MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Odejść od utopii w życiu zakonnym



Wiara, w jakiej znajduje się Siostra, czy też wspólnota w której Siostra żyje, pomaga reagować w sposób odpowiedni. Pokazuje nowe możliwości działania, które nie są utopijne. Pokusa stosowania takich właśnie rozwiązań jest częsta we wspólnotach zakonnych. Wstępujący do klasztoru sądzą niekiedy, że ci, którzy się oddają całkowicie do dyspozycji Boga, powinni tworzyć wspólnotę idealną, wspólnotę bez zarzutu, bez zastrzeżeń. Rozczarowują się szybko, gdy odkryją, że są ludźmi, którzy mają swoje słabości i wady. Cierpią w życiu zakonnym z racji niedoskonałości własnej wspólnoty. Nie dostrzegają jednak, że problemem nie jest wspólnota, lecz ich błędne rozwiązania, utopijne wyobrażenia na temat wspólnoty idealnej. Nawet w niedoskonałej wspólnocie można dobrze żyć. Niezbędne jest tylko poczucie humoru, opanowanie i pokora. Jeśli człowiek krąży wokół utopijnych wyobrażeń, wówczas będzie ciągle cierpiał z powodu niedoskonałości własnej wspólnoty. Może chcieć rozwiązywać problemy za pomocą metod, które pod sztandarem miłości chrześcijańskiej i ducha zakonnego, usiłował będzie ulepszenia wprowadzać na siłę i osiągnie jedynie skutek odwrotny od zamierzonego.

Małżeństwa bardzo często się rozpadają, ponieważ małżonkowie mają idealne wyobrażenia o tym, jak ich małżeństwo naprawdę powinno wyglądać. Wiele osób uważa, że skoro są chrześcijanami, ich związki małżeńskie też muszą być prawdziwie chrześcijańskimi, musi być w nich wspólna modlitwa, bezgraniczna miłość, nieustające liczenie się z partnerem, gotowość do wybaczenia i ciągła koncentracja uwagi na współmałżonku. Jeśli nawet bardzo szlachetne ideały zaczniemy sobie narzucać, nałożymy zbyt wielki ciężar na nasze barki i na osobę z którą żyjemy, czy z osobami, z którymi żyjemy, mając na uwadze życie zakonne. Im bardziej będziemy się wysilać, by osiągnąć swój ideał, tym trudniejsze będzie nasze współżycie. Ponieważ pragniemy przeżyć raj, wspólnota może zamienić się w piekło. Wiara nie narzuca nam utopijnych wyobrażeń, lecz chce byśmy nadali naszemu życiu inny sens. Jesteśmy ludźmi i mamy również całkowicie egocentryczne pragnienia. Rodzą się w nas myśli, które nie są zgodne z naszymi idealnymi wyobrażeniami. Należy zaakceptować fakty, a wówczas będziemy mogli nadać im nowe znaczenie. Możemy wówczas odkryć, że pomimo naszych niepowodzeń, jedna sytuacja jest dla drugiej pośrednikiem do Boga. W naszym uczuciowym chłodzie jest obecna tęsknota za żywym uczuciem i istnieje w nas źródło boskiej miłości.

Rozwiązania utopijne utrudniają nie tylko życie we wspólnocie, ale także nasze życie osobiste i życie z Bogiem. Niektóre Siostry sądzą, że powinny nieustannie odczuwać obecność Boga, że muszą ciągle pozostawać we wspólnocie z Nim, że powinny mieć pobożne i święte uczucia. Przez własne wyobrażenia na temat ideału, sami sobie stawiamy zbyt wygórowane wymagania. Skutkiem takich wymagań jest często depresja, rozczarowanie, rezygnacja z wiary. Nie potrafimy wybaczyć sobie tego, że nie jesteśmy idealni tak, jak sobie to wyobrażaliśmy. Dlatego popadamy w skrajności. Niektórzy starają się wytrwać przy swych iluzjach, nie dostrzegając swych negatywnych cech, lub nie zauważają własnych cieni, zamykając oczy na skutek stosowania rażących uproszczeń wobec własnych wątpliwości i utajonego braku wiary. Albo opisujemy swoje życie w zbyt różowych barwach (rekolekcje, w których brałem udział, były niezwykłym przeżyciem. W pewnej chwili doświadczyłem Boga w sposób, który mnie powalił. Tak bardzo Boga kocham, że nie mam żadnych problemów. Dzięki modlitwie wszystkie problemy rozwiązują się z same z siebie. Wszystko w życiu zakonnym jest tak piękne.)

Wiara nie potrzebuje upiększających barw. Ona przemienia fakty. Nie muszę wypierać się mojej wewnętrznej pustki, mojej oschłości i mojego oddalenia od Boga. Wiara niczego nie wypiera. Wiara wszystko akceptuje i przemienia sens faktów. Pośrodku mej pustki bije źródło, pośrodku mej ciemności jaśnieje światło. Spotykamy się z takimi skargami osób zakonnych: nie potrafię się już modlić, nie potrafię wierzyć. Wydaje się, że człowiek sam ponosi winę za pielęgnowanie utopijnych wyobrażeń. Kto uważa, że w czasie modlitwy musi doświadczać Boga, musi umieć wyrazić przed Nim swoje problemy i musi usłyszeć Jego odpowiedź, dojdzie szybko do wniosku, że nie potrafi się modlić, ponieważ jego oczekiwania nie są spełniane. Dlatego najpierw należy zakwestionować błędne założenia przez samego siebie ustalone. Bóg jest ze mną, troszczy się o mnie nawet wtedy, gdy tego nie odczuwam. Bezradne trwanie mogę przemienić w trwanie przed Bogiem, w odpoczynek przez Panem. Tak określając moją modlitwę stworzę sobie warunki dla odczuwania bliskości Boga i odnalezienia poczucia pokoju. Inne spojrzenie na modlitwę umożliwi mi modlitwę prawdziwą, gdyż utopijne wyobrażenia o niej tylko przeszkadzają.

Niektórzy twierdzą, że choć się modlą, nic w ich życiu nie zmienia się na lepsze. Nie mogą poradzić sobie ze swoją nadwrażliwością lub z zazdrością. Nie muszę pozbywać się strachu, jaki zwykle mi w życiu towarzyszy, przy pomocy mojej modlitwy. Bojąc się, mogę również wyobrażać sobie, że Bóg jest przy mnie. To może pomóc żyć z lękiem. Nie muszę sprawiać wrażenia osoby pewnej siebie. Również mam prawo być wrażliwym. Wcale nie muszę na siłę pozbywać się tego uczucia. Moja nadwrażliwość pokazuje mi to, na co nie potrafię lub nie chcę się zgodzić w moim życiu. Zmusza mnie ona, bym godził się na to, co jest. Trzeba nauczyć się żyć ze swoją nadwrażliwością. Trzeba pogodzić się z tym uczucie, jakie w sobie odkrywam. W ten sposób przestanie ono być silne. Kiedy przestanę w chorobliwy sposób koncentrować się na mojej nadwrażliwości, przestanie ona stanowić mój najważniejszy problem. Przyjmę ją jako dar Boga, a tym samym przestanie mi przeszkadzać.

Nadwrażliwość może być ciekawą prowokacją ze strony Pana Boga, abym pracował nad sobą, a tym samym zachował wewnętrzną żywotność. Moja nadwrażliwość i niepewność wytyczają granice, w których powinienem żyć. Granice te, szczególnego rodzaju ograniczenia chronią mnie przed tym, żebym nie unosił się ponad ziemię i nie wymagał od siebie zbyt wiele. Nawet będąc w lęku i mojego poranienia, dzięki spojrzeniu z wiarą na moją nadwrażliwość i niepewność siebie, mogę doświadczać wewnętrznego spokoju. Niekiedy tęsknimy za życiem, pozbawionym strachu i przewrażliwienia, niepewności i zazdrości. Nowe spojrzenie na fakty i rozumienie ich w świetle wiary jest mniej męczące i pozwala człowiekowi żyć w pokoju z jego uczuciami. Mogę uznać, że to, co spotyka mnie w zakonie jest ponad moje siły, i nie mam na to wszystko ochoty, że wszystko jest bez sensu. To może sprawić, że życie i praca w klasztorze staną się ciężarem nie do zniesienia. Mogę czuć się przeciążony. Będę się szybko męczył. Popadnę w stresy i stałe napięcie. Przyczyną mojego zmęczenia może nie być praca jako taka, lecz moje nastawienie do nie, nastawienie do osoby, która mi ją zleciła.



Liczba wyświetleń strony: 10345247 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-09-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC