MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Od samoobrony do kapitulacji



Człowiek żyjący w iluzji, chociażby tego, że sam musi sobie radzić w życiu zakonnym, prowadzi do samoobrony. Broni się przed Bogiem, przed drugim człowiekiem, przed tym, co jest jego potrzebą i usilnym pragnieniem. Gdy pojawia się jakikolwiek kryzys, należy przestać się bronić i poddać się Bogu. Każdy z nas żyje jakby w okopach. Wznosimy mury wokół siebie i robimy z siebie twierdzę nie do zdobycia, na nasze nieszczęście. Wkładamy wiele energii w tę samoobronę. Należałoby w tej sytuacji postawić pytania: czego właściwie bronimy, dlaczego bronimy i przed czym (kim) bronimy? Czego bronię? Być może tego, co jest słabe, kruche i wątłe. Czegoś, co potrzebuje ciągłej obrony, ponieważ każdy może to zdeptać. Może bronię własnego kłamstwa, udawania, połowiczności, życia pozornego? Życie wieczne we mnie, nie potrzebuje obrony. Nie potrzebuję bronić Boga, On obroni się sam. Trwać w iluzji życia i go używać, to strata czasu i energii. Może bronię tego, co jest odbiciem mojego własnego wyobrażenia o sobie, co odzwierciedla to, co inni ludzie myślą o tobie. Zapominam, że jestem dzieckiem światłości, a czynię z siebie dziecko ciemności.

Dlaczego się bronię? Ponieważ się boję. Czyż nie pozostaje mi nic innego jak lęk. Gdy się boję, oddaję się w ręce innych sił. W ręce jakich sił się oddałem, oddaję? Będąc natomiast w centrum mojego życia, jakim jest Bóg, znika wszelki strach. „Nikt mi życia nie odbiera, to Ja sam je oddaję”. Przed kim, czy przed czym się bronisz? W rezultacie przed prawdą, przed Bogiem samym. Tak długo, dopóki działają w nas mechanizmy obronne, pozostajemy na czysto zewnętrznej, ludzkiej, naturalnej płaszczyźnie. Cały proces wzrostu duchowego polega na zaniechaniu tej obrony. Im głębiej wszedłeś w ten proces, tym wyraźniej zaczynasz dostrzegać, że „wrogiem”, przed którym się bronisz, jest Bóg. Wszystko zależy od tego, czy skapituluję przed Bogiem, czy pozwolę, by działał tak, jak On sam tego chce. On stwarza cię swoim dzieckiem, tchnie w ciebie swojego Ducha, nie potrzeba przed tym się bronić. Ale przejście od samoobrony do kapitulacji, pociąga za sobą wiele kryzysów.

Dlaczego tak trudno zaniechać samoobrony i poddać się Bogu? Może dlatego, że traci się wtedy prawo do decydowania o sobie, człowiek jest całkowicie zdany na Boga, bez możliwości czynienia czegokolwiek na własną rękę. Jeśli dla nas najważniejszą sprawą w życiu była możliwość samodzielnego układania go sobie, to kres takiego samodzielnego kierowania sobą, staje się śmiertelnym przeżyciem. Spośród trzech ślubów zakonnych, posłuszeństwo jest najtrudniejsze, ponieważ odbiera nam to, co nam się kojarzy z naszą ludzką godnością: możliwością decydowania samemu o swoim życiu.

Pierwszy grzech był przewrotem. Przed grzechem istniało ciągle pytanie kierowane do Boga: czego Ty chcesz, Panie? Grzech doprowadził do tego, że przerodziło się ono w: ja chcę, czego ja chcę? Człowiek sprzeciwił się temu, by pozostać w orbicie oddziaływania Bożego i zaczął się kręcić wokół siebie. Miłość przerodziła się w narcyzm. Narcyzm jest chorobliwym zainteresowaniem sobą, zakochaniem się w sobie. Człowiek naraził się na niebezpieczeństwo rozkochania się w sobie i zamiast we wszystkim odkrywać Boga, widzi tylko swoje własne odbicie. Bóg czyni wszystko, by skłonić człowieka do porzucenia przez niego swego własnego odbicia. Bóg wie, że człowiekowi zaczyna się podobać, kiedy tak pochylony nad własnymi myślami, uczuciami, wyobrażeniami o sobie, rozwiązaniami, wpada w ekstazę nad sobą. Lecz człowiek tak przywykł do tego śmiertelnego postępowania, że nie wyobraża już sobie innego. Całkowita kapitulacja nie jest jedynie twoim dziełem. Ona staje się faktem za sprawą Bożej łaski.

Cechą charakterystyczną ludzi, którzy poddali się Bogu, jest to, że przestają snuć tyle planów. Zamiast planować, oni są wsłuchani i trwają w oczekiwaniu. Realizują plany, które otrzymują wsłuchując się w Mądrość, która nie jest ich mądrością. Planowanie przybiera często formę obrony. Chcemy kontrolować przyszłość groźną i niebezpieczną. Próbujemy ją programować, by zyskać pewność, że ona nas nie zniszczy. Chcemy sobie zagwarantować niezbędne zapasy, by nie cierpieć biedy i przy tym myślimy, że nauczyliśmy się dostatecznie dużo w przeszłości, by teraz móc mądrze pokierować przyszłością. Nasze doświadczenia z przeszłości zawsze decydują o tym, w jaki sposób planujemy naszą przyszłość. W ten sposób hamujemy swój wzrost wewnętrzny. Nigdy nie stanie się nic naprawdę nowego, jeżeli nasze minione doświadczenia będą sterowały naszymi decyzjami.

Bronimy się przed rzeczywistością – przed radością, pokojem i wolnością. Stwórczą moc chcemy wziąć we własne ręce zamiast pozwolić, by ona spoczęła w Bożych dłoniach. Powinniśmy się nauczyć przyjmować Boże zamiary – zawsze dobre i pełne miłości. Jeżeli musimy planować, to powinniśmy o tym wiedzieć. Ale plany będące wynikiem naszego wsłuchiwania się, różne są od tych, które sami tworzymy. Każda postawa obronna z naszej strony była dla Boga przeszkodą, by mógł całkowicie oddać się nam. Postawa bezbronności jest konieczna, by mogła zajaśnieć prawda. W momencie, kiedy przestajemy się wzbraniać przed światłem, ono nas przeniknie i staniemy się „światłością w Panu”.



Liczba wyświetleń strony: 10658848 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC