MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zazdrość



Ludzie zazdrośni czynią wrażenie ludzi bardzo pewnych siebie. Nie wiedzą, co to jest wahanie. Zdają sobie sprawę, czego chcą, i z dziką bezwzględnością potrafią o to walczyć. Rządzą innymi jak dziećmi. To, co mówią inni, nie ma najmniejszego wpływu na ich rozumowanie. Zazdrosny człowiek ma zawsze niezachwiane przekonanie. Człowiek zazdrosny, to ktoś z kompleksem niższości. Jego objawy mogą być ukrywane, ale poczucie własnej niższości jest nieodłączne od zazdrości i zaborczości. Jeżeli od czasu do czasu gryzie mnie zazdrość, dzieje się tak dlatego, że za nisko się cenię. Nabrałem niedobrego zwyczaju obwiniania samego siebie, wzbudzania w sobie poczucia winy. Oceniam siebie na podstawie swoich działań, zachowania i osiągnięć, na podstawie ludzi, którzy są mi bliscy, czy też są moimi przyjaciółmi, albo na podstawie tego, co osiągnąłem, czym mogę przed innymi się wykazać. Wierzę, że jestem lepszy, więcej wart, gdy jestem zdolniejszy, bardziej utalentowany. In potrafię oddzielić człowieka od jego postępowania. Jeśli coś osiągam, coś mi się dobrego udało zrobić, nagle zaczynam myśleć o sobie, że jestem kimś lepszym. I odwrotnie, gdy coś lub kogoś tracę: czyjąś życzliwość, zaufanie, przyjaźń, dochodzę do wniosku, że jestem niewiele wart.

Siebie samego należy oddzielać od tego wszystkiego, co jest ze mną związane. Inaczej bowiem, zrozumiałe jest potępianie siebie lub akceptowanie w zależności od tego, w jakim teraz znajduję się położeniu. Poczucie winy jest związane z dwojakimi zasadniczo zarzutami: nie osiągnąłem czegoś, co bardzo pragnąłem osiągnąć, nie zdobyłem czyjegoś zaufania, życzliwości, uznania dla swojej pracy; tym samym jako człowiek jestem bezwartościowy i gorszy od innych. Tak rodzi się i umacnia kompleks niższości. Ten, który zazdrości stosuje następujący miernik własnej wartości: to, czy jest czy też nie jest kochany. Brak wzajemności, odrzucenie jest jak straszliwy potwór z dziecinnych koszmarów i potrafi wytrącić z równowagi. Świadomość, że nie jestem kochany, rodzi rozpaczliwy smutek, uwiera i boli. In należy jednak wpadać w panikę. Należy obrócić całą energię na pracę nad sobą, nie spychać się ciągle w psychiczny dołek, gdyż będzie to znacznie zdrowsze od napadów zazdrości. Należy zaakceptować siebie takiego, jakim jestem, a wtedy to, czy ktoś inny mnie akceptuje, okaże się mało ważne.

Zazdrośnik rzadko cierpi w milczeniu. Z reguły wyraża swoje pretensje głośno i dosadnie. Wrzeszczy na bliską sobie osobę, atakuje bez skrupułów, nie liczy się z niczym – musi uzyskać przewagę. Prowokuje niekiedy awantury. Czasami są to krótkotrwałe wybuchy emocji, po kilku minutach czy godzinach przechodzą w spokojną rozmowę zwaśnionych stron. Ale z człowiekiem zazdrosnym i zaborczym nie pójdzie łatwo. Taki człowiek ma własną teorię do której jest bardzo przywiązany. Jest to coś, co jest zbieżne między dyktatorem a niewolnikiem, dyktatorem i nadzorcą niewolnika. Tacy ludzie uważają, że partnerzy są ich własnością, rzeczami, z którymi mogą robić, co im się podoba. Uważają, że są właścicielami ludzi. Nic ich nie obchodzą uczucia bliźnich, tylko ich własne. Mają dwa zestawy zasad – jeden dla siebie, drugi dla innych. I nietrudno zgadnąć, kto ma wydawać rozkazy, a kto jest zobowiązany je wykonywać.

Jedną z najbardziej zdumiewających cech ludzi zazdrosnych i zaborczych jest ich psychologiczna ślepota. Często są to ludzie inteligentni, wykształceni, atrakcyjni. Te osoby wobec najbliższych zachowują się niezwykle żałośnie. Samozniszczenie jest charakterystyczną cechą ludzi chorobliwie zazdrosnych. Zazdrosny, nie ma większego wroga od siebie. Potrafi zrazić do siebie człowieka, którego miłości nie chce utracić. Nie pomija niczego, co może rozdrażnić i zdenerwować osobę sobie bliską. Zachowuje się jak krzyczące dziecko, które chce gwiazdkę z nieba. Robi wszystko odwrotnie, niż powinien, by zdobyć i utrzymać miłość kochanego człowieka. Ludzie zazdrośni bardzo głupio rozwiązują swoje problemy uczuciowe.

Jedną z najbardziej zaskakujących cech charakteru osób zazdrosnych jest ich niechęć, wręcz niemożność przyznania, że to oni są odpowiedzialni za swoją zazdrość. Z reguły przyczynę swego nieszczęścia upatrują w innych, bo to: ono rozmawiają z innymi, chwalą innych, patrzą na innych. To, że ktoś mnie zawodzi, mój sprzeciw i przygnębienie są całkowicie zrozumiałe. Jeśli jednak dam się ponieść wściekłości, zachowam się jak neurotyk. Mogę sobie wyrządzić nieodwracalną krzywdę. Niekiedy domagam się uparcie, aby osoba na której mi zależy: przyznała, że jest przyczyną mojego zdenerwowania, oraz – zgodziła się na to, że to ona musi zaradzić mojej zazdrości. Uważam, że wówczas odzyskam spokój i równowagę. Bywa odwrotnie. Moja zazdrość jest skutkiem mojego sposobu myślenia o postępowaniu drugiej osoby, nie natomiast jej postępowania. Pod wpływem zazdrości przerzucamy odpowiedzialność za swój własny problem za inną osobę, która problemu nie ma. Najczęściej osoby zazdrosne mówią: jej /jemu/ nie można wierzyć, nie można ufać. To dlatego każda rozmowa może w tej sytuacji prowadzić do konfliktu. Są dwa rodzaje braku zaufania: brak zaufania do kogoś i brak zaufania do siebie. To właśnie brak zaufania do siebie jest przyczyną zazdrości. Moim zadaniem jest opanowanie zazdrości, nie przez zmuszanie innych, by mnie bardziej kochali, ale przez zmuszenie siebie samego, by się mniej nienawidzić.

Inną cechą osób zazdrosnych jest egoizm. Egoista chce realizować swoje cele bez oglądania się na pragnienia i potrzeby innych. Pojęcie wzajemności jest takiemu człowiekowi zupełnie obce. Jest jak dziecko, które nie nauczyło się z nikim dzielić, odwdzięczyć się za przysługę, mieć na uwadze pragnienia innych. Jest to neurotyczna postawa uczuciowa. Dbałość o własne dobro jest natomiast postawą zdrową. Czasem należy postawić siebie i swoje pragnienia ponad innymi. Trzeba jednak mieć świadomość, że za czyjąś życzliwość czy przysługę będę musiał się odwdzięczyć. Jeśli ktoś zarzuca mi, że jestem egoistą, powinienem odpowiedzieć sobie na pytania: czy mam zwyczaj rewanżować się za przysługę?; czy zgadzam się, by ktoś korzystał z tych samych przywilejów co ja?

Jeśli odpowiem: „tak”, to nie ma problemu z egoizmem; jeśli odpowiedź brzmi: „nie”, to egoizm jest faktem. Problem osoby zazdrosnej polega na tym, że jest egoistą zawsze wtedy, kiedy w jego życiu uczuciowym coś nie gra. Przy wielu innych okazjach jest rozważny, uczynny, odpowiedzialny. Potrafi być życzliwy i troskliwy. Lecz gdy osoba, na której mu bardzo zależy okaże jakiekolwiek zainteresowanie kimś lub czymś, odczuwa, że znalazł się poza centrum uwagi. Wtedy przestaje się troszczyć o dobro drugiego – ważne jest jego. Będąc zazdrosnym, trzeba umieć cierpieć w milczeniu. Należy uczyć się opanowywać urazy, przestać rozczulać się nad sobą i nie szukać wad u innych, odrzucać gniewne myśli o rewanżu, pozbywać się napięcia, nerwowości i lęku. Nauczyć się być osobą miłą dla tego człowieka, na którym mi zależy. Zaakceptować i polubić siebie, niezależnie od tego, czy osoba, na której mi zależy odwzajemnia moje staranie, moją troskę. Wówczas moje cierpienia ograniczą się do mojej osoby.

Jednak większość ludzi dotkniętych zazdrością myśli wyłącznie o sobie. Dlaczego człowiek robi scenę zazdrości? Ponieważ kieruje nim gniew i chęć ukarania drugiej osoby. Niekiedy uważa, że źle ulokował swoje uczucia. Uważa, że nie powinien przeżywać frustracji, poczucia zagrożenia, nie powinien czuć się odrzuconym. Jest przekonanym, że nikt nie ma prawa zmieniać poglądów, że jeśli ktoś kiedyś wyznał im miłość, przyjaźń, albo okazał potrzebę życia w życzliwej więzi partnerskiej, musi w tym trwać, cokolwiek się stanie. Kiedy człowiek zazdrosny wpada w gniew, to dlatego, że się denerwuje, bo nie skupia na sobie całej miłości i uwagi, której jak sądzi, bardzo jej potrzebuje. Wolno mi pewne rzeczy chcieć, ale nie domagać się od innych. Inną cechą ludzi zazdrosnych jest nieuzasadnione poczucie zagrożenia. Prawie wszystko potrafi wyprowadzić ich z równowagi. Ludzie zazdrośni paranoicznie reagują na nieistotne wydarzenia – odbierają je jako zagrożenie. Konkurencja, stawia człowieka zazdrosnego przed możliwością utraty kogoś lub czegoś. Taki stan rzeczy jest nieustanną obsesją. Obawa, że pewnego dnia obudzi się porzucony, niekochany, a więc będzie nikim, jest tak silna i trwała, że potrafi zatruć życie. Zazdrość, to neurotyczna potrzeba aprobaty i kompleks niższości. Jeśli potrafimy opanować te uczucia, nic nie zdoła sprawić, aby opanowała nas zazdrość.

Uczuciowa zaborczość jest podobna do zazdrości. Człowiek zaborczy domaga się od innej osoby ciągłej uwagi i obecności nie z obawy, że ją straci, lecz dlatego, że bez jej miłości czuje się mniej ważny, nic nie wart. Osoby zaborcze bez drugiej osoby czują się jak dzieci porzucone prze rodziców. Uczucie to wyrasta z tego samego korzenia co zazdrość – mianowicie z nadmiernej potrzeby miłości. Dotknięci zaborczością uważają, że są coś warci tylko wtedy, gdy ktoś ich kocha i daje tego nieustanne dowody prze poświecenie im całej uwagi. Zazdrość i zaborczość wywierają niszczący wpływ na osobowość. Tak jak chęć dorównania komuś, a nawet prześcignięcia go pomaga osiągnąć zaplanowany cel, tak zazdrość przeszkadza w jego osiągnięciu. Im bardziej zmuszam kogoś do miłości, tym mniej mam szans na jej otrzymywanie.

Rozważmy krytycznie i zastanówmy się, czy możemy o sobie powiedzieć: aby być człowiekiem wartościowym, muszę być doskonały; aby być człowiekiem wartościowym, muszę być kochany; nic nie poradzę – niektórzy ludzie wyprowadzają mnie z równowagi. W chwili, kiedy przestanę te stwierdzenia uważać za słuszne, w moich nawykach (przyzwyczajeniach) i zachowaniu zacznie się korzystna zmiana. Może przywykłem do myśli, że jestem zazdrosny i zaborczy. Ale przecież nie urodziłem się taki, nie jestem zazdrosny „z natury”. Nie powinienem mówić: „Taki już jestem. Nic na to nie poradzę. Zawsze byłem zazdrosny”. Zamiast tego dobrze jest powiedzieć sobie: „Nauczyłem się oceniać siebie i porównywać z innymi na podstawie mego postępowania. Nauczyłem się myśleć, że powinienem być najwspanialszy. Nauczyłem się osądzać siebie w zależności od tego, jak osądzają mnie inni. Teraz, gdy analizuję te poglądy, widzę, jak są głupie i szkodliwe”.

Zachowanie można zmienić. Okazywanie zazdrości jest pewnym sposobem zachowania. Jest nawykiem. Mogę się zmienić, jeśli będę świadomy przyczyn mojego zachowania, jeśli będę się starał te przyczyny wyeliminować. Co robić: dowiedzieć się, w jaki sposób staję się zazdrosnym. Co należy zrobić, aby odzyskać spokój i odsunąć od siebie spowodowane przez zazdrość przykre odczucia? Powinienem zapoznać się z podstawami wiedzy o uczuciach. Np. jest we mnie ból. Jest on z moich własnych myśli, z moich własnych słów wypowiadanych do siebie w myśli. Jeżeli w związku z czyimiś zarzutami, posądzeniami niesłusznymi czynię sobie bolesne wyrzuty, jeżeli transponuję te bezpodstawne zarzuty pod swoim adresem, właśnie to powoduje smutek, depresję, poczucie winy, poczucie niższości, lęk, a także zazdrość.

Logiczne, racjonalne myślenie może uchronić mnie od wpadania w dołek psychiczny. Trzeba myśleć zamiast reagować emocjonalnie. Człowiek przez zazdrość pokazuje brak pewności siebie. Zazdrość charakteryzuje taki rodzaj relacji, w której pragnienie panowania ma większe znaczenie niż pragnienie miłości. Należy więc zapytać, co kocha bardziej osoba zazdrosna: związek z kimś, czy własne bezpieczeństwo? Zazdrosny kocha drugiego, jako coś swojego, posiadanego i przez ten fakt poniża tego, którego kocha, chcąc go tylko dla siebie. To wskazuje, że myślenie jego i zachowanie dotyczy przede wszystkim posiadania osoby, a nie – bycia z osobą. Ogólnie, zazdrość oznacza lęk „dalszej utraty”, ze strony tych, których naprawdę się nie kocha, lecz posiada, nie stara się kochać, lecz chce być przez nich kochanym. Zazdrość jest ciągłym lękiem przed zdradą i bazuje na wątpliwości dotyczącej własnej wartości, tzn. na bardzo mocnym niedocenianiu siebie. Zazdrość jest lękiem przed przegraniem, ponieważ człowiek nie ceni siebie dostatecznie.

Co w tej sytuacji czynić? Moment akceptacji tego wszystkiego, co jest, jest lepszy od tysiąca lat pobożności. Zobaczmy to w sposób następujący: sztuka bycia prostym jest największą sztuką, tak jak zaakceptowanie samego siebie jest istotą problemu moralnego i jądrem całego światopoglądu. Goszcząc jakiegoś żebraka, przebaczając tym, którzy mnie obrazili, wreszcie kochając nieprzyjaciela w imię Jezusa Chrystusa, daję świadectwo wielkiej mojej cnoty. To, co czynię dla najmniejszego z moich braci, to czynię dla Chrystusa. Lecz gdybym miał odkryć, że najmniejszy ze wszystkich, najuboższy ze wszystkich żebraków, najbardziej zmaltretowany przez obrażających, mój nieprzyjaciel jest we mnie samym, że to ja jestem tym, który potrzebuje jałmużny własnej dobroci, że ja sam jestem nieprzyjacielem, którego trzeba kochać, cóż by się wtedy stało? Zazwyczaj w takich przypadkach znika miłość i cierpliwość, wzywamy brata, który jest w nas, potępiamy się i kłócimy się ze sobą, ukrywamy przed oczami wspólnoty i zaprzeczamy, abyśmy kiedykolwiek znali tego nędznika, który jest w nas. Jeśli nawet sam Bóg ukazałby się nam pod tą wzgardzoną przez nas postacią, wyparlibyśmy się Go tysiące razy, nim by zapiał kur.



Liczba wyświetleń strony: 10001431 * Liczba gości online: 14 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC