MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Byli znękani



Jezus litował się nad ludźmi, „bo byli znękani”. Człowiek znękany, to ktoś zmęczony, wyczerpany, nawet zniechęcony. Ten, kto jest przez innych naciskany w pewnych sprawach, ktoś poddawany ciągłym próbom, gorzko rozczarowany, kto jest na granicy wytrzymałości nerwowej – to człowiek znękany. Jest on wewnętrznie rozdzierany przez problemy, z którymi nie może sobie sam poradzić, a tym samym ma prawo odczuwać zagubienie się. Nie ma ona pasterza, przewodnika, kogoś, na którym mógłby się z pełnym zaufaniem oprzeć, dlatego biega na różne strony. Nie wie, co począć, w jakim kierunku pójść. Klasycznym obrazem zagubienia się ludzi, jest opowiadanie o wieży Babel. W pewnym momencie ludziom, którzy budują wieżę, cegły wypadają z rąk, a oni nic z tego nie rozumieją, nie rozumieją się przede wszystkim między sobą. Podziały we wspólnocie mogą mieć swój początek w osobistym egoizmie poszczególnych osób. Egoizm sprawia, że siostry i wspólnota jako całość, doświadczają bolesnego rozbicia. Pomyślmy o podziałach między siostrami: ktoś ma siłę przebicia, inny jej nie ma. Pomyślmy o braku spójności we wspólnotach i braku wzajemnego zaufania. Czyż nie ma cichej, ukrytej walki, chęci zdobycia przewagi nad innymi? Pomyślmy o egocentryzmie, o sprzecznościach między różnorodną mentalnością osób, różnymi duchowościami, które poszczególne osoby w swoim życiu zakonnym prezentują. Widzimy sytuacje, w których trzeba litować się (czytaj: „okazywać miłosierdzie”) nad ludźmi, trzeba płakać razem z Jezusem, gdyż jesteśmy oddaleni od Tego, który jest zawsze ośrodkiem życia wspólnotowego.

Pomyślmy o rozproszeniach w nas samych. Jesteśmy niezdolni do skupienia wewnętrznego, gdyż rozprasza nas tyle spraw, często sprzecznych ze sobą, nieodpowiedzialne pragnienia, urazy, antypatie i sympatie. One się pojawiają, gdy chcemy modlić się milczeniem, wejść w kontemplację. Dla kogoś, kto chce wejść w zażyły kontakt z Bogiem, najważniejszy problem, to: rozproszenie wewnętrzne. Lęki nas niepokoją. Gorzkniejemy przeżywając sytuacje, z których, jak błędnie uwierzyliśmy, nie ma wyjścia. Kreślimy niekiedy takie plany, które zakłócają nasze życie z Bogiem. A wówczas, gdy się modlimy, nasza głowa, a przede wszystkim serce, pogrążone jest w ogromie problemów. Człowiek powinien wiedzieć, czego naprawdę chce w zakonie. „Potrzeba mało, albo tylko jednego”. Człowiekowi w klasztorze niezbędna do prawego życia jest jedność: z Bogiem i braćmi. Natomiast w rozproszeniu przeżywamy siebie, jako kłębowisko niespójnych kawałków, który popycha nas, każdy w inną stronę: tu – wspomnienia, tam – lęki, westchnienia – z jednej strony, plany co do przyszłości – z drugiej, marzenia, oczekiwania na przeżycie czegoś, co ten szary świat codzienności ożywi i pocieszy. Jaki z tego skutek? Osoba wewnętrznie podzielona i ostatecznie obezwładniona, zostaje zwyciężona przez rozproszenia, którym się poddawała. Człowiek ma prawo czuć się pobity wewnętrznie, przygnieciony, zagrożony ogromem uczuć. Czyż niektóre z osób w klasztorze nie żyją w ciągłym podnieceniu, podekscytowaniu, tak – że jedno podniecenie przechodzi w drugie. I szukamy wówczas ucieczki w inny świat. Nie przyznajemy się niejednokrotnie do naszych rozproszeń. A jeśli nawet to czynimy, często bagatelizujemy ich działanie w sobie.

Nie czynimy refleksji nad sobą, natomiast często liczymy nasze grzechy, błędy, zaniedbania dobra, nie zastanawiając się nad tym – dlaczego one zaistniały, jak również, co na przyszłość uczynić, by przeciwdziałać ich pojawieniu się na przyszłość. Niekiedy we wspólnocie zakonnej oddajemy się czemuś, jakiemuś określonemu podnieceniu, które uniemożliwia refleksję nad sobą. Podniecenie bowiem na początku jest przyjemne, a refleksja doświadczeniem przykrym. W konsekwencji jednak, podniecenie gorzkie wydaje w nas owoce, a refleksja daje odczucie wewnętrznej głębi i stan łagodności w sercu. Poddając się określonemu podnieceniu, próbujemy ratować nasz świat przeżyć. Gdy człowiek nie doświadcza przeżyć duchowych, bardzo zdecydowanie postępuje w stronę przeżyć zmysłowych, emocjonalnych, takich, które przynoszą chwilowy skutek, chwilowe iluzoryczne pocieszenie. Interesujemy się tym, co nas bezpośrednio interesuje. Sprawy ducha bardzo często w tym boju przegrywają. Wiele osób żyjąc, nie tylko w klasztorze, nie zdaje sobie sprawy, że łatwo przechodzi z jednego podniecenia w drugie. To sprawia, że nie odczuwamy często potrzeb duchowych. A podniecenia rozstrajają nas duchowo. To, co mnie podnieca, to właśnie staje się moim przewodnikiem. Gdy pielęgnujemy w sobie ducha modlitwy, spostrzegamy, z czym mamy do czynienia, zwłaszcza w pewnych trudnych chwilach, gdyż wszyscy żyjemy w napięciu. Każdy z nas nosi w sobie wulkan różnych sprzecznych pożądań, podnieceń, oczekiwań i stąd rodzi się w człowieku: cierpienie, rozczarowanie i ogromne trudności z modlitwą. Gdy wspominamy o modlitwie, wiele osób konsekrowanych przeżywa zakłopotanie, zawstydzenie. Niektóre osoby w klasztorach, odczuwają, w odniesieniu do modlitwy dużą antypatię. Próbowały wiele razy i ciągle pogrążało ich rozproszenie wewnętrzne. Dlatego słowo modlitwa, może kojarzyć się z bolesną i długą frustracją.



Liczba wyświetleń strony: 10345337 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-09-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC