MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Ecclesia in Europa (4)



Przywrócić nadzieję człowiekowi, oznacza przyjąć go do siebie, nie stawiając barier czy warunków wstępnych związanych z jego przyjściem do Kościoła, do wspólnoty wierzących. Powrót nadziei jest możliwy wtedy, gdy pomoże się człowiekowi odkryć te możliwości, jakie posiada, a równocześnie pokazać możliwy kierunek ich rozwoju. Służyć zatem, to pokazywać możliwości drzemiące w człowieku, czy w całej wspólnocie, a przede wszystkim połączyć swoje możliwości z tymi, którzy utracili nadzieję. Jan Paweł II wskazuje na problem bezrobocia. Ważnym sygnałem dla osób konsekrowanych, jest podejście do pracy, w życiu zakonnym. Jest jej coraz więcej. Bywa i tak, że osoby zakonne są przeciążone pracą, lub cierpią na brak właściwego jej zorganizowania. Czy nie pojawia się miejscami taki problem w naszych szeregach, o którym mówi Ojciec Święty, „aby na centralnym miejscu był człowiek? Dochodzimy do problemu etycznego, który można ująć w słowach: życzliwość i szacunek wobec człowieka. Zarówno wobec swoich, jak i w odniesieniu do osób świeckich, którzy współpracują z nami, dzieląc trud i radość pracy.

Niekiedy nie jesteśmy w stanie, będąc odpowiedzialnymi za wspólnoty w Kościele, odpowiedzieć na potrzeby, z jakimi inni do nas się zwracają. Natomiast nie ma ograniczeń na dobre słowo, które każdemu można powiedzieć. Istnieje mądra maksyma, którą w tym miejscu można przytoczyć: „Złe słowo czyni także dobrych złymi, dobre słowo czyni również złych dobrymi”. Istotne jest to, jakie słowa towarzyszą nam podczas spotkań, nie tylko w wymiarze pracy. Nie należy odpowiadać będąc rozgniewanym lub rozczarowanym. Kiedy mówimy w sposób nieprzemyślanymi do tych, z którymi pracujemy lub zamieszkujemy, szerzymy niesprzyjającą atmosferę. Niektórzy boją się, że będziemy o nich również mówili negatywnie, jak mówimy o innych. Bywa, że w pracy odpowiada się językiem cynicznym lub ironicznym, zniechęcając do dobrego zaangażowania. Są osoby: przełożeni, pracodawcy, którzy nie potrafią nikogo i niczego nie pochwalić, widząc jedynie błędne postawy, czy brak odpowiednik efektów pracy.

Kierując innymi, zarówno we wspólnocie, jak i pracy, należy opanować sztukę chwalenia. Jest ona umiejętnością dobrego mówienia do człowieka, mówienia o nim i do niego to, co dobre. Zwracając się do tego, co dobre w człowieku, wyzwalamy w nim dobro. Jest to sposób motywowania bardziej skuteczny, niż przez krytykę i kontrolę. Gdy chcemy wszystko kontrolować, wiele spraw ważnych zaczyna się nam wymykać, tracimy nad nimi rzeczywistą kontrolę. Istnieje w człowieku sprzeciw wobec bycia kontrolowanym i w tej sytuacji, kieruje swoje siły na obejście kontroli. Można nie dopuścić przez kontrolę do określonych nadużyć, zobligować do przestrzegania przepisów Konstytucji, lecz ona nie budzi w człowieku życia.

Gdy powierzamy określone zadania osobom, niezbędne jest zaufanie im, że powierzone dzieło, zrealizują właściwie. Częste wchodzenie w kompetencje innych we wspólnocie, poprawianie, komentowanie, okazywanie niezadowolenia ze sposobu wykonania pracy, powoduje znaczne zamieszanie. Uprzejmość i wrażliwość pozostają nadal pozostają nadal niezbędnymi czynnikami umożliwiającymi koordynację pacy, czy życia we wspólnocie zakonnej. Lekceważenie pracowników, podobnie jak członków wspólnoty zakonnej, nieuchronni prowadzi do lekceważenia pracodawcy czy przełożonego. Coraz częściej ludzie boją się swoich szefów lub przełożonych, zamiast ich szanować. Gdy się kogoś boimy, możemy go opuścić, gdy będzie w rzeczywistej potrzebie.

Niektórzy pracodawcy doprowadzają swoich pracowników do gniewu lub złości. Przez tak poruszone namiętności, usiłują sprawować nad nimi władzę. Jeśli ktoś gniewa się na mnie, tego nastrój, samopoczucie zależne jest ode mnie i zasadniczo myśli o mnie. To stwarza złą zależność. Ktoś pracuje, żyje we wspólnocie, ale mam w tym człowieku wroga, człowieka nieprzyjaznego moim poczynaniom. Maleje w takiej osobie motywacja do solidności, uczciwości i w ogóle zaangażowania w życie wspólnoty, której przełożonego nie znoszę. Strach nie łączy, tylko dzieli. W atmosferze strachu nie rodzą się żadne nowe idee, ani też nie można twórczo i skutecznie pracować. Strach paraliżuje. W strachu, każda osoba krąży wokół siebie, obawiając się, czy to nie ona straci pracę, lub czy nie zostanie ukarana. Pojawia się niekiedy próba postawienia siebie w jak najbardziej korzystnym świetle, nie zawsze w zgodzie z osobistym zaangażowaniem w to, co zostało zlecone. Bojąc się, osoby w pracy, czy żyjące we wspólnocie będą starały się błędy im zarzucane, przypisać innej osobie. Tak rodzi się atmosfera podejrzliwości i wzajemnej nieufności. Osoba najsłabsza we wspólnocie staje się kozłem ofiarnym.

Życie we wspólnocie o tyle będzie miejscem dobrej pracy, o ile pozwala się na kreatywność, realizację nie tylko pomysłów odgórnych, lecz także tych oddolnych, o ile znajdą swoje uzasadnienie w całości funkcjonowania wspólnoty. Ważne jest to, żeby niepowodzeń nie karać, lecz uczyć sposobu ich rozwiązywania, gdy się pojawią. Tam gdzie dominuje przede wszystkim ostrożność i dokładna kalkulacja, tam nie będzie rozwoju zarówno w wymiarze ducha, jak i materii. Aby obronić swoją pozycję w pracy, czy we wspólnocie, człowiek jest w stanie stracić 80% energii, aby utrzymać się na powierzchni. Trudno w takiej sytuacji dobrze pracować, żyć, modlić się, utrzymywać życzliwe, przyjazne relacje z innymi.

Podobnie jak przełożony w zakładzie, tak i przełożony we wspólnocie zakonnej bywają podobnie traktowani. Kiedy osoby tworzące wspólnotę odkryją, że przełożony jest zależny od ich życzliwości i pochwał, zaczną nim gardzić. Niekiedy pojawia się usiłowanie zdobycia szacunku ustępstwami czy przekupstwem. Gdy sami darzymy miłością, zostaniemy nią obdarzeni. Przełożony nie powinien za dużo pracować, być zbyt surowy, zbyt dokładny i zbyt szybki. Jeśli sprzyjamy we wspólnocie lansowaniu postaw skrajnych, będziemy przyczyną podziałów. „Za dużo” po jednej stronie, może równocześnie oznaczać „za mało” po drugiej. Należy odkryć w sobie skrajności, czy skłonność do ich propagowania, aby tym nie dokonywać podziałów, będąc odpowiedzialnym za zespół pracowników świeckich, czy wspólnotę zakonną.

W pracy codziennej ważną rolę odgrywa wolność od zazdrości. Kto jest zazdrosny, nie będzie w stanie docenić wysiłku, pracy, inicjatywy drugiego. Stąd, bywają dobre inicjatywy, które nie znajdują poparcia u zazdrosnego przełożonego. To paraliżuje i odbiera zapał do pracy i życia we wspólnocie. Zmaganie się z osobą zazdrosną kosztuje więcej energii, niż najcięższa, fizyczna, czy umysłowa praca. Przeszkodą do życia we wspólnocie, jak również w pracy zespołowej są złudzenia, jakim człowiek ulega. Jest to niezdrowe wyobrażenie, które sobie o kimś stwarzam. Niebezpieczne jest widzenie intryg skierowanych w moją osobę. Wyobrażamy sobie niekiedy, co inni mogą o nas myśleć. Możemy spotkać również we wspólnocie osoby, których myśli koncentrują się jedynie wokół tego, co inni we wspólnocie mogą o nich myśleć, czy mówić. Równocześnie tworzą scenariusz ewentualnej obrony przed napastnikiem. Jeśli człowiek myśli o tym, co inni myślą o nim, nie jest zdolny jasno myśleć o swojej pracy. Jest na nią zablokowany. Spokój wewnętrzny jest warunkiem skutecznej pracy.

Na płaszczyźnie pracy czy życia wspólnotowego obserwujemy współzawodnictwo. Niektóre osoby są przepracowane, obciążone nadmiarem pracy. Wartość osobowości powinna zastąpić wartość społeczną czy finansową. Współzawodnictwo staje się motywacją skrajnie niezdrową. Zmusza ono, byśmy bliźniego traktowali jak swego przeciwnika. Ono sprowadza samotność i indywidualizm, które bardzo często niosą w sobie niepokój. Współzawodnictwo może prowadzić do podejrzeń, nieufności, sekretów i egoizmów. Możemy zaobserwować, wraz z nim, pojawiającą się w ludziach irytację i gniew. Patrząc od strony współzawodnictwa na człowieka, jest on jedynie kimś „do pokonania”. Ów pęd, jakim jest współzawodnictwo tworzy między ludźmi poczucie niższości, bezsiły, porażki, winy. Oczekuje się na osoby, które będą się wyróżniały od innych. Taka sytuacja prowadzi do perfekcjonizmu: nie zawieźć, nie zatrzymywać się, być podziwianym, a przy okazji niepokój powodowany opiniami, które do nas docierają i pomimo naszego wielkiego wysiłku, bardzo niesprawiedliwe. Co czynić w takiej sytuacji? Przykład: „Bogaty przedsiębiorca poczuł grozę, widząc rybaka, leniwie rozciągniętego obok łodzi i palącego fajkę. Dlaczego nie jesteś na morzu i nie łowisz?” Zapytał go przemysłowiec. „Ponieważ mam już dość ryb na dzisiaj” – powiedział rybak. „Czemu nie złowisz ich więcej niż sam potrzebujesz?” Zapytał znów przemysłowiec. „Co miałbym z nimi zrobić?” – Zdziwił się rybak. „Mógłbyś zarobić więcej pieniędzy” – brzmiała odpowiedź. „W ten sposób mógłbyś wyposażyć twoją łódź w motor. Wtedy mógłbyś wypłynąć na głębsze wody i złowić więcej ryb. Wówczas miałbyś dość pieniędzy, aby kupić nylonowe sieci. One przyniosłyby ci jeszcze więcej ryb i jeszcze więcej pieniędzy, aby posiadać dwie łodzie...może całą flotę. Stałbyś się człowiekiem tak bogatym jak ja”. „A co bym wtedy robił?” – Zapytał rybak. „Wtedy mógłbyś siedzieć i cieszyć się życiem” – odpowiedział przedsiębiorca. „A jak myślisz, co robię w tej chwili?” – Powiedział z zadowoleniem rybak”.

Zachować w sobie zdolność cieszenia się życiem.



Liczba wyświetleń strony: 9462556 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-25
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC