MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Opór człowieka wobec Boga



Bóg prowadzi człowieka przez pustynię, jak prowadził naród wybrany. Pustynia jest miejscem doświadczania opieki Boga, jak i kuszenia w postaci: niepokojów o siebie, strachu przed tym, co nastąpi, przed czasem, który nie jest nam jeszcze znany, przed ludźmi, których możemy spotkać, a których reakcji nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Stan pustyni, czyli próby nie jest stanem stałym, lecz przejściowym. Człowiek nie poradził by sobie w chwilach próby, bez tajemniczego podtrzymywania go przez Boga. W życiu naszym doświadczamy tzw. chwil niegościnności: zawsze człowiekowi czegoś brakuje, stąd życie w ogóle, a w tym życie zakonne może być trudnym wędrowaniem. Pustynia jest miejscem śmierci. Trzeba przez nią przejść, trzeba przejść przez śmierć we mnie tego, co stanowi o „moim Egipcie”, o mojej niewoli, aby dotrzeć do ziemi życia, czyli nieba. W życiu zakonnym doświadczyć możemy chwil wyzwalania, gdy spotykamy Boga. Na tej pustyni życia nie tyle my szukamy Boga, lecz Bóg szuka nas i prowadzi dlatego, że znalazł się na pustyni. „Na pustej ziemi go znalazł, na pustkowiu, wśród dzikiego wycia, opiekował się nim i pouczał, strzegł jak źrenicy oka”.

Izraelici zostali bardzo zubożeni w Egipcie. Popadając w niewolę zubożenie dotknęło ich życia duchowego i moralnego. Życie z nierozwiązanymi konfliktami wewnętrznymi oznacza przede wszystkim ogromne straty własnej energii, zapału, entuzjazmu, nadziei. Człowiek wewnętrznie podzielony, nie potrafi się w nic zaangażować całym sercem i usiłuje realizować sprzeczne cele. Z jednej strony bycie wiernym Bogu Jahwe, a z drugiej strony realizować niewolniczą pracę wobec faraona. Obsługujemy niekiedy to, co dotyczy naszego powołania, a równocześnie obsługujemy nasze wady, słabości, nieuporządkowane przyzwyczajenia, które pochłaniają wiele naszego wysiłku: myślenia, planowania, emocjonalnego zaangażowania. W takiej sytuacji wysiłki zmierzające ku rozwojowi duchowemu, pozostają bezowocne. To rodzi z konieczności frustrację, zniechęcenie.

Człowiek rozczarowuje się sobą, a tym samym przestaje wierzyć również Bogu, niedowierzając, że On jest w stanie doprowadzić go do Ziemi Obiecanej. Nasz zapał, zaangażowanie rozpraszają sprzeczne bodźce i dążenia. Marnujemy czas, a tym samym angażujemy się w to, co nie przyczynia się do budowania nadziei w nas samych. Gdy człowiek nie rozwiązuje swoich konfliktów wewnętrznych, pojawia się w nim niezdecydowanie. Podjęcie decyzji, choćby dotyczącej ślubów wieczystych, pozostania na zawsze w życiu zakonnym, to ogromna udręka, która prowadzi do paraliżującego strachu i dużego zmęczenia.

Ta sytuacja zmierza do tego, że człowiek w swoim działaniu jest nieskuteczny. Podejmuje różne postanowienia, lecz nie może ich wypełnić. Należałoby najpierw zobaczyć nie rozwiązane konflikty wewnętrzne i z nimi się uporać, by następnie podejmować postanowienia, sprzyjające duchowemu i moralnemu wzrostowi. Energia, nadzieja, miłość która jest w człowieku staje się dla niego dostępna, możliwa do wykorzystania wówczas, gdy nie poddaje się on różnym przejawom zmęczenia, zniechęcenia – różnym presjom czynników zewnętrznych. Jakie to są czynniki zewnętrzne, które mogą osłabiać wewnętrznie? Może podświadomie buntować się przeciwko konkretnym rozporządzeniom w Zgromadzeniu, czy we wspólnocie; może czuć się wewnętrznie przymuszona, by robić perfekcyjnie swoją pracę, która jej została zlecona; może być zła na siebie, że była szczera wobec osoby, do której nie ma zaufania i na której często już się zawiodła.

Człowiek będący w stanie konfliktów wewnętrznych, których nie rozwiązuje, do których nie ma właściwego odniesienia, jest nieskuteczny. To może sprawiać, że jego działanie jest powolne. Inne objawy takiego stanu wewnętrznego człowieka, to niezaradność, brak wyobraźni w pracy, w tym, co mówię do innych, jak również roztargnienia. Osoba konsekrowana, może nie wykonać dobrze swojej pracy, robić tylko tyle, ile trzeba, podstawowe minimum, jeśli w głębi serca będzie przekonana, że to niesprawiedliwe, iż ktoś tak utalentowany jak ona wykonuje tak podrzędne prace. Osoba ta będzie wykonywała różne czynności w napięciu, a skutkiem takiego podejścia, będzie szybkie zmęczenie i silna potrzeba snu. Trwanie zatem w nierozwiązanych konfliktach wewnętrznych objawia się między innymi szybkim męczeniem się i silną potrzebą snu. Zaangażowanie się w pracę, której nie akceptuję sprawia zużycie ogromnej ilości energii, ponieważ męczę się – uznając skierowanie do tego zadania za niesprawiedliwe i nie rozwijające mnie.

Potrzeba odkrywać presje wewnętrzne, które we mnie działają, czyniąc mnie tym samym niezdolną do realizowania powołania zakonnego. Jeśli siostra pragnie być nastawiona przyjaźnie do wspólnoty, ale kojarzy się to siostrze ze służalczością, wówczas siłą rzeczy może pojawiać się sztuczność w sposobie bycia. Jeśli chcę o coś prosić, czując równocześnie, że powinnam tego żądać, mogę być nieuprzejma. Jeśli chcę postawić na swoim, a równocześnie pragnę podporządkować się innym, będę się wahała. Jeśli chcę nawiązać kontakt z drugim człowiekiem, ale równocześnie boję się odrzucenia, to będę nieśmiała.

Gdy jesteśmy zmęczeni, a jest ono skutkiem wewnętrznego napięcia, to najczęściej winimy za to takie sprawy jak: słabe zdrowie, przepracowanie, brak snu. Niektóre siostry oskarżają siebie o lenistwo, choć w rzeczywistości nie potrafią leniuchować, ani cieszyć się bezczynnością. Może w tej sytuacji występować niechęć do podejmowania jakiegokolwiek wysiłku. Wiem, że bardzo szybko się męczę. Niechęć do wysiłku może paraliżować wiele inicjatyw we wspólnocie. Ilość marnowanego czasu na skutek nie rozwiązanych konfliktów wewnętrznych jest ogromna. Jest to związane także z marnowaniem talentów, umiejętności, przymiotów osobowych niektórych sióstr. Nie rozwiązane konflikty wewnętrzne prowadzą do rozdwojenia w życiu moralnym, do niewłaściwych zachowań wobec sióstr we wspólnocie.

W kwestiach moralnych, przy istniejących konfliktach wewnętrznych może doświadczać braku potrzeby angażowania się w cokolwiek we wspólnocie. Zajmuje się sprzeczne stanowiska i próbuje te sprzeczności ukryć. Ta sprzeczność szczególnie ujawnia się w wypowiedziach dotyczących zagadnień moralnych, życia wartościami, autentyzmu w życiu zakonnym, oddania się całkowitego Bogu. Osoba ta prowadzi dysputy o wartościach, za którymi należy podążać. Jednak te wartości nie mają mocy obowiązującej w jej życiu. Nie traktuje ona swoich ideałów, które głosi, całkiem poważnie. Stosuje się do nich wówczas, kiedy przychodzi jej to bez trudu lub ma z tego jakieś korzyści. W innych sytuacjach jest ślepa na wartości, gdyż tak jest jej wygodniej.

Osoba ta jest przede wszystkim nieszczera i przejawia w swoim życiu wzrost zachowań egocentrycznych. Nikt, kto jest wewnętrznie podzielony, nie może być do końca szczery. Szczerość, czyli nieoszukiwanie oznacza, wytężyć całą swoją istotę w działaniu. Wówczas nic nie pozostaje w rezerwie, nic nie jest wyrażane za pomocą maski, nic nie idzie na marne. Egocentryzm natomiast to problem moralny w takim stopniu, w jakim dotyczy prób podporządkowania sobie otoczenia. Siostra ta, nie traktuje inne siostry, jak równe sobie osoby które mają prawo do tego, żeby być wobec nich szczerym. Człowiek będący egocentrykiem, inne osoby uważa za środki służące do realizacji swoich celów. Trzeba na nie złożyć winę, gdy nie jest się w stanie wziąć odpowiedzialności na siebie; trzeba siostry upokorzyć, by zaspokoić własne pragnienie zwycięstwa. Potrzeba zatem zobaczyć swoją niewolę, a tym samym opór czyniony przeze mnie Bogu. To wyprowadzenie mnie na pustynię jest celowe, abym siebie bardziej poznała. Mało jest czasu w ciągu roku, by pomyśleć prawdziwie o sobie. Proszę Cię Panie, pomóż mi odkryć ten opór obecny we mnie, utrudniający doświadczania Twojej miłości.



Liczba wyświetleń strony: 9446019 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC