MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Przychodzącym do życia kapłańskiego i zakonnego



Brak energii, istnienie powszechnego zmęczenia, doprowadza do „obojętności”, czyli apatii, niemożności, fatalizmu, obojętności, która rodzi kulturę prymitywną. Pojawienie się stanu obojętności, oznacza przede wszystkim brak wrażliwości na to, co wartościowe. Młodzi ludzie, którzy przychodzą do zakonów, oddychają takim klimatem, który tworzy pustkę pragnień i wolności we wnętrzu człowieka. Niekiedy jest to oscylowanie między zapatrzeniem się w siebie, a tym, że wszystko nie ma sensu. Nadzieje i aspiracje poddają się, bowiem krzyżuje je miara szarej codzienności. Pragnienie i wolność stopniowo obumierają. Człowieka ogarnia nuda i melancholia, które są właśnie znakiem braku pragnień. Pragnienia natomiast są najlepszym wskaźnikiem poziomu wolności człowieka. Jakość i rozległość pragnień określają stopień wolności danej osoby.

Wiele osób powołanych do życia konsekrowanego nie planuje swojego życia, nie dlatego, że nie chcą, lecz dlatego iż nie dostrzegają sensu ani pewności, na której można się oprzeć. Niejednokrotnie porażka jest ukryta za fasadą życia bogatego w działanie. Innym obrazem sytuacji życia osób konsekrowanych, może być wędrówka na ślepo „za stadem lub za przewodnikiem”. Decyzje następują pod wpływem zewnętrznych impulsów, lęków, biernej zgody, przymusu. Niekiedy jesteśmy z jednej strony nastawieni narcystycznie, minimalistycznie, bojący się zobowiązań ostatecznych i trwałych, chcący osiągnąć wszystko bez wysiłku i szybko, ale z drugiej strony nosimy w sobie pragnienie zaangażowania się w to, co sprawiedliwe, prawe, w braterstwo, przyjaźń, gdyż obecne jest w nas umiłowanie prawdy i autentyzmu.

Potrzeba, aby dokonano we mnie rozbudzenia pragnień, które umożliwiłyby mi dokonywanie dobrych wyborów. Jeśli jestem człowiekiem zagubionym i często zdany na wspólnotę zakonną, za którą idę bezmyślnie, to nie wolno na tej słabości grać, zastępować moją zdolność do osobistych decyzji, nie wolno też narzucać się i prowadzić siłą. Jedyną drogą jest nieustanne uświadamianie, że jest to proces, który wymaga czasu, długiego wzrostu w wolności, tak, aby człowiek stawał się zdolny do wyborów osobistych i odpowiedzialnych.

Na tym etapie, należy wejść w doświadczenia zmysłowe i wyobrażeniowe, które stały się moim udziałem w dotychczasowym życiu. Co jest w mojej pamięci, a także: jakimi obrazami jest wypełniona moja wyobraźnia? Poznać należy, jak patrzę na siebie, na własne życie? Co mówię o swojej przeszłości, najbliższych mi osobach, o doświadczaniu siebie przez zwycięstwa i porażki. Wydaje się nam, iż znamy siebie samych. Należy pozwolić, by ktoś mi pomógł w obaleniu fałszywego mniemania, iż znam siebie dobrze i łatwo sobą pokieruję. Wiele nie wiem, aby odkryć sens i cel swojego życia. Niezbędne jest spotkanie się z prawdą o tym, czym żyje moje serce, ale także – czym żyje serce mojego Boga, aby życia nie próbować budować na półprawdach.

Chcieć żyć, to znaczy odkryć i powierzyć się z ufnością tajemnicy, która mnie przerasta i zaakceptować jej logikę i kryteria, które na początku są trudne do uchwycenia. W wychowaniu do tego zawierzenia, potrzebne jest zdobywanie dwóch postaw: uważności i modlitwy. Uważność, oznacza skupienie się nad tym, czego się szuka intensywnie i cierpliwie oczekuje. J Jest ona poszukiwaniem sensu w samym sobie, we wszystkich rzeczach wydobytych z siebie i z własnego życia, a więc jest także spotkaniem z misterium, z sensem ukrytym, z własnymi pytaniami i wątpliwościami. Potrzeba szukać odpowiedzi na osobiste pytania i wątpliwości. Człowiek który nie rozwiązuje problemów, może doprowadzić do tego, że określone problemy zaczną go niszczyć.

Uważność, to zerwanie z łańcuchem bezmyślnych zachowań z monotonią codzienności, z biernością. Zmierzam do tego, aby być skupionym, uważnym – pomiędzy bodźcem a reakcją na niego, pomiędzy instynktem a pragnieniem, pomiędzy tym kim jestem teraz, a tym – kim mogę być w przyszłości. To czynienie przerwy zmierza do tego, aby plany i decyzje życiowe nie były automatyczne lub jedynie płynące z analizy rozumowej. Potrzeba wpłynąć na zakwestionowanie „starego systemu” w pojmowaniu rzeczywistości własnego życia, na którą to rzeczywistość człowiek ma skłonność patrzeć powierzchownie i egoistycznie.

Potrzeba zdać sobie sprawę, ze swojego ubogiego i zacieśniającego sposobu rozumienia spraw i swoją niezdolność do odkrycia „twarzy ukrytej”. Ta „twarz ukryta”, to rzeczywistość, której człowiek sobie nie uświadamia, a tym samym, w jakimś stopniu nie ma na nią wpływu, nie jest ona przedmiotem jego modlitwy. Potrzeba, odkryć i uznać brak posiadania klucza do tajemnicy swojego życia. Wtedy, gdy nie rodzi się świadomość braku pełnego rozumienia i potrzeba przyjęcia Bożego objawienia, nie dokonuje się owocna formacja zakonna zmierzająca do przyjęcia daru wolności. Im bardziej ta potrzeba objawienia jest wielkim pragnieniem człowieka, a także jest naznaczona cierpieniem, tym bardziej w człowieku wzrasta pragnienie, aby Bóg odkrył mu sens i miejsce w życiu. Palenie etapów związanych z przeszłością, a nie ich rozwiązywanie, przyspieszanie procesu dojrzewania do wolności, rzucanie recept przez osobę odpowiedzialną za formację, podawanie rozwiązań „ex cathedra”, które eliminują każdą wątpliwość, to uniemożliwienie objawienia się, którego człowiek potrzebuje.

Nie ma życia zakonnego, bez drogi modlitwy. Nie ma człowieka o dojrzałej wolności, bez wołania do Boga. Modlitwa ufności jest tym, co daje człowiekowi przeświadczenie i pewność, że życie ma sens i że sens ten może być odkryty. Zacząć się modlić, to już początek odkrycia sensu własnego życia zakonnego. Dojrzewanie do wolności, jest przede wszystkim zależne od wprowadzenia człowieka, w doświadczanie dobrej modlitwy.

Niebezpieczeństwem może dla człowieka być automatyzm w sposobie myślenia i reagowania, niekiedy niekontrolowany i prowadzący do decyzji niedojrzałych. Potrzeba, aby ktoś mi pomógł w odkryciu stereotypów, które zafałszowują myślenie i rozumienie własnego życia.

Wybierając drogę życia zakonnego potrzebne jest pozytywne widzenie i myślenie o własnym życiu, nawet wówczas, jeśli nie wszystko było w nim łatwe i radosne, szczególnie w dzieciństwie. Pozytywne podejście do swojego życia polega na rozumieniu go i przyjęciu jako daru. Tylko w związku z takimi doświadczeniami może zrodzić się chęć i pragnienie uczynienia daru z siebie. Świadomość siebie jako daru jest nowym sposobem rozumienia własnego życia i jest znakiem przechodzenia od wieku dziecka do wieku dojrzałości. Po czym mogę poznać, że już traktuję życie jako dar Boga? Pojawia się we mnie: wdzięczność za życie, pozytywne patrzenie na siebie, ufność wobec życia, świadomość iż nie jest się właścicielem i władcą życia, oraz świadomość tego, że dar z natury swojej ma być dzielony z innymi.

Istnieje trudność by człowiek uznał życie, jako dar, a tym samym chciał siebie dać Temu, od którego dar życia otrzymał. Co jest zasadniczą przeszkodą w takim zachowaniu? Lęki młodego człowieka, nieuporządkowane uczucia, przywiązanie do wygodnego życia, bierność. Ewangelia mówi, iż wielu jest powołanych, ale nieliczni są ci, którzy podejmują trud szukania i doświadczania własnego powołania. Powołanie nie tylko się odkrywa, ale przede wszystkim realizuje się je. Powołanie jest wolnością budowaną powolnie własnymi rękami, jest wolnością wyrażającą pasję do czegoś, jest wolnością, która staje się niezwykłym wydarzeniem wtedy, gdy dam siebie mojemu Bogu. Brak wolności ma zawsze związek z niedojrzałością uczuciową, niedojrzałością, która rodzi się z lęku o brak miłości i akceptacji. Ten lęk wywołuje nieustanny głód uczuć, opieki, troski, zauważania, doceniania ze strony innych. Ten lęk i ten głód są już znakiem własnego zniewolenia.

Jeśli osoba pójdzie tą drogą (drogą walki i żebrania o uczucia innych dla siebie), to nawet jeśli zdobędzie pewne oznaki miłości i uczuć, tego głodu nigdy nie zagasi. Potrzeba zaspokajania swoich głodów: pragnień, namiętności, potrzeb uczuciowych w sposób egoistyczny, jeszcze bardziej wzrasta i potęguje się. Gdy miłość staje się potrzebą, przestaje się wtedy być w pełni wolnym. Trzeba więc porzucić logikę potrzeby, logikę, która popycha do wypełnienia pewnej pustki we mnie, logika, która widzi innych tylko, jako lekarzy moich własnych nieszczęść i niepowodzeń.

Jeśli ktoś żyje przede wszystkim zgodnie ze swoimi potrzebami i decyduje się na życie zakonne, to z czasem zacznie funkcjonować w roli albo bohatera, albo ofiary. Jego „oddanie się” Bogu, zgromadzeniu, wspólnocie zakonnej zawiera ukryte w sobie pragnienia i nadzieję posiadania czegoś w zamian. Wszystko, co od niego wychodzi, ma wrócić i to możliwie z zyskiem. Ważne jest uświadomienie i pomoc, by móc odnaleźć własną wolność i nie wpadać w pułapkę własnych potrzeb. „Tylko świadomość religijna rodzi pełną wolność, gdyż opiera się na dwóch podstawowych przekonaniach: na pewności, że jest się głęboko kochanym (od zawsze i na zawsze) i na pewności możności kochania (też na zawsze)” – Maritain. Trzeba by ktoś mi pomógł w rozpoznaniu i uznaniu własnych zniewoleń, w nazwaniu własnej niedojrzałości uczuciowej, w odkryciu potrzeb, które czynią mnie niewolnikiem.

Człowiek powinien wykształcić w sobie pozytywny sposób odczytywania tego, czego doświadcza, co spotyka w sobie i wokół siebie. To jest bowiem warunkiem wstępnym do wyboru (decyzji) wolnego i prawdziwego. Aby wybór szedł w kierunku słusznym, to znaczy ofiarowania, oddania ewangelicznego i całkowitego siebie samego, trzeba pozwolić Bogu, aby uaktywnił we mnie: pragnienia i pasję. Do wielkich dążeń, potrzebny jest szczególny sposób pragnień. Warto pamiętać, że pragnienia podlegają formacji, wychowaniu.

Pragnąć – oznacza, ukierunkować wszystkie swoje energie w stronę przedmiotu uważanego przeze mnie za najważniejszy. Mówimy o całkowitym zaangażowaniu psychicznym, uczuciowym. Mamy na uwadze Osobę Jezusa, który przez swoją dobroć, miłość, rozumienie mojego życia – mocno przyciąga. Im mocniejszy jest we mnie urok, wdzięk i siła przyciągania Jezusa, tym mocniejsze jest pragnienie, które za Nim podąża. Pierwszą zasadą w życiu duchowym jest uczenie dobrych pragnień, wielkich pragnień, po to, aby dojść do wyboru tego, czego się pragnie. I to jest celem formacji do dojrzałości, do wolności. Odkryć wartość dla mnie najcenniejszą – Jezusa, a tym samym – odkryć siebie i własne powołanie: prawdę o sobie, drogę realizacji własnego życia i samo życie. Powołanie jest wywołaniem, wynurzeniem się najgłębszej prawdy o Bogu i o człowieku. Potrzeba, aby ktoś mi pomógł w takim rozbudzeniu pragnień idących po linii wiary w Jezusa, aby stawały się we mnie pasją, bym zobaczył swoją drogocenną perłę, swoje pełne szczęście, i starał się je zdobyć.

Pragnienia w człowieku, ich intensywność winny być ożywiane świadectwem szczęścia osób, które żyją z nami we wspólnocie zakonnej, a także towarzyszą nam w duchowym wzrastaniu. Należy brać pod uwagę dużą wrażliwość na wezwanie, jakie płynie z doświadczenia świadka. Smutek nikogo jeszcze nie przyciągnął i nie popchnął w stronę „wielkich ideałów”. Ilu wychowawców zakonnych, Sióstr, kapłanów mogłoby powiedzieć szczerze: „Gdybym mógł cofnąć się w przeszłość, dokonałbym tego samego wyboru”. Sposób ukazywania osoby Jezusa Chrystusa jest ogromnie ważny. Potrzeba, by Jezus stał się bliski, pociągający. Nawet jeżeli wychodzimy od naturalnego zachwytu Osobą Jezusa, to należy dotrzeć stopniowo do treści pragnień Boga samego. Dążymy do tego, aby uczyć się pragnąć w taki sposób i tak bardzo, jak pragnie sam Bóg.

Potrzeba odkryć inność pragnień Boga od pragnień człowieka. Głębsze poznawanie postaci Jezusa prowadzi do odkrycia i doświadczenia, że myśli, pragnienia i drogi Boże nie są drogami ludzkimi. Trzeba przyjąć przedstawienie się Chrystusa czynione przez Ewangelię, mojemu życiu; poznać Jego oczekiwania i otworzyć się na nie. Należy również uświadomić sobie swoje realne pragnienia, to wszystkiego, co jest we mnie, co nie zostało ujawnione, co pulsując popycha do działania i programowania życia w oparciu o motywy, których często sobie nie uświadamiam. To wszystko, co we mnie pulsuje jako ślepa siła, oddala od pragnień i planów Boga. Dążąc do dojrzałości, do wolności powinienem nauczyć się kontaktu ze swoim sercem, ze swoim umysłem i pragnieniami, aby odkryć, gdzie rodzą się moje motywacje, wybory, działania (od czego one są zależne). Należy też odkryć te miejsca gdzie żyje lęk, nuda, obojętność, bierność, blokujące działanie.

Pragnąć tego, co jest prawdą. Powrót do źródeł własnych pragnień pozwala odkryć (pomimo pragnień złych i przewrotnych) to pozytywne napięcie, które jest obecne we mnie, jako znak podobieństwa do Boga. Każdy człowiek nosi w sobie pragnienia oddania się innym, dobroć. Należy dążyć do spotkania z tą prawdą, z tą sferą nie zanieczyszczoną, która jest punktem mojej siły. Jest we mnie delikatna, dziecięco głęboka jedność z samymi pragnieniami Boga zawartymi w podobieństwie do Niego. Należy uczyć się zagłębiania w swój wewnętrzny świat, schodzenia do korzeni własnych aspiracji. Pragnienie, pasja, zachwyt są już znakiem powołania, są znakiem dokonującego się wyboru (w prawdzie i w wolności). Autentyczne powołanie rodzi się z tego typu pragnień, z wielkiego, głębokiego zachwytu, a nie z jakiegokolwiek, powierzchownego pragnienia, czy też z powierzchownego rozumienia siebie, Boga, świata.

Czucie z Chrystusem Ukrzyżowanym jest najlepszym testem autentyczności powołania, dojrzałości człowieka, jego wewnętrznej wolności. Jeśli bierzemy pod uwagę wyłącznie osobiste pragnienia i dążenia, nawet jeśli są szlachetne, duchowe i pobożne, jeśli moją misję rozumiem jako powołanie do własnego doskonalenia i samorealizacji, wtedy daleki jestem od autentycznego powołania chrześcijańskiego. Nie wystarczy zachwyt nad wielką ideą, aby podjąć prawdziwy wybór. Potrzebna jest zdolność i wola pozostania, trwania w miłości.



Liczba wyświetleń strony: 10652872 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC