MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Rozdwojenie



„Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę”. Paweł jest przekonany, że obok dobrego Prawa Bożego panuje w nas prawo grzechu. Grzech podobny jest do siły, która nakłania nas do czynienia czegoś innego niż to, co naszym rozumem rozpoznaliśmy jako dobre. „Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka”. Człowiek wyraźnie jest w sobie rozdwojony. Jest we mnie inna moc. Jest to siła, która nie pozwala mi czynić tego, co chcę. Mieszkający we mnie grzech prowadzi do rozdwojenia. Jest on skłonnością do chybiania celu. Jest jakby demoniczną mocą, która powoduje w człowieku rozdwojenie oraz przeszkadza mu realizować przeznaczenie, i żyć zgodnie z własnym rozumem. Muszę przyznać przed sobą, że jest we mnie skłonność do chybiania celu, do rozmijania się ze swym prawdziwym człowieczeństwem.

Nie dzięki swoim czynom zyskuję sobie miłość Boga. Bóg przyjmuje mnie nie jako tego, który jest tak czysty i tak jasny, że wypędził z siebie cały mrok, lecz przyjmuje mnie takim jakim jestem. Kto sądzi, że może wszystko, czego zapragnie, siłą rzeczy wypiera swoje ciemne strony. Jego cień stale się powiększa. I nawet nie zauważa, że próbuje potem wyrzucić go na zewnątrz. Paweł chce nas zachęcić do realistycznego spojrzenia na siebie samych, z naszymi jasnymi i ciemnymi stronami. Tylko wtedy nasz trud duchowy wyda owoce. Natrafiamy zatem w naszym życiu na rozdwojenie między naszym chceniem a działaniem. Każdy zdaje sobie sprawę, że na dnie swego serca dokładnie wie, co jest dla niego dobre, a jednak tego nie czyni. Doświadczył, że codzienna medytacja pomaga mu jakoś inaczej rozpocząć dzień. Mimo to zaniedbuje ją. Ktoś inny wie dobrze, że nie powinien zbytnio przejmować się niezadowoloną osobą i nie dać się zarazić jej niezadowoleniem. Co rusz jednak stwierdza, że wciąż o niej myśli i denerwuje się na nią, psując sobie w ten sposób dobry nastrój. Jeszcze inny zdaje sobie sprawę, że nie powinien ranić drugiego człowieka. Jednakże słowa, które tamtego dotykają, nasuwają mu się po prostu same. Zranienie drugiego człowieka, gdy ten nie może się bronić, sprawia mu niemal przyjemność. Wie on, że w ten sposób rani tylko samego siebie. A mimo to tak właśnie postępuje.

Wiele osób cierpi z powodu tego rozdwojenia. Ciągle popełniają te same błędy. Zupełnie jakby to było prawo naturalne, któremu nie są w stanie się przeciwstawić. To grzech znosi w nas jedność myślenia i działania. Rozdziela chcenie i działanie albo dzieli naszą wolę na tę, która chce dobra, i tę, która świadomie dąży do zła. Niekiedy wola zmusza nas wręcz do postępowania wbrew przykazaniu, by zranić bliźniego. Niektórzy ludzie, którzy coś ukradli, mówią później, że nie mogli postąpić inaczej. Był to rodzaj przymusu, który nimi zawładnął.

Często wewnętrzne rozdarcie przeżywają właśnie ludzie, którzy mają zbyt wysokie ideały. Na przykład osoba zakonna, odczuwa w sobie gorące pragnienie, by żyć przykładnie, by wypełniać swoje śluby z jak największą dokładnością. Mimo to pozwala sobie od czasu do czasu na przekroczenie Reguły i sprawienie sobie czegoś, na co zakon nie zezwala. Gdy później zaczyna się modlić, pojawia się w niej silny niepokój i ucieka od modlitwy. Czuje się wewnętrznie rozdarta między wysokimi wymaganiami a rzeczywistością. To, co czyni, jest zupełnie niewinne, ale ponieważ wymaga od siebie zbyt wiele, czuje się wewnętrznie rozdwojona między swoim ideałem a rzeczywistością swego postępowania.

Jak mamy uporać się z tym rozdwojeniem? Paweł stawia gorzkie pytanie: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała (co wiedzie ku) tej śmierci?”. I sam udziela odpowiedzi: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” Jak jednak rozumieć to, że Chrystus ma mnie uzdrowić z wewnętrznego rozdarcia? Czy da mi siłę, bym czynił to, co chcę? Czy uwolni mnie od mocy grzechu? Odpowiedź Pawła polega na wskazaniu dwu sposobów. Pierwszy sprowadza się do tego, abym rozpoczął dialog miedzy tym, co we mnie jest rozdzielone. Drugi sposób polega, na przestawieniu mojego rozdarcia Chrystusowi, przekształceniu dialogu w rozmowę we troje: z Chrystusem. Wobec Jezusa Chrystusa mogę przyznać się do mojego rozdarcia, nie zadręczając się poczuciem winy i nie ulegając presji, że muszę za wszelką cenę zabić zło we mnie.

Jeśli będę patrzył tylko na moje rozdarcie, nigdy się go nie pozbędę. Polegając na mojej woli nie dojdę do tego, że będę czynił wszystko, co uznam za słuszne. Nie mogę też korzystać z Chrystusa jako źródła siły, które mi daje niezbędną energię, by przezwyciężyć rozdwojenie. Mogę jedynie przez moje rozdarcie patrzeć na Chrystusa, mogę przedstawić Mu swoje rozdwojenie. Wtedy doświadczam pośród rozdwojenia, że mogę być taki, jaki jestem, również z moimi ciemnymi stronami, również z moją niezdolnością do czynienia dobra. Spojrzenie na Jezusa Chrystusa prowadzi mnie do samego siebie. Doświadczam integralności. Miłość Chrystusa obejmuje obydwie strony we mnie: sprawiedliwego i grzesznika, tego, który poznał Prawo jako dobre, i tego, który ciągle na nowo popada w grzech i działa przeciw Prawu. Im bardziej walczę z moim rozdarciem, tym mniej osiągam. Przeciwnie, gdy podejmuję frontalny atak na wewnętrzne rozdarcie, wzbudzam tak wielką siłę przeciwną, że nie mogę jej podołać. Gdy w mojej niemożności pokonania rozdwojenia własnymi siłami, zwrócę się do Boga, odczuję głęboki, wewnętrzny pokój. Spojrzenie na Chrystusa nie może oznaczać odwrócenia wzroku od własnych ciemnych stron. W przeciwnym razie wiara byłaby wykorzystywana do uciekania od prawdy o sobie.



Liczba wyświetleń strony: 9446126 * Liczba gości online: 32 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC