MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Uczymy się być dziećmi Ojca



W życiu zakonnym, można poprzestać jedynie na tym, że „pozwalamy sobie prze­grywać, aby nie zdarzyło się gorsze”, a także po prostu nie kończymy z niczym na dobre lub chcemy zapomnieć i przeba­czać. Czasami wszystko to nie wystarcza. Trzeba zrobić coś wię­cej. Trzeba wyjść naprzeciw temu, którego traktuję jako mojego przeciwnika, wykonać dla niego ja­kiś pozytywny gest, okazać pokorę zrobienia pierwszego kroku. I nie należy wtedy myśleć, że sprawa leży tylko w „gestach”. Jeśli będą zbyt nachalne lub wulgarne, mogą wyrządzić przy­krość i zirytować kogoś. Chodzi przecież o to, aby nauczyć się przyjmować do własnego „wnętrza” także tego, kto ci się prze­ciwstawia, albo nie ma ci nic do zaofiarowania, aby nauczyć się szczerze kochać tego, kto nawet na to nie zasługuje lub wyrzą­dził ci zło.

Niekiedy, także we wspólnocie zakonnej, niektóre zachowania agresywne (oszczerstwo, odrzuce­nie, atak...) są po prostu desperacką próbą zasygnalizowania cierpienia być może niezręczną i pełną sprzeczności. Często cierpienie, które na innych sprowadzamy i przykrość są znakami niedojrzałości i infan­tylizmu, ale to nie upoważnia do reagowania odrzuce­niem lub zemstą. Przeciwnie. Jest to właśnie powód do zareagowania życzliwością na potwarz, gościn­nością na odrzucenie, zrozumieniem na atak. Jest to konkretne przyjęcie na swoje barki ciężaru brata, prawdziwego przesłania, wyjście poza przemoc. W taki sposób, z upływem cza­su, pobudza się kogoś do dojrzałości, zło się przekształca, nasze wspólnoty obierają kierunek bardziej za miłością silniejszą od grzechu. Uczymy się być dziećmi tego Ojca Niebieskiego, którego słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, który zsyła deszcz na sprawiedli­wych i niesprawiedliwych.

„Błogosławieni” – mogliby być rozumiani jako „mający szczęście” – mają szczęście ci, którzy są ubodzy, miłosierni, zatroskani, prześladowani... ponieważ w ich ubóstwie, dobroduszności, trosce bliższe jest Królestwo i obecność Boga jako obrońcy słabych i cichych. Nawet więcej. Gdy dobrze się przyjrzymy, cichość wydaje się kluczem do czynienia wszystkich błogosławieństw, gdyż jest istotną cechą, która nadaje styl i auten­tyczność czystości serca, wprowadzaniu pokoju, miłosierdziu itd.

Cichość jest przede wszystkim tym, co ujawnia się wobec Boga. Jest ubóstwem ducha, a ściśle: odnosi się do tego, kto pochyla się przed Panem bez chęci wymuszenia czegokolwiek, ale z pełnym oddaniem Temu, który go sobie upodobał. Tylko ten, kto pochyla się przed Ojcem, może być cichy wobec brata. Ujawnia on swoją bezbronność, niechęć do jakiejkolwiek obrony, ale nie jak ten, kto dumnie się chełpi, lecz jak ten, który skłonny jest się pochylać. W tym jego pochyleniu manifestuje się odmienny wysiłek i niepojęta skuteczność, a także siła dźwigania cudzego ciężaru, mycia nóg, bycia skłonnym do różnych ukrytych posług, które inni często odrzucają. Jest to skłonność, która pobudza u innych ich lepszą część, także wtedy, gdy są aroganccy i wrodzy. Budzi nadzieję na prawdziwą poprawę, która wydaje się zmierzać we właściwym kierunku.

Cichość naprawdę „nie łamie trzciny nadłamanej ani nie gasi knotka o wątłym płomyczku”, nie sprzyja upadkowi na ziemię słabego. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy istnieje konieczność odpłacenia komuś za upokorzenie cierpliwością i działaniem pełnym dobroci. Cichość posiada charyzmat delikat­ności, „nie zadziera nosa ani nie przemawia podniesionym głosem”, nie oręduje za czymś, co upokarza i zawstydza. W razie potrzeby zna właściwy sposób reagowania stanowczością i otwartością. Jest to siła, która nie wynika z zewnętrznej przemocy, ale z przekształcenia – przetworzenia zła, dzięki czemu cichość może czynić rzeczy niemożliwe dla tego, kto jest agresywny, a czuje się błogosławiony i szczęśliwy. Jest tak, ponieważ człowiek cichy ma serce na dłoni, nadzieję na pozyskanie kogoś drugiego. wszystkie osoby, które walczyły o sprawiedliwość, posia­dały właśnie tę cechę: łagodność.

Osoby łagodne i pokorne, dyskretne w działaniu, otwarte w dialogu i przyjmowaniu innych, cierpliwe i opanowane. I właśnie dlatego obdarowane skuteczną siłą. „...łagodny jest ten, kto nie ufa w moc ludzką, w siłę potęgi człowieka, ale który w gruncie rzeczy powierza swój los Bogu, Panu. Być łagodnym to nie znaczy być biernym. Łagodnym jest człowiek, który nawet zaatakowany mówi do Pana: teraz mój los jest w Twoich rękach... Dzięki łagodnemu możliwe są wszystkie ideały sprawiedliwości.

Ryzykujemy, że będziemy uwa­żani za ludzi kompromisu, poniżonych, przeszkadzających naszymi ideałami. Ale cichy nie ponosi za nic winy. Wierzy i wymaga, aby jego postawa była jasno rozumiana. Nie opiera się na ludzkich środkach działania. Jeżeli będzie musiał, zapłaci za nią męczeństwem. Dlatego też cisi są tymi, którzy ideałami wygrywają bitwy, aby przekształcać środowisko, wspólnotę w której żyją przez moc własnej nadziei. Wygrywają dzięki wytrwałości, z jaką wierzą, że można zrealizować nawet niemożliwe. Błogosławieni cisi, dzięki nim zło, także tu na ziemi, może przemienić się w dobro.

Co czynić, aby być razem, odczuwać, że jesteśmy dziećmi jednego Ojca?



Liczba wyświetleń strony: 9446046 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC