MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Przesłanie z Łagiewnik



Czym jest współczucie? To uczestniczenie w życiu uczuciowym innego człowieka. Czym jest litość? Jest wstrząsem uczuciowym, który rodzi się na widok cudzej nędzy. Czym jest miłosierdzie? To „objawienie miłości”, poprzez którą miłujący kieruje się w stronę ludzkiej biedy.

Przedmiotem miłosierdzia nie jest piękno, lecz bieda. Tam zaś, gdzie jest bieda, nie możemy oczekiwać na wdzięczność, albo wzajemność, jak jest to w przypadku miłości. Do istoty miłosierdzia, należy absolutna bezinteresowność. Co jest, między innymi, biedą człowieka? Jan Paweł II mówił o zagubieniu, w obliczu wielorakich przejawów zła. Biedą jest cierpienie ludzkich serc, niepokój i zwątpienie. Bieda, jaką jest zagubienie się, nie wymaga miłości, choć jej nie wyklucza.

Ten, kto potrzebuje miłosiernej pomocy, musi uświadomić sobie tę potrzebę i przyjąć ją z pokorą. Jeśli zamknie się w sobie, jeśli uzna, że żadna pomoc nie jest mu potrzebna, miłosierdzie nie znajdzie w nim możliwości swego spełniania. Rozpoznawanie własnego stanu wymaga odwagi. Trzeba stanąć twarzą w twarz wobec prawdy o sobie. Więcej – trzeba osądzić siebie sprawiedliwie. Nie może dotknąć mnie miłosierdzie, jeśli żyję w zakłamaniu, jeśli nie chcę się przyznać, sam przed sobą, do swej własnej biedy.

Łatwiej przyznać się nam do niedostatku, niż do braków w charakterze, do niedojrzałości; podłości, niesprawiedliwości, zawiści, nienawiści, zazdrości. Trudno się przyznać do tego, że trwoniliśmy i trwonimy dary, jakie zostały nam dane przez Boga. Czy jest możliwe podejście w duchu miłosierdzia do człowieka przewrażliwionego w swej godności, albo do człowieka czyniącego zło, albo grzesznika, nie zdającego sobie sprawy ze swego stanu ducha? To może uczynić tylko Bóg. Od strony człowieka rzecz ujmując, potrzeba uświadomienia sobie biedy, gdy chcę świadczyć miłosierdzie. Jeśli nie ma we mnie świadomości własnej biedy, nie ma we mnie miłosierdzia. Współczucie, nie jest warunkiem wystarczającym miłosierdzia, jest jednak warunkiem koniecznym. Jeśli sam nie wiem, czym jest bieda, nigdy nie zobaczę jej w drugim człowieka. I nigdy naprawdę nie będę mu współczuł.

Siostra Faustyna pisała: „Bez Ciebie jestem słabością samą, bez łaski Twojej, czym jestem, jak nie otchłanią nędzy mojej. Nędza jest moją własnością”. W taki właśnie sposób dochodzimy do odkrycia najgłębszej prawdy o miłosierdziu, jeśli ja, naznaczony brakiem, świadomy swojej biedy, spełniam uczynki miłosierdzia, to nie ja to czynię, ale Ten, który działa we mnie, Ojciec miłosierdzia.

Nasze podejście do drugiego człowieka z autentyczną pokorą, nie powinno go zranić. Nie wolno mi jednak nawet pomyśleć w jego obecności, że jestem jakby wysłannikiem Boga. W taki sposób, można we mnie dostrzec pychę. Z drugiej strony, nie powinienem wpaść wobec drugiego, w fałszywą pokorę. Siostra Faustyna pisała: „Nigdy się przed nikim nie płaszczę. Nie znoszę pochlebstw, a pokora jest tylko prawdą, nie ma w prawdziwej pokorze nic z płaszczenia się; choć się uważam za najmniejszą w całym klasztorze, to z drugiej strony cieszę się godnością oblubienicy Jezusa”. Potrzeba pokornego otwierania serca na miłość Jezusa miłosiernego. Pokora człowieka i miłość Boga, wyzwalają pragnienie nawrócenia. W życiu trzeba być prawdziwym. Udawanie szkodzi i powstrzymuje nawracanie się. Udawanie jest wyrazem niewiary w zwycięstwo prawdy, uczciwości. Do praktykowania miłosierdzia, potrzebne jest szukanie nadziei zarówno we własnej biedzie, jak i słabościach innych osób.

Przełamać opór wobec miłosierdzia może tylko Bóg. Od strony człowieka, może to uczynić tylko ten, kto sam doświadcza biedy. Przykład życia Chrystusa, jego cierpienia, tragicznego opuszczenia na krzyżu wskazuje na drogę, jaką podąża autentyczne miłosierdzie. Uświadomienie sobie miłosierdzia, jakie Bóg okazuje człowiekowi i tego miłosierdzia, które potrzeba, byśmy czynili, może dokonać się jedynie w duchu prawdy. To znaczy, im bardziej dostrzegamy wokół siebie i w sobie różne rodzaje niesprawiedliwości, w tym większym stopniu możemy odczuwać potrzebę zaradzenia takiemu stanowi rzeczy, przez czyny miłosierdzia. Bóg jest sprawiedliwy, ale i miłosierny. Boża sprawiedliwość występuje zawsze łącznie z Jego miłosierdziem.

Jan Paweł II mówił o misterium nieprawości. Przezwyciężenie zła nie dokona się bez uświadomienia sobie tej tajemnicy. Z jednej strony ogromne osiągnięcia, będące udziałem naszego czasu, łączą się z wielkimi brakami w wymiarze życia duchowego. Potrzeba ludzi sumienia, którzy będą wrażliwi, na dziejące się nieprawości. W kontaktach międzyludzkich, nie można kierować się jedynie sprawiedliwością. Przebaczanie jest jedną z form objawiania miłosierdzia. Inną formą jest, według Jana Pawła II, stawanie „przed Bogiem w Duchu i prawdzie”. Póki się tego nie nauczymy, nigdy nie dojdziemy do kresu zła.

Miłosierdzie jest darem wzajemnym: ubogaca zarówno przyjmującego jak i dającego. Bieda jest wspólna. Razem, będąc w jedności możemy jej zaradzić. Wspólna jest też nasza ufność, że w naszej biedzie pomoże nam Ktoś większy od nas. Większy niż nasza miłość i nasze miłosierdzie. Siostra Faustyna pisała: „Jak bardzo musisz kochać tego człowieka, kiedy twa miłość tak czynna dla niego. O Stwórco mój i Panie, wszędzie widzę ślady Twej ręki i pieczęć Twego miłosierdzia, które otacza wszystko, co jest stworzone”.

Potrzeba też zmiany myślenia. Odejście od myślenia zasilanego zgorszeniem, buntem, gniewem. Koniecznością jest wejście na drogę wiary w myśleniu o własnym życiu, życiu własnej rodziny czy wspólnoty zakonnej. Nawet w niesprawiedliwości, potrzeba myślenia o Chrystusie zwyciężającego wszelką niesprawiedliwość. Potrzebna jest wolność od myślenia potępiającego, skazującego, odrzucającego ludzi i świat wartości przyjęty na określonym etapie życia. Jakie myślenie, taki człowiek. Trzeba zacząć uczyć się myśleć miłosiernie. Więcej też współczucia jeden wobec drugiego, więcej litości.

Osoba świadcząca miłosierdzie, powinna być świadoma własnej biedy, słabości i swoich win. Przypominamy sobie wówczas zapomniane sprawy z naszej przeszłości, nie zawsze budujące czy godne uznania, niekiedy nawet budzące oburzenie lub smutek. Ważne jest to, aby wyciągać wnioski z własnych słabości.



Liczba wyświetleń strony: 10412545 * Liczba gości online: 44 * Ostatnia aktualizacja: 2017-09-25
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC