MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Myśli w życiu człowieka powołanego



Według mnichów, myśli wyrażają się w różnych zdaniach, które wzywają nas do czegoś albo pod suwają nam sąd o jakimś człowieku lub o naszej sytuacji. Większość myśli można więc ubrać w słowa. Wpływają na nas niczym sugestie, które znajdujemy we własnej głowie. Chociaż tego nie chcemy, słyszymy w nas określone słowa, które nas do określonego myślenia, czy zachowania postaw skłaniają. Myśli są dla nas przeważnie wewnętrznymi rozkazami. I bardzo często rozkazy te prowadzą nas w złym kierunku. Czasem ukazują nam rzeczywistość w krzywym zwierciadle i sprawiają, że fałszywie oceniamy samych siebie i nasze otoczenie.

Każdy grzech wiąże się z podpowiadaniem, które skłania nas do posłuchania, zgody i wywołuje błędne postawy. Gdy pozostawiamy tym podpowiedziom zbyt wiele miejsca, wówczas grzech trzyma nas w garści i oddziela od Boga. Człowiek uważa, że musi mieć określoną rzecz, albo w dyskusji, racje, które on przedstawia, powinny być przez innych uznane i przyjęte. „Muszę to mieć. Dlaczego miałbym z tego zrezygnować? Mam do tego prawo”. Od stopnia rozwoju człowieka zależy, na ile zaspokajanie żądzy poprzestaje na takich podpowiedziach i myślach. Wiele jest takich osób, które idąc śladem żądzy, po prostu zaspokajają ją bez jakiejkolwiek refleksji. Po prostu muszą jeść, gdy coś wpadnie im w ręce, oddają się seksualnym pożądaniom i czują się zmuszone kupować określone rzeczy, nie zdając sobie z tego sprawy.

W normalnych sytuacjach, żądze wyrażają się w wewnętrznych rozkazach, które skłaniają nas do zaspokajania potrzeby. Żądze ukrywają się przy tym często za pozornie rozumnymi racjami. I tak nasze myśli przekonują nas, jak korzystne byłoby dla nas posiadanie określonych rzeczy, jak bardzo pomogłoby to nam w realizowaniu nas samych, jak bardzo moglibyśmy przez to pomóc innym. Kilka przykładów w przypadku trzech głównych żądz: „Post w niczym nie pomoże”. „Post szkodzi twojemu zdrowiu”. Myśli wzbudzają w nas też obawę, że będziemy chorzy, jeśli czegoś nie zjemy. Podpowiadają nam, że wszystko nam szkodzi, skłaniają do przesadnej troski o własne zdrowie i mówią, czego możemy potrzebować, by uchronić się przed możliwymi chorobami.

Żądze, to myśli, które krążą tylko wokół naszego cielesnego dobra, które sugerują nam wszystkie możliwe choroby przy najmniejszym cielesnym bólu i wpędzają nas w zbyteczne troski. Do grzechu nieczystego prowadzą następujące myśli: „Nigdy nie dojdziesz do ładu z własną seksualnością”, „Mam prawo zaspokajać swoją seksualność”, „Walka z popędem jest bezcelowa” Niebezpieczeństwo czai się również w tym, że przeceniamy moc seksualności i sądzimy, że jesteśmy wydani jej sile bez jakichkolwiek szans na pomoc. Za równie niebezpieczne jest ciągłe czynienie sobie wyrzutów, gdy tylko ulegniemy naszym seksualnym pragnieniom. Czynione sobie wyrzuty skłaniają nas wciąż ku wyobrażeniom seksualnym. Wyraża się w nich tylko ukryte pragnienie – z którym nie zdołaliśmy się pogodzić – by być stale przy upragnionej rzeczy, móc zajmować się seksualnymi wyobrażeniami, oddajemy się niekiedy popędowi seksualnemu w formie czynionych sobie wyrzutów. Zatrzymujemy się na seksualności. Do uporządkowania tej sfery życia może dojść ta osoba, która ją do siebie dopuszcza, przyjmuje ją. Wtedy uspokaja się. Jedną z najniebezpieczniejszych jest myśl, która wmawia nam, „że nieczystość nigdy od nas nie odstąpi”.

Na ile pragnienie posiadania i pragnienie uznania, które są ściśle związane, są w nas przesadne i sprawiają, że jesteśmy wewnętrznie niespokojni i niezadowoleni? Zobaczmy to, co płynie z nieuporządkowanego stosunku do naszych uczuć: są to smutek, gniew i apatia. W smutku użalamy się nad sobą i krążymy tylko wokół własnych problemów, a jednocześnie nie pozwalamy sobie naprawdę pomóc. W końcu smakujemy swój smutek, trzymamy się go mocno, potrzebujemy go, aby się nie zmieniać. O postawie smutku świadczą takie zdania, jak: „Tak mi ciężko, nikt się o mnie nie troszczy, jestem niezaradny, już więcej nie mogę. Nikt mnie nie lubi. Wszystko mi wychodzi nie tak. Nigdy tego nie zrobię dobrze”.

Przyczyną smutku są najczęściej zbyt wysokie wymagania stawiane sobie i swojemu otoczeniu. Nasze pragnienie sukcesu i posiadania, uwagi i uznania pozostaje niezaspokojone. A ponieważ przesadne pragnienia nie są zaspokajane, czujemy się chorzy, obciążeni, sfrustrowani, pogrążeni w smutku, aby w ten sposób ściągnąć na siebie uwagę innych ludzi. Teraz oni muszą się o mnie troszczyć, skoro idzie mi tak źle. Ale gdy tylko ktoś rzeczywiście chce mnie wyzwolić ze smutku i poprowadzić, bym poważył się na krok w stronę życia, znowu się cofam. Potrzebuję mojego smutku, by móc trwać w iluzji, że to inni są winni mojej słabości, przygnębienia, porażek. Pojawiają się takie myśli, które w nas podtrzymują smutek: „Nie ma sensu, Bóg mi i tak nie pomoże”, „Zostałem sam, Bóg i jego aniołowie nie troszczą się o mnie”.

Smutek wyraża się często w strachu przed popadnięciem w samotność, chorobę; albo w myślach, które wmawiają mi, że wszystko robiłam źle, sknociłem całe swoje życie i nie da się już nic uratować. Ważnym uczuciem pojawiającym się w smutku jest lęk przed własną słabością, przed potęgą diabła. Powtarzamy sobie wówczas, że nie dorośliśmy do takich pokus. Zamiast walczyć, uciekamy we własną słabość i użalamy się nad sobą, wmawiamy sobie, że jesteśmy wystawieni na tak wielkie zmagania, jakim nie możemy sprostać. Zawsze pozostanie moją decyzją, jakimi zdaniami powitam wyzwania, które niesie z sobą życie czy powiem sobie: „Wszystko robię źle”, czy też „Nie święci garnki lepią”. Pogrążony w smutku, decyduję się na bierność, na bezowocne użalanie się nad samym sobą. W swoich myślach wyolbrzymiam wyzwania i własną słabość, aby nie być zmuszonym stawić się na placu boju. Jednocześnie wmawiając sobie wszystkie te zdania nie widzę już, jak bardzo nieuczciwy jestem wobec siebie samego. Nie dostrzegam własnej siły i koncentruję się na moich słabościach. Nie chcę dorosnąć i wolę, żeby mi ktoś matkował.

Grzech gniewu przejawia się w ciągłych rozmowach prowadzonych z samym sobą, w których wewnętrznie złościmy się na kogoś, życzymy mu źle, osądzamy, szukamy słabych miejsc w jego wypowiedziach na nasz temat, a wtedy rozprawiamy się z nim w myślach, kompromitujemy go, ośmieszamy. Mówiąc o gniewie, możemy doświadczać myśli, w których: oskarżamy innych i podejrzewamy ich o najgorsze: „On się w ogóle nie stara, żyje zupełnie odwrotnie, niż powinien”. Albo też rzucamy pod adresem innych osób różne niewybredne, wulgarne epitety, lub przekleństwa. Wdajemy się w wewnętrzne sprzeczki, lub też dajemy upust gniewowi i zgryźliwości z powodu najmniejszych drobiazgów. Albo wymyślamy słowa, które mogą kogoś zranić. Szukamy powodów, dla których nie powinniśmy się pogodzić, dla których słusznie zachowujemy urazę . Gdy pozwolimy tym myślom trwać w nas, pożerają nas one wewnętrznie, sprawiają, że stajemy się zgorzkniali, zrzędliwi, agresywni. Jesteśmy wciąż w złym humorze. Wszędzie wnosimy z sobą niepokój, stale walczymy z jakimiś przeciwnikami, których najczęściej tworzymy we własnej wyobraźni. Postrzegamy całe nasze otoczenie jako wrogie i reagujemy na nie agresywnie i pełni gniewu, a tym samym znów wywracamy wszystko do góry nogami.

Grzech pojawia się w takich myślach jak: „Nic mi to nie daje, nie mam ochoty, wszystko bez sensu. Po co mam się wysilać, angażować”. Takie zdania odbierają nam wewnętrzną siłę i czynią kalekami. Pojawiają się myśli: zdradzające stan, w którym nie mamy na nic ochoty, niezadowolenie z wykonywanej pracy i poszukiwanie prac bardziej interesujących i wymagających mniejszego wysiłku. Czynimy innym w myślach zarzuty, aby samemu nie być zmuszonym do wysiłku. Powtarzamy sobie powody, dla których nie opłaca się pracować nad sobą. Albo też mnożymy racje, że przecież tak nam w życiu ciężko. Pogrążamy się w smutku, bo inni zaszli dalej niż my. Wyobrażamy sobie, co jeszcze będziemy musieli znieść. Miejsce, w którym żyjemy, uznajemy za złe i wyobrażamy sobie, że gdzie indziej byłoby znacznie lżej. Dotyczy to nie tylko miejsca zewnętrznego, lecz także sytuacji życiowej. Myślimy, że inni mają lepiej, tylko od nas Bóg wymaga czegoś tak trudnego. Porównujemy się z innymi i tak karmimy w sobie niezadowolenie. Wewnętrznie pomstujemy na wszystko, brzydzimy się tym, a w końcu uciekamy w sen. Negatywne myśli powalają nas, płaczemy jak małe dziecko, które rozpacza, że nikt się o nie troszczy, nikt go nie pocieszy i nie lubi, wszyscy są dla niego tacy surowi i bez serca.



Liczba wyświetleń strony: 10004608 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC