MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Kryzys



Przychodzi taki czas w naszym życiu, że trzeba zmienić swoje nastawienie względem swoich warunków fizycznych i psychicznych. Należy pamiętać o osłabieniu sił fizycznych i duchowych, jak również o uporządkowaniu pragnień i tęsknot, pojawiających się w takim przełomowym momentem życia. Ale wszystko to zmierza do odpowiedzi na pytania, których może ostatnio nie stawialiśmy sobie: dlaczego pracuję tak dużo, dlaczego jestem taki zapędzony i nie znajduję już czasu dla siebie? Dlaczego, po co, za co, dla kogo? Może przyjść na nas, albo już przyszedł kryzys sensu, który jest kryzysem religijnym, który zawiera w sobie szansę na znalezienie nowego sensu życia. Tam gdzie kryzys, tam wstrząs, który obejmuje wszystkie dziedziny życia osoby zakonnej. Te różne dziedziny życia trzeba porozdzielać i na nowo uporządkować. Można patrzeć oczyma wiary i zobaczyć w tym kryzysie rękę samego Boga. On porusza ludzkie serce by je otworzyć dla siebie i uwolnić od wszelkich iluzji. Co jest potrzebne, aby ten kryzys przezwyciężyć? Post, asceza, medytacja, liturgia.

Przekroczenie wieku czterdziestu lat stanowi punkt zwrotny. Dopiero wówczas wszelkie duchowe zmagania przynoszą owoce i dopiero wówczas człowiek może osiągnąć prawdziwy pokój duszy. Do czterdziestego roku życia zajmujemy się zbyt wieloma sprawami, a natura skłania niekiedy do czynów, od jakich człowiek powołany zobowiązał się odchodzić. Podczas kryzysu niekiedy reagujemy ucieczką. Pierwszy sposób ucieczki polega na niechęci wejrzenia w siebie. Nie staję twarzą w twarz z własnym niepokojem w sercu, lecz przenoszę go na zewnątrz, chcąc niecierpliwie poprawiać wszystko w innych , w strukturach kapłańskich czy zakonnych. Kiedy Bóg wprowadza człowieka w niepokój, gdy przewraca jego wewnętrzny dom, pozbawiając go dotychczasowej harmonii, człowiek chce uciekać z racji swoich zmysłowych, skierowanych na zewnątrz uczynków. Ponieważ nie chcę reformować samego siebie, chcę reformy klasztoru. Przenoszę niezadowolenie z siebie samego na zewnątrz i zewnętrznymi reformami zabudowują sobie dojście do własnej duszy.

Mogę być tak bardzo zajęty zmienianiem i ulepszaniem tego, co jest na zewnątrz, że nie zauważam, że moje wnętrze nie dotrzymuje kroku reformom zewnętrznym. Walka na zewnątrz zwalnia mnie z obowiązku walki z samym sobą. A tak naprawdę, to może się okazać, że nie mam już na nią sił, ani czasu. Drugi sposób ucieczki polega na tym, że trzymam się zewnętrznych praktyk religijnych. Nie przenoszę więc problemów, które mam ze sobą na innych, na wspólnotę zakonną, lecz zostaję przy sobie. Przywiązuję się jednak do reform zewnętrznych. Uciekam przed wewnętrzną rozprawą w czynności zewnętrzne. Zamiast wsłuchać się w to, co wewnątrz i uważać na ukryte „ścieżki wewnętrzne”, chcę pozostać na „utartych, szerokich drogach”.

Trzeci sposób ucieczki polega na tym, że przenoszę niepokój wewnętrzny na zewnątrz w coraz to inne style życia zakonnego. Wewnętrzna bezradność skłania albo do jednaj, albo do innej praktyki religijnej. Jest to oczekiwanie od form zewnętrznych rozwiązania kryzysu wewnętrznego. Odrzucam zatem tradycyjne formy i szukam nowych. Ponieważ nie potrafię wytrwać przy jakiejkolwiek metodzie medytacji, nie odnajduję nigdy głębi we własnej duszy. Nie konfrontuje się z własnym niepokojem, nie wytrzymuję go, nie słucham głosu Boga, który właśnie przez te problemy chce mnie doprowadzić do mojego wnętrza. Zamiast zmieniać się wewnętrznie, czyż nie dążę zasadniczo do zewnętrznych przemian?

Reagowanie ucieczką jest zrozumiałe. Tylko niektórzy wiedzą o pozytywnej funkcji kryzysu połowy życia. Jest to czas, w którym u osób powołanych, pojawia się niespokojna aktywność, będąca nieuświadomioną ucieczką przed wewnętrznym kryzysem. Podczas trwania kryzysu człowiek zatrzymuje się, pozostaje w tyle wobec wezwania do postawienia kolejnego kroku w rozwoju, trzyma się dotychczasowego sposobu życia. Zasłania się zasadami, przepisami, aby ukryć swój wewnętrzny lęk. W wymiarze praktyk religijnych zauważamy uparte trzymanie się swoich dotychczasowych praktyk pobożności. Drobiazgowe, dokładne wypełnianie praktyk religijnych nie idzie w parze z duchowym pójściem naprzód. Człowiek staje się twardy, nieczuły, obraża się na innych, potępia ich moralną lub religijną niedbałość, uważa siebie za osobę pobożną, która musi pokazać innym, jak powinno się żyć w zakonie. Jednak mimo całej gorliwości, można odnieść wrażenie, że nie emanuje miłością i dobrocią Chrystusa. Nie widać u niego żadnego entuzjazmu. Wszystko naznaczone jest pedanterią i ciasnotą. Jest drobiazgowy, zgorzkniały, surowy w ocenianiu innych Braci, a bezkrytyczny wobec siebie.

Przez trzymanie się zasad religijnych i praktyk religijnych usiłuje zasłonić wewnętrzny kryzys, schować swój lęk, który ten kryzys wywołuje. Czy taki stan nie jest powodowany skrupulatnym trzymaniem się zewnętrznych zasad i form. To przedziwne, jak wielką może być ciasnota serca u ludzi pobożnych. Wiele osób w zakonach siedzi na swych bożkach. Trzymają się ich, by uniknąć spotkania z prawdziwym Bogiem. Wielu osobom tak bardzo podoba się ich postępowanie, że nie chcą nikomu zaufać, ani Bogu, ani człowiekowi. Człowiek broni się przed tym, co Bóg mógłby dotknąć i poddać w wątpliwość. Niekiedy religijne przekonanie jest ważniejsze dla człowieka, niż jego osobiste spotkanie z Bogiem. Lepiej się zatem trzymać od Boga z daleka, gdyż On mógłby mi pokazać, jaka jest właściwie moja sytuacja, jakie są motywy moich praktyk religijnych.

Mogłoby się zdarzyć tak, że Bóg mógłby zdemaskować moją religijną działalność, jako troskę o własne bezpieczeństwo. Mógłby mi postawić przed oczyma moje skryte zamiary i pragnienia, a także próby tłumienia tego, że bardzo się boję. Człowiek niekiedy zasłania się w życiu zakonnym swoją pobożnością, zamiast być pobożnym. Czynię coś pobożnego, abym nie musiał doświadczyć od Boga tego, że wcale nie jestem pobożny, lecz w swoim działaniu szukam jedynie samego siebie, swojego bezpieczeństwa, samousprawiedliwienia, duchowego bogactwa. Ściśle przestrzegam praktyk religijnych, nie zauważając, że one same nie uczynią mnie pobożnym.



Liczba wyświetleń strony: 10004475 * Liczba gości online: 31 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC