MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wszystko, co Bóg dał, jest bardzo dobre



Kto żyje świadomie, kto posiada łączność ze swoim duchem, z miejscem, gdzie mieszka w nim Bóg, kto żyje ze świadomością swojej Boskiej natury – ten uratowany został od zepsucia, beznadziejności, bezowocności, od pustki i bezsensu, od zafałszowania swojego życia. Nie jest już popychany przez żądze, nie musi mieć wszystkiego, co zobaczy. Nie musi osiągnąć wszystkiego, co możliwe. Może przyjąć życie, które ofiarowuje mu Bóg. Nie musi ciągle patrzeć co mają, oraz jakimi są inne osoby. Taki człowiek jest chwałą Boga. Uwielbia Go swoim istnieniem. Wolność od władzy własnych żądz, nie jest konsekwencją surowej ascezy, lecz wynika z doświadczenia Boskiego życia. Szkodliwe przyzwyczajenia i pozornie konieczne potrzeby stopniowo tracą swoją wartość i znaczenie, gdy człowiek zauważy, że doświadczenia duchowe wprowadzają go w zaspokojenie potrzeb o wiele głębszych. Człowiek nie może doświadczać wewnętrznego pokoju, dopóki nie przełamie tego wszystkiego, co nie jest Bogiem, i nie pozna wolności Bożej. Wolny jest ten, kto od niczego nie jest zależny i do niczego nie jest przywiązany. Taki człowiek jest wolny, który wyzwalając się spod wpływu pożądań zarówno cielesnych jak i duchowych, wznosi się swoimi pragnieniami ponad to wszystko, co nie jest Bogiem.

Człowiek ma udział w Boskiej naturze Chrystusa. Dzięki niej wybawieni zostaliśmy od przemijalności i zepsucia naszej śmiertelnej natury. Skoro mamy udział w Boskiej naturze Jezusa, możemy mieć także udział w Jego cnotach. Łańcuch cnót, które są uwielbieniem i dziękczynieniem wobec Boga rozpoczyna się od wiary. Z wiary wyłania się cnota, siła. Kto wierzy, potrafi żyć inaczej. Nie żyje z siebie, lecz z Boga, tego źródła, które w nim wytryskuje. Dzięki temu, nigdy nie zabraknie mu sił. Z tej cnoty i siły płynie poznanie. Poznanie rozumiane jest jako umiejętność rozróżniania między dobrem a złem. I oznacza także właściwe widzenie rzeczywistości, widzenie jej taką, jaka została stworzona i zaplanowana przez Boga. Poznanie, to postrzeganie trafne, wolne od fałszywych wyobrażeń. Konsekwencją poznania jest panowanie nad sobą. Człowiek panuje nad sobą i nie jest już określany przez swoje popędy. Żyje on sam, zamiast być tworzonym przez innych ludzi lub inne siły.

Kto ma władzę nad sobą, ten może decydować o tym, czego chce, a czego nie chce. Nie musi mieć wszystkiego. Potrafi także z czegoś zrezygnować. To jest powściągliwość. Powściągliwość nie oznacza tu surowej ascezy, lecz wolność decyzji. Przesłanką powściągliwości jest cierpliwość, wytrwałość, stałość i wytrzymałość. Musi ona opierać się przekonywująco brzmiącym namowom, które pochodzą z zewnątrz i których celem jest skłonienie człowieka do czegoś, czego w głębi serca nie pragnie. Cierpliwość – to pozostanie wśród kogoś lub wśród czegoś, wytrzymanie. Powiedzieć „tak” temu co jest. Zaakceptować rzeczywistość taką, jaką ona jest; zaufać, że sam Bóg nadał jej taki kształt.

Z wytrwałości i wytrzymałości wynika bogobojność, pobożność i szacunek wobec Bożego porządku. Człowiek pobożny ma swoje oparcie w Bogu. Buduje swój dom na skale, a nie na pisku żądz i zachcianek. Pobożność jest wiedzą o Bogu, która każe człowiekowi poważnie traktować wolę Bożą, wiąże go z Nim, wyposaża w zaufanie do Niego. Pobożność jest źródłem braterstwa, miłości do Brata i Siostry. Kto w Bogu odnalazł swoje oparcie, ten nie krąży wokół siebie samego, jest wolny, wolność ta pozwala mu kochać. Angażuje się on w sprawy wspólnoty zakonnej. Rozwija się w nim świadomość odpowiedzialności wspólnotowej i otwartość na potrzeby tych, z którymi modli się, pracuje, cierpi i żyje nadzieją zbawienia. Głęboki szacunek wobec Boga jest początkiem poznania. Kto wie o Bogu i Jego niepojętej tajemnicy oraz odnosi się do niej z należną czcią, ten doświadcza rzeczywistości takiej, jaką jest, ten stawia pierwszy krok na drodze do zgłębienia prawdy o swoim życiu, tego udziałem mogą stać się doświadczenia duchowe. Na tej podstawie wyrasta miłość do wszystkiego. Ta miłość jest owocem wiary. Oznacza ona nową jakość życia. Przepełnia człowieka nową skalą wartości i przechodzi na wszystko, czego on się dotyka.

Kto zgodnie ze swoją naturą żyje według powyższych kanonów, tego życie będzie bardzo owocne. To pozwoli na głębsze poznanie Jezusa Chrystusa. Płodność jest istotnym atrybutem życia. Żywotność, płodność i życie bazujące na Boskich fundamentach stanowią kryteria zdrowej, chrześcijańskiej i zakonnej duchowości. W swojej pobożności tak naprawdę można krążyć ciągle wokół siebie. Usiłujemy niejednokrotnie rozwiązywać swoje problemy przy pomocy modlitwy. Ale nie stać nas na to, by stawić czoła prawdzie o sobie. To w czasie modlitwy powinien człowiek dzielić się nią z Bogiem. Gdy człowiek nie zdaje się na Boga, to wypełniając ćwiczenia duchowne, myśli o sobie. Zamiast pełniejszego życia, człowiek szuka zabezpieczenia. Szuka osiągnięć i sukcesów, którymi mógłby się wykazać. Zamiast łączności z Bogiem, człowiek poszukuje uznania dla swoich religijnych osiągnięć. Troszczy się o to, aby wszystko robić bezbłędnie. I to waśnie sprawia, że wiele spraw mu nie wychodzi tak, jak zamierzył.

Człowiek potrafi wiele rzeczy czynić dobrze. Dokonuje tego czasami pod wpływem motywacji wynikającej z niedoboru. Troszczy się o życie duchowe pod wpływem motywacji wynikającej z niedoboru. Modli się o to, by Bóg podarował mu więcej pewności siebie, by uwolnił go lęków, by pozbawił go skłonności do depresji, albo wykorzystuje aktywność religijną, by uciec przed prawdziwym życiem. Chce pewności i oparcia. Ściśle spełnia praktyki religijne, ze strachem uciekając przed życiem. Życie duchowe jednak ma służyć wzrostowi.

Kto stale krąży wokół siebie i swoich problemów, sam siebie rani. Kto swój jedyny cel widzi w tym, by uwolnić się od swoich lęków, ten stale będzie na nie skazany. Kto pragnie nad wszystkim panować, temu życie wymknie się spod kontroli. Kto wszystko chce robić w sposób wzorowy, będzie musiał stwierdzić, że wiele spraw nie poszło według jego zamierzeń. Wyznaczamy sobie krótkofalowy cel. Chcemy tylko złagodzenia naszych cierpień, ale nie patrzymy przez nie na Boga jako prawdziwą opokę naszego życia. I gdy uporamy się z jedną niedolą, zaraz po niej przychodzi następna. Przyczyna nieszczęść, jak się wydaje, tkwi, między innymi, w fałszywym rozumieniu życia. Dopóki krążyć będziemy tylko wokół tego, aby spełniać swoje życzenia i kontrolować przykre sytuacje, dopóty sami siebie będziemy krzywdzić. Zadaniem człowieka jest demaskowanie rzeczywistych przyczyn własnych problemów, aby odrzucić stare wzorce życiowe i odkryć wiarę, jako prawdziwą drogę życia.

Wiara, to przekonanie, że poprzez Chrystusa uzyskaliśmy uczestnictwo w Boskim życiu, że prawdziwą podstawą naszego życia jest Bóg, że całe nasze życie jest przeniknięte Bogiem. Jeśli te prawdy mają dla nas pierwszorzędne znaczenie, wówczas stajemy się wolnymi, przestajemy się okaleczać, przestajemy jęczeć, gdy nasze życzenia się nie spełniają. Świadomość tego, co Bóg uczynił dla nas przez Jezusa Chrystusa stanowi element prowadzący do wolnego życia. Inną przyczyną zadawania sobie bólu jest to, że wiele z tego, co znajdujemy w sobie, traktujemy z góry jako złe, zepsute, brudne, przeszkadzające w realizacji naszego powołania. Nie wolno nam oddzielać jakichś obszarów w nas jako złych, np. płciowości albo agresji. Niekiedy człowiek traktuje Boga i świat, naturę ziemską i naturę Boską, na zasadzie przeciwieństw. Takie przekonanie prowadziło do krańcowego ascetyzmu i zadawania sobie głębokich ran. Człowiek niekiedy siebie rani, potępia i tłumi w sobie dwa główne źródła energii: agresję i seksualność. Boga nie można znaleźć pomijając agresję i płciowość. Kto odcina się od agresji i płciowości, ten traci przeważającą część swojej energii twórczej, ofiarowanej mu przez Boga.

Bóg podarował nam również energię agresji i seksualności, jako siły, które są dobre dla naszego życia i naszej pobożności. Nie należy więc ich amputować, ale w ludzki sposób obchodzić się z nimi. Tłumienie agresji czyni człowieka depresyjnym. Nie chodzi o to, aby prześladować wspólnotę niekontrolowanymi wybuchami agresji, ale o to, żeby wejść z nimi w kontakt i następnie wyrażać je w stosowny sposób. Trzeba uczyć się, jak w pozytywny sposób widzieć swoje agresje i powoli okazywać je na zewnątrz. Wówczas depresyjne nastroje ustępują miejsca twórczej energii. Człowiek potem odkrywa, jak długo siebie ranił, tylko dlatego, że szukał Boga obok swoich agresji, tylko dlatego, że nie zauważał, nie odbierał agresji, jako siły Boskiej, ale jako siłę diabelską, prowadzącą do zguby, którą należy w sobie bezwzględnie stłumić.

Podobnie rzecz ma się z płciowością. Wielu powołanych zadaje sobie rany, ponieważ uważają ją za coś, co nie ma prawa istnieć w ich życiu, co samo w sobie jest złe. Całą energię poświęcają na jej przezwyciężenie. Jest lęk przed seksualnością, który prowadzi do jej zagłuszania. W seksualności trzeba odkryć Boską naturę. Gdy całość swojej energii kierujemy na to, by własną seksualność stłumić lub wyeliminować, ranimy siebie. Efekt jest taki, że w chwilach frustracji i zniechęcenia zaskakuje człowieka jego popęd płciowy, który przejawia się w formie samo zaspokajania. Kto nie boi się styczności ze swoją seksualnością, u tego prowadzi ona do przyjemności z życia, radości ze swojego ciała, do kreatywności i nasyconej niespożytą energią duchowości. Seksualność nie jest siłą łatwo dającą się skanalizować. Najbardziej istotne jest to, abyśmy traktowali ją jako energię podarowaną nam przez Boga, moc, która jest dobra oraz konieczna dla naszego życia i naszej pobożności. Jest to siła, która od Boga pochodzi i do Niego prowadzi. Chcemy niekiedy separować Boga i świat i dotrzeć do Boga zostawiając świat na uboczu. Wydaje się, że nie rozumiemy swojej religijności, jako drogi do pełni życia, lecz jako sposób na unikanie, które służy ucieczce przed niebezpieczeństwami pełnego życia.



Liczba wyświetleń strony: 10658787 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC