MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Odpowiedzialność



Musimy brać pełną odpowiedzialność za swoje życie. Wzięcie całkowitej odpowiedzialności za wszystkie nasze czyny, a także za nasze emocje i zachowania będące reakcją na różne sytuacje życiowe, jest najważniejszym krokiem na drodze ku dojrzałości. Niemniej tendencja do obwiniania innych za nasze uczynki i reakcje jest stara jak świat. Wielu z nas wyrasta na obwiniających. Mieliśmy zwyczaj bronić naszego zachowania, nawet jeśli było ono nie do przyjęcia: „Zasłużyłeś na to”. „Zrobiłeś mi to samo”. „Zobacz, jak to miło”. Nauczyliśmy się tłumaczyć nasze pomyłki i niepowodzenia brakiem odpowiednich narzędzi. Najsmutniejsze jest to, że obwiniający tracą poczucie rzeczywistości. W rezultacie nie potrafią poznać samych siebie. Nie dojrzewają. Nie wzrastają. Tymczasem prawda jest taka: Wzrost zaczyna się tam, gdzie kończą się obwinienia. Przeciwieństwem obwiniania jest poczucie odpowiedzialności za swoje życie, decyzje. Osoby odpowiedzialne są swoimi własnymi „dowódcami”, jeśli idzie o reakcje i zachowania. Osoba odpowiedzialna wie, że w jej wnętrzu jest coś, co tłumaczy jej odpowiedzi na sytuacje życiowe. To jest z pewnością krok ku dojrzałości ludzkiej. Odpowiedzialność jest gwarancją rozwoju.

Czym jest „pełna odpowiedzialność”? Doświadczenie życiowe uczy każdego z nas, że nie jesteśmy całkowicie wolni. Bywają chwile, kiedy nasze reakcje wymykają się z pęt. Nie da się kontrolować emocji, nie istnieje prosty przełącznik, który pozwoliłby je włączać i wyłączać według naszej woli. Zdarzają się takie chwile, kiedy po prostu nie potrafimy być takimi, jakimi chcielibyśmy być, robić tylko tego, co byśmy chcieli zrobić, mówić tylko tego, co byśmy chcieli powiedzieć. Czasami biorą nad nami górę nasze przyzwyczajenia, a my myślimy, że zawsze będziemy ich niewolnikami. Na naszym dzisiaj ciąży wczoraj, na jutrze zaciąży dzisiaj. Zdarza nam się płakać, chociaż wiemy, że powinniśmy się śmiać. Dąsamy się, wiedząc, że powinniśmy raczej porozmawiać. Jak więc się rzeczy mają z tą „pełną odpowiedzialnością”?

Założyliśmy, że nie jesteśmy całkowicie wolni. Zostaliśmy zaprogramowani w niemowlęctwie i dzieciństwie i ten program ogranicza naszą wolność. Ponadto zdążyliśmy zżyć się z naszymi przyzwyczajeniami i jest nam z nimi dobrze. Przyzwyczajenia także ograniczają wolność wyboru. A bywa i tak, że ogania nas zwykła ludzka bezczynność. Możemy powtórzyć za św. Pawłem: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło”.

Jak widać, całkowita odpowiedzialność nie oznacza pełni wolności. W tym kontekście całkowita odpowiedzialność będzie oznaczać coś we mnie, co określa i wyznacza moje działania i reakcje na różnorakie bodźce i sytuacje życiowe. To coś we mnie może brać się z genotypu, z mojego „zaprogramowania” w dzieciństwie lub z moich przyzwyczajeń. Ważne, że to coś we mnie istnieje. A ja biorę za to coś pełną odpowiedzialność. Robię to co robię, mówię to co mówię ze względu na coś, co jest we mnie. Inni ludzie i sytuacje mogą wywoływać reakcje, ale charakter tych reakcji określa tylko to coś we mnie.



Liczba wyświetleń strony: 9446058 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC