MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Walka



Wyobraźmy sobie pojmanie Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Judasz przychodzi z pomocnikami w nocy, by pojmać Jezusa. Istnieją trzy siły, które często nas zniewalają. Są to stosunki równie nieszczęśliwe, jak stosunki Judasza z Jezusem. Wahamy się między fascynacją a odmową, między miłością i nienawiścią, między wiernością i zdradą. I nie potrafimy się od tego uwolnić, jak Judasz nie mógł się oderwać od Jezusa. Kolejną wrogą siłą w nas, są żołnierze.. Zwalczamy siebie samych, zżymamy się na siebie, bo nie jesteśmy z siebie zadowoleni. Wręcz stosujemy wobec siebie przemoc, raniąc się, kierując na siebie całą agresję.. Natomiast sługami sądowymi są w nas głosy, które nas osądzają, skazują i w końcu chcą nas uwięzić. Jeżeli Chrystus jest w nas, jeżeli przez Niego rozumiemy siebie, to już nikt nie ma nad nami władzy; nie mają nad nami władzy ludzie, którzy nas poniżają i chcą nas zmusić do postępowania wbrew sobie. Od Chrystusa żyjącego w nas, odbijają się wszystkie wrogie siły. Życie, choć czasem bywa poniewierką, nie może nam odebrać naszej boskiej godności.

Kohorta i straż sądowa prowadzą Jezusa do arcykapłana Annasza, który pyta Go o naukę. Jezus odpowiada. Nie daje się zastraszyć. Wskutek tego zostaje spoliczkowany przez sługę arcykapłana. Czym są w nas ci arcykapłani, którzy nas przesłuchują, osądzają i skazują. Mogą to być wewnętrzne głosy, które chcą nas wprowadzić w poczucie winy, które nam czegoś zakazują, a nawet grożą i wymyślają. „Czegoś takiego się nie robi, ani nie mówi, ale też i myśleć tak nie należy”. To mogą być w nas, lub obok nas ci arcykapłani, którzy nas publicznie ośmieszają, pomniejszają, osądzają. Jeśli podobnie jak Jezus sprzeciwiamy się takim głosom i staramy się mieć własne zdanie, pogląd, myślenie, to ten „sługa” w nas bije nas po twarzy i krzyczy, że tak mówić nie wolno. To jest głos nas, który ściąga nas do dołu i niczego się po nas nie spodziewa.

Nie wolno nam mieć o sobie zbyt wielkiego mniemania, przecież jesteśmy nic nie warci, i dlatego po prostu nie mamy nic do gadania”. Jezus nie daje się wyprowadzić z równowagi, ani przez arcykapłanów, ani przez sługę. Reaguje w sposób, który świadczy o Jego wewnętrznym spokoju i sile: „Jeśli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?” (Dlaczego Siostro na mnie krzyczysz? Dlaczego mnie poniżasz? Dlaczego masz pretensje do mnie, że jesteś dziś zdenerwowana i ostra, jak żądło pszczoły?). Jezus nie daje się zapędzić do rogu. Jest wewnętrznie spokojny, pewny tego, że ma rację, skupiony. Umiera wypowiadając słowa: „Wykonało się!” Na krzyżu zwyciężył wszystkie siły, które chciały Go zniszczyć. Złączył wszystkie przeciwieństwa świata. Uleczył najgłębszą ranę, jaka istniała – śmierć. Śmierć przemienił w chwałę. Śmierć na krzyżu staje się miejscem uwielbienia. Jezusa zabijają ludzie, ale On powierz swoją duszę Bogu. To tajemnica wyzwolonego życia. Życie często dawać się nam będzie porządnie we znaki. I na końcu nas zabije. Ale żadna siła tego świata nie zapanuje nad nami. Ostatecznie to w naszych rękach leży inicjatywa, to my decydujemy o sobie.

Jezus został przebity włócznią. Właśnie w tej ranie Jezus jest źródłem życia. Na krzyżu obdarowuje życiem. Krzyż jest niezwykłym miejscem uczłowieczenia. Bowiem krzyż jest to symbol przemiany człowieka z istoty kierującej się popędami w istotę wolną. Patrząc na zranionego Jezusa, możemy zdobyć się na odwagę zrzucenia z siebie pancerzy, pod którymi chcemy ukryć nasze rany, a one tym bardziej ropieją. Tylko jako zranienie, możemy stać się prawdziwymi ludźmi, stać się źródłem życia dla innych. Miłość, która nie pozwoli się zranić, pozostaje miłością bezpłodną. Przez naszą ranę docieramy niejako do naszego serca, do serca, które potrafi czuć i kochać. Właśnie tam, gdzie przez ranę dopada nas niemoc, jesteśmy jednocześnie pełni życia, mamy inne spojrzenie i inne rozumienie siebie. Przez to przebite Serce docieramy do istoty sacrum. Tam jakby zostaje rozdarta zasłona, która oddziela nas od Najświętszego Boga w nas żyjącego. Nawiązując kontakt i z własnymi ranami i przemianą, która przychodzi, otwieramy się również na ludzi. Spotykamy się wówczas z innymi nie tylko zewnętrznie, ale pozwalamy im wniknąć w naszą ranę i przez nią w głąb naszego serca. Tylko tam może nastąpić zbawienne spotkanie, tylko tam może wejść i dokonać przeistoczenia Duch Boży.



Liczba wyświetleń strony: 10658845 * Liczba gości online: 31 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC