MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wolność i odpowiedzialność w zakonie



Wolność w zakonie jest niezbędna, aby zakon mógł się rozwijać. Wolny jest ten, kto panuje nad swymi instynktami, kto nie jest im bezwzględnie poddany. Wolność jest potrzebna, aby akceptować decyzje braci, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Zakon, Zgromadzenie rozwija się wówczas, gdy żyjemy w wolności serca i umysłu. O jaką wolność chodzi? O wolność od dominacji innych, wolność od ludzkich sądów, wolność od przymusów wewnętrznych, od lęków, skrupułów, zależności. Pozbawioną wolności w życiu zakonnym jest ta osoba, która czyni to, co jej się podoba, która nie musi kierować się dobrem innych, lecz wyłącznie własnym.

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. Istnieją dwa typy wolności: typ wolności, który nie dopuszcza żadnych sił zewnętrznych do udziału w moim życiu żadnego zwierzchnika, żadnych zobowiązań; oraz wolność wewnętrzna, zdolna do podporządkowania się, nie ograniczona moimi upodobaniami i humorami.

Przykładem ludzi w Ewangelii, którzy całkowicie są pozbawieni wolności, to faryzeusze. Najbardziej oczywistą cechą faryzeusza, jest hipokryzja. Faryzeusz jest zadowolony z siebie. Jest przekonany o swojej prawości. Opinia innych jest dla niego niezwykle ważna. Faryzeusz jest bardzo czuły na punkcie swojego wizerunku i nawet modlitwę wykorzystuje w tym celu. Fakt, że faryzeusz podporządkowuje się prawu, przemawia na jego korzyść. Lecz on wierzy, że podporządkowując się prawu zbawia i usprawiedliwia siebie. Jest to wielkim błędem. Faryzeusz to człowiek, który zadręcza się, aby zachować prawo. Prawo, to dla niego wszystko. Nacisk jest położony na to, że on zachowuje rzetelnie wszystkie przepisy prawa. Celem faryzeusza jest żyć w taki sposób, żeby nie popełnić najmniejszego nawet wykroczenia. Przy końcu życia, może pokazać Bogu swoją czystą kartę. Bóg zaś będzie zmuszony go zaakceptować. Prawdziwy problem faryzeusza polega na tym, że w ogóle nie wierzy on w miłość Boga. Jeżeli Bóg jest surowy, jeżeli nie ma litości, faryzeusz musi przestrzegać litery prawa. Musi się zabezpieczyć.

Zbawienie jest wyzwoleniem. Od czasu pierwszych chrześcijan, życie duchowe rozumiane jest jako wprawianie się w wolności. Jeden z autorów twierdzi, że :”Kto kocha wolność, kocha Boga”. Droga duchowa jest drogą ku uwolnieniu się od zależności i przymusów. Uwolnienie się od wewnętrznych i zewnętrznych więzów ma jednak swój cel. Celem naszego życia jest poświęcenie się Bogu i ludziom. Poświęcić się i prawdziwie kochać mogę tylko wówczas, gdy uwolnię się od moich ograniczeń i od przywiązania się do siebie i swojego życia.

Czujemy się w jakimś stopniu zależni od akceptacji innych. To co już przeżyliśmy, w jakimś sensie ogranicza nas i nie pozwala nam podejmować decyzji zgodnych z naszym wolnym wyborem. Emocje, namiętności, układy z innymi, wiele pragnień silnych i tych o słabszym natężeniu, mają na nas wpływ i naruszają naszą wolność. Stąd rodzi się pytanie: w jaki sposób możemy osiągnąć wewnętrzną wolność? Człowiek uduchowiony jest zawsze człowiekiem wolnym, osobą, którą nie określa to, co dzieje się na zewnątrz. Jego bowiem życie płynie z wnętrza. Stąd jest człowiekiem wolnym od osądów i oczekiwań innych, wolnym od zniewolenia przez własne potrzeby i pragnienia. Wolność wewnętrzna jest nierozerwalną częścią naszej ludzkiej godności.

Podstawowa świadomość wspólnoty uczniów Jezusa jest ta: wolni synowie Boga. Wolność jest znakiem rozpoznawczym ludzi wierzących, osób konsekrowanych. Kościelne i zakonne przepisy nie mogą zamknąć osobę powołaną w systemie nakazów. To dzięki wolności wewnętrznej, odnajdujemy Boga i swoje człowieczeństwo, wartość daru Bożego. Pierwsi chrześcijanie byli wolni wobec prawa i mieli poczucie wolności wobec ludzkiej samowoli. Do tego poczucia wolności należy i to, że nie zamierzamy nikogo gorszyć.

Jeżeli należę do Boga, a nie do człowieka, to jestem wolny także w stosunkach z innymi ludźmi. Człowiek, który w życiu zakonnym nie ma świadomości własnej godności, nie jest tym samym wolny. Jeśli zakon nie jest wspólnotą ludzi wolnych, taki zakon musi umrzeć, nie będzie miał powołań, nie jest bowiem wspólnotą niosącą Ewangelię. Wolność, którą przyniósł Jezus ludziom, była przede wszystkim wolnością od prawa. Tradycja zmieniła przyjazne ludziom przykazanie Boga w sztywne prawo, według którego najdrobniejsze wykroczenie karane było nawet śmiercią. A przecież Bóg pragnie wolnych partnerów, którzy w swych sercach związani są z Nim, i z głębi tego przywiązania będą podejmować dobrowolne decyzje, które w danej sytuacji będą zgodne z wolą Boga. Niektóre z osób w życiu zakonnym żyją w strachu, że mogą przekroczyć któreś z przykazań Boga, albo przepisy Konstytucji zakonnych.

Jesteśmy niekiedy osaczeni przez indywidualne rozporządzenia: „Czegoś takiego się nie robi. Nie można tak myśleć. Tego nie wolno mówić”. Ktoś wypowiada te zasady w dobrej wierze. Jednak w nas zmieniają się one w normy absolutne, które nas ograniczają i napełniają strachem. W poczuciu tego, co najważniejsze, mamy prawo przekroczyć czasem jedno z przykazań ludzkich. To takie ważne być wolnym od oczekiwań innych ludzi, które są przesadne, nadmierne, lub nie możliwe dla mnie teraz. Jezus głosił wolność wobec przykazań i oczekiwań innych ludzi, lecz także żył według praw wolności. Kiedy w dniu szabatu uzdrawiał w synagodze człowieka, który miał uschłą rękę, nie dał się zniechęcić wrogim spojrzeniom faryzeuszy, lecz działał zgodnie z prawem wolności, którego jest twórcą. Przyjrzał się każdemu ze swych przeciwników z gniewem i smutkiem. Zdystansował się wobec ich oczekiwań, nie przestając jednak z nimi komunikować się. Przeprowadził jasno wytyczoną granicę pomiędzy sobą, a nimi: „To jestem ja, a to jesteście wy. Rozumiem was i wasze zatwardziałe serca, wasz strach i wasze ograniczenie, które sprawia, że jesteście tak spięci i sztywni. Ale nie pozwolę sobą kierować ani wam, ani waszym zatwardziałym sercom. Czynię to, co uważam za słuszne”.

Na tym polega prawdziwa wolność: Jezus nie pozwala na to, aby kierowali Nim ludzie Mu nieprzyjaźni; nie dopuszcza do tego, by oderwano Go od Jego uzdrawiających czynności, ale jednocześnie; nie pozwala się wciągnąć w uczucia wrogości. Istnieje ścisły związek pomiędzy prawdą a wolnością: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Prawda – oznacza bycie nie okrytym, stawanie się nagim. Ten, kto widzi rzeczywistość taką, jaka ona jest naprawdę, jest człowiekiem prawdziwie wolnym. Czasami w naszym życiu odkrywamy, że żyjemy w iluzji dotyczące jakiegoś wymiaru naszego życia. Popadamy w iluzoryczne przekonanie, że jesteśmy lepsi, najinteligentniejsi, że się nie mylimy, jesteśmy całkowicie w porządku, że wszystko robimy dobrze. Iluzja, złudzenia wprowadzają w niewolę. Jesteśmy bowiem uwięzieni w rzeczywistości pozornej.

Tworzymy iluzje na temat życia, ponieważ w głębi serca boimy się go, boimy się ciemności, jakie mogą nas w nim spotkać, boimy się zagrożeń z nim związanych, tego: gdzie będziemy za rok, z kim będziemy dzielili wspólny dom, posługiwanie. Niektórzy uciekają w życiu zakonnym przed prawdą o sobie. Boją się ciszy. Bo wówczas mogło by się w nich objawić to, nad czym nie zapanują. A przecież jest nam potrzebny czas dla „pięknych myśli”. Milczenie bowiem oznacza dopuszczenie do siebie pięknych i dobrych myśli, oraz podążanie za tymi myślami, które się we mnie pojawiają. Wiele osób przez całe życie ucieka przed sobą, bo obawia się własnej prawdy, bo stały się niewolnikami własnego zabiegania. Zawsze musi się coś dziać.

Jezusa Chrystusa charakteryzują trzy cechy: wolność, wolność słowa i dobrowolna ofiara na krzyżu. Jezus podąża swą drogą dobrowolnie. Jest wolny, nawet wówczas, gdy składa swe życie w ofierze na krzyżu. „Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt Mi go nie odbiera; lecz ja od siebie je daję” . Jezus podąża drogą, którą sam sobie wybrał. Nikt nie może Go zmusić do czegoś, czego On sam nie chce. Jezus nie wykorzystuje jednak tej wolności po to, aby się uwolnić od ludzi. Wolność oznacza dla Niego przede wszystkim bycie wolnym dla ludzi, ofiarowanie się im z miłości. Ten, dla kogo pojęcie wolności oznacza, że może robić to, co mu się tylko podoba, jest nadmiernie przywiązany do własnych pragnień.

Prawdziwa wolność polega na uwolnieniu się od siebie samego, na dobrowolnym poświęceniu się dla innych, na dobrowolnym oddaniu się dziełu i zapomnieniu o sobie w służbie innym. Wolność, według Ewangelii Św. Jana, jest przede wszystkim miłością. Jezus mówi o takiej miłości, która uwalnia Go, od wszelkiego przywiązania do siebie samego. Ten, kto robiąc cokolwiek, zwraca zawsze uwagę na to, co sam będzie z tego miał, nie jest człowiekiem prawdziwie wolnym i nie doświadczy prawdziwej przyjaźni. Warunkiem przyjaźni i miłości jest uwolnienie się od przywiązania do własnego życia.

Wolność wewnętrzna, która pozwala nam poświęcić się innym, jest zawsze kryterium prawdziwego doświadczenia Boga. Jeszcze jedna postawa charakteryzuje wolność. Jest nią posłuszeństwo. Słuchanie głosu Boga i wypełnianie Jego przykazań sprawia, że stajemy się prawdziwie wolnymi. W posłuszeństwie wobec swego Ojca, Jezus pokonał świat. Uwalnia On także nas, spod panowania tego świata, uwalnia nas spod panowania jego wartości, osądów i oczekiwań. Kto jako syn czy córka słucha głosu Bożego, staje się niezależny od głosów ludzkich, które go oceniają, krytykują lub chcą poprowadzić w określonym kierunku.

Czym jest natomiast wolność słowa? Z jednej strony prawo do wypowiadania się na forum wspólnoty tego, co się myśli. Z drugiej strony, określa odwagę mówienia prawdy, niezależnie od sądów, jakie mogą skierować wobec mnie siostry. Wolność słowa, zakłada również otwartość i ufność, które pozwalają tę prawdę wypowiedzieć w obecności innych. „Mówiłem jawnie przed światem” – wyznaje Jezus. Warunkiem zaufania do Boga, jest czyste sumienie: „Jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga”.

Św. Paweł Apostoł jest tym człowiekiem, który w sposób namacalny odczuł, czym jest wolność chrześcijańska. Na własnym ciele doświadczył swego zniewolenia. Sam siebie wpędził w przymus odnoszenia sukcesów. Z rosnącym wysiłkiem próbował spełniać tradycyjne nakazy. Równocześnie stawał się coraz bardziej agresywny wobec ludzi myślących inaczej. Zwolenników „nowej drogi” prześladował najwyraźniej dlatego, że ich idee napawały go niepewnością, a równocześnie fascynowały. Często prześladujemy tych, którzy nas fascynują.

Sam Bóg wyzwolił Pawła od terroru, jaki stosował wobec chrześcijan, ale również od terroru, jaki stosował wobec własnego serca. Spadł na ziemię z wysokości, z której osądzał do tej pory wszystkich myślących inaczej niż on. Stracił wzrok. On już wcześniej był ślepy, a tego nie wiedział. On, który dzięki sile swej woli panował nad wszystkimi, stał się bezradny. Całkowicie utracił swoją niezależność. Musiał zgodzić się na to, by inni go poprowadzili. Musiał pozwolić na to, by inni go pouczali. Coś niezwykłego musiało wydarzyć się w Jego życiu, aby stał się głosicielem wolności chrześcijańskiej, ewangelicznej. Św. Paweł przepełniony jest w swoich listach głębokim współczuciem dla zniewolenia człowieka. Wewnętrzne przymusy, jakie w nim pozostały po jego nawróceniu sprawiają, że ciągle na nowo przeżywa na sobie, jak bardzo nie potrafi robić tego, co tak chętnie chciałby czynić. Doszedł do odkrycia, że w nim samym tkwi inne prawo, które go ogranicza.

Pierwszym zniewoleniem człowieka jest grzech. Paweł mówi o niewolniku i o człowieku wolnym. Niewolnik musi wykonywać swoją służbę, czy tego chce, czy nie. Gdy człowiek jest posłuszny grzechowi, nie jest w stanie się od niego odsunąć, gdyż popadł w sidła obcej władzy. Grzech nie jest według św. Pawła, wolnym wyborem człowieka, którego dokonuje on według swojego uznania. Człowiek został raczej sprzedany grzechowi. „A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech”. Istnieje w człowieku pociąg do grzechu, by siebie postawić ponad wszystkim i porzucić Boga. Św. Paweł opisuje grzech, jako władzę samodzielną. Grzech wszedł na wiat, zaznaczył swe królowanie śmiercią, człowiek jest jego niewolnikiem, jest mu zaprzedany i grzech mieszka w nim.

Drugi rodzaj zniewolenia człowieka dotyczy prawa. Prawo samo w sobie nie jest złe. Zostało stworzone przez Boga, by człowiek mógł żyć według Jego woli. Jednak „prawo napotyka grzesznika, swą wagą porusza go, a tym samym wpędza w grzech”. „Stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło[...] W członkach moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach „.

Prawo zamiast ratować człowieka, zniewala go. Prawo samo w sobie nie jest złe, jednak istnieje niebezpieczeństwo, że człowiek nie będzie umiał się z nim obchodzić. Myśląc, że sam doprowadzi do swego zbawienia dzięki przestrzeganiu wszystkich przykazań, fałszuje właściwe znaczenie prawa. W takiej sytuacji, prawo nie prowadzi ku Bogu, lecz wyłącznie ku potwierdzeniu poczucia własnej wartości. Człowiek chce udowodnić sobie i Bogu, że jest dobry i umie czynić dobro. Nie chodzi mu przy tym o Boga, lecz o siebie samego, o własną sprawiedliwość. Nie tyle spotkanie z żywym Bogiem jest dla niego ważne, ile dowód na to, że on sam jest dobry, że jego zachowanie jest w porządku. Przestrzegając prawa, człowiek zamyka się na Boga, który pragnie jego serca, a nie jego osiągnięć.

Trzeci rodzaj zniewolenia – człowiek jest niewolnikiem złudzeń i kłamstwa. Grzech zwodzi, wprowadza w złudzenia i oszukuje człowieka. Czwartym rodzajem zniewolenia jest poddanie się władzy śmierci. Śmiercią płaci grzech, swym niewolnikom. Siła śmierci objawia się w rozpadzie tego, co żywe, w bezsensie, w stagnacji, w byciu odciętym od prawdziwego życia, w rozczarowaniu i rozpaczy. Żyjemy co prawda życiem zewnętrznym, w rzeczywistości jednak jesteśmy nieżywi, zastygli w wielu przymusach. Wydaje się, że panujące w nas różnorodne przymusy, są wyrazem niewiary i strachu człowieka.

Otaczamy się murami zbudowanymi z naszego strachu i umysłowej ciasnoty. Zamykamy się w samych sobie. W taki oto sposób, życie nie może przez nas płynąć. Żyjemy, a równocześnie można o nas powiedzieć, że jesteśmy nieżywi Chrystus uwolnił nas od tego poczwórnego zniewolenia. Wydaje się, że nie powinniśmy uzależniać naszego zachowania od praw, lecz wyłącznie od Ducha Chrystusa, który równocześnie jest zawsze Duchem miłości. Nie powinniśmy też poddawać się naciskowi własnych wyrzutów sumienia. Wywodzą się one często z pełnego obaw i ograniczonego, albo wprost błędnego wychowania: zarówno w domu rodzinnym, jak i podczas formacji zakonnej.

Prawdziwa wolność jest wolnością od przymusu odnoszenia sukcesów, który bałamuci nas przeświadczeniem, że nasze dobre samopoczucie zależne jest od naszych osiągnięć. Wolność dotyczy wewnętrznej szlachetności. Sokrates mówił, że wolnym jest człowiek sprawiedliwy, mądry, cnotliwy, królewski. Dobrowolne posłuszeństwo wobec prawa, jest wyrazem wolności. Platon mówi o trzech obszarach w człowieku: obszar żądzy, emocji i ducha. Wolnym jest ten człowiek, który poddaje się prowadzeniu ducha. Prawdziwie wolny człowiek, jest człowiekiem królewskim, który nie pozwala się zniewolić czynnikom zewnętrznym, lecz sam panuje nad sobą.

Pytamy niekiedy, co pomaga człowiekowi znieść trudną sytuację w życiu zakonnym? Jedna z wielu odpowiedzi wydaje się być następująca: zniosę trudną sytuację tylko wtedy, gdy mimo wszystko czuję się człowiekiem wolnym, gdy jestem świadomy nienaruszalności mojej godności. Męczennicy wierzyli, że nawet kaci nie mogą wyrządzić im krzywdy. Świadomość ta dawała im pośród wrogiego im świata, poczucie wolności. Dzięki wolności pokonali swój strach przed cierpieniami męczeńskiej śmierci i szli na śmierć, świadomi swej godności i wolności.

Droga do bycia wolnym prowadzi nas poprzez rozróżnienie pomiędzy tym, co znajduje się w zakresie naszej władzy, a zewnętrznością, która w żaden sposób nie zależy od nas. Jesteśmy ranienie w naszej warstwie emocjonalnej. Lecz poza tym obszarem znajduje się inny, którego ludzkie słowa nie mogą naruszyć. Tego nienaruszalnego obszaru w moim wnętrzu nie dosięgnie ani obraźliwe słowo, ani pogardliwa uwaga, ani raniące spojrzenie. Niektóre osoby w życiu zakonnym, zbudowały wokół siebie pancerz. I od tego pancerza odbija się każde krytyczne słowo. Nie pozwalają na to, by cokolwiek do nich dotarło. Tak niektóre osoby postrzegają swoją wolność. Wydaje się natomiast, że jest to bardziej bastion zbudowany ze strachu.

Dlaczego zależy nam w życiu zakonnym, na formacji do wolności? Kiedy bowiem jestem wolny, dobrowolnie mogę dopuścić do siebie wszystko to, co inni mają mi do powiedzenia. Mam świadomość, że poza sferą emocjonalną istnieje we mnie obszar, którego nikt nie jest w stanie naruszyć. Mogę szeroko otworzyć moje serce, by w sposób prawdziwy (bez udawania, strachu), spotkać się z drugą siostrą, bo wiem, że w mojej głębi jest takie miejsce, w którym nikt nie może mnie zranić. Często jest tak, że w zakonach nawzajem siebie ranimy, nie będąc tego świadomymi.

W imię doskonałości zakonnej, stawiano i stawia się często przed siostrami, zbyt duże wymagania. Asceza, to nie przede wszystkim porzucenie, wyrzeczenie się świata, lecz rzeczywistość służąca mojej wolności. Obok wolności, jako celi ascezy, u wczesnych Ojców Kościoła, pojawia się kontemplacja Boga. Oznacza to, między innymi, że zanim będę mógł żyć przed Bogiem i ludźmi w poczuciu własnej godności, potrzebuję ascezy. Wyrzeczenie jest przede wszystkim sprawdzianem tego, czy naprawdę jesteśmy wolni. To znaczy, czy jesteśmy jeszcze zdolni, by decydować o sobie, by samodzielnie dysponować swoją osobą

Powrót do wolności, oznacza powrót do prostoty życia, modlitwy. Nie ma prostoty, jak i nie ma modlitwy, dobrej modlitwy, bez wolności wewnętrznej człowieka. Do czego winna zmierzać ewangelizacja w życiu wspólnoty zakonnej? Otóż do tego, aby bracia chcieli i byli zdolni dzielić wspólną odpowiedzialność za życie i misję Zakonu. Sposób kierowania wspólnotą, jest podstawą życia wspólnotowego.

Czasy, w jakich żyjemy, skłaniają niektóre osoby, również w zakonach, do fatalizmu, zgodnie z którym, stając wobec problemów, nie jesteśmy w stanie nic uczynić. Dlaczego? Życie wspólnotowe jest pasywne. Za życie wspólnot niekiedy nie odpowiadają bracia, ale jednostki, które wiedzą, co jest potrzebne, co jest lepsze dla wszystkich. Czy pozwalamy zgłaszać nowe inicjatywy? A jeśli nawet, czy potem nie strofujemy kogoś za jego sposób nie zakonnego myślenia? Są w zakonach osoby, które potrafią myśleć samodzielnie, ale są takie, które tego nie umieją. Są osoby, które wiedzą, na czym polega życie zakonne i duch zakonny; co wypada, a co nie; inne zaś ciągle są na marginesie życia, gdyż nie mają nic sensownego do powiedzenia. A może mają, lecz przez określone grono, myślenie to jest uznane za nieprawowierne?

Odpowiedzią na pytanie, powinno być szukanie odpowiedzi na to – jaka jest nasza misja w Kościele? Zgromadzenie zakonne żyje wtedy, gdy kanalizuje dynamizm swoich członków. Wyzwalającym aktem we wspólnocie będzie to, gdy przełożony nakaże braciom robienie tego, co oni chcą robić i do czego są zdolni. Zakon jest mieszkaniem dla grzeszników. Życie Jezusa ukazuje niezwykły stosunek do władzy. Był człowiekiem mocnych słów, wzywał uczniów by szli za Nim, uzdrawiał chorych, wypędzał złe duchy, wskrzeszał zmarłych i ośmielił się przeciwstawić autorytetom religijnym swojej epoki. A równocześnie był bezsilny, odmówił ochrony, kiedy Piotr usiłował Go bronić. Potem został przybity do krzyża.

Jezus silny, a równocześnie podatny na zranienia. W nim moc zawsze uzdrawiała i dawała życie. Nigdy nie upokarzała, nie ograniczała, nie umniejszała, nie niszczyła. Władza jest mocą w rękach przełożonych. Czy ta moc służy do ewangelizacji? Nie umniejszać, nie ograniczać, nie upokarzać, nie niszczyć! Nie chodzi tylko o to, by mieć władzę nad ludźmi, lecz przede wszystkim, by dawać im moc. Rządzić, to między innymi, mieć odwagę być słabym. Moc duszy dopuszcza słabość. Bez słabości nie ma żadnej możliwości siły. Mieć odwagę, oznacza być gotowym na znoszenie ran. Władza nasza, zachęca nas do przeżywania odważniej własnej słabości.

Jeśli przyznajemy absolutną władzę przełożonym, Zakon przestaje być wspólnotą braterską, siostrzaną. Gdybyśmy uznali za bezdyskusyjną władzę starszych, nie mielibyśmy przyszłości; gdybyśmy dawali wadzę tylko młodym, nie mielibyśmy korzeni. Dobra kondycja Zgromadzeń zakonnych, zależy od możliwości przenikania się wszystkich głosów, które mają realny wpływ na kształtowanie się naszej wspólnoty.



Liczba wyświetleń strony: 10080604 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC