MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Novo millennio ineunte



1. Do słów Jezusa należy odnosić się z zaufaniem. Pojawia się ono wraz z odkryciem głębi:

• tego, co nas w Nim ożywia

• mobilizuje (co nas mobilizuje w życiu zakonnym?)

• odkrywa przed nami coś, na co nie zwracaliśmy uwagi

• utwierdza w czymś, do czego zaczęliśmy się zniechęcać (co najbardziej zniechęca w klasztorze?)

UFNOŚĆ

• Piotr i jego pierwsi towarzysze zaufali słowu Chrystusa i zarzucili sieci. Zaczęli łowić, choć po ludzku wiedzieli, że tam jest pustka. Na słowo Jezusa, należy łowić nawet w pustce.

• Wcześniej czy później od wszystkich powołanych Jezus zażąda chodzenia po wodzie, to znaczy zawierzenia wyłącznie Jego Słowu, bez żadnych innych gwarancji.

• Niebezpieczna jest tendencja do bycia samowystarczalnym, robienia wszystkiego własnymi rękoma, uczynienia się jedynie interpretatorem tego, czego Bóg pragnie dla naszego życia, ślepego zawierzenia temu, co czujemy w naszym wnętrzu, bez potrzeby czyjegokolwiek przewodnictwa. (co należy czynić, jak żyć, aby Siostry we wspólnotach, ufały przełożonym?)

• Niekiedy uważa się za coś poniżającego, potrzebę pomocy drugiego człowieka, albo też, by ten, który go prowadzi, był perfekcyjny. (czy formacja zakonna, nie zmierza do kształtowania osób perfekcyjnych?)

• w stresie zawsze występuje element strachu

• boimy się niepowodzenia, że nie podołamy

• nie zdążymy

• nie będziemy akceptowani

• strach przełamuje się ufnością, zawierzeniem. Bóg nigdy nie jest znużony przypominaniem, że nie musimy się lękać.

• Wszelki strach płynie z naszego oddzielenia się od Boga, albo z tego, że wydaje się nam, że jesteśmy od Niego oddzieleni. To złudzenie izolacji odbiera nam siły.

• Nasz brak ufności sprawia, że działamy w zbyt wielkim napięciu i to nas blokuje. Co robić? Zanim całkiem się nie poddamy, nie mamy możliwości osiągnięcia tego, o co zabiegamy. (czy nie jest tak, że działanie i życie we wspólnocie zakonnej, w zbyt wielkim napięciu, ma wpływ na niedowierzanie przełożonym?)

• I kolejna myśl: kierujemy się bezpośrednio ku temu, czego najbardziej chcielibyśmy uniknąć.

• Dopiero, gdy złożymy w ręce Boga i powiemy Mu: „Czyń, co chcesz” jest szansa, że przekroczymy próg – ale tylko pod warunkiem, że naprawdę pozwolimy, aby On czynił, co zechce.

• Każde wewnętrzne wzburzenie i każde niezadowolenie bierze się stąd, że czegoś chcemy sami”, pisał Mistrz Eckhart. (czy Siostry przełożone wiedzą, czego Siostry we wspólnocie, po cichu, chcą?)

• Należy być bardziej wyczulonym na wewnętrzny niepokój, lęk, niezadowolenie. Za każdym razem stany te mogą być przypomnieniem: licz bardziej na Niego! „Powierz Panu swą drogę, zaufaj Mu, a On sam będzie działał”.

• Na wewnętrzne poruszenie stać nas wtedy, kiedy skapitulujemy wobec siebie, naszego niepokoju, zatwardziałości czy innego zniewolenia.

• Zaufanie do siebie i zaufanie do Boga, to nie są przeciwieństwa. Zaufanie do siebie, nie jest niczym złym. Im bardziej zaufam Bogu, tym większym zaufaniem, będę darzył siebie. Wówczas zobaczę, że Bóg chce działać przeze mnie, uwolnić mnie od zablokowań i uaktywnić tkwiące we mnie rezerwy. Bóg nigdy nie chce stawiać nas w cieniu, lecz pociąga nas w stronę światła. Zaufać Bogu nie znaczy – nie mieć prawa liczyć na siebie. Dopiero teraz odkryję prawdziwą siłę. Będąc związany z Bogiem, będę niepokonany.( czy nie uczymy, że nie należy ufać sobie, a jedynie Bogu?)

• Zaufanie Bogu, uczyni mnie wielkim, nie małym. Gdyby Bóg był jakąś obcą siłą działającą we mnie, to moja rola ograniczałaby się tylko do bycia biernym widzem. Lecz Bóg nie działa tylko we mnie. On działa przeze mnie. On sprawi, że zacznę działać w sposób przerastający znacznie moje normalne możliwości.

• Warunkiem osiągnięcia szczytów moich możliwości pozostaje zawsze zaniechanie poszukiwania własnej korzyści.

• Pierwszym krokiem ku prawdziwemu i trwałemu zaufaniu sobie jest zrozumienie, że zaparcie się siebie sprawia, iż stajemy się tym, kim jesteśmy naprawdę. „Kto starci swe życie... znajdzie je”

• Kiedy brak nam zaufania do siebie, to dzieje się tak może dlatego, że nie wierzymy, iż Bóg chce działać, dawać i kochać poprzez nas.

• Wydaje się nam, że jesteśmy instrumentami nie nadającymi się do tego, aby się nimi posłużyć. Myśląc w ten sposób, faktycznie jesteśmy nieużytecznymi. Odwołujemy się wówczas do własnej powierzchownej, ograniczonej siły, czy może bardziej, do naszej bezsilności. Brak nam zaufania do siebie, wydaje nam się, że jesteśmy nieużyteczni, że nie ma miejsca dla nas, a przez to nie pozwalamy Bogu posługiwać się nami.

• Poczucie niższości samo w sobie nie jest groźne. Może ono zależeć od wielu czynników, które mogą być krzyżem, jaki dźwigamy. Równocześnie jednak, możemy wciąż pogłębiać naszą ufność, ufność, że to, czemu podołamy, ma swoje niezastąpione miejsce w Bożym królestwie. I tak dzień po dniu możemy odważnie wypełniać to, co zostało nam zlecone, stawiając czoło wszelkim sprzecznym uczuciom. Nie po to, aby rozkoszować się własną doskonałością, ale aby kochać wszystko i wszystkich.

Nie musimy więc obawiać się lęku! W takim stopniu, w jakim będziemy uświadamiać sobie nasz lęk, będziemy też świadomi naszych możliwości. Wystarczy:

• wyjść z izolacji i 

• odbudować kontakt z Bogiem

GŁĘBIA

2. Na czym polega głębia?

• Na wdzięczności wobec przeszłości. Wspominanie z wdzięcznością, tym samym, widzenie w przeszłości tajemnicze działanie Boga, w odniesieniu do mojego życia.

• Głębią jest również przeżywanie całym sercem teraźniejszości,

• z otwieraniem się na przyszłość.

• Mówiąc o głębi, mamy na uwadze również przeżywanie radości. Chodzi o taką radość, która umożliwia „miłosne wpatrywanie się” w oblicze Jezusa. Takie patrzenie jest możliwe, gdy odczuwamy Chrystusa, jako Oblubieńca i Pana.

ZOBACZYĆ JEZUSA

3. Istnieje w człowieku potrzeba zobaczenia Jezusa: „Chcemy ujrzeć Jezusa” (J 12, 21). Nie tylko o Nim usłyszeć, lecz samemu Go ujrzeć. Zobaczyć można Pana przez świadectwo tych, którzy w Niego wierzą. A wierzą na tyle, na ile w to Oblicze z miłością się wpatrują.

W I Ę Ź

4. Aby kontemplować Oblicze Chrystusa, trzeba troszczyć się o więź z Pismem św. Ta więź jest równoznaczna z otwarciem na działanie Ducha Świętego i na świadectwo Apostołów. Chodzi o tych, którzy Go widzieli i słyszeli, a nawet dotykali. Człowiek, który wierzy, ma wizję wiary, związaną ze świadectwem Ewangelii.

• Jeśli czujemy się dobrze, oglądany przez nas pejzaż wydaje się nam piękny. Kiedy jesteśmy w złym humorze, nie potrafimy patrzeć w sposób obiektywny i żaden element danego krajobrazu nie jest w stanie zrobić na nas wrażenia.

• Wiara jest określonym modelem, który służy do postrzegania rzeczywistości. Model ten został nam zaproponowany przez Pismo św. Jeśli będziemy z niego korzystać, wówczas krajobraz, na który patrzymy, nigdy nie stanie się dla nas krajobrazem ukształtowanym przez obiektywne czy subiektywne światło, lecz zawsze będzie dziełem Stwórcy.

• Interpretacja z punktu widzenia wiary sprawia, że nie komentujemy zbyt pospiesznie zdarzeń, lecz stawiamy pytanie: Co Bóg chciał mi teraz poprzez to zdarzenie powiedzieć?

• We wspólnocie zakonnej zdarzają się często sprawy, które nie są w porządku. Nie ma wspólnoty idealnej, lecz jest wspólnota ludzi, którzy mają wady i słabości. Można tracić energię, narzekając na opłakany stan w jakim się znajduje wspólnota, stan, którego i tak nic już nie zmieni. Mogę jednak na tę sytuację spojrzeć z punktu widzenia wiary. Wówczas wierzyć będę, że Bóg towarzyszy naszej wspólnocie zawsze, że kocha ją wraz ze wszystkimi jej słabościami i że pragnie odnowić ją w swoim Duchu. Jeśli w taki sposób ocenię sytuację, nie poddam się rezygnacji i przestanę rozprzestrzeniać wokół siebie negatywny nastrój.

• Wiele osób, które wstępują do klasztoru, sądzi, że ci, którzy oddają się do wyłącznej dyspozycji Boga, powinni tworzyć wspólnotę idealną. I dlatego cierpią przez całe swoje życie z powodu niedoskonałości własnej wspólnoty. Nie zauważają przy tym, że problemem nie jest wspólnota jako taka, lecz ich własne próby błędnych rozwiązań, ich utopijne wyobrażenie na temat wspólnoty idealnej. Nawet w niedoskonałej wspólnocie można żyć dobrze. Potrzebne jest tylko niezbędne poczucie humoru, opanowanie i pokora.

D O Ś W I A D C Z E N I E

5. Jedynie „doświadczenie milczenia i modlitwy” daje podstawę do wejścia w poznawanie tajemnicy. „Wypłyń na głębię” oznacza – „głębię tajemnicy”. Od Tomasza, od jego niedowierzania, uczymy się poznania, dotykania Jezusa, przez nasze ciało. Jezus mówi bowiem do niego: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku” (J 20, 27). Ciało Tomasza i Ciało Jezusa. Jedno i drugie rzeczywiste. Przez ciało wchodzimy w jakimś stopniu w tajemnicę poznania ducha.

• Rozwiązania utopijne utrudniają życie nie tylko we wspólnocie, ale także nasze życie osobiste i nasze życie z Bogiem.

• Wiele osób sądzi, że powinno się nieustannie odczuwać obecność Boga, że muszą ciągle pozostawać z Nim we wspólnocie, że bez przerwy powinny przenikać ich pobożne i święte uczucia, że muszą być ciągle przepełnieni Duchem Świętym. Przez własne wyobrażenia na temat ideału, sami sobie stawiamy zbyt wygórowane wymagania.

• Dość często rezultatem tego rodzaju wymagań jest rozczarowanie, depresja, rezygnacja z wiary i praktyk religijnych.

• Nie potrafimy wybaczyć sobie tego, że nie jesteśmy tak idealni, jak to sobie wyobrażamy. Dlatego popadamy w skrajności.

• Ciągle słyszy się dwie skargi: nie potrafię się już modlić, nie potrafię wierzyć. Winne i w tej sytuacji są wyobrażenia utopijne. Ten, kto sądzi, że w czasie modlitwy musi doświadczać Boga, musi umieć wyrazić przed Nim swoje problemy i musi usłyszeć Jego odpowiedź, dojdzie dość szybko do wniosku, że nie potrafi się modlić, ponieważ jego oczekiwania nie są spełniane.

• Dlatego najpierw należy zakwestionować tego rodzaju założenia. Czy to naprawdę konieczne, by słowa spływały z mych warg w tak spontaniczny albo też w tak gwałtowny sposób, żebym natychmiast usłyszał boską odpowiedź?

• Moje bezradne trwanie przemienię w trwanie przed Bogiem, w prawo do odpoczynku przed obliczem Pana. Nie muszę niczego odczuwać.

• Niektóre osoby modą się coraz więcej, chcąc zapobiec sytuacjom, które wymykają się im spod kontroli. A tymczasem, im więcej się modlą, tym jest gorzej. Nie pomoże metoda „więcej tego samego”. Wcale nie muszę pozbywać się mego strachu, przy pomocy modlitwy. Bojąc się, mogę sobie równocześnie wyobrażać, że Bóg jest przy mnie. Wyobrażenie to, nie odpędzi wprawdzie lęku, ale zrelatywizuje to odczucie. Będę mógł z nim żyć. Wcale nie muszę sprawiać wszędzie wrażenia osoby pewnej siebie. Tak samo ma się rzecz z nadwrażliwością. Wcale nie muszę na siłę pozbywać się tego uczucia. Moja wrażliwość ukazuje mi to, czego nie potrafię lub nie chcę zaakceptować. Tym samym moja nadwrażliwość i niepewność wytyczają mi granice, w których powinienem żyć.

• Nie da się nikogo namówić, żeby uwierzył i nie da się nikogo namówić, żeby był spontaniczny. Mogę natomiast opowiedzieć, w jaki sposób ja do podobnych sytuacji podszedłem, próbując je rozwiązać.

P O K O R A

6. Bóg stał się Ciałem. Człowiek jest ciałem. Poznanie Chrystusa dokonuje się na podstawie głębokiej pokory człowieka, ponieważ Wcielenie, jest wejściem Syna Bożego w najgłębszy akt Jego pokory. Jezus upokorzył się, przyjmując ludzkie ciało. Bóg-Człowiek jest pokorny. Doświadczenie, przeżywanie tajemnicy upokorzeń Jezusa, otwiera człowiekowi oczy – temu, który idzie drogą przyjmowania upokorzeń.

ODRZUCENIE PRZYWIĄZANIA

7. Równocześnie zobaczenie Oblicza Jezusa jest możliwe, przy stanowczym odrzuceniu przywiązania do jakiegokolwiek grzechu. Jezus bowiem przyjął wszystkie wymiary człowieczeństwa, z wyjątkiem grzechu.

PRAGNIENIE SZUKANIA

8. Aby poznać oblicze Jezusa, winno być w człowieku głębokie pragnienie szukania Jego. „Szukam, o Panie, Twojego oblicza” (Ps 27, 8). Szukanie wypowiada człowiek w tęsknocie za Bogiem.

• W każdym człowieku tkwi głęboka tęsknota za Bogiem, za pewnością i bezpieczeństwem, za miłością, za prawdziwą ojczyzną i domem, za autentyzmem i wolnością. Jest w człowieku tęsknota za tym, który jedynie wystarcza. Potrzeba zatem dążyć do uwrażliwienia siebie i innych na tę głęboko w naszym wnętrzu zakorzenioną tęsknotę i ponownie ją obudzić. Tęsknota za Bogiem zaznacza się także w dążeniu człowieka do bogactwa, uznania, sukcesu, miłości drugiego. Człowiek tęskni za czymś więcej: za spokojem, pewnością, za wartością, sensem. Chcąc się wzbogacić, dąży więc ostatecznie podświadomie do czegoś, co zaspokoić może jedynie Bóg.

• Wszystko, co człowiek czyni z zapałem, żarliwie, czyni ostatecznie po to, by szukać tego, co najważniejsze, perły, która go urzeknie, miłości i bezpieczeństwa, życia, Boga. Rzecz w tym, aby najpierw ujawnić, odkryć w sobie tę tęsknotę, a następnie zwrócić się w jej stronę.

• Roztropność, oznacza według Jezusa: przemyśleć do końca namiętności, aż przyprowadzą nas do Boga, który jako jedyny, może je zaspokoić. Kto tylko „przycina” swoją żarliwość, by stanąć przed innymi bez wad, temu zabraknie dla pobożności ważnego źródła mocy. Żarliwość trzeba przeobrazić, kryjącą się za nią tęsknotę dopuścić i skierować na Boga.

• Kiedy poznamy oblicze Jezusa? Gdy jak On, zechcemy stać się „nowym człowiekiem”, „nowym Adamem”. Oblicze swoje, Jezus nie kryje przed tymi, którzy zbliżają się do Niego, jako dzieci. „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im...” Dziecięctwo Boże, niemowlęctwo – wprowadza w widzenie oblicza Bożego. „Izrael był mi dzieckiem, które brałem na ręce i tuliłem do policzka, jak tuli się niemowlę” (Oz).

S A M O T N O Ś Ć

9. Poznanie Oblicza Jezusa dokonuje się również przez wejście w przeżycie Jego samotności w Ogrójcu. Chrystus pokazuje jeszcze dalej swoje Oblicze, gdy przyjmuje na siebie „oblicze grzechu”. Bóg Ojciec, Jezusa uczynił dla nas grzechem. Łatwiej nam grzeszyć, niż czynić dobro Ojciec posyła Syna tam, gdzie człowiek najczęściej przychodzi, co jest jego utrapieniem (grzech).

O P U S Z C Z E N I E

10. Do poznania Oblicza Jezusa zbliża doznanie opuszczenia przez najbliższych, tych, którzy wydawało się, że są pewnymi, nie zawiodą, są lojalnymi. „Czemuś Mnie opuścił”- (Mk 15, 34). Tym samym wchodząc w ciemność Chrystusa i Jego udrękę, poznając swoją ciemność i udrękę, nie odrzucając Jego, a ufając Mu – kontemplujemy, wpatrujemy się. Nam potrzebne jest:

• Doświadczenie, że Bóg stoi z daleka, a ja potrzebuję Go blisko.

• Doświadczenie klęski, gdy wygrana jest konieczna, żeby się nie załamać.

• Doświadczenie braku wsparcia, gdy czekałem na to, że Bóg pomoże.

DRAMAT GRZESZENIA

11. Jezus opuszczony przez Ojca, opuszcza siebie, oddając się w ręce Ojca. Kochając Ojca, równocześnie widzi dramat grzechu. Nie można kontemplować oblicza Chrystusa, nie widząc dramatu grzeszenia zarówno własnego, jak i innych. Ta zgodność w widzeniu grzechu z Chrystusem, daje człowiekowi możliwość patrzenia na Ojca, które jest kochaniem.

12. Zobaczenie Oblicza Jezusa, łączy się z uznaniem pozornej sprzeczności, jaką stanowi w Nim równoczesna obecność radości i cierpienia. Można być szczęśliwym, będąc równocześnie udręczonym.



Liczba wyświetleń strony: 10642482 * Liczba gości online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC