MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Mieć ideały



Jak zachować w życiu zakonnym swoje dobre ideały? Spróbujmy w wielkim skrócie powiedzieć o ideałach: jakie one są, do czego prowadzą, co wnoszą w życie człowieka? Ideałem może większa zdolność do troski, znoszenia bólu, wyrozumiałości, współczucia, a także humoru, radości, umiejętności doceniania dobra i piękna w życiu. Ważne jest uczestniczenie w zmaganiach, problemach i dążeniach swojej wspólnoty zakonnej, w sposób twórczy, przez pozytywny udział. Bycie oddanym dziełu odnowy własnej i wspólnoty zakonnej, bycie człowiekiem, który poświęca się nie dla rozgłosu. Ideałem jest niesienie nadziei, nie gwałcenie realiów, w jakich żyję, nie przystosowywanie innych, do moich subiektywnych ideałów, lecz tych, które są obiektywne w Kościele i życiu zakonnym. Ponieważ nasze osobiste ideały, mogą być niedoskonałe i zwodnicze. Pewne normy obiektywne, odnoszące się do ideałów, wyjaśniamy w sposób ograniczony, bardzo subiektywny. Ideały jesteśmy w stanie zniekształcać tak, by odpowiadały naszym potrzebom i oczekiwaniom.

Nasze ideały, to wizja rozwoju. To, co w sobie nosimy, może być w ogóle nierealne, lub przynajmniej na obecnym etapie życia zakonnego, w takim gronie osób jakie sobą, mogą być nie możliwe do podjęcia. To wywołuje u niektórych osób bezradność i frustrację. Możemy utracić nasze powołanie zakonne, nie z powodu braku ideałów, lecz dlatego, że nasze ideały nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Ideały, oparte głównie na uniwersalnych normach, nie mogą być przez każdego realizowane w taki sam sposób. Każdy staje się doskonałym nie przez realizację w swoim życiu jedynego, jednolitego wzoru uniwersalnej doskonałości, lecz przez odpowiedź na wezwanie, zwrócone do niego w ramach okoliczności i ograniczeń jego własnego, szczególnego powołania. Realizując ideały, należy przestać poświęcać zbyt wiele uwagi sobie samym: nie tyle szukać Boga, ile raczej pozwolić, by On sam nas znalazł, pozwolić Mu kochać siebie, pozwolić, by On wziął mnie w swoje posiadanie. Ideałem nie jest przezwyciężanie siłą naszych słabości, lecz zgoda na to, by Jezus dał nam moc i czystość swego Ducha, w zamian za naszą słabość i nędzę. Poświęcić swoje życie innym w sytuacji, która nas nie zadawala, a powoduje jedynie poczucie frustracji, w której sama ofiara w znacznej mierze może być zmarnowana. Tu jest konieczna wiara w Boga.

Dlaczego niektórzy nie czują potrzeby życia w rytmie ideałów? Przyczyną tą jest najczęściej: wewnętrzna ślepota, pomieszanie pojęć, słabość, nieporozumienia, brak siły wewnętrznej, brak odwagi i motywacji. Niektórzy opierają swoje życie na budujących frazesach, a uciekają przed samą myślą o dialogu z innymi we wspólnocie zakonnej. Wiele spraw dla innych, to sprawy oczywiste, które nie należy poddawać jakiekolwiek ocenie krytycznej. To, co jest nieludzkie, jest też nie święte. Niejednokrotnie stawia się znak równości między nadprzyrodzonością, a zdecydowanym zaprzeczeniem człowieczeństwa. Uważa się, że świętość (realizacja ideałów w życiu zakonnym), oznacza całkowite odrzucenie i wyrzeczenie się wszystkiego, co jest zgodne z naturą. Cierpimy dużo bardziej z powodu wypaczenia i niedorozwoju naszych najgłębszych ludzkich skłonności, niż z powodu nadmiaru instynktów, czy pożądliwości. Oto dlaczego surowa asceza, ustanowiona dla kontroli gwałtownych namiętności, może wyrządzić więcej szkody niż dobra, kiedy stosuje ją osoba, której uczucia nigdy w pełni nie dojrzały, a sfera instynktów cierpi z powodu słabości i nieładu. Świętość zakłada normalną, ludzką inteligencję, odpowiednio rozwijaną i formowaną przez chrześcijańskie nauczanie, normalną wolę, wolność wyćwiczoną w angażowaniu się w dobro, w składaniu ofiary z siebie. Świętość zakłada zdrowe i uporządkowane uczucia. Łaska nie każe nam zdusić instynkty, ale leczyć je i wynosić na poziom duchowy. W życiu zakonnym zawsze musi się znaleźć miejsce dla zdrowej, instynktownej spontaniczności. Poszukiwanie cnót heroicznych, kreowanie się na osoby heroiczne, obrzydza świętość, bo jest to niezdrowe i dążące przede wszystkim do tego, by uzyskać chwałę w oczach innych. Taka postawa, jest w istocie osłabianiem wiary własnej, ale też i innych osób. Gdy poświęcamy zbyt wiele uwagi sobie samym, skazujemy się na frustrację, zapominając w ten sposób o mocy Ducha Świętego.

Ideałów nie można człowieka pozbawić, gdyż są one czymś wewnętrznym, duchowym, stylem myślenia, odczuwania, patrzenia, pragnień, wiary, zaufania, kochania. Można jedynie zniechęcić go, do pójścia drogą, którą odkrył, jako ważną dla siebie, którą chce iść. Człowiek sam oddaje ideały, popadając we frustrację, zniechęcenie czy rozpacz. Pragnąc żyć ideałami, nie należy walczyć z ludźmi we wspólnocie zakonnej, z ich słabościami, takimi jak: zawiść, zazdrość, głupota, krótkowzroczność, infantylizm, niewiara, cynizm, brak zaangażowania w jakiekolwiek dobro na rzecz innych, lenistwo. Trudniejszym bastionem do przebycia jesteśmy my sami, a szczególnie nasze: obrażanie się, pretensjonalność, zniechęcenia, miękkość emocjonalna, chęć oparcia się na kimś, oczekiwanie na zrozumienie ze strony wspólnoty. Rozwijać się, a nie chcieć być doskonałym w tym, co się robi. Postawić na dążenie, a nie na bycie określoną osobą, która już żyje ideałami. Przestać traktować tych, którzy \"podcinają skrzydła\", jako wrogów, przeciwników realizowania przeze mnie ideałów, lecz jako sprzymierzeńców. Określić hierarchię ideałów w swoim życiu. Dlaczego te, a nie inne ideały wybieram, jako istotne dla mnie, które chcę praktykować? Zobaczyć, czy określone ideały nie są przeze mnie źle rozumiane, w sposób bardzo subiektywny, a może rygorystyczny, więc i nie realny przeze mnie do spełnienia. Bóg chce, bym określone ideały realizowała w konkretnej rzeczywistości. Stąd ważne jest, abym poznała rzeczywistość, w której żyję: z jej dobrymi stronami i niedorastaniem. Zgodzić się na obecność w moim życiu osób, które \"podcinają skrzydła\". Rozeznać, czy to, co te osoby robią, w odniesieniu do mnie, w całości jest błędne, złe dla mnie, czy też jest to jedynie mój subiektywny, nie do końca słuszny punkt widzenia.

Przyjmować to, co jest dla mnie cierpieniem we wspólnocie, a jednocześnie, dzięki wspólnocie z Bogiem, zachować wobec tych cierpień wewnętrzną wolność. Mieć świadomość cierpienia z Chrystusem i przeświadczenie, że \"podcinanie skrzydeł\" nie tyle mnie osłabia, lecz wzmacnia. \"Kto wam będzie szkodził, jeżeli gorliwi będziecie w czynieniu dobra?\". Czyż ci, którzy cierpią dla sprawiedliwości, nie są błogosławionymi? Czyż nie na tym, w realizacji ideałów nam zależy? Przede wszystkim nie pozwolić się zaniepokoić postawami niechęci, braku zaangażowania w dobre sprawy, przez inne osoby. Wyjaśniać ze spokojem i szacunkiem to, na czym wam zależy, co dla was jest wartością, to znaczy: \"uzasadnić tę nadzieje, która w was jest\". Z łagodnością i bojaźnią Bożą zachować czyste sumienie. Okazywać szacunek tym, którzy, według waszej oceny, idą szeroką drogą i przechodzą każdego dnia, przez szeroką bramę. Postawa, z jaką praktykujemy ideały, które, jak wierzymy Bóg chce, byśmy je wypełniali, ma prowadzić do zawstydzenia tych, którzy na nas patrzą, a nie do ich poniżenia. To Chrystus w tym wszystkim ma odnosić zwycięstwo, w sposób sobie właściwy, nie zaś my mamy widzieć porażkę i upokorzenie tych, którzy są przeciwko nam. Osoby we wspólnocie mogą nam swoją złośliwością zaszkodzić, ale nie mogą nas zranić. Niechęć, ośmieszanie, złośliwość nie mogą wzbudzać w nas strachu, jeśli gorliwi jesteśmy w czynieniu dobra. Jeżeli w Bogu mamy oparcie, nic z zewnątrz nie może nam zaszkodzić.

Jeśli czcimy Chrystusa w sercu, wówczas nie odczuwamy lęku przed tym, co innych prowadzi do przerażenia, czy wycofania się z praktykowania ideałów. Nie można też zranić człowieka, który ma czyste sumienie. Taki człowiek żyje bowiem, w wewnętrznej harmonii z Bogiem i ludzka złośliwość nie ma tam dostępu. Św. Teresa z Avili mówiła: \"Nic nie powinno cię przestraszać, nic nie ma prawa cię przerażać, wszystko mija. Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Kto ma Boga, temu nie brakuje niczego: sam Bóg wystarczy\". Doświadczanie Boga, prowadzi nas do wewnętrznej wolności. Jeśli nasze spotkanie z kochającym Bogiem jest bliskie, że niczego nam więcej nie trzeba, wówczas żaden człowiek nie może nam sprawić bólu. Nie mamy lęku przed bolesnymi razami, zadawanymi nam przez otoczenie. Mamy oparcie gdzie indziej.



Liczba wyświetleń strony: 9437432 * Liczba gości online: 13 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-22
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC