MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Życie wiarą



Co uniemożliwia przeżywania w wierze codzienności życia zakonnego? Poczucie osamotnienia i szukanie zaspokojenia: spełnienia u ludzi lub w aktywności; odczucie niepotrzebności mnie, jako siostry zakonnej; zniechęcenie, spowodowane brakiem zainteresowania katechezą ze strony dzieci i młodzieży, lub brakiem zainteresowania moim życiem ze strony wspólnoty; problemy związane z zachowaniem czystości, a także – ujmując szerzej – problemy związane z wewnętrzną wolnością; odczuwanie bezradności: w odniesieniu do przełożonych, ale też własnych uczuć; trudność w zachowaniu równowagi między czasem przeznaczonym na życie zewnętrzne, a czasem, który jest przeznaczony tylko dla Boga – na życie wewnętrzne; nieumiejętność zagospodarowania czasu wolnego; brak skuteczności w odpoczynku (nieumiejętność odpoczywania); zaniedbania w: odmawianiu brewiarza, w codziennym rachunku sumienia, w rozmyślaniu, w nawiedzaniu Najświętszego Sakramentu, w przygotowaniu katechez i innych zajęć; zamknięcie się w sobie (brak dzielenia się istotnymi, osobistymi przeżyciami z drugą siostrą); brak troski o rozwój uczuciowo-emocjonalny (lęk o siebie, niezdrowe ambicje, uczucia żalu, niezadowolenie z innych i ciągła krytyka – zwłaszcza przełożonych, brak zgody na fakt bycia grzesznikiem, brak zgody na własną słabość); życie w „podwójnej moralności”; brak kierownictwa duchowego (przynajmniej 2 – 3 razy w roku); nie korzystanie z mądrości tych, którzy doświadczyli Boga i których Bóg doświadczył dobra lektura na czytanie duchowne; brak świadomości siebie, oraz nie prawdziwy mój obraz Boga; brak rozwoju w modlitwie.

Jak się zachować w takiej sytuacji? W życiu naszym podążamy pośród cierpień i radości, szukając równowagi między tymi dwoma rodzajami doświadczeń, mając na uwadze to, że pełna radość jest nieosiągalna, ale również ciągłe cierpienie byłoby nie do zniesienia. Nie chodzi o szukanie równowagi pomiędzy cierpieniami i radościami, ale o przeżywanie cierpień i pocieszeń w samych cierpieniach i jakby zaczynając od tych cierpień. Chodzi tu nie o cierpienia i radości jako istotne elementy drogi życia radami ewangelicznymi, ale o cierpienia i pociechy wynikające z trudności, w jakich człowiek się znalazł. Nie ma tutaj mowy o radości w ogóle, ale o pocieszeniu wśród utrapień, o pocieszeniu wewnątrz utrapienia. „Obfitują w nas cierpienia Chrystusa”. To nie są już cierpienia moje (siostry zakonnej), ale Chrystusa. Zdajemy sobie niekiedy sprawę z tego, że jakby instynktownie przeżywamy cierpienia nie jako przeznaczenie osobiste i indywidualne, ale jako cierpienia Chrystusa w nas, gdyż spotykają nas one w obrębie powierzonego nam przez Chrystusa posługiwania. Nazywamy je cierpieniami Chrystusa w nas, gdyż są one wynikiem zaangażowania w życie zakonne, życie wspólnoty. Istnieje zatem ścisła zależność pomiędzy cierpieniem Chrystusa w nas i pocieszeniem otrzymywanym przez Chrystusa.

Pocieszenia rodzą się z wejścia w trudności. Pocieszenie nie pojawia się więc obok trudności, albo jako nagroda za przeżyte trudności. Pojawiają się natomiast jako wynik pełnego wejścia w doświadczenie trudności. Niekiedy pozbawiamy się siły płynącej z wejścia w cierpienia Chrystusa, właśnie dlatego, że na ich widok wstrzymujemy oddech, zamykamy oczy, idziemy do przodu jakby nic się nie stało, unikając otwartego spojrzenia, zwłaszcza na modlitwie. Tak postępując, nie dokonujemy włączenia trudności, cierpień, do kręgu własnych przeżyć, rozważań – i trudności pozostają ciałem obcym. Nie są włączone w nasze życie i w konsekwencji nie mogą zostać przemienione w pocieszenie. Podobne sytuacje są przeżywane na sposób jakiegoś instynktownego bez-cierpienia, złego humoru, prawie irytacji na siebie oraz innych. Nie są przeżywane jako doświadczenia Chrystusa, jako cierpienia, które Chrystus i osoba konsekrowana spotyka, w które wchodzi, bierze je na siebie i odczuwa w nich moc Jezusa. Jeśli przeżywamy je w ten sposób, to możemy o nich mówić z wolnością, z otwartością i odwagą. Apostoł nie oskarża siebie, nie zamyka się, jako to się dzieje, niestety, w wielu wspólnotach. Tylko wchodząc w cierpienie i w krzyż Jezusa, możemy mieć udział w Jego pocieszeniach. Zostajemy pocieszeni mocą Jego pocieszenia, łaską pocieszenia przez Ducha, który zostaje dany tylko wtedy, jeśli się przyjmuje takie doświadczenia. Mówienie o cierpieniach Jezusa we mnie jest bardzo istotne, gdyż myśl, że nie chodzi tu o moje słabości, moje klęski osobiste, ale że chodzi tu o cierpienia Jezusa we mnie, przydaje sprawom innego wymiaru, innego oglądu. Cierpienia są sposobem działania Jezusa we mnie, to On sam cierpi z powodu moich słabości, które są określone i uwarunkowane przez trudne okoliczności posługi duszpasterskiej wśród ludzi.

Paweł mówi: Jeśli udało mi się przezwyciężyć ten moment, który był dla mnie bardzo, ale to bardzo trudny, to stało się to możliwe również dzięki wam, dzięki waszym braterskim modlitwom; również w przyszłości módlcie się za mnie i dziękujcie za mnie Bogu.

Czy kiedykolwiek miałam ze wspólnotą kontakt oparty na takim zaufaniu? Czy stać mnie było kiedyś na to, by powiedzieć siostrom: módlcie się za mnie, bo przeżywam chwile naprawdę bardzo trudne? Wiedzcie, iż znajdowałam się w położeniu naprawdę krytycznym i udało mi się z niego wyjść dzięki waszym modlitwom i dzięki waszej bliskości.

Sytuacje nieporozumień.

„Patrzcie, ja jestem człowiekiem uczciwym”. Nawet jeśli zostałem źle zrozumiany, jeśli doszło między nami do nieporozumień, zobaczcie, że jestem uczciwy, i nie mogę, nie zniosę, by wątpiono o mojej uczciwości. W tym czujemy się bliscy Pawłowi. Zobaczmy, że on nie wycofuje się w zgorzknienie z powodu oszczerstw, uszczypliwości, posądzeń, które bardzo go bolały, gdyż dotyczyły jego posługiwania. Umacniał się jednak nawet wśród tych bolesnych doświadczeń. Tak kształtuje się jego ojcostwo w Kościele, we wspólnocie. Siostra zakonna naprawdę staje się matką rodząc w bólu, w cierpliwości, w wytrwałości. Jest rzeczą konieczną takie przejście przez nieporozumienia, również przez nieporozumienia wśród sióstr zakonnych.

Powinniśmy chcieć wejść w trud, nie dając za wygraną, nie ulegając impulsywnej pokusie zamknięcia się, obrażenia, gdy czujemy się niezrozumiani, a nawet myślimy, że nie jesteśmy w stanie się porozumieć.

Trudności. Jak reaguje Paweł, gdy one się pojawiają?

1. Podejmuje otwarcie temat. Potwierdza swoją uczciwość: zdecydowaliśmy się przybyć do was, a jeśli zmieniliśmy plany, to stało się tak ze względu na ważne racje.

2. Nie traci głowy. Jeśli pozwolimy, by kierowały nami niechęci, to zawsze znajdziemy „życzliwych”, którzy będą wzmacniali podziały. Powinniśmy trzymać się faktów, sprowadzić je do istoty, wyjaśnić. Zabiegajmy, by nie tracić spokoju, wiedząc, że szatan dąży do ciągłego burzenia wody, do budzenia w nas i w innych zakłopotania, pretensji, zgorzknienia. Zaczekać na uspokojenie się wód, unikać pospiesznego osądzania.

3. Wszystko to, powinno stać się okazją do wzrostu, do pogłębienia wiary

Drogi wyjścia.

Wysiłek wypowiedzenia siebie w cierpieniu, wysiłek, żeby nie zatrzymać się we własnym zgorzknieniu, by nie zamknąć się w sobie – stopniowo prowadzi do rozwiązania trudnych sytuacji. Potrzeba z cierpliwością szukać dróg wyjścia, wiedząc, że nawet list napisany „wśród łez” może stać się źródłem wielkiego dobra.

Często przekonujemy się, że jeśli nieporozumienia zostają wyniesione na światło dzienne w sposób pokorny, autentyczny, pełen bólu, to powstaje wówczas możliwość nowej i głębszej przyjaźni. Prawdziwe przyjaźnie zrodziły się właśnie pośród zderzeń, z nieporozumień, które nie były ukrywane i przeżywane w sposób polemiczny, ale poszukiwano z cierpliwością, właściwego momentu, żeby je wyjaśnić.

Ważne i to, byśmy nie uważali nieporozumień za sprawy czysto przypadkowe, które tak naprawdę nie powinny mieć miejsca, ale jako zdarzenia, poprzez które Bóg wzywa nas, byśmy w pokoju zmierzali do świętości.

Istotne jest i to, aby w stosunkach z innymi nie wyrażać tego, co czuję o drugim, w kategoriach polemicznych, ale w kategoriach doświadczenia osobistego: „To mnie bardzo zabolało, przeżywałem ogromną trudność, nie potrafiłem wyjaśnić sobie tego, co się stało”.

Przebaczenie.

Wybaczam, żeby nie uwiódł mnie szatan. Przebaczenie jest najwyższym znakiem boskości chrześcijaństwa, znakiem mojej autentycznej, żywej wiary.

Posługiwanie z Ducha.

Posługiwanie Ducha jest potęgą Ducha, który działa w nas. Paweł mówi, że żyje tym posługiwaniem, że jest ono chwalebne, daje mu pewność nawet w klęskach, w samotności, w rozczarowaniach.

Jesteśmy sługami Nowego Przymierza, Przymierza Ducha, co oznacza, że siła tego Przymierza nie wypływa z nacisku zewnętrznego, ale z bezpośredniej obecności Boga. Duch jest obecny w sercu człowieka. On sam naucza, sam porusza, rozgrzewa, napełnia entuzjazmem i dobrą wolą serce. Serce człowieka jest tablicą na której Bóg pisze swój list. Duch, który ożywia, czyli karmi – pozwala wzrastać, uczłowiecza. Natomiast prawo zewnętrzne pozostawia człowieka takim, jakim on jest /najwyżej troszczy się o wykonanie niektórych przepisów zewnętrznych/.

W posługiwaniu z Ducha jest:

1. Żywa świadomość wewnętrznej wolności. Posługiwanie z Ducha na pierwszym planie umieszcza wolność, która pobudza do wzrastania; szanuje wewnętrzną wolność człowieka do obdarzania szacunkiem i do miłości, tak jak go kocha i szanuje Bóg.

2. Posługiwanie z Ducha zakłada życie wewnętrzne.

3. Posługiwanie z Ducha wymaga przede wszystkim wiary: wiary, że to Bóg działa i zbawia i że my jesteśmy Jego współpracownikami.

Skutki wynikające z posługiwania z Ducha:

1. Lekkość – nie jest to posługiwanie ciążące, napięte, chaotyczne. I jest tak dlatego, że pozwalam działać we mnie i w innych ludziach Duchowi, i staram się do Niego dostosować w sposób spontaniczny.

2. Radość – nawet jeśli rodzi się z cierpień, czyli poddana jest przeciwnościom posługiwania.

3. Zawierzenie działaniu Boga – jest to posługiwanie nie oparte na sobie samym, nie smutne, nie pesymistyczne, nie katastroficzne, nie płaczliwe, ale posługiwanie otwarte na nadzieję. Prawo i przepisy są konsekwencją tego, jakie powinno być nasze życie w wyniku przemiany dokonanej w nas przez Boga.

Punkty oparcia w przeżywaniu wiary w codzienności zakonnej

1. Rytm modlitwy wyznaczany przez nasze posługiwanie zakonne

2. Czytania duchowne. One pozwalają nam utrzymywać kontakt z ludźmi duchowymi z przeszłości czy z obecnie żyjącymi; podtrzymuje nas w chwilach oschłości, w zmęczeniu i w trudzie modlitwy, niejako ładujemy się duchowo. Pożyteczną byłaby biblioteczka lektur duchownych; poruszają one sprawy dogłębnie mnie poruszające i ułatwiają mi modlitwę. Mogę z łatwością zaglądać do tych książek, choćby na krótko i dzięki temu wchodzę w bogactwo skojarzeń. Bez tych skojarzeń mogę czuć się oschły i spięty.

3. Nić przewodnia medytacji nad czytaniami mszalnymi. Potrzeba, byśmy każdego dnia, każdego wieczoru pomyśleli, jakie czytanie przypada na dzień następny, i poświęcili mu chwilę refleksji. Rankiem, znów bierzemy do ręki ten fragment; podobnie w ciągu dnia modlimy się biorąc go za punkt wyjścia. Nawet jeśli przeznaczony czas nie jest zbyt długi, pojawia się nić przewodnia, która nadaje jedność całej modlitwie. Te krótkie chwile, połączone w jedno, stanowią tkankę codziennej medytacji.

Konkretne zadania:

1. Strzec poczucia sensu. Bóg stoi po mojej stronie i przynagla mnie, bym i ja stał się Jego. Jeśli nie poddamy się działaniu Bożemu w nas, jeśli nie zostanie ono przez nas dostrzeżone i jeśli nie będzie ciągle na nowo, z zapałem przyjmowane, to w pewnym momencie może się stać wręcz źródłem przekleństwa. Może nas doprowadzić do spełniania obrzędów bez widzenia ich sensu. Nikt nie może powiedzieć, iż doszedł do punktu, w którym już nie grozi mu utrata poczucia sensu spełnianych przez siebie czynności: zadań, posług, ćwiczeń duchownych. Potrzeba więc czuwać, żyć w koniecznej pokorze, by Bóg zachował nas w łasce naszego posługiwania.

2. Trwać w Słowie. Jak to się dzieje, że niekiedy nawet czytanie duchowne jakby rozsypuje się w rękach i dochodzi do takiego stanu, w którym nie chce się absolutnie o nim słyszeć? Być może nie dostrzegamy już całości tajemnicy Słowa, tajemnicy objawiającego się Boga.

3. Chcieć być przywróconym wspólnocie. Potrzebujemy uzdrowienia. Niekiedy zamykamy się w sobie, opanowuje nas bolesny smutek, samotność. Jesteśmy chorymi. Uzdrowienie oznacza wyjście z tego zamknięcia. Człowiek chory pozostaje samotny i w dużym stopniu jego cierpienie polega właśnie na tej samotności. Jezus ma zdolność przywrócić każdą z nas wspólnocie. Na tym właśnie polega uzdrowienie. Punktem wyjścia jest zawsze odkrycie pewnego rodzaju samotności, niezdolności do całkowitej wspólnoty.

Co sprzyja rozwojowi wiary siostry zakonnej?
  • Zawierzenie charyzmatowi
  • Wszystko przeżywać z miłością do wspólnoty
  • Otworzyć się na pocieszenie płynące z cierpień, trudności. Przyjąć pocieszenie mocą Bożego pocieszenia. Duch pocieszenia dany jest tym, którzy przyjmują doświadczenia wynikające z trudności, cierpień.
  • Wejść w doświadczenie trudności, doświadczenie czasu próby
  • Widzieć i chcieć przyjąć pocieszenie rodzące się z wejścia w trudności
  • Brać doświadczenia „na siebie”, aby odczuć w nich moc Jezusa
  • Mówić o trudnościach z wewnętrzną wolnością, z otwartością i odwagą. Zdobywać się na wysiłek wypowiadania się w cierpieniu.
  • Życie ze świadomością, że cierpienia są sposobem działania Jezusa we mnie.
  • Kontakt ze wspólnotą oparty na zaufaniu. Prosić siostry o modlitwę, szczególnie na czas przeżywania chwil trudnych. W ten sposób wchodzić w „głębsze więzi” z ludźmi.
  • Umacniać się podczas bolesnych doświadczeń. Nie wycofywać się w zgorzknienie, zamknięcie się, obrażanie. Wierzyć w możliwość porozumienia się. Nie pozwolić, by kierowały mną niechęci, uprzedzenia. Trzymać się faktów; sprawy niejasne wyjaśniać.
  • Wchodzić w trud. Prosić Boga o zrozumienie i nie uleganie chęci ucieczki przed nim.
  • Sytuacje trudne, nieporozumienia traktować jako okazje do wzrostu, do pogłębienia wiary w Jezusa.
  • Nie uważać nieporozumień za przypadki, lecz widzieć je, jako zdarzenia, poprzez które Bóg wzywa nas do bliskości ze sobą.
  • Uczyć się nieustannie, przebaczania sobie, siostrom, Bogu.
  • Żyć „posługiwaniem z Ducha”, to znaczy: impuls do życia czerpać z bezpośredniej obecności Boga, a nie z przepisów zewnętrznych.
  • Dokonywać codziennie wyboru „życia wewnętrznego”: kierownictwo duchowe przynajmniej 2-3 razy w roku, codzienny rachunek sumienia, medytacja, czytanie duchowne, brewiarz, różaniec, Spowiedź św. przygotowanie katechez, zajęć w ochronce, w grupach parafialnych.



Liczba wyświetleń strony: 9437403 * Liczba gości online: 10 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-22
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC