MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Opanowanie



Nie chodzi tu o stoickie opanowanie i spokój, którego niczym nie da się zburzyć, ale zdolność wyrzeczenia się siebie. Człowiek musi wyrzec się wielu rzeczy, aby się dobrze rozwijać duchowo. Musi się wyrzec zła, samowoli, uporu. Musi nawet porzucić coś dobrego, jeśli hamuje to jego postęp. Dla każdego wieku życia człowieka istnieją specyficzne religijne formy wyrazu. Nie można ślepo trzymać się praktyk, które były dobre dla młodzieży. Jeśli dotychczasowa praktyka, podczas przeżywania kryzysu wydaje się komuś jałowa i bezowocna, to nie dlatego, że podążył za złą formą, lecz dlatego, że Bóg chce przez to powiedzieć, że teraz trzeba szukać innych form, które odpowiadają obecnemu etapowi rozwoju duchowego.

Zamiast modlić się długimi monologami, które tak naprawdę mogą bardzo męczyć, może warto uprościć własną modlitwę. To znaczy: zrezygnować z chęci przeżycia coraz to nowych duchowych doświadczeń i religijnych uczuć i zamiast tego po prostu być przed Bogiem, w Jego obecności, nie umiejąc dużo o tym mówić. Wiele osób przeżywa kryzys religijny, gdyż przenoszą na życie religijne chęć zdobywania, która jest dobą metodą w studiowaniu. Niezwykły pęd do religijnych doświadczeń i równocześnie usiłowanie gromadzenia wielkich bogactw duchowych. Posucha i rozczarowanie w modlitwie są wskazówką, że trzeba przestać poszukiwać doświadczeń Boga, porzucić dążenie do posiadania i stanąć przed Bogiem w prostocie. Chodzi o to, by powierzyć się Jezusowi całkowicie, nie żądając od Niego ciągle darów takich jak spokój, zadowolenie, bezpieczeństwo, pocieszenie duchowe.

Do opanowania należy również gotowość do cierpienia. Opanowanie nie oznacza, że ma się spokój i człowiek się nim cieszy. Przeciwnie, wypuszczam z rąk własny spokój. Jestem gotowy na przyjęcie udręki, w którą mnie Bóg wprowadzi. Prawdziwy pokój rodzi się w wielkim niepokoju, a w ucisku doskonali się człowiek. Dlatego trzeba wytrzymać udrękę i związane z nią cierpienia. Człowiek nie powinien nawet wyrywać się z objęć swojej udręki, lecz czekać. Nie można bowiem wyjść z niej o własnych siłach. Nie powinienem czynić nic innego, tylko czekać, aż Bóg sam przeprowadzi mnie z udręki do nowej duchowej dojrzałości. I trzeba ufać, że Bóg nie wprowadza mnie w stan udręki, nie mając w tym pozytywnego dla mnie celu. Ufając Bożemu prowadzeniu, trzeba pozwolić Bogu wziąć się za rękę. Zatem w kryzysie, chodzi o zmianę kierownictwa, zmianę tego, kto mnie prowadzi. To Duch Święty wywołuje kryzys i działa w ludzkiej udręce.

Człowiek zewnętrzny musi zostać starty, aby człowiek wewnętrzny mógł się z dnia na dzień odnawiać. Jeśli w kryzysie zobaczę działanie Boga, to przestanie on być groźny i niebezpieczny. Można w nim zobaczyć dla siebie szansę zrobienia kroku naprzód i zbliżenia się do Boga. Często Boże działanie jest bolesne. Wtedy pozostaje jedynie to: przecierpieć Boga w sobie, znieść to, co On mi ześle, nie załamując się wewnętrznie. Ta postawa wymaga wiele od człowieka, który przywykł do tego, że zawsze nad wszystkim, co jego dotyczyło, miał pełną kontrolę. Istnieje zatem takie niebezpieczeństwo, że może będę chciał wziąć w swoje ręce kryzys i swoim działaniem coś próbować przyspieszyć, żeby to już mieć za sobą. Nie można przeszkadzać Bogu w działaniu „w udręce i przez udrękę”.

Zbyt łatwo człowiek chce sam planować swoje życie i swoją praktykę, swoje zachowania, metody rozwiązywania problemów. Nie potrafimy zaufać bierności, ze strachu, że wszystko może nam się wysunąć z rąk. Wszystko [przecieka mi między palcami. Może tak właśnie ma być. Cierpliwie znosić. W kryzysie człowiek ma zwrócić się do swojego wnętrza. Potrzeba również uznać swoją niemoc i słabość i powierzyć się całkowicie Duchowi Świętemu. Gdy porzucę wszystko, co może przeszkadzać działaniu Bożemu w człowieku, wówczas głębi mojej duszy może narodzić się Bóg. Ucisk pojawia się w człowieku tylko wówczas, gdy Bóg chce przygotować w nim nowe narodzenie. W tym czasie dużym niebezpieczeństwem jest to, by samemu zdjąć z siebie ciężar przez zwrócenie się na zewnątrz, przez pilność i kurczowe trzymanie się religijnych form, przez zewnętrzne zmiany. Kryzys ma określony cel. Jest on szansą dotarcia do prawdziwego człowieka w nas i postawienia decydującego kroku na drodze do Boga. Kryzys trzeba dopuścić i wsłuchać się w to, co Bóg chce do nas powiedzieć. Nie musimy się przed tym kryzysem bronić, nie musimy uciekać. Możemy natomiast pozwolić, by Bóg przewrócił nasz dom i rzekomy porządek w naszym wnętrzu. Zamiast narzekać na kryzys, warto Bogu podziękować za to, że w nas działa, że otwiera nasze skostniałe wnętrze na swego Ducha.



Liczba wyświetleń strony: 10715986 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC