MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Przebacz im



Golgota jest miejscem, na którym poznajemy Boga mocnego i słabego zarazem. Ten, który kocha, jest mocny i słaby zarazem. Różne osoby przyszły pod krzyż. Są tacy, którzy przyszli zobaczyć, co się ciekawego wydarzy. Obecność pod krzyżem wymaga współodczuwania, współcierpienia, z którego płynie poznanie tajemnicy Krzyża. Jezus pozwolił sobą dysponować. Pozwolił się ukrzyżować, żeby ludzie poznali Jego miłość. Nie można przekonać niektórych do miłości Boga, jeśli Go wpierw nie zaatakują, nie upokorzą.

Królowanie jest przyjmowaniem upokorzenia od tych, których się kocha. Czyż upokorzony nie jest bardziej przekonywujący od tego, któremu wszystko układa się w życiu pomyślnie? Czyż upokorzony, głodny, cierpiący, nie ma nam więcej do powiedzenia, niż ten, który jest zawsze i przez wszystkich szanowany, nie doznający bólu głodu, nie doświadczający trudu cierpienia? Upokorzenie jest możliwe do przyjęcia i przeżycia zasadniczo wówczas, kiedy człowiek kocha. Doświadczanie upokorzenia wówczas nie niszczy, lecz daje cierpliwość, wyrozumiałość, męstwo i sens tego, co robię dla drugiego.

Królowanie, to panowanie nad sobą. Jeśli to potrafimy, to będzie nam również dana umiejętność nie upokarzania innych. Upokarzamy, gdy nie nosimy w sobie tej umiejętności panowania nad tym, co nazywa się pragnieniem, potrzebą, spodziewaniem się, oczekiwaniem czegoś w nadmiarze, zarówno od innych, jak i od siebie.

Łotr, mówiący do pana: "Wybaw siebie i nas", nie panuje nad cierpieniem, bólem, rozczarowaniem, że tak trzeba to życie zakończyć. Nie czyni się winnym tego, jak żył. Gdy człowiek nie poczuwa się do winy cierpi więcej niż ten, w którym jest przyznanie się do nie przestrzegania dróg Pańskich. Drugi łotr również cierpi, lecz ma poczucie własnej winy. Dokonuje prawdziwej oceny swojego życia i życia osób, z którymi przyszło mu żyć. Rozsądek ujawnia się w stwierdzeniu, że jakiś problem, trudność słusznie mnie spotyka, ponieważ nie zachowałem w życiu zasad, reguł, które porządkują życie. "My ponosimy słuszną karę, za nasze grzechy, ale On nic złego nie uczynił".

Nie jest zdemoralizowany ten, który potrafi zło, nazwać złem, a dobro, nazwać dobrem. To jest wielkość. To świętość. Łotr dojrzewał do takiego przejrzenia. W sytuacjach, związanych ze zbliżającą się śmiercią, można złorzeczyć, ale można też opanować swoją frustrację, korzystając z bliskości Chrystusa, wygrywając życie, uznaniem winy. Można być blisko Jezusa, a równocześnie tak daleko od Niego, jak było w to w przypadku złego łotra. Bliskość Boga, nie zapewnia jeszcze mądrości naszym decyzjom. Frustracje, bunt, gniew - potrafią być tak silne, że zaślepiają osobę, która karmiła się tymi namiętnościami. Można jedynie mieć nadzieję, że Chrystus wobec łotra odniósł te same słowa, jakie dotyczyły tych, którzy Go ukrzyżowali: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią".

Jezus modlitwą obejmuje żołnierzy, którzy ukrzyżowali trzech skazanych - oni nie wiedzą, co czynią. Modlitwą obejmuje tych, którzy skazali Go bezpośrednio: Judasza, Sanhedryn, Piłata. Oni nie wiedzą, co czynią. Oni stracili rozum. Będąc nieprzyjaciółmi Boga sądzili, że oddają Bogu chwałę, wydając Jezusa na śmierć. Modlitwa Jezusa, obejmuje każdego człowieka, który grzeszy. On nie wie, co robi. Nie zdaje sobie sprawy z rozmiaru zła swojego czynu, osądu. Czy mamy taką świadomość, że jesteśmy objęci tą modlitwą? Modlitwa jest owocem miłości, objawiającej się na krzyżu. Żebyśmy z Jezusem tak się modlili do Ojca. Ta modlitwa uznaje zło. Usprawiedliwienie grzechu nie polega na pomniejszeniu zła, lecz na braniu zła na siebie. Gdy widzimy, że nasze czyny ranią innych, to także czyny innych, ranią nas, choć oni tego nie zamierzali wprost. Niekiedy przypisujemy innym złą wolę, złą intencję.

Co jest moim krzyżem? Z Jezusem są ukrzyżowani dwaj zbrodniarze. Oni uosabiają dwa rodzaje znoszenia cierpienia. Jeden z nich uznaje swój krzyż: „My sprawiedliwie cierpimy za..., ale On nic złego nie uczynił”. Inny cierpi bez sensu, cierpi w buncie. Nie widzi, co zrobić z tym cierpieniem. Wtedy rodzi się bunt. Istotą buntu, jest próba odrzucenia cierpienia, przerzucenia na kogoś. Przerzucanie na kogoś, to jakby rozlanie cierpienia.

Ważne jest odkrycie tych miejsc, w których cierpieliśmy bez sensu. Bunt, robienie awantur, konflikty, oszczerstwo, oburzenia, to reakcja na cierpienie. Potrzeba odczuć bezsens rozlewanego cierpienia. Dostrzec, że jest w nas pokusa pomnażania cierpienia. Robienie piekła wszędzie, wciąganie innych w swoje własne piekło. Czy rozlewam to piekło, które mam w sobie? Tak przeżywając cierpienie, nie widzimy jego związku z grzechem i odpowiedzialnością.

„My sprawiedliwie cierpimy za nasze uczynki”. Tu jest związek cierpienia z osobistym grzechem. Wszystkie cierpienia mają związek z grzechem, ale nie zawsze osobistym. Zabiegajmy o światło, w rozeznaniu naszego cierpienia. Gdy jest pycha, uraz, lęki, bunt - to rodzi cierpienie, ale nie ku nawróceniu, ale ku znoszeniu. „Ja słusznie cierpię za swoje grzechy”. (Za które grzechy słusznie cierpię?). Istnieje cierpienie niezależne od naszych postaw. One są dopuszczone przez Boga. Jezus cierpi, choć nic złego nie uczynił. Takie cierpienie upodabnia do Jezusa. Ono wzywa do zjednoczenia z Jezusem, naśladowania Go w Jego krzyżu. Zadawanie innym cierpienia, by pomóc im do zbawienia, jest przewrotnością diabelską. Narażanie siebie na cierpienie, żeby być świętym, to przewrotność diabelska. Jezus nie pragnie cierpienia. On pragnie być wiernym Ojcu. Po rozeznaniu grzechu, winno być rozeznanie cierpienia. Co jest we mnie źródłem cierpienia? Dobry łotr rozeznał swój krzyż i rozeznał zbawczy krzyż Jezusa.

Cierpienie, które ma związek z własnym grzechem, to nie jest cierpienie Jezusa, to nie jest krzyż Jezusa, lecz własny. Gdy cierpimy jak łotr, to jest tu wezwanie do nawrócenia z grzechu. Należy dążyć do wyzwolenia z cierpienia, które niesie mój grzech. Gdy uświęcamy cierpienie, które niesie mój grzech, to jest to rodzaj cierpiętnictwa. Cierpienie moje, nie posiada w sobie zbawczej mocy. Tylko cierpienie Jezusa ma moc zbawczą. To łaska Boga czyni z cierpienia miejsce pojednania. Te cierpienia, które nie mają bezpośredniego związku z grzechem, one mogą być krzyżem Jezusa.

„Ojcze, w ręce Twoje, oddaję ducha Mego”. Ojciec łączy całe życie Jezusa. Imię Ojca spaja całą Jego działalność: „Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”. Bezwarunkowe oddanie Ojcu jest treścią życia Pana, Jego pokarmem. Jezus jednoczy się z Ojcem, również w swoim człowieczeństwie. Krzyż, miejsce przeklęte, staje się miejscem spotkania z Ojcem i miejscem naszego zbawienia. Podobnie i moja słabość, może być miejscem mojego spotkania się z Bogiem.

Lekkomyślność, głupota sprawiają, że wyrządzamy sobie nawzajem cierpienie. Nasze rany bywają długo otwarte, boleśnie przeżywamy swój czas. Delikatne dotknięcie ran, powoduje dotkliwe cierpienie. Wrażliwość, nadwrażliwość, urazowość często nam towarzyszy. Na krytykę, odrzucenie, złą opinię, niesprawiedliwość - urazowość jest wielka i z tym trzeba coś zrobić. Albo podatność na zranienia będzie nas niszczyć, będzie powodem konfliktów, albo ta podatność na zranienia, będzie wykorzystana inaczej.

Należy być świadomym podatności na zranienie. Warto zobaczyć, że w tym jest zawarte niebezpieczeństwo: bunty wobec Boga, agresywne nastawienie do innych, zamykanie się w sobie. Podatność na zranienie jest ludzkim krzyżem. Krzyż może być tajemniczym miejscem spotkania z Ojcem, wzorem Jezusa. To, co jest przekleństwem życia, to, co należałoby wyeliminować, może stać się miejscem ofiarowania siebie. Nie należy unikali konfrontacji, z podatnością na zranienie. Natomiast ważne, byśmy pytali, co cierpienie robi ze mną, albo - co ja robię z moim cierpieniem. W każdym cierpieniu możliwe jest wyjście Jezusa: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję moje życie, moje cierpienie”.

Przebicie włócznią, wymuszenie śmierci Jezusa było wątpliwym zwycięstwem Żydów. Stąd chcieli szybko sprzątnąć sprzed oczu ciało Jezusa wiszące na krzyżu. Żołnierze przebijając bok Jezusa, skrupulatnie potwierdzili zgon. Przebicie włócznią jest ostatnią raną zadaną Jezusowi. Otwarty bok i Jezusowe słowo: „Pragnę” - to zaproszenie do miłości, do przyjęcia Jego Wcielenia, człowieczeństwa, nauki, nieludzkiej męki i śmierci - jako znaku miłości, prawdziwego życia. W rozmowie z Ojcem, prośmy, byśmy w jakiejś formie mogli powtórzyć te słowa: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mego”. By dojrzała w nas świadomość powierzenia swojego życia, przez śmierć. Jezus nie broni życia, lecz je oddaje. Żeby dobrze umrzeć, trzeba komuś powierzyć swoje życie. Żeby dobrze żyć, trzeba komuś powierzyć swoje życie. Człowiekowi nie można powierzyć swojego życia. Prośmy, byśmy coraz głębiej doświadczali Boga, jako Ojca, który dał nam życie.



Liczba wyświetleń strony: 9449481 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC