MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Stawanie się siostrą zakonną



Kiedy Jezus spotyka Marię Magdalenę pyta ją: „Kogo szukasz?”. Nasze życie w zakonie rozpoczyna się podobnym pytaniem: „czego szukacie?”. Musicie wstępować do Zakonu z pragnieniem w sercu, ale pragnieniem za czym? To, co nas przyprowadziło do Zakonu, może nie być przyczyną pozostania w nim. Czasami możemy nie do końca wiedzieć dlaczego tu wciąż jesteśmy i za czym tęsknimy. Możemy trzymać się tylko nikłego odczucia, że to jest miejsce, gdzie zostaliśmy wezwani. Większość z nas pozostaje, ponieważ tak jak Maria Magdalena w ogrodzie, szukamy Pana. Powołanie jest historią pragnienia, historią głodu. Zostajemy, ponieważ jesteśmy pochwyceni przez miłość, a nie przez obietnicę osobistego spełnienia się. Wzrastamy w szczęściu, gdy czytamy i rozważamy Boże słowo, dzielimy się nim z siostrami. Wzrastamy w szczęściu jedynie wtedy, gdy przechodzimy przez moment utraty. Ten, którego Maria Magdalena kocha, zniknął. „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”. Opłakuje ona utratę osoby, którą kocha.

Czasem wstąpienie do zakonu, może być naznaczone tym samym doświadczeniem opuszczenia. Być może wstępowałyście pełne entuzjazmu. Miałyście zamiar oddać się Panu, spędzać godziny na modlitwie. Ale wydaje się, że Bóg zniknął. Modlitwa staje się żmudnym powtarzaniem psalmów. Można nawet sądzić, że to siostry, z ich brakiem pobożności, są przyczyną zniknięcia Boga. Musimy utracić Chrystusa, jeśli chcemy odnaleźć Go znowu, żywego i nieoczekiwanie bliskiego. Musimy pozwolić Mu odejść, być daleko, musimy opłakiwać Jego nieobecność, abyśmy mogli odkryć Go bliżej siebie, bliżej niż kiedykolwiek moglibyśmy to sobie wyobrazić. Jeśli nie przejdziemy przez to doświadczenie, to pozostaniemy w dziecinnej i niedojrzałej relacji z Bogiem. Poczucie zdezorientowania, takie jak Marii w ogrodzie, która nie wiedziała co się dzieje, przynależy do naszej formacji. Naczelnym zadaniem formacji zakonnej permanentnej, jest pomóc nam stawać się chrześcijanką, mówić „Tak” Chrystusowi. Jak staję się chrześcijanką? Dzieląc się z moimi siostrami owocami tego: kogo spotkałam, co zobaczyłam, co przeżyłam na modlitwie. To jest częścią mojego poszukiwania Pana w ogrodzie. Stać się siostrą oznacza więcej niż wstąpić do wspólnoty i nałożyć habit. Pociąga to za sobą głęboką przemianę mojej istoty. Stawanie się siostrą, wymaga ode mnie cierpliwej, czasem bolesnej przemiany tego, kim jestem. Nadejdą okresy śmierci i zmartwychwstania.

Być siostrą, to odkryć, że przynależę do tego Zgromadzenia. Czujesz się wśród sióstr jak w domu. Łatwo nam nawzajem deptać swoje marzenia. Często przychodzimy żądając tego, co jest naprawdę ważne w życiu zakonnym, o czym może zapomniano lub pomniejszono: głębszej i piękniejszej modlitwy wspólnotowej, głębszego życia wspólnotowego, siostrzanego, w którym troszczymy się jedna o drugą. To, co ważne jest w życiu zakonnym, to umiejętność dostosowania się i elastyczność. Potrzebujemy odnowy. Nie warto włączać się w spory. Trzeba uczyć się zwalczać w sobie pokusę zaszufladkowania sióstr. Nie wolno w klasztorze nikogo spisywać na straty. Może niektóre z was mają w sobie coś z lwa i coś z baranka. Lew i baranek winny umieć żyć we mnie w atmosferze zgody. Jednym z głównych wezwań na początku drogi życia zakonnego, jest stworzenie takiej atmosfery zaufania, abyście odważyły się swobodnie wypowiadać. Jeden z autorów pisał: „Kwestią decydującą jest to, czy młodzi ludzie są gotowi do rozmowy. Jeśli ktoś zaufa im i okaże, że w nich wierzy, to będą z nim rozmawiać. Podstawową sprawą jest, aby nauczyciel rozbudził w swoich uczniach rzecz najcenniejszą – prawdziwe zaufanie”. Równie ważne jest, abyście ufały sobie nawzajem. Niekiedy stać Was może będzie na to, aby dzielić się swoimi wątpliwościami. Współczesna kultura systematycznie kultywuje podejrzliwość. Jesteśmy uczeni doszukiwać się w wypowiedziach innych osób tego, co nie jest wymawiane wprost, co jest ukryte czy nawet nieświadome. Podejrzliwość podkopuje życie wspólnotowe, życie siostrzane. Pochodzi ona ze strachu, a tylko miłość pokonuje strach. Umiejętność miłosiernego słuchania się nawzajem wymaga zdyscyplinowanego umysłu.

Miłość między siostrami, to nie tylko miłe, ciepłe doznanie emocjonalne, ale ćwiczenie umysłu. Muszę powstrzymać się przed odrzuceniem jako bzdury tego, co mówi moja siostra, zanim wysłucham ją w pełni. To jest właśnie ten umysłowy ascetyzm, który wymaga otwarcia się na czyjś niespodziewany punkt widzenia. Konieczne tu będzie uczenie się milczenia, nie tylko wtedy, gdy czekam, aż ona skończy mówić, ale abym usłyszała co mówi. Muszę uciszyć mój instynktowny sprzeciw, chęć przerwania jej zanim powie następne słowo. Muszę być cicho i słuchać. Rozmowa buduje wspólnotę równych i dlatego należy budować wspólnotę Samarytańską, znajdując czas na rozmowę z siostrami., i odkrywać w tym radość. Rozmowa wymaga równości uczestników. Z pewnością jest ona jednym z najważniejszych sposobów ustanawiania równości. Dopiero gdy nauczymy się ze sobą rozmawiać, zaczniemy stawać się równymi. Najgłębsza formacja jest wzajemna.

Przynależymy i jesteśmy w domu zakonnym wtedy, gdy odkrywamy, że jesteśmy mocniejsi niż kiedykolwiek myśleliśmy i słabsi niż odważylibyśmy się przyznać. W taki sposób przypominamy mocnego i podatnego na zranienie Chrystusa. Rozwijanie cnót czyni nas mocnymi, prostodusznymi, wolnymi i zdolnymi stanąć na własnych nogach. Cnota jest uczeniem się człowieczeństwa. Jest ona przejściem od możliwości jakie w sobie odkrywamy, do doskonałości, jaką osiągamy, bo bardzo jej chcemy. Stawanie się siostrą, to czerpanie siły z siebie nawzajem. Nie jesteśmy solistami. Stajemy się mocni przede wszystkim dlatego, że ufamy sobie nawzajem. Waszą wspólną odpowiedzialnością jest podbudowanie zaufania. Te siostry, które są w trakcie formacji, najsilniej kształtują siebie nawzajem. Macie moc podkopać poczucie wartości siostry, możecie ją wyśmiać. Ale macie również moc wzajemnego budowania się, wspierania, kształtowania się świadków Krzyża Chrystusowego. Siostro! Odpowiedzialność za własną formację spoczywa przede wszystkim na tobie samej. Nie jesteście dziećmi, niezdolnymi do podejmowania samodzielnych decyzji. Wyrastacie na siostry, równorzędnych członków wspólnoty, poprzez bycie traktowanymi, jako osoby dorosłe. Z tą odpowiedzialnością, nie jesteście pozostawione samym sobie. Jeżeli jesteście siostrami, to będziecie sobie wzajemnie pomagać w wolności myślenia, mówienia, wiary, podejmowania ryzyka, pokonywania strachu. Będziecie miały również odwagę, aby rzucać sobie wzajemnie wyzwania.

W miarę, jak wzrastacie, jako siostry, będziecie wystarczająco mocne, aby stawić czoła swoim słabościom. Zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy bogami. Stoimy na swoich nogach, a te nogi są darem. Odkryjecie także, że nie wstąpiłyście do wspólnoty świętych, ale do grupy kobiet, które są słabe, chwiejne i które ciągle muszą podnosić się z upadków. Odkrycie tego, może was doprowadzić nawet do kryzysu, podczas formacji zakonnej. Święte siostry, wyjątkowe, pokorne i niezwykłe, które podziwiacie i kochacie, naraz może się okazać, że są na glinianych nogach. Ale tak było zawsze. Maria Magdalena, jak mówi tradycja, była kobietą słabą i grzeszną, ale właśnie ona została powołana do bycia pierwszą głosicielką Ewangelii. Gdyby za to byli odpowiedzialni biskupi, kapłani, siostry zakonne – wydaje się, że Maria Magdalena nigdy nie byłaby pierwszą głosicielką Ewangelii. Nie możemy ciągle poradzić sobie z tym, że wielki grzesznik, świadomy grzeszności i trwający w skrusze, może być bliżej Boga niż ten, który idzie przez wszystkich drogą, wzbudzającą w innych podziw dla jego przykładnego życia.

Niektórzy wstępując do Zakonu, pragną żyć pomiędzy świętymi, wykluczając ludzi grzesznych i niedoskonałych. A gdy tego nie znajdują, porzucają swoje powołanie i wyruszają w drogę. Jeśli chcesz siostro uciec od wszystkiego co złe, to musisz opuścić ten świat, ponieważ ze złem spotkasz się również w Kościele i w zakonie. Jednak nasza konfrontacja ze słabościami, zarówno własnymi, jaki i słabościami sióstr jest wspaniałą chwilą w dojrzewaniu powołania. Jedną z obaw, która może was powstrzymywać przed zawierzeniem łasce, jest niepokój, że jeżeli siostry zobaczą, jaka jestem naprawdę, to być może nie będę dopuszczona do ślubów. Możemy mieć pokusę ukrycia tego, kim naprawdę jesteśmy do czasu, aż będziemy bezpieczni, poślubieni – po ślubach wieczystych, odporni na zranienie. Zaakceptowanie tego oznaczałoby zgodę na formację w oszustwie. Formacja stawałaby się ćwiczeniem w zatajaniu i byłoby to parodią Zakonu. Trzeba ufać naszym siostrom na tyle, aby mogły zobaczyć kim jesteśmy i co myślimy. Bez takiej przeźroczystości, nie ma życia siostrzanego, nie ma życia wspólnotowego. Nie oznacza to, że musimy wstać na wspólnotowym spotkaniu i wyznać nasze grzechy, ale nie możemy nosić masek, za którymi się ukrywamy. Ośmielamy się wystawić na zranienie, ponieważ Chrystus uczynił to przed nami. Przygotowuje nas do życia zakonnego, w którym bardzo istotne są wartości takie jak: zaufanie i uczciwość.

O co chodzi w miłości i wierności? Po pierwsze chodzi o wierność zobowiązaniu, jakie podjęłyście wobec Zakonu. Bóg dał nam swoje Słowo, Jezusa Chrystusa. Wy dałyście Bogu słowo, nawet jeżeli wydaje się, że wasza obietnica może wymagać od was więcej, niż uważacie za możliwe do spełnienia. To ważne: dać swoje słowo i swoje życie i z tego się nie wycofać, nie odebrać! Po drugie oznacza to, że wasza wspólna misja sióstr jest ważniejsza od osobistych planów. Masz siostro własne talenty, marzenia, ale oddałaś siebie na potrzeby realizowania charyzmatu w tym Zakonie. Ta wspólna misja może wymagać od ciebie, dla dobra wspólnego, przyjęcia jakiegoś niechcianego obciążenia. W pewnym momencie może mi się wydawać, że tam, gdzie idą siostry, ja nie pójdę, bo nie jest to zgodne z moimi wyobrażeniami. Idę do końca, bez względu na to, co się będzie działo ze mną i wokół mnie. Wierność również zakłada, że stanę w obronie moich sióstr, ponieważ ich reputacja jest moją reputacją. Trzeba zawsze wybierać najlepsze wyjaśnienie tego, co siostry zrobiły lub powiedziały. Savonarola pisał kiedyś: „Jeżeli widzisz coś, co ci się nie podoba pomyśl, że było to zrobione z dobrą intencją”. Wiele sióstr jest lepszymi, niż się siostrze wydaje. To coś więcej niż optymizm. To jest miłość właściwa tym ludziom, którzy patrzą na świat, oczyma Boga.

Św. Katarzyna ze Sieny pisała, że kiedy kogoś kochamy, to przyjmujemy najlepszą interpretację tego, co robi, wierząc, że zawsze dąży do naszego dobra. „Poza ogólną miłością, jest miłość szczególna, która wyraża się w wierze. I wyraża się ona w taki sposób, że nie może ona ani uwierzyć, ani wyobrazić sobie, że druga osoba mogłaby chcieć czegoś innego niż nasze dobro”. Jeżeli siostra we wspólnocie została odrzucona, to wierność oznacza, że zrobię wszystko, aby trwać przy niej i znaleźć możliwie najlepsze wytłumaczenie jej poglądów lub czynów. Wierność zakłada, że nie tylko będę trwała przy mojej siostrze, ale że również będę w stanie jej się przeciwstawić. Jeżeli jest moją siostrą, to musi mi zależeć na tym, co myśli i muszę mieć odwagę nie zgodzić się z nią. Nie mogę zostawiać tego tylko przełożonym, jak gdyby to nie należało do mnie, jakby nie było to moją odpowiedzialnością. Jest jakaś obawa wobec takiego postępowania. Możemy ściągnąć na siebie czyjąś wrogość, a nawet odrzucenie. Jeśli jednak dam do zrozumienia drugiej siostrze, że to, co mówię jest z umiłowania prawdy i miłości siostrzanej, taka sytuacja może doprowadzić do pogłębienia przyjaźni i zrozumienia. Elementy formacji są zatem następujące: rozmowa i słuchanie się nawzajem, uczenie się bycia mocną i słabą, oraz wzrastanie we wzajemnej wierności. Jest to związane z uczeniem się miłowania sióstr. Jest to najważniejsze przykazanie naszej wiary. Przestrzeganie go czyni nas chrześcijanami i siostrami. W ostatecznym rachunku, patrzmy na siebie jako na dar od Boga. Moja siostra może mnie denerwować, mogę mieć zupełnie przeciwne poglądy, ale widzę w nich dobro.

Być siostrą zakonną, oznacza – bycie uformowaną na kogoś, kto potrafi słyszeć Pana i żyje słowem, które daje życie. Izajasz mówi: „Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył” (Iz 49, 1n). Całe życie Izajasza, od samego początku, kształtowało go jako kogoś, kto jest gotowy głosić słowo proroctwa. Zakon, w którym jesteście, daje wam nie tylko wiedzę dotyczącą teologii, życia duchowego, tradycji i ustaw Zakonu. Otrzymujecie coś bardzo istotnego. Tym czymś jest życie wspólne, które kształtuje Was na posługujące cierpiącym, niekiedy niekochanym, w jakimś sensie – odrzuconym przez świat. Wasze życie wspólnotowe, modlitwa, doświadczenia w rodzinkach, zmagania i upadki spowodują, że będziecie w stanie słuchać i świadczyć w sposób przekraczający wasze najśmielsze oczekiwania. Maria Magdalena ogłasza uczniom: „Widziałam Pana”. Nie jest to jedynie stwierdzenie faktu, ale podzielenie się odkryciem. Dzieliła ona ich stratę, zadziwienie, smutek, a teraz może dzielić się z nimi swoim spotkaniem ze Zmartwychwstałym Panem. Może dzielić się Dobrą Nowiną z nimi, ponieważ jest to Dobra Nowina dla niej.

Maria Magdalena szukała ciała Pana z delikatnością, której nauczyła się w swoim życiu naznaczonym, upadkiem i grzechem. To życie właśnie przygotowało ją do bycia osobą, która szuka ukochanego człowieka i rozpoznaje go, gdy ten wzywa ją po imieniu. Jednym z najcenniejszych darów, jakie przynosisz do Zakonu jest Twoje życie, z Twoimi upadkami, problemami i okresami ciemności. Czy możesz teraz spojrzeć wstecz na własny grzech i widzieć go jako błogosławioną winę, ponieważ przyczynił się on do uczynienia ciebie kimś, kto potrafi wypowiadać słowa współczucia i nadziei innym, którzy przeżywają ten sam upadek? Czy możesz z innymi wspólnie przeżywać wschód słońca? Potrzebujemy formacji we współczuciu, wychowaniu serca i umysłu, które rozbije nasze kamienne serca, naszą zarozumiałość, arogancję i chęć oceniania innych. Formacja powinna umożliwić nam otwarcie się na tych, którzy są inni, nieatrakcyjni, na tych, którymi nasze społeczeństwo pogardza: na żebraków, prostytutki, kryminalistów. Dobrą siostrą jest ta, która jest wszystkim dla wszystkich, która jest przede wszystkim ludzka. Jeśli jest ludzka, to będzie zakonna. Niektóre siostry są zakonne, ale nie są ludzkie! Współczucie przemieni nasze życie w sposób dla nas niewyobrażalny.

Aby przyjąć dane nam słowo, musimy nauczyć się sztuki milczenia. W nauce i w modlitwie uczymy się trwania w milczeniu, uważni, aby móc przyjąć od Pana to, czym się z nami dzieli: „Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem” (1 Kor 11, 23). Trwanie w milczeniu, jest dla wielu sióstr, najtrudniejszą częścią formacji. Pascal pisał: „Odkryłem, że nieszczęście ludzi pochodzi od jednej tylko rzeczy: nieumiejętności pozostania w ciszy we własnym pokoju”. Siostra zakonna powinna kochać „przyjemność samotności, ponieważ to wtedy otrzymuje dary”. Cierpliwe uczenie się milczenia jest nieuniknione, jeżeli chcemy przekazać innym coś więcej, niż tylko nasz entuzjazm. Gdy będziecie czuły się zagubione i niepewne, obyście usłyszały głos, nieoczekiwanie bliski, mówiący: „Kogo szukasz?”



Liczba wyświetleń strony: 9767233 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-07-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC