MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Modlitwa i formowanie sumienia



Dla mnichów z wczesnych wieków Kościoła modlitwa była ważnym źródłem samopoznania. Chcąc spotkać Boga w modlitwie, muszę wpierw spotkać siebie. Muszę się zastanowić, kim właściwie jestem, co kryje się na dnie mojej duszy. Modlić się to wcale nie znaczy od razu, zwracać się do Boga gotowymi gdzie staję przed Bogiem tekstami. Modlitwa jest miejscem, gdzie staję przed Bogiem bez żadnej osłony. Ukazuję się Bogu takim, jakim jestem. Wypływa ze mnie wszystko, co we mnie jest. W obliczu Boga poznaję prawdę o sobie. Odkrywam w sobie rzeczy, które mnie nurtują w ukryciu. Poznaję także treść mojej podświadomości. W modlitwie chodzi o to, by pośród wielu głosów, jakie w sobie słyszę, rozpoznać głos Boga. Formowanie sumienia poprzez modlitwę polega na tym, by się uważnie wsłuchać w te głosy i rozpoznać, czy są to głosy naszych rodziców, czy głos Boga. Głosy rodziców nie muszą być oczywiście automatycznie złe, gdyż często byli oni wobec nas przekazicielami woli Bożej. Potrzebowaliśmy jednoznacznych ram, które nam oni stwarzali w postaci norm.

Rodzice wpoili nam przykazania Boże, uczyli szacunku dla bliźniego, odpowiedzialności za drugiego człowieka. Nauczyli nas, jak żyć we wspólnocie, pośród ludzi, tak by nie powodować niepotrzebnych spięć. Jakże często jednak rodzice interpretowali wolę Bożą w sposób ciasny. Ucząc nas określonych norm zachowania, sugerowali, że zostaniemy ukarani, jeśli nie będziemy ich przestrzegać, że będziemy źli i pójdziemy do piekła, jeśli przekroczymy przykazanie Boże. Wpajali nam jednocześnie normy i lęk przed wiecznym potępieniem. Zaszczepili w nas nieczyste sumienie, wynikające ze świadomości, że nie potrafimy sprostać wszystkim przykazaniom. Zarazili nas poczuciem, że będziemy ludźmi bezwartościowymi, jeśli nie będziemy wypełniać owych norm, że nasza wartość zależy od dokładnego przestrzegania przykazań.

Kształtowanie sumienia zatem ma na celu rozwój zdolności odkrywania prawdziwej woli Bożej w głosach naszego serca, odróżnianie woli Bożej od norm rodziców, które wycisnęły piętno na naszym sumieniu. Wspomniani mnisi sformułowali szereg kryteriów pozwalających ustalić, czy coś jest zgodne z wolą Bożą, czy też jest głosem nas samych. Jeśli jakaś myśl pochodzi od Boga, to obdarza nas pokojem, zgodą na siebie, poczuciem wewnętrznej jedności, autentycznością i wolnością. Nie znaczy to jednak wcale, że myśli pochodzące od Boga pozostawiają nas w spokoju, wprawiają w gnuśne zadowolenie. Mogą one stanowić dla nas wyzwanie. Ale nawet wówczas stają się źródłem wewnętrznej pewności i konsekwencji. Czujemy dokładnie, że musimy uczynić taki lub inny krok, nawet jeśli przychodzi nam to z trudnością. Wiemy przy tym, że jest to krok do pokoju i otwartości.

Myśli pochodzące od złych duchów powodują lęk, spięcie wewnętrzne i niepewność. Przygniatają nas. Odbierają nam poczucie własnej wartości. Wpędzają nas w lęki. Ktoś na przykład wmawia sobie, że musi koniecznie iść do klasztoru, bo życie zakonne jest doskonalsze niż świeckie. W przeciwnym razie czeka go wieczne potępienie. Zarazem jednak bardzo się boi, że nie podoła takiemu życiu, że nie poradzi sobie z celibatem itd. Bóg z pewnością nie chce, byśmy szli do klasztoru, jeśli nas to przerasta, jeśli się boimy. Niekiedy wydaje się nam, że pójście do klasztoru jest czymś najdoskonalszym, co człowiek może ofiarować Bogu. W takim wypadku chodzi nie o prawdziwe powołanie, lecz o wybór tego, co najlepsze dla podbudowania niskiej oceny własnej wartości. Bóg chce, byśmy mieli życie, a nie zapędzali się w ślepą uliczkę strachu. Inny rodzaj myśli, jakie wyróżniali dawni mnisi, to myśli pochodzące od nas samych, nasze własne myśli. Wiemy, jaką przeszkodą w modlitwie są myśli uniemożliwiające skupienie, błądzące bez żadnego celu. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej tym myślom, okazuje się, że są one wyrazem tego, co się dzieje w głębi naszej duszy, że ujawniają nasz prawdziwy problem wewnętrzny. Mogą one też być oznaką ucieczki przed sobą. Uciekamy w banalne, powierzchowne myślenie, by uniknąć konfrontacji z prawdą o sobie. Gdy zaczynamy badać te myśli, dociekać, co się za nimi kryje, wtedy często okazuje się, że wskazują one na niezaspokojone potrzeby, głębokie rany, których na dobrą sprawę nigdy jeszcze nie dopuściliśmy do naszej świadomości, rozpacz ukrytą pod płaszczykiem banalnych myśli.



Liczba wyświetleń strony: 10033164 * Liczba gości online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC