MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Najświętsza Maryja Panna w Ewangelizacji zakonnej



Trzy wydarzenia powinny mieć wpływ na nasze życie konsekrowane. To bowiem, co istotne dla życia Kościoła, przychodzi: w momencie Zwiastowania, w Krzyżu, w Zielone Świątki. W zwiastowaniu Maryja mówi „Tak”, ponieważ wie, że Bóg, który jest Miłością, o to Ją prosi. Potrzeba być świadomą miłości Boga. Posiadanie takiej świadomości, jest równoznaczne z budzeniem mojej duszy, czynieniem jej niezwykle wrażliwą na głos Boga i słowo człowieka. Jest to również warunek oczyszczenia wewnętrznego. Świadomość miłości otwiera człowieka, uwalnia go od lęku o to, co z nim będzie. Co wynika z tego, że mam świadomość, iż jestem kochana przez Pana? Maryja wie, że Bóg może Ją o wszystko prosić. Ja również wiem, w takiej sytuacji, że Bóg może mnie prosić o wszystko, i nie spotka się z moją odmową. Kościół rodzi się z wiary Maryi, z Jej prostoty. Wiele dobra rodzi się w życiu zakonnym z naszej wiary i prostoty. Niepokalana jest wspaniałomyślna i radykalna w swojej decyzji. Gdy mówi „fiat”, historia zmienia swój bieg. Gdy nasze decyzje są po myśli Ducha Świętego, zmienia się nasze życie.

W dziewictwie Maryi, jest nam ofiarowane: światło, radość, pokój, nadzieja, ponieważ powiedziała – „zgadzam się”. Jest to okazja dla nas, osób konsekrowanych, aby odnowić decyzję i radość naszego wyboru. Nauczyć się w klasztorze mówić „tak” Bogu. Traktować czystość, jako ofiarowanie, odejście od troski o sprawy własne. To, jak się czuję, nie powinno mieć wpływu na moją wdzięczność Bogu: każdy dzień jest dany przez Boga i, jako taki, jest dobry. Ta ufna, zapominająca o sobie pokora jest pierwszym warunkiem duchowego życia. Jest ona niezbędną podstawą duchowego ubóstwa człowieka powołanego. Kończy się moje, a rozpoczyna Boskie. Moje, zawiera się w tym, co Chrystusowe. W pełni, możemy dać odpowiedź Bogu wówczas, gdy żyjemy prawdą o tym, że On nas kocha. Życie zakonne rozwija się tam, gdzie mamy do czynienia z wiarą i prostotą sióstr. Te wartości są bowiem podstawą wspaniałomyślności i radykalizmu ewangelicznego.

Maryja strzegła kontemplacji i służby. To ją w konsekwencji doprowadziło na Kalwarię. Mogła „przeżyć” dzięki kontemplacji i służbie. Jej miłość stała się kontemplacją i miłość stała się służbą. Dlaczego trwała w miłości, aż po Kalwarię? Ponieważ kontemplację i służbę zachowywała w swoim sercu. Ponieważ kochanie oznacza coś więcej niż oddanie siebie – oznacza ono poświęcenie siebie dla drugiego. Ewangelizacja jest strzeżeniem we własnym życiu, oraz w życiu innych sióstr: kontemplacji i służby. W tym życiu, jak i w każdym innym, trzeba zdecydować się na to, że będę czegoś istotnego strzegła. Muszę w pewnym momencie przestać działać i obrać drogę cierpienia. Kontemplacja i służba jest oczyszczającym mnie, oraz innych – cierpieniem. Dla tego, kto cierpi, cierpienie zawsze oznacza niepowodzenie. „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” Człowiek ma prawo odczuwać, że w cierpieniu jest rozpaczliwie sam. Cierpieć oznacza być samotnym. Ewangelizacja wymaga nieustannego przechodzenia przez samotność. To przechodzenie może być rozumiane, jako umieranie sobie, które uzdalnia przyjąć inne myślenie, inne odczuwanie, inną Miłość. Trzeba wchodzić we własne cierpienie, samotność i klęski. Tylko w rozbiciu i bólu życia jestem z Nim tam, gdzie On wciąż przeżywa swoje konanie. Ewangelizacja wymaga zanurzenia się we własnej nędzy, we własnej niemożności zbliżenia się do Boga, wymaga przyjęcia agonii Jezusa, która dokonuje się we mnie. Stanięcie twarzą w twarz z własną goryczą, buntem, chciwością, zazdrością, gniewem, niecierpliwością – jest spotkaniem agonii Jezusa w mojej własnej. Muszę odnaleźć agonię Jezusa także w tym cierpieniu wokół mnie, którego nie chcę zgłębiać i którego to cierpienia sióstr tak bardzo nie potrafię zrozumieć.

Nadszedł czas Kościoła ewangelizującego, który wyszedł z Wieczernika. Jest tam Maryja: przewodniczy wspólnocie i modlitwie. Kościół rodzi się z całkowitego posłuszeństwa Maryi wobec Ducha Świętego. Droga nadziei, jaką proponuje Maryja, jest pielgrzymowaniem w Duchu Świętym. Ważne jest zatem to, abyśmy jak Niepokalana, nadzieją zarażali innych. Ważne jest uwzględnienie mojego udziału i odpowiedzialności, za tworzenie klimatu wiary, w domu zakonnym. Jak tworzyć taki klimat wiary, jak wyznawać Boga we wspólnocie? Prawdziwe przypominanie sobie tego, co Bóg mi uczynił i jak mnie prowadził i prowadzi – jest drogą do wyznawania Go. Trzeba przypominać sobie siebie religijnie. Nie chodzi tu jedynie o to, co przeżywałam, ale także, jak to życie otrzymałam. Wyznawanie Boga we wspólnocie zakonnej zawiera w sobie świadomość własnej winy i grzeszności. Znać swoją przeszłość w całości, oznacza poznać siebie jako winnego. Kto może pamiętać siebie przed Bogiem, nie pamiętając, jak nadużył Bożego daru? Przeszłość w pełni pamiętana, to przeszłość w pełna winy. Tylko wtedy siebie zaakceptuję, moją przeszłość i stan obecny, jeśli będę człowiekiem o skruszonym sercu. Trzeba przyjąć siebie w życiu zakonnym, jako winnego. Przyjęta moja wina, prowadzi mnie do mojego wnętrza. Tylko wtedy, kiedy jestem w stanie ją wyznać, przyjmuję moją prawdziwą przeszłość z jej uchybieniami wobec Boga. Muszę przyjąć swoją winę. Przypomnienie sobie całej swojej przeszłości w akcie wyznania, daje wstęp do życia wewnętrznego.

Bóg uczynił Maryję kontemplującą: dlatego chciała współpracować z Jezusem. Ona w milczeniu postępuje śladami Syna. Kontemplacja: od Zwiastowania – po Krzyż, od Ukrzyżowania – do Piędziesiątnicy, od Zesłania Ducha Świętego – do Wniebowzięcia. Całe życie kontemplacyjne Maryi zawiera się w słowach, które powiedział Jej Syn: „Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. Maryja przedstawia siebie, jako człowieka, który wielbi Pana. Podstawą wielbienia jest to, że widzi cuda, jakie Bóg w Niej czyni. Z tego raduje się. Jej radość jest podstawą wielbienia Ojca. Jedynie w ubóstwie można: modlić się i kontemplować w taki sposób jak Niepokalana. Jedynie ubodzy duchem, są prawdziwie kontemplujący. Jestem tym, czego chcę, i chcę tego, czym jestem. Jeśli wciąż troszczę się i jakość mojego stosunku do Boga, nie stałem się naprawdę ubogi. Zbyt często pokorę mylimy z fałszywą skromnością. Prawdziwa pokora polega na uczciwej akceptacji własnej niedoskonałości.

Tylko ci, którzy kontemplują, mogą rozumieć ubogich duchem. Ubóstwo, bardziej niż środkiem, jest metodą otwierania drogi Bogu. Jeśli zjednoczenie z Bogiem jest po prostu uwolnieniem się od siebie, ubóstwo i pokora są celem. Istnieje bardzo ścisły związek pomiędzy trzema rzeczywistościami: ubóstwem, kontemplacją i nadzieją. Życie tymi wartościami rodzi w człowieku potrzebę ewangelizacji. Prorokami nadziei, są zasadniczo ci, którzy są ludźmi ubogimi i głęboko kontemplującymi. Kontemplacja Maryi zrodziła się: ze słowa, z Krzyża, oraz z Ducha Świętego. Stąd potrzebna jest: samotność przyjęta z wiarą i przeżywana w Duchu Świętym, aby stała się w nas płodna. Ewangelizacja w życiu zakonnym, wymaga odnowy życia kontemplacyjnego, to znaczy: głębszego i mądrego rozważania słowa Bożego, poszukiwania i pokochania stanu pustyni jako miejsca obecności, wypełnienia i spotkania, szczerego pragnienia przemiany i żalu, pragnienia śmierci i krzyża, radości i nadziei zmartwychwstania.

Ewangelizacja jest powrotem do pragnienia adoracji z głębi serca. Zgodą na „tracenie swojego czasu” przed Najświętszym Sakramentem. Ewangelizacja zmierza do odnowionego spojrzenia na spotkanie z Bogiem w Piśmie świętym. Owe spotkania mogą być radością i pokrzepieniem dla umysłu, serca, ducha, ciała człowieka. Ewangelizacja to odkrycie Eucharystii, w której staję się wierzącą Bogu, odnawiającą w sobie zaufanie do Boga i sióstr, to najważniejsze miejsce, gdzie można nauczyć się miłości. Ewangelizacja, to poznawanie Jezusa żyjącego we mnie, w moich Zgromadzeniu zakonnym, w aktualnej wspólnocie, w moich siostrach. Maryja kontemplująca jest tą, która: Ma odwagę, ma pokorę iść w stronę człowieka (wychodzić naprzeciw siostrom, bez względu na to, jak mnie traktują, co o mnie mówią, i co z tego wyniknie dla mnie), z zamiarem służenia jemu. (Nawiedzenie Św. Elżbiety). Wydaje się, że najbardziej uderzającą cechą życia zakonnego nie jest zaparcie się siebie, ani nawet dążenie do osobistej doskonałości, ale pokora. Osoba zakonna, nie powinna przykładać wielkiej wagi do osobistych potrzeb czy osiągnięć. Ważne zatem jest, aby wywiązywać się ze swoich zadań tak dobrze, jak tylko potrafię, nie odczuwając żadnej potrzeby, aby usprawiedliwiać swoje życie zakonne pracą. Nie jest najważniejsze to, czy praca, którą wykonuję, idealnie odpowiada moim talentom, a nawet to, czy zaspokaja ona moje emocjonalne potrzeby. To staramy się uznać za sprawy drugorzędne. Najważniejszą rzeczą w tym wszystkim jest fakt, że właśnie ta praca została mi przydzielona.

Maryja jest otwarta na przyjęcie obdarowania, otwarta na hojność Boga w Jego udzielaniu się (w Betlejem), aby stać się ofiarą pod Krzyżem. Doświadczenie hojności Boga, daje siostrze zakonnej silne pragnienie wyrażenia miłości w przyjęciu takiego krzyża, jaki zostanie jej dany. Siostrze zakonnej niewielką różnicę winno sprawiać to, jak dobrze nadaje się do swojej pracy, oraz – czy zostanie doceniona przez innych, a nawet to, ile osób z jej pracy odniesie korzyść. Koncentruje się natomiast na rozwijaniu niezbędnej postawy, jaką jest poczucie humoru, która poważnie bierze tylko to, co zasługuje na najwyższą powagę – Boga samego. Jest nieobojętna na to, co widzi (w Kanie Galilejskiej). Ci, którzy kontemplują, potrafią dostrzec problemy i cierpienie innych. Kontemplacja czyni serce głęboko wrażliwym i widzącym z troską. Ona rodzi w nas niezwykłą zdolność do służenia. Poszukiwanie w innych bardziej Boga, niż zaspokojenia własnych pragnień, nie przychodzi w sposób naturalny. Kochanie człowieka nie wymaga wysiłku, zwłaszcza gdy jest miły – wszyscy tak robimy jako coś oczywistego. Miłowanie człowieka, głębokie przejęcie się nim, a zarazem pozostawanie w oderwaniu od niego wymaga czegoś więcej niż zwykła cnota. Kto jest zdolny kochać Boga w innych, w sprawach nawet wydawałoby się dla niego niepomyślnych? Ten, kto wyjdzie poza obojętność i poddanie się, uniknie złudzeń egoizmu w swoich relacjach z innymi. Jakie wspólnoty naprawdę ewangelizują? Jakie powinny być nasze wspólnoty zakonne? Winny one być wspólnotami: kontemplacji, nadziei i służby. Warto pamiętać, że osoby, które kontemplują, są zawsze bardzo blisko człowieka, który cierpi: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego”. W nas jest obecny ból świata, który cierpi i z utęsknieniem oczekuje, na objawienie się synów Bożych.

„Oto bowiem błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”. Błogosławioną nazwali Maryję Elżbieta, Jej kuzynka, i Jezus, Jej Syn. (Czy sama siebie mogłabym nazwać szczęśliwą Siostrą? Czy Siostry patrząc na mnie, moje życie – mogą nazwać mnie błogosławioną?) Maryja została nazwana błogosławioną, ponieważ: uwierzyła w słowo Pana i (ewangelizacja – jest aktem uwierzenia najpierw samemu w to, co mówi Bóg, przejęciem się słowami, które wychodzi z ust Bożych); oddała Mu się z uległością ubogiego (ewangelizacja – to odnowienie w sobie oddania się Bogu. Co to oznacza? Stanie się Jemu uległym w większym niż dotychczas wymiarze, w większej niż dotychczas spraw i przeżywanych problemów. Owa uległość może przyjść, jako konsekwencja przyjęcia swojego statusu – bycia ubogim przed Bogiem, dla Boga).

Człowiek ubogi w duchu emanuje prostotą i skromnością. Radość idzie zawsze w parze z ubóstwem: prawdziwi ubodzy są radośni. Ubóstwo rodzi prawdziwe szczęście. Ubogi w duchu jest prosty i wielkoduszny. Jest otwarty na łączenie się z Bogiem na modlitwie i na płodny dialog z siostrami. Potrafi się modlić i rozmawiać. Aby rozmawiać we wspólnocie zakonnej, należy dążyć do przywrócenia słowu jego pierwotnej siły oddziaływania. Ważne zatem jest, aby słowa, jakie wypowiadamy, miały znaczenie dla nas i dla pozostałych sióstr. Słowa odzyskują znaczenie tylko w milczeniu i głębokim namyśle. Warto podkreślić, że milczenie bardziej intensywnym czyni porozumienie między siostrami, niż je osłabia. Stąd, wydaje się, że bark porozumienia we wspólnotach zakonnych bierze się między innymi z: braku milczenia, braku namysłu nad słowem, jakie wypowiadamy, oraz stąd, że to, co mówimy, nie ma większego znaczenia zarówno dla nas, jak i dla tych, do których słowo jest skierowane. Gdy nie nadużywamy słów, podnosimy tym samym wartość tego, co powiemy. Jest kimś, kto odczuwa potrzebę drugiego, przede wszystkim potrzebę Boga: dlatego modli się, wycisza, radzi się, jest posłuszny, poświęca się, służy, znika (dobrze mu jest w cieniu Boga), umiera dla siebie.

Człowiek ubogi nigdy nie jest zamknięty i egoistyczny. Nigdy nie jest smutny, bowiem doświadcza radości, jaka płynie z wdzięczności, kiedy otrzymuje, a Bóg hojnie obdarowuje, kiedy służy. Potrafi cieszyć się z życia. Radość z życia objawia nam Niepokalana swoim Magnifikat. Jest kimś doświadczającym głębi kontemplacji. Potrafi odkrywać w sprawach, po ludzku bardzo skomplikowanych, ślady Boga. Potrafi i chce wnikać w sprawy ludzi: ich pragnienia, smutki i nadzieje. Potrafi i chce być na służbie Boga i człowieka. Jest to osoba braterska. To ważne, by w jakimś momencie życia odkryć i nazwać tych, z którymi żyję i których spotykam w moim posługiwaniu – siostrami. Poświęca się ludziom, aby zostali zbawieni i doszli do poznania Prawdy. Jest to człowiek łagodny i cichy. Nie dzieli wspólnoty, nie odrzuca żadnej z sióstr, nie potępia i nie burzy niczego, co dobre we wspólnocie, czy poszczególnych siostrach. Wydaje się, że jest to osoba, która potrafi kochać zarówno tych, których rozumie, jak i tych, którzy nie pomagają w tym, by ich szanować i dobrze o nich myśleć. Taką była Maryja – Uboga. Doświadczyła radości kontemplowania, życia w cieniu Syna i przekazuje to nam. Ubóstwo samo wzbogaca. Życie nie zabiegane, przynosi swoją nagrodę. Co oznacza bycie teraz ubogim? Niczego nie posiadam, niczego nie żądam, do niczego się nie przywiązuję.

Życie Maryi jest tajemnicą: ogołocenia i wyniszczenia, ciemności i uniżania, pokory i służby.

Maryja przyjęła na siebie z ogromnym spokojem, cierpienie i ucisk swojego narodu. Radowała się w Bogu i absolutnie Mu zaufała. Magnifikat jest pieśnią nadziei. Bo tylko ubodzy potrafią naprawdę mieć nadzieję. Odnajdujemy w Maryi taki rodzaj ubóstwa, które można określić jako całkowitą zależność od Boga. Maryja jest świadoma swojego uniżania się w służbie. Nie rozumiejąc, pyta. Nie rozumie także odpowiedzi, ale swoją odpowiedź daje przez kontemplację i wierność. Człowiek prawdziwie ubogi poszukuje Boga, kontempluje Go i kocha, raduje się w Nim i poddaje Mu się całkowicie. Inną cechą ubogiej Maryi jest – dostrzeganie bliźniego w potrzebie (Nawiedzenie, Kana Galilejska, Kalwaria). Maryja czuje, że jej kuzynka Elżbieta potrzebuje Jej podwójnie: z powodu swojego macierzyństwa w późnym wieku i ze względu na Jezusa, którego Maryja nosi w swoim Łonie. Ubóstwo Maryi spotyka się z ubóstwem Elżbiety. Radość Elżbiety i Jana jest owocem ubóstwa Maryi. A ubóstwo Maryi ukazuje Jej pełnię wierności i służby: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła”.

Ubóstwo Maryi, w Kanie Galilejskiej, realizuje się w kontemplacji i służbie. Ponieważ nie żyje dla siebie, posiada ogromną zdolność dostrzegania potrzeb i problemów innych. Maryja nie narzuca się. Ona jedynie przedstawia problem i wyraża ufność w niezawodną skuteczność działania Syna. Niepokalana jest solidarna z tymi, którzy nie mają, z tymi, którzy cierpią. Zarówno w momencie Nawiedzenia, jak i w Kanie Galilejskiej, obecność Maryi jest przyczyną szczęścia innych. W Maryi wzrasta serdeczne współczucie, jakie ma w sobie Jej Syn, dla tych, którzy nie ma ją co jeść, lub tych, którzy są jak owce bez pasterza. Ubóstwo Maryi uczyniło Ją uważną na sytuacje prawdziwej nędzy człowieka. Na Kalwarii Maryja osiąga pełnię swego ogołocenia, które okazuje się być niezwykle płodne. Osiąga ubóstwo przez to, że czuje się oderwana od tego, co najbardziej kocha. Jednak wiara nie daje jasności widzenia. Wiara nie uwalnia od cierpienia, które po ludzku rzecz biorąc, jest absurdem. Maryja była przygotowywana do takiego ubóstwa, do wejścia w tak wielkie ogołocenie: „A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”; „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca?”.

Podczas publicznej działalności Jezusa, Maryja była bardzo Mu bliska, ale jednocześnie była i bardzo odsunięta. Na Kalwarii Maryja przeżyła inny rodzaj ubóstwa: krańcową bezsilność. Doświadczyła tego, że nie może już nic zrobić dla uratowania niewinnego, ponieważ nie chce się sprzeciwić planom Ojca. Dostrzegała nędzę grzechu, który był przyczyną śmierci Jej Syna i źródłem nędzy każdej niesprawiedliwości, wszelkiego ucisku: pierwszą przyczyną wszelkiego zniewolenia. Krańcowe ubóstwo Maryi, umożliwiało Jej wewnętrzną współpracę z Synem, który przez śmierć: uwolnił człowieka z wszelkiego niewolnictwa, pojednał z Ojcem, uczynił nas nowym stworzeniem. Maryja rozumiała, że, „aby narodzić się na nowo”, trzeba umrzeć w całkowitym ogołoceniu i ubóstwie.

Maryja stojąca pod Krzyżem doświadczała innego rodzaju ubóstwa. Było to ubóstwo tych, którzy czynnie uczestniczyli w ukrzyżowaniu, „nie wiedząc, co czynią”. Z jednej strony Maryja jest z tymi, którzy oczekują zbawienia, oczekują nadziei, z drugiej zaś strony odczuwała agresję i nienawiść tych wszystkich, którzy nie wiedząc, co czynią, krzyżowali „Pana Chwały”. Maryja przemieniała te uczucia w łaskę odkupienia dla wszystkich. Jezus biorąc na siebie nasze grzeszne ciało, przyjął, według św. Pawła, całą sytuację człowieka od początku: w niedostatku i ubóstwie. Maryja przeżyła krok po kroku właśnie tę historię ubóstwa na sobie. Oczekiwała wyzwolenia narodu. Przeżywała to wyzwalanie, będąc przy boku Syna, któremu zawsze towarzyszyła w milczeniu. Zrozumiała, że Jego: słowa, czyny, cuda, śmierć były po to, aby towarzyszyć ubogim, aby im ulżyć. Maryja rozumiała, że Jezus wybrał drogi ubóstwa, aby zbliżyć się do ludzi. Dlatego Jego życie było bez domu i dachu nad głową.



Liczba wyświetleń strony: 9767220 * Liczba gości online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-07-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC