś z tego, co jest we mnie, mogę wnieść do wspólnoty, ale też muszę korzystać z pomocy innych.

Wspólnota jest też miejscem, gdzie człowiek uczy się, podatności na zranienia, nieustannej otwartości wobec drugiego człowieka - z tą świadomością, że staję wobec niego bezbronny. Ten drugi, chcąc nie chcąc, zawsze może mnie zranić, zawsze może mnie dotknie. Cała sztuka ewangelicznej miłości polega na tym, żeby będąc zranionym nie uciekać, nie zamykać się w sobie, nie chować się w swym egoizmie, ale próbować wychodzić z gotowością przebaczenia. Oczywiście, znów o własnych siłach tego się nie da zrobić. Potrzebne jest tutaj zanurzenie się w mocy Jezusa Chrystusa, w mocy Tego, który pozwolił się zranić do końca.

3. Wspólne świętowanie

W sercu wspólnoty znajduje się przebaczenie i świętowanie. Są to dwa oblicza tej samej rzeczywistości, którą jest miłość. Świętowanie nasyca serca, przywraca nadzieję i siłę, aby można było sprostać cierpieniom i trudnościom dnia. Świętowanie we wspólnocie zakonnej jest znakiem doświadczania duchowej więzi. Ono wskazuje, że wspólnota ma cel, który jest poza nią. Jest to najbardziej ludzki i najbardziej boski moment życia we wspólnocie.

Im codzienność jest cięższa i bardziej przykra, tym więcej nasze serca potrzebują chwil świętowania. Świętowanie jest radością, wdzięcznością za to, że nasze życie splata się z życiem innych, że żyjemy w łączności ze sobą, że różnice między nami są wspólnym skarbem i bogactwem, że możemy zapomnieć o dzielących nas barierach. Cieszymy się z możliwości odkrycia tego, co w nas najgłębsze, najwrażliwsze; łączy nas zaufanie. Świętowanie wypływa z łączności i jedności osób tworzących wspólnotę. Jest punktem szczytowym życia wspólnotowego, wyrazem więzi, a równocześnie elementem tworzącym więź.

Tak można obchodzić święta kościelne, urodziny i imieniny każdej siostry. Powiedzieć to, co jest piękne w życiu tej osoby. Podkreślić to, dlaczego jesteśmy szczęśliwe, że ona jest z nami. Dajemy jej coś, co sprawi jej przyjemność. Świętujemy piątą lub 10-tą rocznicę pobytu danej siostry w konkretnej wspólnocie. Każda z sióstr mówi o swoim darze duchowym dla niej, w postaci modlitwy.

Nie ma dialogu, otwartej rozmowy tam, gdzie jest w ludziach ukryta agresja. Żeby dojść do jedności trzeba uświadomić sobie i przyznać się do istnienia podziałów, strachu, który mamy w sercu, do agresywności, która jest w nas ukryta. Tylko wtedy będzie możliwy dialog i przebaczenie. Istnieje ścisły związek między świętowaniem a przebaczeniem. Świętowanie jest skutkiem przebaczenia.



Liczba wyświetleń strony: 9446040 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC