MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Asceza pamięci



Pamięć to miecz obosieczny. Bez pamięci nigdy nie zyskałbym właściwej tożsamości. Nie czułbym się dziś tą samą osobą, co wczoraj. Jak mógłbym być wiemy, nie pamiętając swoich przyrzeczeń? Jakże moglibyśmy się spotkać, nie pamiętając, że umawialiśmy się? I czemu miałyby służyć nasze spotkania, jak miałyby prowadzić do głębszych relacji, gdybyśmy siebie wzajemnie nie rozpoznawali? Bez istnienia pamięci świat przerodziłby się w chaos. Jednak pamięć ma w sobie coś zdradliwego – zniekształca rzeczywistość. Gorzkim rozczarowaniem może być spotkanie po wielu latach przyjaciela z czasów młodości. Sądziłem, że spotkam radosnego, otwartego, pełnego optymizmu człowieka, ale ten, którego faktycznie spotykam, nie przystaje do mego dawnego obrazu: jest zblazowany i zagubił gdzieś radość życia. I odwrotnie: pomyśl, jak trudno spotkać się z drugim bez uprzedzeń, kiedy „pamięta się”, jak on kiedyś boleśnie mnie zranił! Właściwie nie powinienem winić swojej pamięci, ale samego siebie, że skorzystałem z niej w niewłaściwy sposób. Pamięci, tak jak wszystkiego innego w świecie, można używać i nadużywać. Nie rozumiem, że obraz, który noszę w pamięci, odpowiada temu, co kiedyś było rzeczywistością, ale obecnie nią nie jest. Mam skłonność wciskania w aktualną rzeczywistość tego, co moja pamięć zachowuje z przeszłości. Nie widzę rzeczywistości, ale zniszczony obraz. Walczę z wiatrakami, które już dawno uległy zniszczeniu.

Nigdy nie będę żył w rzeczywistości, jeżeli nie nauczę się trzymać w karbach mej pamięci. Ona zazwyczaj bywa zbyt aktywna, oferuje mi swoje obrazy w porę i nie w porę. Jeśli nie chcę zostać zaskoczony przez ten cały materiał, to muszę nabyć umiejętności jego segregacji. Niektóre rzeczy są pożyteczne, ale wiele z nich to tylko śmieci. Czasem dobrze jest pamiętać, ale częściej lepiej zapomnieć. Trudno znaleźć lepszego nauczyciela sztuki zapominania od Jana od Krzyża. Wielu odstrasza jego radykalizm, lecz często powracają do niego ci, którzy chcą przebyć całą drogę i jeszcze w tym życiu dojść na szczyt góry. Tutaj wreszcie znajdujemy kogoś, kto jest całkiem konsekwentny! Jeżeli w życiu najważniejsze jest „miłować Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”, to jest sprawą jasną, że nie możemy dopuścić, aby nasze władze duchowe chodziły własnymi drogami. Taki jest zamiar względem nas, abyśmy wszystko skupiali i skierowywali na jeden cel: na Boga. Wszystkie siły powinniśmy koncentrować na miłości do Niego. To jest nasze powołanie, w tym też ma swoje miejsce nasza własna jedność: jesteśmy stworzeni, aby być „jednoznacznie skierowani” na Boga. Skłaniać się ku temu, co nas od Boga oddala lub do Niego nie prowadzi, to strata czasu i zagubienie sensu życia.

Powściągać naszą pamięć znaczy zapominać wiele z tego, co pamiętamy. W znanych Przestrogach Jan od Krzyża pisze: „Nie gorsz się więc niczym, ani nie dziw się temu, co widzisz, co zauważasz, starając się strzec swojej duszy w zapomnieniu o tym wszystkim” . W „Czterech wskazówkach dla pewnego zakonnika” czytamy: „Czy jesz, czy pijesz, czy rozmawiasz, czy obcujesz ze świeckimi, czy cokolwiek innego czynisz, staraj się tak postępować, by pragnąć Boga i kierować do Niego uczucia swego serca. Jest to bowiem rzeczą nieodzowną do nabycia wewnętrznej samotności, która wymaga, aby każdamyś1 duszy była skierowana do Boga, lub do zapomnienia o stworzeniach . bo wszystkie one przemijają w tym krótkim i nędznym życiu” .W „Słowach światła i miłości” wielokrotnie porusza ten temat, np.: „Bez trudu pozyskasz ludzi i służyć ci będzie wszystko, jeśli zapomnisz o wszystkim i o sobie samym”. „Porzuć wszystko, co ci pozostaje i oddaj się jednemu, co ma w sobie wszystko, to jest świętej samotności, tam przebywaj ustawicznie w zapomnieniu o wszystkim”. Można w tym miejscu wysunąć zarzut, i to słuszny, że powyższe teksty zostały napisane do współbraci Jana od Krzyża w karmelitańskim zakonie, a więc do ludzi, którzy wyraźnie obrali drogę życia kontemplacyjnego i świadomi jego celu, zorientowali swoje życie, również gdy chodzi o jego formację zewnętrzną, na modlitwę i kontemplację. W klasztorze karmelitańskim zapomina się o wielu takich sprawach, o których jest się zmuszonym myśleć, żyjąc poza jego murami. Do nich należy np. wszystko, co wiąże się z pieniędzmi, a o czym można zapomnieć po złożeniu ślubu ubóstwa. Jednak w każdym klasztorze znajduje się ekonom, który poświęca może więcej czasu na „niegodziwą mamonę” niż przeciętny człowiek, choć jest przecież karmelitą i reguły Jana od Krzyża również odnoszą się do niego.

Asceza pamięci, o jaką dopomina się Jan od Krzyża, jakkolwiek może wydawać się surowa, jest w gruncie rzeczy nader elastyczna i właściwie odpowiednia dla wszystkich. Zakładając, że żyjemy zgodnie z wolą Boga, a więc możemy traktować naszą pracę jako zadanie powierzone nam przez Niego, to wszelka myśl i pamięć potrzebne do jej wykonania są w rzeczy samej „skierowane na Boga”. Nie może istnieć żadna sprzeczność między wolą Boga a samym Bogiem. Jan od Krzyża kieruje wyraźną uwagę do tych, którzy chętnie tęsknotę za modlitwą traktują jako wymówkę dla lekceważenia swej pracy: „Dusza nie ma więc prawa przestać myśleć i przestać pamiętać o tym, co powinna robić i wiedzieć, aby móc wypełnić to, do czego jest obowiązana”. W praktyce więc asceza pamięci oznacza: powinieneś pamiętać o tym, co jest potrzebne dla wypełnienia tego, co masz do zrobienia; poza tym możesz żyć w świętym zapomnieniu. Ascetyczne wskazania Jana od Krzyża torują drogę, wytyczają kierunek. Nikt nie może ich bezwzględnie przestrzegać, podobnie jak bezwzględnie nie można wypełnić pierwszego przykazania: miłować Boga z całego swego serca. Jan zwraca się do ludzi, którzy już są „rozpaleni” Bogiem, dla których Bóg stał się rzeczywisty . Kiedy Bóg stał się „magnesem”, to łatwo jest zapomnieć o wszystkim, co Nim nie jest. Wówczas przeżywamy to nie jako coś, co się musi, ale jako coś, co się otrzymuje. Jakaż to ulga uwolnić się od wszystkiego, co kiedyś czyniło życie takim drobiazgowym i ciasnym i móc nareszcie żyć w nieograniczoności Boga!

Stopniowo spostrzegamy, że „święte zapomnienie” coraz bardziej staje się dziełem Boga; On sam wprowadza człowieka w zapomnienie, pociągając go do siebie. „Jeśli pamięć jest naprawdę zjednoczona z Bogiem... zatapia się w najwyższym Dobru, w wielkim zapomnieniu – nie wie o niczym”. Również w pracy spostrzegamy, że Bóg zaczyna brać odpowiedzialność na siebie, On sam uaktywnia pamięć wówczas, gdy trzeba sobie coś przypomnieć. Mamy coraz bardziej niezbite dowody na to, że On sam trzyma ster w taki sposób, że możemy na Niego liczyć. Im bardziej liczymy na Niego, tym intensywniej On działa. Zostajemy wprowadzeni we właściwy „obieg”. Możemy sparafrazować powyższe słowa Jana od Krzyża i powiedzieć: Pamięć, o ile jest zjednoczona z Bogiem, jest obecna we wszystkim. Pamięta wszystko, ponieważ teraz widzi i rejestruje rzeczywistą prawdę we wszystkim, a tej nie sposób zapomnieć. Wówczas odpoczywamy, pamiętając o wielkiej pełni, a drobne szczegóły ujawniają się w odpowiednim czasie i miejscu jakby samoistnie. Nie musimy być wielce zaawansowani, aby oddać ster. Nie do świętych, lecz do zwyczajnych ludzi Jezus powiedział: „Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Przypatrzcie się ptakom w powietrzu. Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną!”.

Czy uprawianie ascezy pamięci nie jest niebezpieczne? A może już zapominamy więcej niż trzeba, my, którzy nie pamiętamy, gdzie położyliśmy okulary albo klucze? Czy pamięć nie stanie się otępiała, kiedy będzie wciąż wyciszana? Nie, nie ma obawy o przedwczesną sklerozę! „Zapomnieć” nie oznacza, że obraz pamięci blednie, by w końcu zupełnie zniknąć, ale że nie przywołujemy go na pamięć. Wyjaśnienie jest proste. Według Jana od Krzyża obrazy z pamięci nie są przechowywane w samej pamięci, ale w innej władzy duchowej, mianowicie w fantazji. Czyli zapomnieć to nic innego, jak zostawić w spokoju obrazy pamięci przechowywane w fantazji. One jednak pozostają do naszej dyspozycji w razie potrzeby. Zresztą wszyscy o tym wiemy, że kiedy nie możemy znaleźć naszych kluczy, to nie jest to sprawa pamięci, która zawodzi, ale tego, że nie byliśmy tak naprawdę „obecni”, zostawiając je w samochodzie. Gdybyśmy wysiadając z niego, zamiast zajmować się swoją „pamięcią”, żyli chwilą obecną, nie mielibyśmy trudności z przypomnieniem sobie, co się stało z kluczami. Narzekamy na naszą słabą pamięć, ponieważ nie staramy się, by coś w niej utrwalić. Zbyt często działamy jak automaty, zamiast być naprawdę trzeźwi. Natomiast zdolność przywoływania obrazów nigdy nie jest tak aktywna i trzeźwa, jak u osób próbujących żyć według wskazań Jana od Krzyża. Jeżeli zapomina się o wszystkim, co nieistotne, to dlatego, żeby świadomie stwarzać przestrzeń dla innej pamięci, pamięci o tym, że jesteśmy w Bożych rękach, kochani przez Niego i przez Niego stworzeni. Taki rodzaj pamięci stawia się na pierwszym miejscu i niestrudzenie „przypomina”. Tego rodzaju aktywność, świadoma celu, na pewno nie prowadzi do słabej pamięci!

„Aktywność świadoma celu”, ponieważ kiedy pozwalamy, aby obrazy z pamięci pojawiały się, a przy tym ich nie selekcjonujemy i nie wartościujemy, to popadamy w chaos. Nie żyj przeszłością, nie przywiązuj się do minionych przeżyć. Wszystkie religie, wszyscy mędrcy są w tym punkcie zgodni. Jednak my, chrześcijanie, wiemy również o tym, że w takim samym stopniu, w jakim opróżnimy naszą pamięć ze wszystkiego, co niepożądane, otwieramy się na przyjęcie nie tylko „czegoś”, lecz Kogoś. Życie tym, co było, zamyka bramy na to, co jest. Osobie tkwiącej w tym, co minione, nie może przydarzyć się nic nowego. „Przez całe moje życie – pisze Paul Claudel – próbowałem trwać skierowany ku przyszłości, aby uwolnić się od ociężałości myślenia i troski o to, co było, a co prowadzi tylko do osłabienia charakteru i fantazji”. Stara, stłumiona troska ma prawo pojawić się na poziomie świadomości i tutaj czasami psychoterapeuta może odegrać pozytywną rolę. Liżemy stare rany, lecz nie udaje się nam ich zaleczyć. Dawnej troski nie należy ani pielęgnować, ani bezpośrednio zwalczać. Przemiana przeszłości dokonuje się w pierwszym rzędzie przez otwarcie na to, co nowe w chwili obecnej.

Święte zapomnienie nie wyklucza świętej pamięci. Jak już wspomniałem na początku tego rozdziału, nasza pamięć jest pewnym magazynem. Dzięki pamięci możemy nauczyć się czegoś z historii. Tragedia Oświęcimia może ludzkości przysporzyć mądrości, ale stanie się tak tylko wówczas, gdy nie pozwolimy jej utonąć w nie świętym” zapomnieniu. Pamięć łączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wszystko, co było, i w pewnym stopniu również to, co będzie, poprzez pamięć może być obecne w danej chwili. Poszczególne wydarzenia zyskają spójność; to co wydawało się rozproszone, stanie się całością. Dzięki mojej pamięci mogę dokonać przeglądu swojego życia i odkryć jego ukryty sens. Jeżeli według starej definicji Boecjusza wieczność jest „posiadaniem nieskończonego życia całkowicie i w pełni dla siebie”, to można powiedzieć, że pamięć potrafi dać nam mały przedsmak wieczności. Pamięć może wytworzyć podział przez to, że będzie wyrywać nas z chwili obecnej, abyśmy żyli w nierzeczywistej przeszłości, ale może też wytworzyć jedność, dając nam możność wciągnięcia przeszłości w chwilę obecną, umożliwiając nam tym samym ogarnięcie w pełni naszego życia.

Właściwe ogarnięcie całości jest dla nas możliwe jedynie wówczas, kiedy spróbujemy spojrzeć na nasze życie oczyma Boga, jeżeli nasza pamięć będzie w pewnym sensie zgodna z „wieczną pamięcią Boga”. Bóg widzi, że całe nasze życie jest „dziełem Jego rąk”. Za pomocą pamięci możemy dokonać przeglądu naszego życia i zobaczyć, jak wszystkie wydarzenia, które się w nim dokonały, były lub zostały przekształcone w łaskę. Pamięć mówi nam, że Bóg o nas myślał i z nami pracował. Wspomnienia tego rodzaju zawsze przeradzają się w pieśń chwały: „Niech będzie błogosławiony Pan Bóg, który mi okazał swoje cuda i łaskę”. Każdy z nas w jedyny, właściwy dla siebie sposób, może powtarzać wraz z Maryją: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, Święte jest Jego imię”. Jan od Krzyża wciąż nakłania do zapomnienia, również gdy chodzi o nadzwyczajne dary łaski Bożej (np. wizje czy objawienia), ale i on akceptuje „pamięć” o tych momentach łaski, pod warunkiem, że nie czyni się tego po to, aby doznać tych samych głębokich uczuć jak za pierwszym razem, ale po to, aby pobudzić swą miłość do Boga. Różnica ta może się wydawać subtelna, jednak ma ona fundamentalne znaczenie. Sygnalizuje mi, czy szukam siebie czy Boga, czy kieruje mną egoizm czy miłość. Jedyną ważną rzeczą w życiu jest wzrastać w miłości; „pod wieczór (życia) będą cię sądzić z miłości” . Ostatecznym kryterium jest miłość.

Jan od Krzyża uważa – i tu jest równie zapalony w wychwalaniu „świętej pamięci”, jak był wcześniej w pochwale „świętego zapomnienia” – że istnieją nawet dary łaski, które „wycisnęły pieczęć w duszy, tak, że trwały dłuższy czas, a nawet często nie dały się zatrzeć. Takie wspomnienia... wywołują w mniejszym czy większym stopniu boskie skutki prawie za każdym razem kiedy je wspomnimy: miłość, słodycz, światło i inne, w tym bowiem celu zostały tak mocno wyciśnięte na duszy”. I dalej Jan jest wprost entuzjastyczny: „To zawsze jest wielką łaską, czego Bóg udziela, ponieważ przez to w swoim wnętrzu posiada się niewyczerpane źródło skarbów nadprzyrodzonych”. Pamięć daje nam przystęp do kopalni złota. Od nas zależy, jak je wykorzystamy. Możemy je zainwestować w „samorealizację” albo w miłość i uwielbienie. Wybór należy do nas. Ciekawą rzeczą jest zobaczyć, jak pamięć może rozwijać się i dojrzewać. Kiedy czytam werset psalmu: „Nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach”, to w pierwszym rzędzie myślę o tych „dobrodziejstwach”, jakie naznaczyły moje życie: że dani mi byli wspaniali rodzice, których głęboka wiara wprowadziła mnie do Kościoła”, że zostałem powołany do Karmelu, że Jezus zechciał, bym stał się Jego kapłanem. Jednak stopniowo krąg dobrodziejstw poszerza się; moja wdzięczność nie budzi się tylko wobec niektórych pojedynczych wydarzeń, ale spostrzegam, że coraz większe obszary mego życia ogarnia pełne miłości zatroskanie ze strony Boga. To, co psalmista mówi o ziemi, mogę powiedzieć o swoim życiu: jest ono „pełne łaski Pana”. Pan nosił mnie całe życie na swoich skrzydłach. Wszystko, co pamiętam, świadczy o Jego miłości.

Ryzyko skostnienia w wyizolowanych marzeniach na jawie staje się coraz mniejsze. Pamięć nie chwyta się w pierwszym rzędzie zewnętrznej strony zdarzeń, ale słów miłości, które Bóg wypowiadał i nadal wypowiada poprzez te zdarzenia. Wszelka pamięć prowadzi do wdzięczności.

Kiedy będziesz starszy, wspomnienia dni minionych staną się może wyraźniejsze niż te, jakie towarzyszą ci w okresie twego szczytowego biologicznego rozwoju. Nie ma żadnych podstaw ku temu, aby w twoim wypadku miało stać się inaczej, niż ma to miejsce u innych. Będąc chrześcijaninem, jesteś przecież zwyczajnym człowiekiem. Jednak to, co dla innych może być ucieczką i bezsensownym spędzaniem czasu, dla ciebie będzie modlitwą.

Może kiedyś męczyło cię powtarzanie w Psalmie 136.: „bo Jego łaska na wieki”, ale teraz właśnie ten werset najlepiej oddaje twoje usposobienie. Pamięć czyni twoje życie pieśnią uwielbienia. Jeżeli wspólnie z Teresą z Lisieux twierdzimy, że „wszystko jest łaską”, to nie możemy wykluczyć z tego naszych grzechów. Teresa z Awili po tym, jak opisała oziębłość i ociężałość, które cechowały część jej życia w klasztorze, dodała: „Wszystko, co dotąd tak szeroko opowiedziałam, do tego najpierw zmierza, by jasno się okazało miłosierdzie Boże i niewdzięczność moja”. „Im większe było zło, tym wspanialej jaśnieje wielkie dobro miłosierdzia Twego”. Jan od Krzyża zaznacza, że Bóg nie usuwa grzechu, ale go przemienia. W Pieśni duchowej wyśpiewuje dusza: O, nie chciej mną pogardzać, Choć twarz moja od żaru śniada słonecznego, Już możesz zwrócić wzrok Twój na mnie, Bo gdyś mnie objął w blask spojrzenia Twego, Okryłeś mnie wdziękami piękna czarownego”.

I komentuje w ten sposób: „Gdy na mnie spojrzałeś, obmyłeś mnie z czarnej i wstrętnej barwy grzechu, w której nieprzyjemnie mnie było oglądać. Przytacza słowa oblubienicy z Pieśni nad pieśniami, które dowodzą, że jest ona czarna i piękna zarazem: „...jeżeli przedtem, zanim spojrzałeś na mnie, łaskawie znalazłeś we mnie brzydotę i czarność win, i niedoskonałość, i niskość naturalnego stanu, Już możesz zwrócić Twój wzrok na mnie, bo gdyś mnie objął w blask spojrzenia Twego” . Gdyby oblubienica zapomniała, że była czarna, wówczas zawężałyby miłość swego Oblubieńca i ową przemieniającą siłę, tkwiącą w Jego oczach. Również tutaj chodzi o to, aby patrzeć Bożymi oczyma. On nie widzi już zła, przecież przebaczył; widzi tylko owoc swojej miłości. W sakramentach Kościoła mamy przystęp do szczególnej formy „świętej pamięci”. Można by powiedzieć, że w sakramentach pamięć jest tak skondensowana, tak ścieśniona, że nie tylko przywołujemy obrazy z pamięci, ale rzeczywistość. Co więcej, dawna rzeczywistość uobecnia się, świeża i nowa w chwili obecnej.

Sakramenty są skuteczną „odtrutką” na naszą nieszczęsną skłonność do tego, aby przez pamięć przechodzić obok rzeczywistości danej chwili i żyć daleko w zamierzchłej nierzeczywistości czasu. W sakramentach to nie my powracamy myślami do odległych zdarzeń, ale to one same do nas przychodzą jako aktualna rzeczywistość. W sakramentach Kościoła i tylko w nich „wspomnienie” i rzeczywistość zbiegają się w jedno. Każdy sakrament jest „przypomnieniem” pewnego określonego aspektu czy epizodu z ziemskiego życia Jezusa, przypomnieniem, które sprawia, że dostrzegamy wieczny wymiar tak, że Jezus właśnie w tym aspekcie czy wydarzeniu jest nam współczesny. W ochrzczonym człowieku Chrystus staje się obecny w swojej śmierci i zmartwychwstaniu; umiera dla starego, grzesznego życia, a w jego miejsce otrzymuje nowe. Może się to dokonać tylko dlatego, że Chrystus wprowadza człowieka w swoje własne przejście ze śmierci do życia. To zawsze z Chrystusem człowiek zostaje pogrzebany i powstaje do życia. Kiedy się spowiadam i przed kapłanem Kościoła wyznaję swoje grzechy, to obecny jest we mnie Chrystus, On, który przez Krzyż raz na zawsze odkupił wszystkie grzechy ludzkości i przez zmartwychwstanie pokazał, że Ojciec udzielił Mu „absolucji” (rozgrzeszenia). Ta odkupieńcza spowiedź Jezusa na krzyżu ma wymiar wieczny, stąd może ona być obecną rzeczywistością dla każdego człowieka wyznającego swoje grzechy. Równocześnie Jezus jest obecny w kapłanie, wypowiadającym Jego własne słowa: „Twoje grzechy są ci odpuszczone”.

Kiedy dwoje młodych ludzi zawiera małżeństwo i Kościół błogosławi ich przymierzu miłości, to Chrystus do nich przychodzi, On, który sam jest nowym przymierzem miłości. Każde małżeństwo jest obrazem tego jedynego małżeństwa między Chrystusem a Kościołem. Co więcej – każde małżeństwo aktualizuje pierwotne małżeństwo Chrystusa z Kościołem i może ono trwać tylko dlatego, że każde poszczególne małżeństwo jest włączone we wszechogarniające małżeństwo Chrystusa. Bóg chce udzielić małżonkom nie tylko swego błogosławieństwa i pomocy do wytrwania w wierności, ale w Chrystusie sam Bóg jest wielkim partnerem przymierza, który wprowadza człowieka w swoją własną miłość i wierność. Jednak przede wszystkim w Eucharystii „święta pamięć” znajduje swoje miejsce. Kiedy kapłan wypowiada słowa Jezusa: „To czyńcie na Moją pamiątkę”, słowo „pamiątka” otrzymuje niezwykle mocne i brzemienne znaczenie. Teraz to już nie ten czy inny aspekt z życia Jezusa staje się teraźniejszością, ale całe Jego życie jest obecne tu i teraz. Jezus na krzyżu streścił wszystko to, kim był i co czynił przez całe swe życie. Właśnie to streszczenie, Jego totalne wydanie siebie w miłości jest aktualną rzeczywistością za każdym razem, kiedy sprawujemy Eucharystię. Ten sakrament jest wielkim zwycięstwem nad siłą czasu, która wszystko dzieli na kawałki. W eucharystycznej pamiątce Wiekuisty sam nam się daje; nie tylko wyniesiony ponad czy wyłączony z czasu, ale jako ten najbardziej włączony w czas. W swojej śmierci i zmartwychwstaniu, które są centralnym punktem w historii, burzy rozdzielający mur, również ten, który dzieli przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wszystko jest obecne równocześnie. I ta absolutna obecność przychodzi do nas, kiedy czynimy „to” na Jego pamiątkę.



Liczba wyświetleń strony: 9437432 * Liczba gości online: 13 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-22
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC