MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Sumienie – sanktuarium dialogu z Bogiem



„Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa.” Sobór dotknął najgłębszej tajemnicy sumienia, do której jednak dobrze jest dojść poprzez inne jego wymiary. Ostatecznie bowiem zdolność do poznania prawdy, cudownie wyróżniająca człowieka z reszty ziemskich stworzeń, jest zdolnością szukania i – przy wszelkich ograniczeniach wynikłych z przygodności ludzkiego bytu – poznania samego Boga. Człowiek jest „capa Dei” przez to właśnie otwiera się na Boga, poprzez otwarcie na prawdę. Każda prawda ubogaca człowieka, w każdym akcie poznania człowiek wychodzi niejako poza siebie, i każdy taki trud poznawczy przysposabia go do poznania Boga, który – choć, jak powiada św. Augustyn, jest temper major, zawsze większy od naszych wyobrażeń – jest zarazem obecny w każdym bycie i w każdej prawdzie.

Ale szczególnie intymny dialog pomiędzy Bogiem i człowiekiem toczy się właśnie w sumieniu. Dlatego prawo naturalne (wyrażające się nade wszystko w prasumieniu) określane było w średniowieczu jako-”iskra Boża w człowieku”. Doktor Anielski wywodzi też roztropność, usprawniającą sumienie człowieka (prudentia) z Bożej opatrzności (providentia divina), ponieważ w tej właśnie cnocie opatrzność znajduje swój wyraz. Oznacza to, że sąd sumienia, choć jest własnym, najgłębszym przekonaniem człowieka o tym, co powinien czynić, jest zarazem głosem Boga, w tymże sumieniu odsłaniającego przed człowiekiem swe Boskie prawo. Właśnie na tym polega znamienny paradoks sumienia, że jest ono własnym przekonaniem człowieka o tym, co powinien czynić, a jednocześnie – i głębiej jeszcze – głosem Boga, który przekazuje człowiekowi swoją wolę. Wyrażamy tę podwójną rzeczywistość sumienia nadając mu niejako odrębną podmiotowość, wyższą niż nasza własna. W tym sensie mówimy, że należy być posłusznym sumieniu, odczuwamy wyrzuty sumienia itp., rozumiejąc, że sumienie jako „podmiot w podmiocie” to nie innego, jak głos samego Boga, który zarazem dozwolił człowiekowi (ludzkiemu rozumowi) uczestniczyć w Bożym prawie.

Głos Boga nie sprowadza się przy tym do szczegółowych zaleceń należnego postępowania. Jest to głos tajemny, osobisty, wyznaczający człowiekowi jego indywidualne zadanie, ukazujący mu ten rodzaj świadectwa, który jemu tylko będzie właściwy. Jest to głos Bożej miłości: miłości Tego, który „pierwszy nas umiłował” (1 J 4,19) i który pragnie naszego szczęścia żarliwiej niż my sami. Jest to zarazem – i nade wszystko – głos Tego, który, jeden tylko jest Dobry” i jedyny godzien jest, by miłować Go „z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił”. Zastanawiające jest, że tego intymnego, pełnego miłości dialogu z Bogiem nie kojarzymy zwykle z sumieniem. Jeśli już przyznajemy mu rangę sanktuarium, to raczej myślimy o spotkaniu z Bogiem – Sędzią sprawiedliwym, przed którym nie się nie ukryje i którego o miłosierdzie, pełni skruchy, błagamy. Przeżycia radosnej, uszczęśliwiającej nas Jego bliskości kojarzymy raczej z modlitwą, zwłaszcza uwielbienia, niż z sumieniem.

Tymczasem nie ma sensu oddzielać modlitwy od sumienia. Przeciwnie, w sumieniu właśnie dojrzeć trzeba miejsce najintymniejszej modlitwy, niewysłowionego dialogu miłości. Być może, oprócz zbyt moralizatorskiego traktowania sumienia, na to zubożone jego pojmowanie wpływ ma również dzisiejsza „wspólnotowa moda”, która zdaje się niekiedy wynikać raczej z ucieczki od samotności przed Bogiem niż z szukania Go. Wspólnota modlitewna, skądinąd potrzebna, nie może zastąpić tego osobistego kontaktu z Bogiem w sumieniu.

Z takiego dialogu z Bogiem wypływa świadectwo. Papież mówił w Skoczowie o św. Janie Sarkandrze i jego świadectwie wierności sumieniu. Ale wierność sumieniu, to wierność prawdzie, ostatecznie zaś wierność Bogu. Świadectwo, zwłaszcza świadectwo krwi, jest najwyższym aktem miłości, na jaki człowieka stać. Wołając o ludzi sumienia, których dziś tak bardzo Polsce potrzeba, Ojciec Święty wołał o świadków Boga samego. „I oto staje przed nami, przy końcu tego rozważania, Chrystus z Apokalipsy św. Jana: Chrystus – Dobry Pasterz, a zarazem Chrystus Baranek Boży, który życie swoje położył za swoją owczarnię.”



Liczba wyświetleń strony: 10033183 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC