MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Poczucie winy a wina



Pojawia się w nas niekiedy z jednej strony brak świadomości zawinienia, z drugiej zaś rosnące poczucie winy. Musimy przy tym rozróżniać między rzeczywistą winą a poczuciem winy. Niektóre osoby przyjęły bardzo silnie nakazy i wartości innych, że nie dochowanie im wierności, budzi w nich poczucie winy. Gdy byliśmy, czy też jesteśmy ciągle pędzeni, czy skłaniani do pracy, czujemy się winni, kiedy pozwalamy sobie na odpoczynek i kiedy czegoś sobie nie odmawiamy. Są osoby doświadczające głębokiego poczucia winy, podczas rozproszeń na modlitwie, na powstrzymanie których, nie mają w danej chwili realnego wpływu.

Pewne osoby poczuwają się do winy, gdy nie mogą spełnić oczekiwań innych we wspólnocie. Jeszcze inni potępiają siebie już za same uczucia nienawiści i zazdrości, jakie w nich wzbierają. Uważają że są winni, kiedy dostrzegają w sobie agresję. Zamiast tę agresję przyjąć i włączyć ją w swoją życiową drogę, kierują ją przeciw sobie. Stąd powinniśmy rozróżniać między: poczuciem winy a rzeczywistą winą. Są sprawy, na które nie mam wpływu. Ale też jestem bezkrytyczny, nie samodzielny w myśleniu, a tym samym można wmówić mi to, że jestem winny, faktycznie nim nie będąc. Gdy chcemy uniknąć poczucia winy, przyrzucamy ją na najbliższych, na wspólnotę w której żyjemy czy struktury Zgromadzenia. Człowiek broni się przed poczuciem winy, ponieważ to źle świadczy o nim, i w jakimś sensie stawia go na peryferiach życia wspólnego.

Pozbywanie się poczucia winy, gdy są podstawy, że powinienem czuć się winnym, może prowadzić do obojętności na Braci, oraz na to, co dzieje się w mojej wspólnocie zakonnej. „Mnie już na niczym nie zależy. Róbcie co chcecie. Jedynie mnie dajcie spokój. To nie moja sprawa”. Usunięte poczucie winy, wyparte, stłumione, może prowadzić do obojętności i zniechęcenia, gniewu, lęku, ciągłego rozdrażnienia i hardości wewnętrznej. Kiedy zanika świadomość winy, wtedy zło w człowieku nie przejawia się już wyrzutami sumienia, lecz tylko niejasnym lękiem lub depresją. Zamiast poczucia winy dręczą wtedy człowieka lęki z powodu własnej niemocy.

Na czym polega wina człowieka? Na wewnętrznym rozdarciu: nie chcę widzieć i zgodzić się na siebie takim, jakim jestem. To, co mi niemiłe, odrzucam z pamięci, nie dopuszczam do siebie. Zamykam oczy na to, co mogło by zanegować, że jestem w porządku. Mam o sobie dobre mniemanie i nie uznaję, że jest na odwrót, choć inni mi o tym mówią. Reagują krzykiem, niechęcią, płaczem, zamykaniem się w sobie i karaniem wspólnoty nie odzywaniem się do innych. Wina jest szansą odkrycia prawdy o sobie, spojrzenia we własne serce i na jego dnie – odnalezienia Boga. Naszym zadaniem jest przyjąć własny cień i z całą pokorą zaakceptować własną winę.

Gdy uznajemy naszą winę, przestaje być ona naszym przeciwnikiem, a staje się sprzymierzeńcem. Odniesienie do własnej winy wymaga wysiłku moralnego: odwagi, uczciwości, szczerości, zgody na to, że to, iż inni wiedzą o mojej winie, może mnie bardzo zasmucać. Aby uświadomić sobie swoją winę, trzeba zarazem coś w sobie zmienić. Wejść na drogę postępowania uczciwego, zacząć odnosić się ze zrozumieniem dla słabości innych, zdecydować się na odwagę stanięcia po stronie Brata, o którym mówi się rzeczy nieprawdziwe.

Bez odczuwania winy, nie ma duchowego dojrzewania i łagodności w podejściu do wspólnoty osób. Nie czując się winnymi, w pewnych trudnych sprawach dla wspólnoty, nie czujemy się w niej dobrze, jakby nic nas z Braćmi nie łączyło. Szczere, prawdziwe poczucie winy może łączyć ludzi dotychczas poróżnionych. Gdzie autentyczne poczucie winy, tam można mówić o początkach wewnętrznej przemiany człowieka. Wina i trudne do opanowania namiętności, zły rozwój ( to znaczy idący w niewłaściwym kierunku, przeciw człowieczeństwu, nieludzki, nie ewangeliczny) i nieumiejętność radzenia sobie z pewnymi przeżyciami, są ze sobą ściśle związane. Zło popełniamy wówczas, gdy unikamy przemyślenia swojej przeszłości i pozwalamy bez walki, by ono miało wpływ na nasze zachowanie. Jaki zatem powinien być stosunek do winy? Należy uważać na dwie postawy: obwiniania się i usprawiedliwiania.

Obwinianie siebie – dręczymy się poczuciem winy i w ten sposób sami siebie karzemy. Dramatyzujemy naszą winę, dlatego brak nam wobec niej dystansu. Nie zajmujemy wobec niej rzeczywistego stanowiska, lecz pozwalamy jej sobą władać i ściągać nas w dół. Takie pomniejszanie siebie, bywa często niezgodne z rzeczywistością. Dlatego przeszkadza w odpowiedzialności za siebie. To samooskarżanie jest często odwrotną stroną dumy. Osoby te często uważają siebie za najgorszych grzeszników, jacy istnieją na świecie. Ponieważ nie mogą być najlepsi, muszą być najgorsi. Nie chcą uznać swojej przeciętności i chcą za wszelką cenę innych przewyższyć – jeśli nie w dobrym, to przynajmniej w złym.

Usprawiedliwianie siebie – jest również sposobem ucieczki od winy. Znajduję wiele argumentów przemawiających za tym, że nie mogę być winny, i próbuję się usprawiedliwiać. Jednak im mocniej to czynię, tym większe powstają we mnie wątpliwości. Niechęć przyznania się do winy budzi w człowieku gorączkową aktywność. Nie można wówczas znieść ciszy, bo wówczas pojawia się poczucie winy.

Gdy przyznaję się do własnej winy, zachowuję godność osobistą. Jestem zdolny do popełnienia winy. Jeśli ją bagatelizuję, szukając usprawiedliwienia albo zrzucając ją na innych, pozbywam się swojej godności. Zatem, poczucie winy nie pozbawia mnie godności. Nie uznanie jej, odbiera godność. Wina jest zawsze wyrazem mojej wolności. Usprawiedliwianie czy lekceważenie winy odbiera mi wolność. Przyjmując na siebie odpowiedzialność za swoją winę, rezygnuję z usprawiedliwienia się, czy zrzucenia winy na innych. Jest to warunek, bym jako człowiek mógł duchowo wzrastać, bym się wyrwał z więzienia nieustannego karania i poniżania siebie.

Przyznanie się do winy, daje doświadczenie większej bliskości i głębszego zrozumienia dla siebie. Dlatego dobrym sposobem naszego odniesienia się do własnej winy jest rozmowa z drugą osobą. Mówię o mojej winie, ale równocześnie dystansuję się wobec niej. Zgadzam się na podstawowe reguły życia we wspólnocie zakonnej. W takiej rozmowie mogę doświadczyć, że nic mnie już od innych nie dzieli, ponieważ nie mam już niczego do ukrycia. Widzę, że dana osoba patrzy na moją winę i nie ogarnia ją przerażenie ani wstręt, że nie budzi się w niej chęć odwetu, lecz podchodzi do mnie jako człowiek, któremu to, co ludzkie, nie jest obce.

Każde poczucie winy ma swoją przyczynę. Często tkwi ona w konfliktach z różnych okresach mojego życia. Jeśli nawet poczucie winy wydaje mu się pozbawione sensu, powinien je brać poważnie i uważać za wytłumaczone. Poczucia winy nie należy ani powiększać, ani pomniejszać. Jeśli ktoś się przede mną oskarża, a ja to lekceważę, to nie traktuję poważnie jego udręki. Uspokajanie odsłania moją niezdolność poradzenia sobie z trudnymi problemami drugiego Brata.

Możemy spotkać się z czymś, co było nam surowo zabronione, albo problem dotyczył popędów lub stłumionych pragnień. Takie mogą być przyczyny. Trzeba pogodzić się ze swymi agresywnymi skłonnościami i pragnieniami. Może się okazać, że moja wina nie polega na tym, z czego się spowiadałem, lecz na wzbranianiu się przed zajęciem postawy wobec moich pragnień. Z winą należy spotkać się w swojej pamięci. Przywołuję sytuację, w której stałem się winny albo zareagowałem poczuciem winy. Przypomnienie to wzbudzi we mnie negatywne uczucia, gniew i złość na siebie samego albo na tych, którzy mnie zranili, ból, rozgoryczenie, smutek. Tych negatywnych uczuć nie wolno mi unikać, wtedy bowiem nie będą one mogły ulec zmianie. Bez takiej uczciwej rozprawy ze swoją winą nie będę czynił wewnętrznego postępu, lecz tylko nieustannie krążył wokół swego poczucia winy. Wtedy również spowiedź nie sprawi rzeczywistego nawrócenia, a tylko umocnię się w swojej winie.



Liczba wyświetleń strony: 9443930 * Liczba gości online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC