MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Ucieczka przed sumieniem



Sumienie jest w człowieku mocą niezwykłą. Na tego rodzaju moc nie natrafiamy nigdzie we wszechświecie. Potrafi ono skłonić człowieka do działania wbrew największym strachom, doprowadzić go do szczytów bohaterstwa i głębi skruchy. Dzieje ludzkości są pełne przykładów ludzi, którzy zwyciężali w wojnach najsilniejszych przeciwników, ale uginali się pod ciężarem własnego sumienia. Bywało, że sumienie doprowadzało ich do świętości, bywało także, że uciekając przed nim wybierali samobójczą śmierć. Ewangeliczny Piotr i Judasz – oto dwie postacie, które stały się dwoma urastającymi do symbolu przykładami działania sumienia ludzkiego.

Dobra wola człowieka, zmysł moralny, sumienie – to wszystko jest ściśle ze sobą powiązane. Dobra wola oznacza pragniecie dobra. Ale pragnienie dobra byłoby ślepe, gdyby nie zmysł moralny, który otwiera wolę na to, co dobre, lepsze, najlepsze. Z kolei bez sumienia widzenie dobra i pragnienie dobra kończyłoby się samym podziwem dla dobra, bez próby jego realizacji. Sumienie wprawia wszystko w ruch. Jest ono mocą, która skłania do zmiany, do postępu, do tego, by osoba ludzka budowała siebie na fundamencie nadziei, którą odkrywa jako najistotniejszą dla siebie i w sobie. Dopiero sumienie czyni z istoty ludzkiej osobowość w pełnym tego słowa znaczeniu moralną. Dzięki sumieniu możemy powiedzieć, że osoba „niesie winę” lub „niesie zasługę”. To ono decyduje o tym, że o Piotrze mówimy „święty”, a o Judaszu „zdrajca”.

Sumienie poznajemy po jego owocach. Najpierw i przede wszystkim sumienie coś odsłania. Można je porównać do światła, które wtargnęło do jaskini przez małą szparę i oświetliło jej mroki. Można je również porównać do wyjątkowej ciszy, w której dają się słyszeć głosy zazwyczaj niesłyszalne. Heidegger porównuje je do „milczenia”, które jest „pełne wymowy”, chociaż nie wyraża go żadne „gadanie”. Tak czy owak istotą sumienia jest odsłanianie. Kierunek odsłaniania jest jednak inny niż kierunek preferencji. Preferencja odsłania sferę wartości obiektywnych; w sumieniu odsłania się osoba ludzka (persona) w jej odniesieniach do świata wartości. Dzięki sumieniu człowiek „czuje” siebie, czuje swój prawdziwy stan, czuje to, kim jest, bowiem jego stosunek do wartości wyciska piętno na jego życiu. Nie chodzi przede wszystkim o to, co zrobiłeś lub zrobisz; chodzi o to, kim jesteś robiąc to lub tamto.

Po upadku pierwszych rodziców rozlega się głos Boga. Głos nie pyta co Adam zrobił, głos nie robi wyrzutu, głos pyta głębiej: „Adamie, gdzie jesteś?” Człowiek, to istota, która znajduje się na jakiejś drodze, jak pielgrzym. Wędrując swą drogą, człowiek żyje jakąś nadzieją. Nadzieja człowieka rozwija się i obejmuje różne płaszczyzny wartości – wyższą i niższą. Następuje upadek człowieka. Człowiek rezygnuje z nadziei wyższej na rzecz niższej. Wtedy następuje „odsłonięcie” sumienia. Z człowieka wychodzi to pytanie: „Gdzie jesteś, człowieku?” Sumienie odsłania bądź winę, bądź dobrą wiarę człowieka. Wina towarzyszy upadkowi człowieka. Dobra wiara towarzyszy jego postępowi. Najboleśniej doświadcza człowieka sumienie wtedy, gdy odsłania ono jego winę. „Milczenie sumienia” staje się wtedy milczeniem złowrogim, groźnym, milczeniem pełnym wyrzutu. Człowiek chciałby wówczas zagadać swoje sumienie, zagłuszyć je, uciec gdzieś od jego głosu. Wdaje się w spór z własnym sumieniem. Sumienie jednak nie kłóci się z człowiekiem; na wszystkie jego wyjaśnienia i wytłumaczenia, na każde „nie mogłem”, „byłem zmuszony”, „nie zauważyłem” – sumienie odpowiada wielkim, przejmującym milczeniem, z którego rośnie wina człowieka. Mimo że sumienie milczy, jego milczenie ma sens. Sumienie daje do zrozumienia, by człowiek chciał mieć sumienie.

Dobra wiara towarzyszy wzrostowi, rozwojowi, dojrzewaniu wewnętrznemu. Dojrzewać znaczy owocować. A owocować, znaczy iść w górę, postępować od nadziei niższej do nadziei wyższej. Przechodząc od jednego stopnia rozwoju do drugiego, człowiek musi coś z siebie poświęcić, misi zrezygnować z jednostronnej realizacji nadziei niższej, aby dać miejsce nadziei wyższej, nadziei ogarniającej i porządkującej. Trzeba umieć w odpowiednim czasie poświęcić kwiaty dla owocu.. każdemu słusznemu poświęceniu towarzyszy świadectwo sumienia, które określamy słowem „dobra wiara”. Mówimy: „To człowiek dobrej wiary”. Dobra wiara jest przejawem dobrej woli człowieka poświadczonej przez sumienie. Dobra wiara to sumienie, które „milcząco” wprowadza jasność w głąb człowieka.

Człowiek poddaje się pokojowi, który płynie z sumienia. Wielu wybitnych myślicieli wierzyło, że spokój sumienia to najwyższy rodzaj szczęścia, jaki może się stać udziałem człowieka. Sumienie jest zasadniczo nieomylne. Jest nieomylne w tym sensie, że przypisując człowiekowi winę lub przyznając mu dobrą wiarę, nie może być sprawdzone za pomocą żadnego innego narzędzia niż ono samo. Któż może lepiej od niego wiedzieć, kim jestem? Któż jest bliżej osoby niż ono? Jeśli sumienie wskazuje na winę, jestem winny, bo „milczenie” sumienia jest częścią mnie samego. Jeśli mam „czyste sumienie”, jestem czysty. Rzecz ma się tak, jak z wodą: jeśli w wodzie nie ma żadnych mętów, woda jest czysta, jeśli są w niej męty, woda jest brudna. Nie znaczy to jednak, by człowiek uznawał to, na co wskazuje sumienie. Sumienie jest co prawda „nieomylne”, ale człowiek często woli nie słyszeć, co mówi sumienie, na co sumienie wskazuje. Tragedią człowieka jest to, że chętnie ucieka od swego sumienia, że przekręca sens jego „milczenia”, że własne życzenia podsuwa pod jego mowę. Bywa, że człowiek jest inny, a za innego siebie uważa. Człowiek jest rozszczepiony, jest inny dla świata i inny w sobie. I na tym polega jego tragedia.

W tym kontekście należy również rozumieć postulat etyczny, który w ostatnich czasach stał się popularny i aktualny. Brzmi on: „bądź sobą”, „stawaj się sobą”. Co to bliżej znaczy? Jest to postulat dla tych, którzy znaleźli się w stanie ucieczki od własnego sumienia. Ucieczka pozostaje w ścisłym związku z uwiądem ich zmysłu moralnego. Całe zatroskanie tych ludzi obraca się wokół funkcji, jaką przyszło im pełnić w aktualnym systemie technicznej organizacji życia. Ich hierarchię wartości sprowadza się do hierarchii mniejszej lub większej przydatności technicznej w nowym świecie. Chcą być „sprawni” w tym, co robią, ale to co robią, nie stoi w polu promieniowania nadziei podstawowych. Żyją na ,,spłaszczonym” aksjologicznie świecie, są ludźmi, jednego poziomu”, jednego horyzontu, są „spłaszczeni”, „spłyceni”, jak spłaszczony i spłycony jest ich świat. Wezwanie, bądź sobą” lub „bądź tym, kim jesteś”, zwane również „wezwaniem do autentyczności”, ma na celu skierować ludzi znajdujących się w ucieczce w stronę, w której bije źródło człowieczeństwa w człowieku – w stronę ich milczącego sumienia.



Liczba wyświetleń strony: 10716055 * Liczba gości online: 32 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC