MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Porozumienie



Wydaje się, że w życiu człowieka bardziej od obiektywnej prawdy liczy się szczerość. Zasadniczym wymaganiem, które winno być spełnione, aby zaistniało zaufanie i dyskrecja między osobami we wspólnocie zakonnej, a także dialog w posłuszeństwie – winna być chęć dzielenia się, szczerego mówienia. Jednym ze źródeł zaufania w życiu zakonnym jest dyskrecja osoby do której mówię. Wypowiedź może być nawet obiektywnie błędna. Ważne jest natomiast to, żeby wypowiedź zaistniała i była szczera. W dialogu wspólnotowym chodzi o wypowiedzi, które są szczerym dzieleniem się, z dużym poczuciem bezpieczeństwa. Są osoby, które nie umieją mówić o sobie, albo boją się mówić, lub, co jest najgorszym z możliwych wariantów tej sprawy – nie widzą sensu mówienia, ponieważ to i tak niczego nie zmieni. Stąd należy dążyć we wspólnocie do poznania, dlaczego bracia są nieszczerzy, lub nie chcą się wypowiadać.

Nasza szczerość we wspólnocie musi zostać zweryfikowana. Doświadczenie wykazuje, że jedynym środkiem na taką weryfikację jest wejście na drogę osobistego rozwoju, osobistego wzrostu. Trzeba dotrzeć do źródła zakłóceń w naszej szczerości, poznać kruche obszary własnego życia, a także jego silne strony, sprawdzić, na ile odpowiadamy na potrzeby otoczenia, na impulsy, które są we wspólnocie wzbudzane, a na ile ulegamy emocjom pochodzącym z naszego wnętrza. Nie osiągniemy tego wyłącznie na drodze wzrostu we wspólnocie: tożsamość osobista wpływa na jakość związków między braćmi, a nie odwrotnie. W jaki sposób winniśmy zdążać do porozumienia? Wyróżnimy cztery fazy:

wzajemne poznanie

Szczególnie interesujące jest to, co dzieje się między osobami we wspólnocie na płaszczyźnie pozawerbalnej. W tej fazie odnajdujemy sytuacje trudne, a są nimi: sprawa wzajemnego zaufania zdolnego przezwyciężyć strach przed sądem (oceną negatywną); trudności z akceptacją różnic między osobami; dążenie do spłycania problemów i ich ogólnikowego potraktowania. Wspólnota może w tej sytuacji chcieć pozostać w krainie „świętego spokoju”. Życie nasze polega m.in. na tym, że spotykamy się, aby się dzielić, mówić o sobie, o sprawach, którymi żyjemy, o sukcesach i niepowodzeniach. Nawet jeżeli tego pragnęliśmy, mamy trudności z przełamaniem oporu wewnętrznego: po co to wszystko, to i tak nic nie zmieni na lepsze. Pojawia się cisza i zakłopotanie. Kto ma zacząć? O czym mówić? Pojawia się podejrzliwość: czy dana osoba zrozumie, co mówię? Czy jest w stanie życzliwie przyjąć moje dzielenie się? Czy szczerość wypowiadania się we wspólnocie zakonnej opłaca się? Komu ma się to opłacać? Czy nie będę żałował tego, że zacząłem mówić? Odpowiedzią na szczerość bywa pouczenie: jaka postawa w zakonie jest właściwa.

Zasadniczo pozostawia się inicjatywę przełożonemu. Inne osoby przyjmują postawę biernego odbiorcy, zachowując ewentualne spostrzeżenia dla siebie samych, lub w grupie tych braci, których się nie obawiają. Rozmawiamy, jeżeli już, to o sprawach powierzchownych, nie angażujących nas uczuciowo, niejednokrotnie dostosowując swoją wypowiedź do sposobu myślenia przełożonego, albo braci którym nie chcielibyśmy się narazić. Tworzymy ugrupowania (poszukujemy kogoś, kto jest do nas podobny). Rodzi się jednak pytanie, czy nie będzie to wzajemne potwierdzanie się w tym, co jest moją podejrzliwością, niechęcią? Czy w takiej sytuacji można mówić o rozwoju duchowym i tworzeniu życia wspólnotowego? Nieświadomie poszukujemy kogoś, kto będzie do nas podobny, kogo zachowanie będzie potwierdzało nasze. Tworzą się pary: nieśmiałych, obserwatorów, cyników, niezadowolonych, obrażonych, zamkniętych, zdystansowanych.

Strach przed innymi we wspólnocie powoduje, że nie ma prawdziwego poznania się. Opieramy się na domysłach, przypuszczeniach, nerwowo wypowiedzianych zdaniach, na podstawie których, jesteśmy niekiedy skłonni tworzyć swój obraz osoby. Skąd takie obawy przed otwarciem się? Zasadnicza obawa przed reakcją kogoś ze wspólnoty. Następnie, niewiara w zmiany, w dobre intencje osoby, która zachęca do otwarcia się, obawa przed innością myślenia, rozumienia problemów, czy sytuacji, jaka zaistniała we wspólnocie. Człowiek boi się, że otwarcie może prowadzić do zranienia jego uczuć, do znalezienia się na liście podpadniętych, a także to, że dana wypowiedź może stać się bronią, która w określonym czasie zostanie zastosowana przeciwko niemu. Lęk o siebie powoduje, że nie pozwalam się innym poznać. Niekiedy to, co nazywamy wstydliwością, może iść w parze z lękiem przed przejrzystością. Człowiek boi się, że przestanie się go szanować, źle odbierać, a to przyczyni się do niepotrzebnych kłopotów.

Należy również powiedzieć o tym, że niekiedy jest we wspólnocie strach przed różnorodnością: brat inaczej myśli, czuje, rozumie, widzi konkretne zagadnienie. Stąd obawia się, czy w tej sytuacji nie będzie potraktowany jako nie zachowujący ślubu posłuszeństwa. Żeby można było się poznać, a zarazem szczerze wypowiadać swoje odczucia, myśli – należy zgodzić się na różnorodność myślenia, ocen. Nie mówimy o zgodzie na coś, co jest moralnie złe, albo utrudniające życie wspólne. Mówimy o możliwości innego spojrzenia na pewne problemy. Równocześnie trzeba brać pod uwagę to, że znajdzie się przełożony, któremu nie będzie odpowiadała różnorodność w określonym temacie i zareaguje bardzo nerwowo. Nie należy rezygnować ze spokojnego i cierpliwego wyjaśnienia swojego rozumowania. Salwowanie się zamknięciem w sobie, przepraszaniem, jakby człowiek popełnił grzech ciężki, jest znaczącym nieporozumieniem i przesadą. Niekiedy w życie pewnych wspólnot zakonnych wpisana obawa przed odmiennością. Ktoś, kto inaczej myśli, mówi – on niepokoi. Należy podkreślić, że brat w taki sposób żyjący we wspólnocie winien brać pod uwagę to, co służy realizacji zadań związanych ze stylem życia zakonnego. Zaistnieją i takie sytuacje, w których potrzeba przyznać, że się pomyliłem. To bardzo zbliża zakonników do siebie.

Strach prze osądem, strach przed odmiennością, subiektywne odczucie bezsilności: te początkowe trudności mogą same z siebie blokować rozwój grupy. Kontakt staje się czysto formalny, oficjalny. A przecież mamy prawo do tego, aby się różnić. Aby nie zatrzymywać się na grzecznościowym dystansie, który w rzeczywistości prowadzi do samotności. Nie nazywajmy szacunkiem, czy odpowiedzialnością czegoś, co w rzeczywistości jest uchylaniem się od osobistego zaangażowania. Można żyć w ten sposób w miarę spokojnie przez wiele lat, ale prędzej czy później nasza równowaga ulegnie załamaniu.

wezwanie do otwarcia, dążenie do otwarcia się

Podstawowym problemem będzie: podporządkować się czy wyobcować? Decyzja będzie zależna od tego, czy przeszliśmy już od postawy opartej na wzajemnym zaspokajaniu własnych potrzeb do kryterium, jakim jest wspólne dobro. Trzeba jasno określić sens przebywania razem, sens tworzenia takiej wspólnoty, jaką jesteśmy. Każdy winien sobie indywidualnie odpowiedzieć na pytanie: Co ja tutaj robię? Czego naprawdę chcę? Kiedy dostrzegamy różnice, winniśmy wybierać: albo podejmujemy wysiłek na rzecz polepszenia dotychczasowego porozumiewania się, albo zachowujemy dotychczasową zabawę we wspólnotę. To, co hamuje wysiłek na rzecz odnowy, to przede wszystkim fałszywe rozumienie dialogu: „jesteśmy gotowi do dialogu, ale pod warunkiem”. Podchodzimy niekiedy do życia wspólnego od strony osobistej użyteczności. Zakładamy, że dialog jest owocny tylko wtedy, gdy jest takim dla mnie. Może się wydawać, że marnujemy całą energię na wyjaśnianie pewnych spraw, które dla nas są jasne; ale mogą nie być takie dla innych. „Po co wracać do pewnych spraw, których w tym składzie, przy takiej postawie osób nie da się uzgodnić, wyjaśnić”.

Problemem może stać się przesadny szacunek dla własnej osoby. Zakładamy, że prawdziwe spotkanie wymaga pełnej spontaniczności: każdy powinien się zachowywać tak, jak czuje, być wysłuchanym takim, jakim jest. Jedynym kryterium jestem ja. Jeżeli ktoś nie akceptuje mojego sposobu wyrażania się, oznacza to, że w ogóle nie akceptuje mojej osoby. Mój charakter staje się czymś niepodważalnym, inni mogą go tylko szanować i przyjmować. Tymczasem dobro wspólne może wymagać przeciwnie – dostrojenia się do innych sposobów bycia, gotowości do opanowania i zmiany siebie. Minione lata sprawiły, że czujemy się w jakimś stopniu znawcami życia zakonnego. Może nowicjusz rzeczywiście wierzy w ideały, ale my wiemy, że jest inaczej, bo „zawsze tak było i zawsze tak będzie. Nic się w pewnych sprawach nie da zmienić”. Pomysł, że można by coś zrobić lepiej, wywołuje gorzkie uśmiechy ironii albo politowania. Rezygnacja przybiera dwie bardzo powszechne formy: „to nie zależy od nas”. Oznacza to tyle, że czujemy się zwolnieni z odpowiedzialności i oczekujemy, że rozwiązanie problemów przyjdzie „z góry”; druga forma ma miejsce wtedy, gdy dajemy do zrozumienia, że „wspólnota zakonna, to nie prawdziwe życie”.

Na pewnym etapie rozwoju wymagane jest ponowne przemyślenie podstaw istniejących relacji: otóż wspólnota przynagla nas do przejścia od kryteriów indywidualnego okazywania grzeczności, robienia komuś przysług – do tego, co jest wartością. Czy życie nasze opiera się na robieniu sobie nawzajem grzeczności, czy też opiera się na wartościach chrześcijańskich? Jeżeli wstąpiłem, poszukując czegoś dla siebie, tak teraz, żeby zostać, muszę szukać wartości samej w sobie. Prędzej czy później trzeba będzie kontynuować (czy też podjąć) daną relację z osobami we wspólnocie, nie ze względu na wartość tej relacji, albo też, że ta relacja odpowiada mi wewnętrznie, albo otwiera przede mną określone, korzystne dla mnie perspektywy, ale po prostu dlatego, że wymaga tego dobro wspólnoty.

Chodzi o przejście: od własnych interesów do troski o dobro wspólne; od zachłanności „tego, co moje”, do wolności w oddaniu siebie dla wspólnego dobra; od leniwej bierności do inicjatywy zdolnej pociągnąć innych. Na tym etapie możemy już tylko iść odważnie naprzód raz obraną drogą, inaczej wspólnota stanie się po prostu nudna i umrze z bierności, bezwładności, nieruchomości. Albo idziemy dając z siebie to, co w nas najlepsze, albo wegetujemy z dnia na dzień. Wydarzenia, które dotyczą wspólnoty, winny być sygnalizowane i omawiane.

od otwarcia do walki

Otwarcie się, może prowadzić do sporów, konfliktów, swoistego rodzaju walki, co jest poniekąd sprawą nie do uniknięcia. Kiedy utwierdzimy się w motywacji opartej na dobru wspólnym, otwieramy nowy rozdział w życiu wspólnoty:
  • zakładamy, że zrozumieliśmy już nasze obawy przed „wychyleniem się”
  • uznaliśmy odmienności
  • poznaliśmy znaczenie zaangażowania się dla Siostry
Może towarzyszyć temu klimat większego otwarcia się osób na siebie we wspólnocie zakonnej. Otwarcie oznacza pewien stopień zaufania, jakim zaczynamy darzyć osoby we wspólnocie. Zatem, jak mamy korzystać z otrzymanego zaufania?
  • Budować więzi oparte na wzajemności
  • Nie możemy ze sobą walczyć
  • Nie nadużywać zaufania, w celu dominacji nad drugą osobą we wspólnocie zakonnej
  • Nie wykorzystywać więzi uczuciowych (zależności uczuciowej, uległości uczuciowej określonych osób), aby do czegokolwiek przymuszać, lub wprowadzać w błąd
  • Nie manipulować osobą, która nam ufa
  • Nie posiadać we wspólnocie osoby, która byłaby darzona szczególnymi względami
  • Wspólne dobro wymaga od nas przyjęcia odpowiedzialności także za „nie swoje” sprawy, wkroczenia w relacje Sióstr ze stanowczością osoby, jaką wykazuje ta, która nie zgadza się na pozostawienie rzeczy po staremu, bez wyjaśnienia, ale też nie chce niczego wymuszać. A zatem jestem wymagająca, bez uciekania się do przymusu
  • Wywierać dobry wpływ na drugą osobę, bez dążenia do dominacji, bez traktowania jej jako straconej, albo złej, w sytuacji, gdy nie odpowiada na nasze oddziaływania tak, jakbyśmy chcieli.
Czwarta faza: od otwarcia do wzajemności i odpowiedzialności

Jesteśmy na początku dojrzałych relacji (są to: otwarcie, wzajemność, odpowiedzialność).
  • Dojrzałość poznamy po sposobie, w jaki podchodzimy do problemów
  • Umiemy rozpoznać drogę wspólnotową od tej osobistej, a także czujemy się odpowiedzialni za wspólne dobro
  • Związki we wspólnocie są przeżywane w klimacie wolności: jesteśmy wolni (jeżeli jesteśmy odpowiedzialni m.in., za słowa, które wypowiadamy, a także bierzemy całkowitą odpowiedzialność za skutki, jakie te słowa w innych Siostrach wywołają), by móc wypowiadać odpowiedzialne, przemyślane opinie, które nie będą uwarunkowane potrzebą osobistej aprobaty, ani potrzebą kontestacji
  • Unikamy tworzenia defensywnych „podgrupek”; każdy z nas wie, jak dążyć do jasno sprecyzowanego, wymaganego ideału, a swój pobyt we wspólnocie ocenia w świetle służby temuż ideałowi.
  • Tworzą się związki, w których Siostry są zdolne do podejmowania osobistych wyborów z pomocą innych, przy równoczesnym szacunku dla ich wolności oraz uznaniu ich osobistej odpowiedzialności.
  • Kochamy brata żyjącego w tej samej wspólnocie za to, kim jest, jak i za to, co może z siebie dać, bez żądania od niego żeby od razu była doskonały, ale cierpliwie i stanowczo podtrzymujemy słuszne wymagania.
  • Dojrzała wspólnota to taka, w której bracia korzystają we właściwy sposób ze wspólnotowego życia, nie uzależniając się od niego, a także od osób, które wspólnotę tworzą. Wspólnota osiąga swój cel bycia środowiskiem do odbicia dla osób, które są razem w drodze, nie zapominając, że droga ta pozostaje samotnym podążaniem, w sensie nieobecności w szczególny sposób, drugiego człowieka obok mnie.
Pary, czy też grupy we wspólnocie

1. Grupa „mocnych”
  • To są te osoby, które „mają sytuację pod kontrolą”, lub udają, że tak jest.
  • To oni tworzą opinię, wpływają na profil domu swoim demonstracyjnie agresywnym albo też subtelnie dominującym zachowaniem, które to zachowania mocno oddziałują na wspólnotę.
  • Prowadzą ciągłą walkę z przełożonymi; w niektórych sytuacjach lekceważą ich albo uważają, że nie stoją na wysokości zadania oraz buntują innych do tego samego.
  • Umieją znakomicie ukrywać swoją kontestację wobec ustanowionych autorytetów, maskując ją pasywnością i sprytnymi intrygami, dzięki którym zamierzone agresywne działania przypisują innym.
  • Takie zachowania łatwo łączą je w grupę, jeżeli tylko może ona powiększyć ich wpływy i dominację we wspólnocie.
  • Są to bracia zdolni do wrogości a także do pielęgnowania urazów.
  • W relacjach z równymi sobie można często stwierdzić dążenie do dominacji, manipulowania lub określania zachowań innych we wspólnocie, jakimi one powinny być.
  • „Mocny” brat nie jest zasadniczo zdolny do głębokich związków.
  • pozornie przyjacielskie relacje okazują się bardziej paternalizmem niż autentyczną przyjaźnią.
  • Bracia z tej grupy subiektywnie interpretują rozporządzenia przełożonych, znaczenie ich jest pomniejszane, stosownie do własnego punktu widzenia, który naturalnie uważa się za jedynie słuszny.
  • Są to osoby, które mogą działać jedynie z pozycji władzy, niezdolne do współpracy.
2. „Konformiści”, „szara masa”
  • Jeżeli są ci, którzy dominują i determinują innych, to są i tacy, którzy pozwalają, aby nad nimi dominować i dają sobą manipulować.
  • Konformista bezwarunkowo podporządkuje się każdemu, ktokolwiek kontroluje sytuację.
  • Przybierają te same postawy, co osoby mocniejsze i dominujące we wspólnocie, naśladują ich zachowanie. Za takimi postawami kryje się często słabość i bierność oraz strach przed konfrontacją z przełożonymi.
  • Zewnętrznie przełożonym okazują cześć i wyraźnie starają się im przypodobać.
  • Popierają tego, który najbardziej się liczy, równocześnie starają się nie popsuć stosunków z przełożonymi, ponieważ na coś liczą.
  • Starają się ominąć to, co nazywa się odpowiedzialnością, unikają zadań wymagających pewnego zaangażowania i odwagi do poświęceń.
  • Krytykują, gdy przebywają „zaufani”, natomiast milkną przy stole, na wspólnych spotkaniach, kiedy właśnie powinny mieć odwagę, żeby głośno mówić.
  • W pracy nie mają inicjatywy, pozbawieni odwagi do poszukiwania nowych rozwiązań, bez zapału, bez twórczego niepokoju, zawsze muszą być prowadzeni
  • Są bardzo podatni na zranienia, co czyni z nich osoby bardzo uległe wobec innych, niezdolne do stanowczego przeciwstawienia się czemukolwiek, uzależnionych na całe życie.
  • Jest to w dużym stopniu życie pasożytnicze i nie może przyczynić się do autentycznego życia we wspólnocie ani tym bardziej do odważnego głoszenia Chrystusa.
3. „Pacyfiści”: „co mnie to wszystko...”
  • To inny sposób reagowania na tych, którzy są mocni we wspólnocie zakonnej.
  • Nie identyfikują się z nimi, ale jednoczą się w mniej lub bardziej „świętym przymierzu”.
  • Wykazują się postawą obronną, głęboką podatnością na zranienia.
  • Nie mają tematów, które chciałyby poruszać, a także wykazują się apatią wobec ideałów.
  • Bronią się przed samotnością, która jest dla nich nieznośna, a także są przeciwne wszystkiemu, co może zakłócić pewną zewnętrzną i wewnętrzną równowagę.
  • Dlatego zawiązują się kliki. Jedna osoba w drugiej odnajduje dla siebie model życia zakonnego.
  • Taka postawa nadaje się do hołdowania apatii i sprzyja ogólnemu brakowi zaangażowania się.
  • Osoby pozbawione entuzjazmu i chęci, by uczynić coś dla wspólnoty.
  • Cenią sobie wygodę i przeciętność.
  • Cieszą się sympatią wielu osób.
4. „Parki”
  • Są to ci, którzy chcą mieć drugą osobę wyłącznie dla siebie.
  • Są wewnętrznie słabi wrażliwi na zranienia, przejawiają pewną apatię i co charakterystyczne: mało chęci.
  • Cechą wyróżniającą ich, jest potrzeba zawierania ścisłych i zamkniętych związków z drugą osobą, przyjaźni zwanej „całodniową”, która „grzecznie” opiera się wszelkim próbom ingerencji ze strony innych.
  • Uciekają od rzeczywistości życia wspólnotowego, które jest postrzegane jako wrogie dla nich i poszukują bratniej duszy.
  • Dwie osoby odkrywają, że są takie same: mają te same wymagające spełnienia potrzeby, te same oczekujące przysługi wymagania. Lecz związek taki może ulec zburzeniu w chwili, gdy jakaś potrzeba nie zostaje spełniona we właściwy sposób, we właściwym momencie, na właściwym poziomie. Tak powstają kryzysy zazdrości i zawiści.
  • Osoby te są niezdolne do samodzielnego życia, zawsze potrzebują podpory dla swojej chwiejności. Potrzebują kogoś, kto będzie bliski, zrozumie, pochwali.
  • Życie wspólnotowe takich osób, poszukujących wyłącznych relacji z drugimi, charakteryzuje wielka wybiórczość. Liczy się tylko „parka” – osoba przyjaciela, inni jakby nie istnieją.
  • Zaangażowanie się konkretnego brata w pracę zależy od poparcia emocjonalnego oraz jego wartości nagradzającej dla niego, a także od zachęcania, jakie otrzyma od innych.
5. „Dostosowani”
  • Punktem odniesienia dla tych braci jest autorytet, ustalona władza – osoba przełożonego.
  • Decydują się przyjąć stronę przełożonego, odczuwając potrzebę jego aprobaty; są gotowi na wszystko, aby ją uzyskać.
  • Mamy do czynienia z osobami poprawnymi, pełnymi szacunku dla dyscyplinarnych zarządzeń.
  • To wszystko służy bardzo silnej potrzebie bycia akceptowanym przez władze Zgromadzenia, która daje bezpieczeństwo i pewność.
  • Nie są kłopotliwi dla przełożonych. Z powodu swojej sztywności mogą być kłopotliwi dla tych, z którymi żyją.
  • „Dostosowani” są praktycznymi i teoretycznymi obrońcami wspólnoty z posłuszeństwa, w której wszystko przewidziane jest przez reguły, wszystko musi być „doskonałe”.
  • Takie osoby panicznie boją się najmniejszej nawet zmiany, nie ma w nich zrozumienia dla potrzeb jednostki, które to potrzeby zawsze poświęca się na rzecz wspólnoty.
  • Osoby te są chronione i wyróżniane.
6. „Niezależni”
  • Cechą wspólną tych braci jest podstawowa niezależność w stosunku do równych sobie, jak i do przełożonych.
  • Nie zależy im na dominacji otoczenia, nie dają się podporządkować tym, którzy we wspólnocie, czy w Zgromadzeniu więcej krzyczą.
  • Umieją przyjąć w miarę niezależną postawę wobec wszystkich sytuacji. Jak przeżywają zatem swoją niezależność?
A. Niezależni „z roli”
  • Niektórzy bracia, zniechęceni panującą niekiedy atmosferą arogancji, krytykanctwa, niezadowolenia, obmowy, ignorowania słusznych i potrzebnych zarządzeń przełożonych, zarozumialstwa i niedojrzałości, izolują się psychicznie, poszukując innego sposobu swojej własnej formacji i samorealizacji w Zgromadzeniu zakonnym.
  • Decydują się na działania, w których mogą odnosić wymierne sukcesy.
  • Osoby te wlewają całą lub prawie całą swoją energię na wymierny sukces, coś, o czym inni mogliby powiedzieć: „on to zrobił. Nikt inny nie mógłby tego dokonać”. A tymczasem osoby te powinny w jakiejś mierze przeznaczyć swoją energię, inteligencję, talenty, na budowanie relacji z braćmi we wspólnocie, oraz z przełożonymi.
  • Chcą być kimś w tym, co robią, chcą być specjalistami, chcą mieć w danej dziedzinie pracy zakonnej mocną pozycję, chcą przez to, co robią dobrze, czy bardzo dobrze – stać się niezależnymi, aby nie angażować się w intrygi, przepychanki, podjazdy, intrygi, itd.
  • Nie jest to dobra tendencja we wspólnotach życia konsekrowanego. Bracia ci żyją w izolacji, nie utrzymują kontaktów z innymi we wspólnocie (jeżeli co, to tyle ile jest to niezbędne dla funkcjonowania/, ukrywają swoje poczucie wyższości nad innymi.
  • Wobec przełożonego nie otwierają się, nie angażują, nie interesuje ich to, czym żyje wspólnota, w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
  • To natomiast co interesuje, to jedynie egoistyczna koncentracja na własnej samorealizacji.
  • Ich niezależność jest bardzo zewnętrzna, chodzi o niezależność wobec braci we wspólnocie. Tak naprawdę niezależność ta jest sztuczna, a wspólnota wychowuje „samotne wyspy”, albo „techników” zamiast apostołów Jezusa Chrystusa.
B. Prawdziwa autonomia
  • Są to bracia, które żyją w sposób autonomiczny, bez uników i dwuznacznych postaw.
  • Umieją oni stawiać czoło życiu we wspólnocie w jego różnych odmianach, z jego nieuchronnymi sprzecznościami, większymi czy mniejszymi ograniczeniami tworzących daną wspólnotę zakonną.
  • Nie izolując się, umieją jednak utrzymać pewną równowagę i pewien wewnętrzny dystans.
  • Nie wchodzą do grupek walczących o dominację, umieją otwarcie bronić swoich przekonań bez małpowania argumentów i treści innych.
  • Odważnie stawiają czoło trudnościom życia wspólnotowego.
  • Są zdolni do odpowiedzialnych, dojrzałych relacji z Siostrami we wspólnocie.
  • Nie zamykają się w sztywnych „parkach”, lecz są otwarte na to, co wyższe.
  • Z przełożonymi Siostry te rozmawiają otwarcie, widzą ich błędy i krytykują je, ale nie manipulują faktami i dostrzegają także ich pozytywne strony.
  • Ich sądy, oceny nie są uwarunkowane potrzebą ucieczki pod ochronę wspólnoty, ale też nie mają potrzeby atakowania i krytykowania Przełożonych i tego co dzieje się w Zgromadzeniu, za wszelką cenę.
  • Nie podpierają się swoją rolą, ale zdecydowanie i wielkodusznie angażują w różne posługi.
  • Nie łączą się w kliki w celach obronnych, dla wyróżnienia siebie, swoich dokonań, dla zapewnienia sobie spokoju, albo żeby atakować wspólnotę, lecz postępują naprzód, z jasno sprecyzowanym, wymagającym ideałem i tylko w jego świetle oceniają swoje życie we wspólnocie.
  • Siostry te, są ukierunkowane przede wszystkim na wartości nadprzyrodzone, im poświęcają całą energię i swój czas.
  • To wyrywa je z krążenia wokół własnych potrzeb, kieruje ich energię na cel, który jest ponad wszelką miernotą i niespójnością, które to cechy są odpowiedzialne za powstawanie różnych klik.
  • Im bardziej wartość, do której te Siostry dążą, przekracza nieautentyczną rzeczywistość klik, tym bardziej Siostry te będą ponad takimi grupami.
  • Wewnątrz wspólnoty są tymi, które z jednaj strony starają się utrzymać równowagę, nawet ze szkodą dla samych siebie, opierając się różnym grupkom, unikając jednak kontestacji wobec wszystkich.
  • Z drugiej strony są tymi, które nieustannie prowokują swoim inspirowanym przez wartości zachowaniem, drzazgą w oku, choćby nieświadomie, dla tych, którzy żyją tylko dla własnych potrzeb.
  • Z tego też powodu, mogą wywoływać podziały, być źle rozumiane i odrzucane – jednak nie można tego uniknąć.
  • Nie uważają się za osoby wyjątkowe.
  • Nie przestają jednak prowokować swoją wspólnotę dążeniem ku nadprzyrodzoności.
  • To prowadzi do tego, że Siostry nie szukają wyróżniania na płaszczyźnie uczuciowej, nie rozwiązują swoich problemów przez agresywne rozładowania się, czy też nie decydują się na wygodny marazm, lub bezbarwną neutralność.
Tak samo jak grzech nie pomaga w autentycznej realizacji powołania, tak samo nie mogą w niej pomóc niespójności powołaniowe (60-80% ogółu powołanych). A zatem, jeśli Siostra chce wzrastać w swoim powołaniu, musi koniecznie uświadomić sobie swoją niespójność.



Liczba wyświetleń strony: 9767272 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-07-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC