MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Prawdziwy pokój



Prawdziwy pokój serca przychodzi w życiu zakonnym po wielu latach walki wewnętrznej, zmagań ze sobą, z własnymi iluzjami, z wyidealizowanym spojrzeniem na życie, na troskę o to, aby inni żyli w duchu Ewangelii. Człowiek w zakonie niejednokrotnie w większym stopniu jest nastawiony na działanie o charakterze zewnętrznym, apostolskim, niż na kontemplacyjny wymiar życia. Wiele apostolskich zamierzeń i ich realizacja, nie mają u swoich źródeł przemyśleń na medytacji, czy kontemplacji. Stąd niepokój i rozczarowanie, gdy coś nie wyjdzie, gdy Siostry poddadzą ocenie krytycznej to, co robię. Można zatem być pochłoniętym przede wszystkim własnym działaniem. Do głębi własnego ducha nie dotrzemy przez własny wysiłek, lecz wówczas, gdy Bogu pozwalamy działać. A On czyni to przez doświadczenia, które życie niesie ze sobą. Co mnie nauczyły dotychczasowe życiowe doświadczenia? Przede wszystkim czy jest we mnie chęć do szukania mądrości w doświadczeniach? Bóg działa w nas przez cierpienie, przez radość, prze człowieka, który – jak nam się wydaje – jest wobec nas nie życzliwy, nie rozumiejący.

Są doświadczenia, przez które Bóg nas ogałaca, czegoś nas pozbawia, a my niekiedy bez tego nie wyobrażamy sobie życia. Czego Bóg mnie pozbawił i pozbawia? Bez czego: bez jakich ludzi, kontaktów, możliwości zewnętrznych – nie wyobrażam sobie życia zakonnego? Może w tych sprawach stawiam Bogu warunki? Postawą dojrzałą w życiu zakonnym jest ta, gdy zgadzamy się na to, by Bóg mnie oczyścił, czegoś pozbawił, obnażył i przyoblekł na nowo. Przyjdzie taki czas, że rozmyślania, modlitwy osobiste i wspólnotowe, działanie apostolskie wyda mi się jałowe i nie przynoszące owoców. To wszystko zacznie męczyć i przypominać upływ czasu, w którym, tak naprawdę, niczego sensownego nie uczyniłam. Wiele spraw, spotkań, wysiłków – wyda mi się bezwartościowymi. To Bóg wprowadza w udrękę, albo mój grzech, moja słabość. Gdy Bóg wprowadza w trudności, trzeba zobaczyć, na co one wskazują. Kryzys, wewnętrzna udręka, zniechęcenie, są mową Boga. Uczucia, odczucia które we mnie się rodzą, zawierają mądrość, ku mojemu przejrzeniu. Potrzeba zobaczyć swój niepokój o siebie. Nie należy go przenosić na zewnątrz, dzielić się, rozlewać na innych. W takich sytuacjach nerwowo poprawiamy inne osoby, Zgromadzenie, widzimy w nim wiele braków. Niekiedy wyobrażamy sobie, że ludzie z którymi żyjemy, są przyczyną naszego przygnębienia, więc próbujemy się od nich jak najmocniej dystansować, uciec. Bóg przez niepokój, który w sobie odkrywam, pokazuje mi moje oddalenie od Niego. Ponieważ nie chcę reformy własnej osoby, podejmuję się reformy wspólnoty, złudnie myśląc, że to poprawi moje samopoczucie i zdejmie ze mnie ciężar dręczącego niepokoju. Kryzys objawia się, między innymi, dużym niezadowoleniem emitowanym na najbliższe osoby. Wówczas walka na zewnątrz, jest próbą odejścia od koniecznej walki w sobie samym.

Innym symptomem, który nie pozbawia mnie niepokoju jest to, że pozostawiam wszystko tak jak było dotychczas w moich ćwiczeniach duchowych. Praktyki religijne nie dotykają tych zawirowań, niepokoju, smutku, który jest we mnie. Jeśli ćwiczenia duchowne mają zmienić moje życie, winny odnosić się do tego, co aktualnie przeżywam. Człowiek szuka też nowych sposobów objawiania swojej religijności, im bardziej jest wewnętrznie bezradny. Niekiedy nadmierna aktywność, tzw. Apostolskie udzielanie się, przy równoczesnym zaniedbywaniu kontemplacyjnego wymiaru życia, zdaje się wypływać z wewnętrznych trudności człowieka, a nie z jego wiary, czy miłości do Jezusa, ludzi czy Kościoła. Zewnętrzną działalnością, pobożnością, pracowitością i religijną aktywnością człowiek chce zakryć to, że nie ma kontaktu z Bogiem w sercu. Może być również i tak, że Bóg takiemu człowiekowi jest zupełnie obcy. Wydaje mu się, że wykonywanie określonych praktyk religijnych, jest równoznaczne z więzią z Bogiem. W jakim stopniu obawiamy się kontaktu z żywym Bogiem? Boimy się, że On mógłby zburzyć to, co sami, bez Jego udziału i przyzwolenia budujemy, a co nam osobiście odpowiada. Bóg może zburzyć w nas nałogowe samo usprawiedliwianie się. Człowiek usiłuje być nienaganny przed Bogiem. Chce prze ascezę, wysiłek psychiczny powiedzieć sobie i Bogu – staram się. Wierne wypełnianie obowiązków nie wypływa, u wielu osób, z serca które kocha Boga, lecz z kurczowego, lękowego trzymania się samego siebie. Człowiek usprawiedliwia się przed Bogiem swoimi czynami: „czy nie wyrzucaliśmy złych duchów w imię Twoje, czyż nie nauczaliśmy. Idźcie ode mnie precz. Nigdy was nie znałem”. Nie chodzi o to, by rezygnować z praktyk religijnych, lecz dążyć do tego, aby przez nie, Bóg miał wpływ na mnie, aby był przeze mnie słuchany, by Jego natchnienia, poruszenia wewnętrzne były w nas z szacunkiem dostrzeżone i wypełnione.

Do niektórych osób w zakonie nie można dotrzeć. Pewien styl myślenia, którym osoba od lat się kieruje i nie wyobraża sobie, że można inaczej, powoduje brak rozwoju. Niekiedy zastój w myśleniu, brak otwarcia na inne spojrzenie, powoduje również tak sytuację w życiu duchowy. Czyż to nie jest m.in. przyczyną tego, że Siostry będąc we wspólnocie, są w jakiś sposób dla siebie obce. Co z nie przemakalnością pewnych osób w zakonie, ich nie reformowalnością; co z ludźmi, którzy zawsze mają rację (człowiek urodzony z racją)? Można wskazywać na błędy, ale oni tego nie słyszą, nie widzą. Można zwrócić uwagę na fakty, które rażą, denerwują – „jak grochem o ścianę”. Zdziwienie, że to jest dla kogoś problem. Pewne osoby nie mają wyczucia samych siebie, a tym samym – własnego stanu duchowego. Aby duchowo się rozwijać, niezbędne jest opanowanie siebie, panowanie nad sobą. Wielu rzeczy trzeba się wyrzec, by duchowo się rozwijać: zła, samowoli, uporu. Trzeba nawet odrzucić coś, co jest obiektywnie dobre, lecz utrudnia mój wzrost duchowy. Dobre może być wrogiem lepszego. Bogu trzeba się powierzyć w całości, nie żądając od Niego ciągle takich darów, jak: spokój, zadowolenie, bezpieczeństwo, pocieszenie duchowe, cierpliwość. Mówiąc o opanowaniu należy mieć na uwadze naszą gotowość na przyjęcie cierpienia, spotykanie się z sytuacjami, na pierwszy rzut oka – niekorzystnymi dla nas, także w doświadczaniu granic naszych możliwości i upokarzającego oddziaływania na nasze samopoczucie słabości, które przecież nas również tworzą.

Potrzeba jakby wypuścić z ręki, oddać Bogu swój własny spokój, a być gotowym na przyjęcie udręki, w którą On nas wprowadzi. Prawdziwy pokój rodzi się w wielkim niepokoju, a w ucisku doskonali się człowiek. W sytuacji kryzysu potrzeba zobaczyć działanie samego Boga, wówczas sam kryzys przestanie być groźny i niebezpieczny. Może on stać się szansą uczynienia kroku naprzód i zbliżenia się do Boga. W sytuacjo kryzysu, Bóg zwraca się ku mojemu wnętrzu. Wreszcie myślimy, często po upływie wielu lat zagonienia i byle jakości życia, o poziomie życia duchowego, o ty, czego ja naprawdę szukam, na czym naprawdę mi zależy. Udręka, ucisk, doświadczanie prześladowania wewnętrznego pojawia się w człowieku wówczas, gdy Bóg chce zająć należne sobie miejsce. Tę rzeczywistość można porównać z bólem, jaki towarzyszy przyjściu na świat nowego człowieka. Jesteśmy w takich sytuacjach kuszeni, by sobie poradzić z tym problemem. Trzeba znosić działanie Boga w nas, poprze wydanie się Jemu. Nie powinien wówczas człowiek szukać pocieszenia, za wszelką cenę, poza Bogiem. Pocieszenie ze strony człowieka nie stanowi rozwiązania, gdyż: jeśli Bóg wprowadza nas w wewnętrzną udrękę, bolesną samotność, tak również z nich wyprowadza w czasie przez siebie oznaczonym. Warunkiem odnowy duchowej, odnalezienia Jezusa, jest zwrócenie uwagi do wewnątrz. Przed kryzysem nie trzeba się bronić. On bowiem odsłania wszelkie udawanie, minimalizm, pozorowanie życia duchowego. Bóg wywraca to, co w nas chore, niedorozwinięte, jak wywracał w świątyni jerozolimskiej stoły bankierów, aby naszą świątynię uporządkować. Nam się niejednokrotnie wydaje, że wszystko w nas jest w jak najlepszym porządku. Gdy pojawia się kryzys, jest to akt miłości Jezusa i Jego stanowcze upomnienie, czynione człowiekowi.



Liczba wyświetleń strony: 10345251 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-09-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC