MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Brak nadziei



Zwykłe, niefortunne wydarzenia, będące nieodłączną częścią życia, w umyśle człowieka pozbawionego nadziei, rozrastają się do ogromnych rozmiarów. Każde drobne niepowodzenie może go pogrążyć w depresji, gdyż według jego mniemania, jest w tej sytuacji kimś bezwartościowym – nawet jeżeli dana sytuacja jest skutkiem czynników, na które nie ma wpływu. Każda niewinna uwaga krytyczna może sprawić, że zacznie się zamartwiać i zastanawiać nad sobą. W konsekwencji może stać się nieszczęśliwym i bardzo niezadowolonym. człowiekiem. Spodziewamy się poprawy własnej sytuacji po zmianie czynników zewnętrznych, we wspólnocie, tymczasem w każdą nową sytuację wnosimy siebie wraz z własnym niepokojem. Człowiek może niekiedy ukrywać się za maską optymizmu. Lekkie podchodzenie do wielu spraw i niechęć do traktowania poważnie czegokolwiek, czy to w czasie rozmowy, czy w życiu, podobnie jak szybkie zniechęcanie się w obliczu trudności, to element wskazujące na obecną w danym człowieku rozpacz.

Prawda, którą ukazujemy w rozmowie z daną osobą konsekrowaną, chociaż bolesna, daje jej jednak szansę wyjścia z sytuacji patowej. Może jednak wywołać obawę o siebie i niechęć do rozmawiania na tematy, które są przyczyną wewnętrznej udręki. Wydaje się, że osoba zakonna nie ufa sobie na tyle, by móc pokonać konkretną przeszkodę, lecz w rzeczywistości manifestuje się w tym jej brak nadziei, by kiedykolwiek była w stanie ją pokonać. Zasadnicze objawy w takim stanie ducha to: skarżenie się, niechęć do wspólnoty, a także silne objawy lęku. Osoby pozbawione wewnętrznego pokoju, a tym samym nadziei – w życiu zakonnym przewidują, że raczej będzie źle, jeśli chodzi o kształtowanie się przyszłości, niż dobrze. To skupienie się na ciemnej a nie jasnej stronie własnego życia i życia wspólnoty zakonnej, powinno być wyraźnym sygnałem, że daną osobę opanowała głęboka rozpacz. Spotykamy również u takich osób, stan ciągłego zniechęcenia, rozżalenia, rezygnacji. Życie jest dla nich nieustannym ciężarem. Ich nastroje są na ogół zawsze minorowe. Może też przybrać wobec życia postawę zrezygnowaną, nie spodziewając się od wspólnoty niczego dobrego, w przekonaniu, że życie trzeba po prostu znieść. Osoba ta nie jest zainteresowana choćby najmniejszym poświęceniem, nie zgadza się na drobne nawet wyrzeczenie, ani nie chce podjąć najmniejszego ryzyka. Sprawia wrażenie osoby pozwalającej sobie na różne zachcianki. Problem tkwi w tym, że nie widzi powodu, by zdobyć się na jakiekolwiek poświęcenie, skoro nic jej to nie da. 

Poczucie beznadziejności paraliżuje człowieka do tego stopnia, że nawet umiarkowane trudności urastają w jego oczach do rozmiarów przeszkód nie do przebycia. Wszelka rozpacz jest u swej podstawy rozpaczą z powodu niemożności pozbycia się siebie. Nie możemy być tacy, jacy chcielibyśmy być. Brak nadziei to ostateczny skutek nie rozwiązanych konfliktów wewnętrznych, którego korzenie tkwią w rozpaczy z powodu niemożności osiągnięcia wewnętrznej jedności. Do stanu takiego, doprowadza piętrzący się mur trudności. U podstaw leży świadomość, że jest się uwikłanym w konflikt, bez żadnej możliwości wydostania się kiedykolwiek z tej pułapki. Wszystkie podejmowane przez człowieka próby rozwiązania konfliktów nie tylko zawodzą, ale także powodują, że rośnie wyobcowanie wobec siebie. To powtarzające się doświadczenie wzmacnia jedynie beznadzieję – przykładem są talenty, które nie prowadzą do żadnych osiągnięć, czy to dlatego, że jednostka bezustannie rozprasza swoją energię życiową, czy też dlatego, że trudności będące nieodłączną częścią każdego procesu twórczego, odrzucają od podejmowania dalszych wysiłków. Powtarzające się porażki zniechęcają do ponawiania prób.

Jedno działanie osoby zakonnej jest rzeczywiście skazane na niepowodzenie i nie rokuje żadnej nadziei, a jest nim próba dorównania wyidealizowanemu wizerunkom siebie. Beznadzieja ukazuje się najpełniej wtedy, gdy człowiek uświadamia sobie jak daleko mu do wyobrażonego ideału. Wówczas czuje rozpacz wynikającą z tego, że uświadomienie sobie tej prawdy rodzi w nim pogardę do siebie, co szkodliwie wpływa na jego nadzieje powodzenia w czymkolwiek. Wymieniając czynniki przyczyniające się do powstawania i utrzymywania się beznadziei, trzeba wspomnieć o tych wszystkich procesach wewnętrznych, które przesuwają „środek ciężkości” człowieka, poza niego samego tak, że przestaje być siłą napędową własnego życia. Skutkiem jest utrata wiary w siebie i we własny rozwój. W takiej sytuacji człowiek gotów jest się poddać, a fakt ten, mimo że może przejść nie zauważony, rodzi konsekwencje na tyle poważne, że można tu mówić o śmierci psychicznej. Największym -niebezpieczeństwem jest stracić siebie, ale może to nastąpić niepostrzeżenie. Żadna inna strata nie przychodzi tak niepostrzeżenie. Rozpacz jest wyłącznie wynikiem niemożności wybrnięcia z konfliktu. Sytuacja będzie dopóty beznadziejna dopóki człowiek ten, będzie trwać w swoim obecnym stanie i dopóki będzie uważał, że stanu tego nie można zmienić. Brak nadziei u osoby kierowanej, stanowi poważną przeszkodę w wyprowadzeniu z nerwicy. Podczas rozmowy możemy zauważyć, że mamy do czynienia ze ścieraniem się dwóch tendencji: oporu i dążenia.



Liczba wyświetleń strony: 9446016 * Liczba gości online: 31 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC