MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Dorastanie Św. Piotra do kapłaństwa



Piotr sam decyduje się wyjść z łodzi, by rzucić się do jeziora. Potrzebna była odrobina szaleństwa, by dokonać takiego kroku, i właśnie ta odrobina szaleństwa czyni człowieka. Nie może on żyć bez miłości, a to właśnie miłość pozwala człowiekowi wyrwać się z kręgu kalkulacji i „rzucić się”. Jezus poddaje u Piotra próbie – gotowość do poniesienia ryzyka i będzie ją u niego kształtował przez długi czas, ponieważ ta gotowość uzdalnia do głoszenia Ewangelii. Piotr widzi: sieć napełnia się; przypływają inne łodzie i również one zostają napełnione. Odkrywa objawiającą się moc Boga i pada na kolana przed Jezusem; wyznaje: „Panie, odejdź ode mnie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. W świetle potęgi Jezusa ukazuje się grzeszność Piotra. W zetknięciu się z potęgą i świętością Boga odczuł, że wiele spraw w jego życiu nie toczyło się właściwym torem. To Jezus sprawia, że Piotr zdobywa się na akt ufności. Ta ufność pozwala Piotrowi zobaczyć wielkość Jezusa, Jego dobroć i moc. Wtedy bez trudności pojawia się świadomość własnego grzechu. Jezus doprowadza Piotra tam, gdzie chciał: do szczerego oczyszczenia, do pokory, do uznania, że potrzebuje miłosierdzia Jego; dzięki temu Piotr przyjmie kerygmat jako orędzie miłosierdzia, jako słowo zbawienia. Jezus czyni to w sposób bardzo ludzki, bez gwałtownych wstrząsów.

Nasza potrzeba zbawienia i nasz ubóstwo ukazują się najwyraźniej, gdy rozważamy o miłosierdziu Boga względem nas, o Jego potędze i dobroci. Wszelki powrót do przeszłości w naszym życiu, jeśli jest dokonywany z pominięciem tej perspektywy, bez otwarcia się na potęgę Boga objawioną Piotrowi – nie tylko nie jest ewangeliczny, ale czasami okazuje się szkodliwy. Piotr może wszystko wyznać z całkowitym spokojem i prostotą, bez obawiania się kogokolwiek, gdyż tak wielki jest Ten, kto przed nim stoi, że oskarżenia ze strony innych nie mają żadnego znaczenia. Piotr dokonał decydującego kroku w kierunku wyzwolenia wewnętrznego, że wszystkie lęki, które mógł odczuwać wobec tego, co ludzie pomyślą lub powiedzą, zostały przezwyciężone. Jezus kształtuje człowieka mającego głosić Ewangelię przez kolejne akty zawierzenia i objawienie swojej potęgi; stopniowo wzbudza prawdziwą skruchę. Chrystus odwraca sytuacje w życiu człowieka. Z nieco zadufanego w sobie Piotra czyni człowieka gotowego zawierzyć; później z człowieka, który zawierzył, czyni człowieka, który spontanicznie potrafi uznać własne ubóstwo, a wreszcie człowieka upokorzonego własnym ubóstwem obdarza pełnym zaufaniem. To jest doświadczenie potęgi Boga, to stopniowe formowanie głosiciela Ewangelii. Formowanie dokonuje się dzięki cudownym przekształceniom, które potęga Boga sprawia w nas, odwracając ludzkie sytuacje.

Pięciu ludzi ryzykuje ośmieszenie, bowiem to, co robią – otwór w dachu, spuszczenie chorego przez dach, bez pewności, że Chrystus zechce go przyjąć – może w jakiejś chwili skończyć się niczym. Uczyni cud czy nie uczyni? Czyż chory nie wróci wówczas do domu jeszcze bardziej cierpiący i bardziej upokorzony. Jest tu akt wielkiej odwagi, chwilowe zawieszenie kalkulacji, przedsięwzięcie, na które ci ludzie się zdecydowali, bo zawierzyli temu człowiekowi, choć nie do końca przecież Go znali. Jakie to ma konsekwencje? W następstwie tego odważnego aktu zawierzenia sytuacja paralityka ulega całkowitej odmianie: grzechy są mu przebaczone, choroba uleczona. Jezus okazuje się tym, który przebacza i uzdrawia; Ewangelia staje się mocą przebaczenia i uzdrowienia dla tych, którzy zawierzają, podejmują ryzyko. Niesamowita jest odwaga, jakiej wymagają od ludzi dokonywane przez Jezusa cuda. Jest ona właściwa dojrzewaniu człowieka, który odkrywa, że tylko w chwili odważnej decyzji, wyjścia z siebie – może osiągnąć to, czego tak bardzo pragnie. A zatem, staję się tym, kim powinienem być, w miarę posłuszeństwa tej skłonności do zawierzenia. Z tej wrodzonej człowiekowi skłonności, by wyjść poza siebie, poprzez akt zawierzenia innym ludziom – rodzi się wspólnota, przyjaźń, rodzi się miłość i braterstwo. Jeśli ktoś nigdy nie ryzykuje, to nic się tam nie urodzi. W zawierzeniu słowu, rodzi się możliwość zbawienia, rodzi się też możliwość głoszenia Ewangelii. Głosiciel Ewangelii zarzuca sieci na słowo Jezusa; kształtuje go wychowanie do dawania siebie.

Chcemy zrozumieć jego drogę pomiędzy powołaniem i tym wszystkim, co nastąpiło po jego zaparciu się. „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci”. Doświadczenie Piotra może być użyteczne dla nas, dla naszego umocnienia. Dlaczego Piotr zaparł się Jezusa? Jak doszło do takiego nie zrozumienia kerygmatu, bo Piotr postąpił gorzej niż mieszkańcy Nazaretu: wyrzucił Jezusa z własnego życia. Jak to się stało, że takie odrzucenie w konsekwencji uzdolniło go do głoszenia Ewangelii. Przeżywa trudny moment; wie, że rozumie Jezusa, ale nie do końca. „Ty jesteś Mesjasz”. „Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz o tym co Boże, ale o tym, co ludzkie”. Nieporozumienie zostanie przezwyciężone dzięki nowemu wydarzeniu, które zupełnie stawia Piotra na nogi i napełnia go radością: „W jakieś osiem dni po tych mowach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić”. Piotr mówi o namiotach. Obawia się jako człowiek zdolny do wielkiej hojności. Nie mówi: uczyńmy również namiot dla mnie. Piotr myśli o Jezusie, o Mojżeszu i Eliaszu. Jest człowiekiem, który czując, że powierzono mu królestwo Boże, chce być za nie odpowiedzialny; jest gotowy do czynu, do decyzji, do troszczenia się o Królestwo. Wolno nam przypuszczać, że kiedy następnego dnia schodził z góry i zobaczył innych apostołów, którzy nie potrafili wypędzić demona z opętanego chłopca – podzielał słowa Jezusa: „O plemię niewierne i przewrotne! Jak długo jeszcze będę u was i będę was znosił?” Inaczej mówiąc, Piotr rozumie w ten sposób: to ja naprawdę wierzę i rozumiem Jezusa, ci inni apostołowie jeszcze nie zrozumieli, o co tutaj chodzi, nie potrafią do tego stopnia co ja zrozumieć potęgi Jezusa.

I nowy zimny prysznic: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci”. Zbliża się upadek. Pomyłka w postępowaniu Piotra jest subtelna: zaczyna się już na górze, gdy chciał rozbijać dla wszystkich namioty i gdy mu się wydawało, że powinien postępować jak zarządca Królestwa, uważając, że jest zdolny kierować tajemnicami Boga. Dla niego została zarezerwowana najbardziej upokarzająca lekcja, lekcja słabości człowieka i głosiciela Ewangelii, który nie potrafi sprostać sytuacjom granicznym. Piotr zawsze starał się wyjść obronną ręką z różnych sytuacji; nie rozumiejąc dobrze słów Jezusa, zapewnia: To ja obronię Cię mieczem, pozwól mi działać, zaufaj mi, będę działać w taki sposób, że twoi nieprzyjaciele nie będą nad Tobą tryumfować. Piotr nie jest tchórzem, nie jest bojaźliwy, nie kieruje nim lęk przed krzyżem, jest naprawdę człowiekiem szczerym. Jego błąd polega na pragnieniu grania pierwszych skrzypiec. W pewnym sensie, to on chce zbawić Jezusa, to on będzie zbawicielem Pana.

Piotr w Ogrodzie Oliwnym nie może wytrzymać widoku Jezusa słabego i w nim samym ulega zburzeniu mit Mistrza: znał Go jako potężnego i zwycięskiego Pana, jako Tego, któremu zawsze się udaje, który zawsze potrafi znaleźć słowa odpowiadające sytuacji, który pokonuje niezbitym rozumowaniem podstępnych przeciwników. Po raz pierwszy Piotr widzi Jezusa ulegającego słabości i w jego sercu rodzi się ogromna niepewność: jak to jest możliwe, by Bóg był z tym człowiekiem, jeśli ten człowiek się boi, jeśli jest tak bardzo słaby? Piotr został wychowany przez ST do widzenia Boga wielkiego i potężnego. A u Jezusa widzi taką słabość. Cóż innego może zrobić, niż zamknąć oczy i nie myśleć? Jest to zachowanie kogoś, kto chciałby powiedzieć: wolę nie wiedzieć, nie widzieć, nie potrafię tego zrozumieć. Słabość Jezusa wstrząsnęła Piotrem, gdyż kłóciła się z jego wizją Królestwa Bożego, zawsze zwyciężającego. Możemy sobie wyobrazić wewnętrzne załamanie Piotra, gdy Jezus mówi, gdy uczniowie uderzyli mieczem: „Przestańcie, dosyć!” Jezus przyzwala na działanie ciemności. Piotr zdaje sobie sprawę, że wszystko jest postawione na głowie. Nauczyciel stoi bezbronny, zgadza się, by królestwo ciemności wzięło górę nad Nim. Jego pojęcie Boga leży w gruzach. Piotr wpada w ogromne zamieszanie. Możemy zrozumieć jego zaparcia się. On sam już nie wie, czego naprawdę chce. Piotr idzie za Mistrzem, ale z daleka. Idzie za Nim, bo Go kocha; idzie z daleka, bo nie jest w stanie jawnie opowiedzieć się za Nim, gdyż Go nie rozumie.

„I ten był razem z Nim!. Lecz on zaprzeczył: „Nie znam Go, kobieto!”. „Z Nim”. Tego samego wyrażenia użył Piotr nieco wcześniej: „Z Tobą, Panie, jestem gotów iść do więzienia, a nawet na śmierć”. Na to „z Nim” nie wie jak reagować. Więc mówi: „Nie znam Go”. Nie zna, nie rozumie tego człowieka, który wpadł w ręce nieprzyjaciół, nie wie, czego chce ten Jezus, który już nie mieści się w jego myślowych schematach. Naprawdę Piotr nie jest w stanie iść dalej za Jezusem. Druga konfrontacja; „I ty jesteś jednym z nich”. Piotr zaprzecza: „Człowieku, nie jestem!”. Może być w tym trochę pogardy: oni uciekli, ja przynajmniej chciałem coś zrobić dla Niego, chciałem poświęcić życie. Poświęciłbym je gdyby mi pozwolił. Nie jestem z tych, którzy tchórzliwie przelękli się, ale nie jestem też z Nim, bo Go już nie poznaję”. Minęła godzina. Możemy sobie wyobrazić dramat tożsamości Piotra, przeżywany w tej godzinie: „Kim ja jestem? Czego chcę? Czym było moje życie? Co mi przyszło do głowy, aby iść za tym człowiekiem? Kto mi kazał to robić?” Mamy do czynienia z załamaniem człowiekiem, który szedł z ufnością wybraną drogą i w pewnym momencie nie rozumie zamiarów Boga względem siebie.

Próba, której Piotr został poddany, jest jedną z najtrudniejszych, przez jaką może przejść człowiek, kiedy zaczyna wątpić we wszystko, co otrzymał dzięki wychowaniu religijnemu: czy w takiego Boga ja wierzyłem? Czy taka jest wola Boga wobec mnie, czy też pomyliłem się we wszystkim? Stało się tak, aby utwierdzać braci. Naprawdę nie można być głosicielem Ewangelii, jeśli nie pozwoli się, by zamysł Boga całkowicie nad nami zapanował, jeśli nie zgodzimy się, by to był naprawdę Jego zamysł, a nie nasz, Jego Ewangelia, a nie nasza, Jego zbawienie dla nas, a nie nasze. Piotr był zazdrosny o swoją wierność, o swoją zdolność bycia uczciwym i lojalnym. Tymczasem Jezus daje mu poznać, że i on – Piotr, może dojść do całkowitego zagubienia. Jeśli więc chcę głosić Ewangelię, muszę posiadać zrozumienie bezgranicznego, zbawczego miłosierdzia Bożego i być zdolnym do bezgranicznego współczucia wobec ludzi zagubionych w Kościele. „Kogut zapiał”. Pianie koguta stało się stwierdzeniem grzechu Piotra: do czego doszedłeś ty, którzy uwierzyłeś, że jesteś w posiadaniu Królestwa Bożego, Ewangelii, że jesteś obrońcą Mistrza. Takie stwierdzenie ostre, oskarżające, byłoby przerażające, gdyby nie nagłe spojrzenie Jezusa. Wreszcie Piotr zrozumiał, czym jest Ewangelia jako zbawienie dla grzesznika, pojął prawdziwą istotę Boga, który nie jest kimś, kto zachęca nas do bycia coraz lepszymi, nie jest moralnym reformatorem ludzkości, ale jest, przede wszystkim, Miłością ofiarującą się bez granic, czystą, bezinteresowną Miłością, która nie obwinia, nie oskarża, nie robi wyrzutów. Spojrzenie Jezusa, nie jest spojrzeniem oskarżycielskim. Jest po prostu spojrzeniem miłosierdzia i miłości: Piotrze, kocham cię takim, jakim jesteś; widziałem, że jesteś taki, i kochałem cię widząc, że jesteś taki. Piotr doświadcza, że jest kochany. Do tej pory był dumny, że to on pierwszy coś czyni, a teraz rozumie, że wobec Boga nie może uczynić nic innego, jak tylko przyjąć Jego miłość, zbawienie, jego przebaczenie.



Liczba wyświetleń strony: 9767259 * Liczba gości online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-07-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC