MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Odpowiedzialni i obwiniający



Biorąc pod uwagę nasz stosunek do naszych zachowań i reakcji, musielibyśmy dojść do wniosku, że mamy do wyboru tylko dwie możliwości: albo „panujemy” nad nimi, albo „obwiniamy” o nie kogoś lub coś innego. Nie jest to jednak prosty i pozbawiony następstw wybór. Tylko szczerość może wprowadzić mnie na prostą drogę ku dojrzałości. Zdołam poznać siebie, jeśli zapanuję nad moimi reakcjami i wezmę odpowiedzialność za moje emocje i zachowanie. Zacznę wzrastać. Jeśli jednak wciąż będę obwiniał kogoś lub coś za zaistniałą sytuację, nigdy nie uda mi się poznać siebie samego. Będę stanowiła sama dla siebie przeszkodę na własnej drodze ku osobistemu rozwojowi tak długo, jak długo będę czuł niechęć do uświadomienia sobie własnej odpowiedzialności. Wzrost zaczyna się tam, gdzie kończą się obwinienia.

Warto od czasu do czasu przyjrzeć się reakcjom różnych ludzi na tę samą osobę lub sytuację; zastanowić się nad przypadkiem osoby zachowującej się nieznośnie lub obraźliwie. Zdarza się, że odczuwamy złość na myśl o takiej osobie, dopóki nie odkryjemy, że komuś trzeciemu jest jej żal. Dopóki postrzegam tę osobę jako rozmyślnie złośliwą, moją reakcją emocjonalną będzie gniew i oburzenie. Moje zachowanie wobec niej może być pełne sarkazmu. Jeśli jednak spojrzę na tę nieznośną osobę przez pryzmat jej krzywdy lub upośledzenia, moja reakcja może się zmienić we współczucie. Poddając rewizji wszelkie nasze postrzeżenia i nastawienia, rewidujemy także nasze reakcje emocjonalne. Ważne jest zapamiętanie, że: spostrzeżenie jest jądrem każdej emocji; charakter i intensywność emocji są zawsze wyznaczane przez postrzeżenie. Może być tak, że większość z moich emocji jest zdrowa i trafna. Jeśli jednak moje zachowania niszczą mnie, lub dystansują do wspólnoty kapłańskiej czy zakonnej, powinienem przyjrzeć się bliżej moim spostrzeżeniom i nastawieniom. Będzie to z pewnością postęp na drodze ku mojej „pełnej odpowiedzialności”.

Czy postawa odpowiedzialności za nasze zachowania naprawdę przyczynia się do naszego szczęścia? Nie automatycznie i nie natychmiast. „Prawda was wyzwoli”, najpierw jednak trzeba trochę cierpieć. Na naszym dzisiaj ciąży nasze wczoraj. Nasze przyzwyczajenia bywają mocno zakorzenione. Przyzwyczajenia takie jak „unoszenie się gniewem” mogą na jakiś czas częściowo ograniczać swobodę naszych reakcji. Mówienie, że się ma „wybuchowy charakter” lub „gorącą krew” jest unikiem przed odpowiedzialnością za nasze zachowanie. Nie chodzi tu bowiem ani o wybuchowość, ani o krew, lecz o przyzwyczajenie.

Naszych reakcji najprawdopodobniej nauczyliśmy się od innych. Zamartwiający się, zazwyczaj mnożą zmartwienia. Wybuchowość zazwyczaj charakteryzuje całe grupy, czy wspólnoty. Powtarzanie tych reakcji może wytworzyć w nas głęboko zakorzeniony nawyk, tak że w końcu będziemy reagować automatycznie. Naciśnięcie określonego guzika wywoła określoną odpowiedź. Stajemy się niewolnikami naszych przyzwyczajeń, „tresowanymi zwierzętami\' skaczącymi przez „obręcze” przyzwyczajeń. Bardzo łatwo jest dać byle jaką odpowiedź na wyzwanie sytuacji, np. tracąc cierpliwość. Jeśli jednak pozwolimy, aby weszło nam to w krew, zatrzymamy się w naszym rozwoju. Naturalną skłonnością w takich sytuacjach, jest obwinianie za naszą reakcję innych ludzi lub samych sytuacji. Jeśli raz damy się złapać w pułapkę tego błędnego koła, pozostaniemy w nim.

Pełna odpowiedzialność za nasze zachowanie umożliwi nam rozpoznanie i rewizję naszych reakcji. Znajdziemy się wtedy na drodze wiodącej ku wewnętrznemu spokojowi i osobistemu szczęściu. Nie możemy zmieniać świata według naszych upodobań, możemy jednak zmienić nasz sposób reagowania na ten świat. Możemy zmienić siebie. Poznanie siebie, jest ukoronowaniem mądrości. Jeśli będę obwiniał za moje uczynki i uczucia inne osoby lub rzeczy, nigdy nie dowiem się niczego o samym sobie. Obwiniający uparcie zrzuca odpowiedzialność na innych ludzi, okoliczności, inne rzeczy: „Doprowadzasz mnie do szału”. „Nudno tu”. „Twoje doświadczenia mnie przerażają”. „Przy nim czuję się taki mały”. Osoba, która obwinia innych powtarza wciąż te same przypuszczenia. Działa tu mechanizm obronny, zwany projekcją. Raz wpakowawszy się w coś takiego, obwiniający zrywa kontakt z rzeczywistością. Zahamowuje swój rozwój. Wzrost zaczyna się tam, gdzie kończą się obwinienia.

Osoba odpowiedzialna zadaje sobie jedno jedyne pytanie, z którego płyną korzyści: „Co jest we mnie? Dlaczego działam lub czuję w taki sposób?” Osoba taka nie szuka u innych usprawiedliwienia ani wytłumaczenia dla swego oczywistego złego sprawowania. Osoby odpowiedzialne mogą postrzegać zachowanie innych jako przykre lub nawet destrukcyjne. Ich przewagą jest to, że wiedzą, iż tylko one mogą dokonać zmiany w samych sobie. Mogą wykazywać skłonności do pomagania stronie, która zawiniła, jednak znacznie bardziej interesować je będzie własna reakcja. Podobnie jak wielu innych ludzi, często uciekamy się do obwiniania kogoś, zrzucania na niego odpowiedzialności za moje własne reakcje. Odmowa wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i zachowanie stanowi mur pomiędzy człowiekiem a rzeczywistością. Jest to mur projekcji i racjonalizacji – mechanizmów obronnych. Oszukiwanie siebie staje się ucieczką. Osoba, która obwinia, przestaje się rozwijać. Obwiniający żyją w świecie błędnych interpretacji prawdziwych zdarzeń. Poszukując wewnętrznego spokoju, obarczają innych odpowiedzialnością za swoje życie i szczęście.

Spostrzeżeń i reakcji emocjonalnych uczyliśmy się w dużej mierze pod wpływem dorosłych. Również nasze interpretacje częściowo powstawały pod ich wpływem. Jednocześnie wiadomo, że dzieci powinny mieć coraz większą swobodę, aby mogły myśleć i wybierać po swojemu. Podobnie każdy z nas musi stopniowo uczyć się całkowitej odpowiedzialności za swoje życie i szczęście. Jest to istotny etap rozwoju człowieka, wypełniania naszych zadań jako istot ludzkich. Można sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby rodzice upierali się przy podejmowaniu wszelkich decyzji za swoje dzieci, dopóki nie osiągną one wieku 21 lat. Efektem takiego postępowania byliby zupełnie niedojrzali dwudziestojednolatkowie. Nietrudno też dociec, do czego prowadziłoby wychowywanie dzieci w przekonaniu, że odpowiedzialność za ich życie ponoszą inni. Ludzie tacy do końca życia pozostaliby dziećmi.

Całkowita odpowiedzialność jest odpowiedzialnością dojrzałą. Trzeba ją jednak wpajać już we wczesnym okresie życia, tak aby z biegiem lat stawała się coraz pełniejsza. Karą za odmowę wzięcia odpowiedzialności jest uwięzienie w stanie wiecznego dzieciństwa. Naszą powinnością jest cieszyć się tą podróżą, jaką jest ludzkie życie. Są dwa zadania, które należy w życiu odrabiać: Radosna akceptacja samego siebie – docenienie wyjątkowości każdego człowieka, oraz gotowość wzięcia pełnej odpowiedzialności za każdy – dobry i zły – krok na tej drodze.



Liczba wyświetleń strony: 10033200 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC