MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Strach zastępujemy ufnością



W stresie zawsze występuje element strachu. Boimy się niepowodzenia, że nie podołamy, nie zdążymy, nie będziemy zaakceptowani. Strach przełamuje się ufnością, zawierzeniem. Bóg nigdy nie jest znużony przypominaniem nam o tym, że nie musimy się lękać. Wszelki strach płynie z naszego oddzielenia się od Boga albo – mówiąc właściwiej – z tego, że wydaje się nam, że jesteśmy od Niego oddzieleni. To złudzenie izolacji odbiera nam siły. Czy to dziwne, że uczucie, iż praca zawsze przekracza nasze siły, rodzi się w nas wówczas, kiedy sami podejmujemy się czegoś, podczas gdy chodzi o to, abyśmy wykonywali ją wraz z Bogiem? Nie tylko współdziałali z Nim, ale pozwolili, by On sam poprzez nas wykonywał tę pracę. Naszym zadaniem jest być Jego narzędziem. „Panie, użyczysz nam pokoju, bo i wszystkie nasze dzieła Tyś nam zdziałał”. Źródłem wielkiego pokoju jest świadomość, że Bóg zawsze chce i jest pierwszą przyczyną i wystarczy, że będziemy tą drugą, podporządkowaną przyczyną. Nasz brak ufności sprawia, że działamy w zbyt wielkim napięciu i to nas blokuje. „Jeżeli człowiek nie potrafi się przemóc, by zabrać się do jakiejś sprawy, to musi pozostać całkiem spokojny, a wówczas ta sprawa sama zabierze się do niego”, mówi niemiecki mistyk, Henryk Suzo.

Zanim całkiem się nie poddamy, nie mamy możliwości osiągnięcia tego, o co zabiegamy. Po drugie: kierujemy się bezpośrednio ku temu, czego najbardziej chcielibyśmy uniknąć. Jest w tym wiele prawdy. Dopóki chcesz zostać świętym o własnych siłach i wysilasz się, sądząc, że jesteś na dobrej drodze i niemalże już tę świętość osiągnąłeś, dopóty nie może dokonać się decydujący przełom. Dopiero gdy wszystko złożysz w ręce Boga i powiesz Mu: „Czyń, co chcesz”, jest szansa, że przekroczysz próg – ale tylko pod warunkiem, że naprawdę pozwolisz, aby On czynił, co zechce. Każde wewnętrzne wzburzenie i każde niezadowolenie bierze się stąd, że czegoś chcemy sami”, twierdzi Mistrz Eckhart. Jednak powinieneś być bardziej wyczulony na wewnętrzny niepokój, lęk, niezadowolenie. Za każdym razem stany te mogą być przypomnieniem: Licz bardziej na Niego! „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał”. Na wewnętrzne poruszenie stać nas wtedy, kiedy skapitulujemy wobec samych siebie, naszego niepokoju, zatwardziałości czy innego zniewolenia – poruszenie, które wcale nie jest takie skomplikowane, wymaga jedynie odwagi poddania się.

Zapewne po chwili nasza zatwardziałość powróci, ale w naszym wzrastaniu już niezwykle ważnym krokiem jest to, że za każdym razem dokonamy takiego poruszenia. Możemy nabrać coraz większej giętkości. Nikt inny za nas tego poruszenia dokonać nie może, sami musimy się poddać. Istnieje jednak znak pozwalający odnaleźć drogę: musimy w każdej konkretnej sytuacji rozpoznać, w jakiej części naszego ciała skumulowała się ta zatwardziałość i tam właśnie możemy się rozprężyć. To będzie stanowiło swoistą trampolinę ku wewnętrznej wolności. Ostateczne wyzwolenie może być tylko darem od Boga, ale On przynosi je tylko przygotowanym. Zaufanie do siebie samego i zaufanie do Boga to nie są przeciwieństwa, jak często zwykliśmy uważać. Zaufanie do siebie naprawdę nie jest niczym złym. Im bardziej zaufasz Bogu, tym większym zaufaniem będziesz darzył siebie. Wówczas zobaczysz, że Bóg chce działać przez ciebie, uwolnić cię od twoich zablokowań i uaktywnić tkwiące w tobie rezerwy. Bóg nie eliminuje twoich rezerw, zaczynając działać w tobie i przez ciebie: wprost przeciwnie, On podnosi je do najwyższego stopnia. Twoje zdolności i władze zostały stworzone po to, aby Bóg je uruchomił i natchnął. „Beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Twoje skrzypce zabrzmią pełnym tonem, jeżeli zagra na nich Bóg. W każdym jednak wypadku to skrzypce wydają dźwięk.

Bóg i człowiek nie są konkurentami. Bóg nigdy nie chce stawiać nas w cieniu, ale pociąga nas do światła. Zaufać Bogu nie znaczy więc nie mieć już prawa liczyć na siebie. Nie, to właśnie teraz masz zacząć liczyć na siebie. Dopiero teraz odkryjesz twoją prawdziwą siłę. Będąc związanym z Bogiem będziesz niepokonany. Zaufanie Bogu uczyni cię wielkim, nie małym. Gdyby Bóg był jakąś obcą siłą działającą w tobie, to twoja rola ograniczałaby się tylko do bycia biernym widzem. Lecz Bóg nie działa tylko w tobie, On działa przez ciebie. On sprawi, że zaczniesz działać w sposób przerastający znacznie twoje normalne możliwości. Jednak warunkiem osiągnięcia szczytów twoich możliwości pozostaje zawsze zaniechanie poszukiwania własnej korzyści. Pierwszym krokiem ku prawdziwemu i trwałemu zaufaniu sobie jest zrozumienie, że zaparcie się siebie, praktykowane w naszej konkretnej sytuacji, sprawia, iż stajemy się tym, kim jesteśmy naprawdę. „Kto straci swe życie... znajdzie je”. Kiedy brak nam zaufania do siebie, to dzieje się tak może dlatego, że nie wierzymy, iż Bóg chce działać, dawać i kochać poprzez nas. Wydaje nam się, że nie jesteśmy instrumentami nadającymi się do tego, aby się nimi posłużyć. Myśląc w ten sposób, faktycznie jesteśmy nieużyteczni. Odwołujemy się wówczas do własnej powierzchownej, ograniczonej siły, czy może bardziej, do naszej bezsilności. Wtenczas tracimy naszą rzeczywistą moc, tę, którą znaleźć możemy w naszym centrum, gdzie mieszka Bóg. On jest Bogiem, który jest bardziej moim „ja” niż to ,ja”, które dotychczas uważałem za swoje; jest Bogiem powtarzającym bezustannie: „Wszystko moje do ciebie należy”.

Brak nam zaufania do siebie, wydaje nam się, że jesteśmy nieużyteczni, że nie ma miejsca dla nas, a przez to nie pozwalamy Bogu posługiwać się nami. Poczucie niższości samo w sobie nie jest groźne. Może ono zależeć od wielu czynników (dzieciństwa, zaburzeń psychicznych, wpływu ze strony innych osób), które mogą być krzyżem, jaki dźwigamy. Równocześnie jednak możemy wciąż pogłębiać naszą ufność, ufność, że to, czemu podołamy, ma swoje niezastąpione miejsce w Bożym królestwie. I tak dzień po dniu możemy odważnie wypełniać to, co zostało nam zlecone, stawiając czoło wszelkim sprzecznym uczuciom. Nie po to, aby rozkoszować się własną doskonałością, ale aby kochać wszystko i wszystkich. Nie musimy więc obawiać się lęku! W takim stopniu, w jakim będziemy uświadamiać sobie nasz lęk, będziemy też świadomi naszych możliwości. Wystarczy wyjść z izolacji i odbudować kontakt z Bogiem.



Liczba wyświetleń strony: 9446066 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC