MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Jaką była moja przeszłość?



Pomyślmy o naszej przeszłości. To właśnie w odniesieniu do niej doświadczamy największego zniewolenia. Może ona zamarznąć w nas jak lód i stać się ciężkim brzemieniem. Pisano o takiej „tyranii przeszłości”, która może nas prześladować. Jeżeli w dzieciństwie nie zaznaliśmy dość miłości, jeżeli wychowywano nas zbyt szorstko i byliśmy nieustannie krytykowani przez rodziców, to dźwigamy w sobie poczucie, że do niczego się nie nadajemy. Nasza przeszłość trzyma nas w swoich rękach. Czyż nie to właśnie jest charakterystyczne dla stanu neurozy, że tkwi się we własnej przeszłości? Neurotyk nie potrafi porzucić tego, co było, i żyć chwilą obecną. Jest niewolnikiem minionego czasu.

Może w naszym przypadku nie było aż tak źle, może mieliśmy dobrych rodziców, którzy nie szczędzili nam miłości. A jednak na różnorakie wyzwania życiowe reagowaliśmy na swój własny sposób, nauczyliśmy się oceniać sytuacje, opierać się pewnym pokusom. Czyniliśmy to w określony sposób właśnie dlatego, że wcześniej okazał się on prawidłowy i bardzo łatwo mógł przejść w nawyk. Ten nawyk zaprasza, a nawet zmusza nas do tego, byśmy reagowali w taki sam sposób, kiedy znajdziemy się w podobnych okolicznościach. Ten dawny sposób reagowania ogranicza naszą wolność. Zamiast stawać wobec danej sytuacji w duchu otwartości, wychodząc z punktu zerowego i bez uprzedzeń, mamy już gotową odpowiedź. W gruncie rzeczy nic nowego się nie zdarzy. Nieświadomie działamy więc tak, jak zawsze to robiliśmy, a tym samym blokujemy ten niepowstrzymany strumień życia, który w każdym momencie pragnie nasze życie stwarzać od nowa.

Dawny, egocentryczny człowiek ma specyficzny stosunek do czasu; dla niego liczy się niemal tylko przeszłość. Na przyszłość nie potrafi patrzeć inaczej, jak tylko przywołując przeszłość albo, w najlepszym wypadku, widząc jedynie potrzebę walki z tym, co minęło. Lecz ten, kto walczy ze swoją przeszłością, inwestuje swą energię w to, co b y ł o, zamiast strzec możliwości, które istnieją t e r a z. Chwila obecna zawsze więc pozostaje skrępowana i dla dawnego człowieka jest pozbawiona znaczenia; jest niczym innym jak tylko szybkim przejściem z przeszłości do przyszłości. Chwila obecna sama w sobie nie ma żadnej wartości, służy jedynie jako swego rodzaju środek transportu przemieszczający przeszłość w przyszłość.

Kiedy identyfikuję się z moim ego, to widzę bliźniego przez pryzmat wcześniejszych przeżyć. Jeśli kiedyś mnie zranił, to oczekuję, że teraz uczyni to ponownie. Stoję na straży i wznoszę zasieki. Potem wyrzucam mu, że i tym razem nie był dla mnie miły. A w jaki sposób jego sympatia miałaby w ogóle mnie dosięgnąć, skoro ukrywam się za swoimi zasiekami? A może mam tylko dobre wspomnienia z wcześniejszych spotkań i spodziewam się, że i tym razem sympatia będzie mi okazana. A gdy przypadkiem on będzie trochę nieobecny i zdeprymowany, to poczuję się oszukany – on nie jest już taki, jak kiedyś – i uważam to za wykroczenie.

Żyjąc w ten sposób, przeszłość będzie moim tyranem, który zabrania mi spotykać się z ludźmi takimi, jakimi są. Będę zupełnie niezdolny do zobaczenia ich w rzeczywistości i prawdzie. Jedyne, co spotkam, to obraz, który sam sobie o nich stworzyłem. Zamiast spotykać żywego człowieka, spotykam martwy obraz. Nic dziwnego, że wówczas trudno jest o to, byśmy naprawdę spotkali się ze sobą.



Liczba wyświetleń strony: 9446120 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC