MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Prawdziwa wolność



Część bólu w naszym życiu zadajemy sobie sami. Jest jednak i tak, że jeśli w życiu dorosłym ciągle na nowo rozgrzebujemy stare rany, czujemy się ludźmi nieszczęśliwymi. Potrzeba przyjrzeć się swoim starym ranom i jeszcze raz dopuścić do siebie ból, który kiedyś odczuwaliśmy, ale może bardzo szybko został on przez nas stłumiony. Dopiero wówczas jesteśmy w stanie pozbyć się naszych ran. Często ludzie traktują siebie jak ofiary w związku z przykrymi doświadczeniami przeszłości.

Człowiek zatem niejednokrotnie cierpi na skutek losu zgotowanego przez samego siebie. Czuć się jako ofiara oznacza zawsze – nie przyznawać się do winy, przypisywać winę innym, albo też: czuć się winnym tylko dlatego, że ktoś uznał mnie za winnego (pozwalam sobie wmówić, że uczyniłem, czy powiedziałem coś, co jest naganne). Zawsze droga intensywnego doświadczania Boga jest drogą ku coraz większej wolności. Tylko prawda może nauczyć nas być wolnymi. Na tej drodze odkrywamy nasze wzorce życiowe, które trzymają nas w niewoli, nasze iluzoryczne wyobrażenia, które zniekształcają nam obraz rzeczywistości – za pomocą których, sami siebie okaleczamy. Im bardziej zbliżamy się do Boga, tym bardziej poznajemy prawdę o sobie. W im większym stopniu tworzymy jedność z Bogiem, tym bardziej jesteśmy wolni.

Prawdziwa wolność nie polega na wyzwoleniu się od zewnętrznego zwierzchnictwa, lecz na wolności wewnętrznej, wolności od dominacji tego świata w moim życiu, wolności od władzy drugiego człowieka, a także wolności od przymusów – zewnętrznych i wewnętrznych. Doświadczenie Boga i doświadczenie wolności wewnętrznej tworzą nierozerwalną całość. Jeśli człowiek nie dokona rozrachunku ze swoją przeszłością, to sam będąc zraniony, przekaże swoje urazy innym osobom. Rany, które nie zostały przez nas opatrzone, skazują nas na to, byśmy okaleczali siebie albo innych. Jeśli nie zadajemy bólu innym, to zadajemy go sobie – wymierzając sobie kary, poniżając siebie.

Człowiek może być wolny, jeśli tylko tego pragnie. Ta wolność wyraża się w tym, że nikt nie może nas zranić, jeżeli tego nie chcemy. Drugi człowiek może nas zranić wtedy, gdy my siebie ranimy, gdy sami sobie wyrządzamy krzywdę. Jeżeli człowiek pozwala innym, by go krzywdzili, sam jest sobie winny. Człowiek, gdy w głębi duszy zachowuje spokój, wtedy nikt nie może sprawić mu bólu, nikt nie ma władzy nad nim. Nikt nie może wyrządzić drugiemu człowiekowi zła. To każdy przez swoje czyny wyrządza sobie dobro lub zło. Ktoś nie może wyrządzić mi zła, przez to, co mówi do mnie, czy też o mnie. Należy zwrócić uwagę, czemu lub komu daję w moim życiu posłuch? Dlaczego biorę pod uwagę to, co nie jest prawdą o mnie, gdy rozeznawałem w moim sumieniu. Ostateczną instancją, do której człowiek odwołuje się w swoim rozeznawaniu, jest jego sumienie. Nie oceniam własnego życia, według sumienia innej Siostry, lecz według mojego.

Droga do wolności wewnętrznej rozpoczyna się od tego, że poddajemy rewizji dotychczasowe wyobrażenia, jakie mieliśmy o ludziach, o rzeczach.. Aby osiągnąć wewnętrzną wolność należy stworzyć właściwe wyobrażenia o rzeczach, o osobach.. Nasze wyobrażenia niejednokrotnie są różne od idei (spojrzenia wyidealizowanego), jakie do tej pory określały nasze postępowanie, a tym samym nadawały mu mylny kierunek. Potrzeba także stać się wolnym od wyobrażeń, które obowiązują w naszym otoczeniu. Ludzi nie wytrącają z równowagi wydarzenia, tylko wyobrażenia, jakie tworzą oni sobie na ich temat. To nie śmierć jest okropna, tylko nasze wyobrażenie o niej. Jeśli człowiek posiada właściwe wyobrażenia, rzeczy materialne nie są w stanie przysporzyć mu cierpień, jedynie Bóg.

Co zatem jest nam potrzebne do wolnego życia? Niewzruszoność, wolność od namiętności, stałość i wytrwałość, odczuwanie szczęścia. Człowiek staje się wolny, gdy dopuszcza do swojego wnętrza obraz Boga, słowo Jego. Drugi krok prowadzący do wolności wewnętrznej polega na tym, żeby człowiek trzymał w ryzach odnajdywane w sobie wyobrażenia oraz dążył do zapanowania nad reakcjami, jakie one w nim wywołują. W jaki sposób możemy reagować na wyobrażenia? Pragnieniem, dążeniem, silnym wzruszeniem, pożądaniem i aprobatą. Warto pytać samego siebie: czy mnie to dotyczy? Co mi to mówi? Co ma to ze mną wspólnego?

Poczucie wewnętrznej wolności nadaje również kształt zachowaniu człowieka wobec Boga. Trzy wartości potrzebne są człowiekowi w stosunkach wspólnotowych: uczciwość, otwartość na szukanie tego, co łączy, umiejętność przebaczania. Potrzeba w życiu zakonnym odkryć i rozwinąć swoją indywidualność. Wolność zakłada między innymi potrzebę posiadania świadomości własnych granic wolności. Wolność polega przede wszystkim na tym, że nie gubimy się w wyznaczaniu granic. To znaczy: jasno rozróżniamy pomiędzy tym, kim jest druga osoba, a tym, kim jestem ja. Kiedy nie czynimy czyjegoś problemu swoim, możemy zachować wolność w działaniu. Nie powinniśmy także pozwolić komuś drugiemu, na uzyskanie jakiejkolwiek władzy nad sobą.

Wolność wewnętrzną uzyskujemy wówczas, gdy m.in. stworzymy sobie właściwe wyobrażenia o życiu. Ponieważ nie określam siebie na podstawie reakcji jakiejś siostry i aprobaty innych sióstr, tylko w odniesieniu do Boga – wówczas mogę płynąć pod prąd. Jeśli mam świadomość tego, że w Bogu posiadam oparcie to jestem wolny, a tym samym nie muszę zerkać na innych, zastanawiając się, co oni o mnie myślą, czy aprobują moje postępowanie. Muszę jednak wiedzieć, jak daleko mogę się posunąć w mojej wolności. Dzieje się tak, że ten, kto kierując się swoją wolnością, rezygnuje z walki konkurencyjnej za wszelką cenę. Będąc wolnym, doświadczam mojej godności jako człowieka Ciągłe przystosowywanie się, żeby się komuś podobać i nie utracić posiadanych względów, odbiera człowiekowi wraz z jego wolnością również poczucie godności. Doprowadza to do deformacji psychiki człowieka. Odbije się to zarówno fizycznie, jak i duchowo w postaci choroby.

Kto kocha, jest przede wszystkim wolny od siebie samego. Ale nie jest wolny od namiętności; nie jest też wolny od bólu, jaki zadać mu może kochany człowiek. Miłość czyni podatnym na ból. Nie ma miłości bez bólu. Jednak rany, jakich doznaję w prawdziwej miłości, nie mają nic wspólnego z samo - okaleczeniem. Miłość odsłania często stare krzywdy. To bardzo boli. Ale miłość ma też umiejętność leczenia odkrytych ran. Wolność chrześcijańska, to wolność do miłości, wolność od wszelkiej nienaturalnej wymuszoności, od wszelkiego uzależnienia od siebie oraz od własnych potrzeb. Żeby przeżywać miłość, potrzebna mi jest wolność, która bazuje na wyzwoleniu się od fałszywych wyobrażeń, na uwolnieniu się od namiętności takich jak: złość, strach, smutek i zazdrość.

Uzależnienie się człowieka, ujawnia się w jego namiętnościach. Dla nas celem wolności jest miłość zdolna do poświęceń, miłość, która dopuszcza także odnoszenie ran z powodu drugiego człowieka. W miłości potrzeba być wolnym. Jezus w swojej wolności, kierując się miłością, przerywa kontakt z ludźmi, żeby być tylko ze swoim Ojcem. Jezus nie zmuszał się do tego, żeby przychylać się do każdej prośby człowieka. Źródłem naszej miłości nie jest często wewnętrzna wolność, tylko przekonanie o konieczności wysłuchania każdej prośby, przeświadczenie, że przez wszystkich musimy być lubiani. Jeśli nasza miłość powodowana jest przez osobiste potrzeby i presję oczekiwań otoczenia, wówczas sami siebie kaleczymy. Rani nas wtedy nasze fałszywe wyobrażenie na temat służby, a nie służba jako taka.

Niekiedy niesłusznie sądzimy, że choroba, bieda, oszczerstwo lub śmierć, mogą zranić człowieka. Właściwa siła człowieka mieści się w wyrobieniu sobie przez niego odpowiednich wyobrażeń w odniesieniu do życia, które charakteryzują się prostotą i harmonią. Chore wyobrażenia, jakie ludzie mają o życiu zakonnym sprawiają, że nie ma w nich ani prostoty, ani też harmonii. Wydaje się im, że to, co sami proponują, jest zakonne, a to jest jedynie ich wyobrażenie subiektywne, błędne, które innych niepotrzebnie rani i czyni ich życie bardzo skomplikowanym. Sytuacja Hioba uczy, że zewnętrzne nieszczęście nie mogło mu zaszkodzić, gdyż dzięki wierze w Boga posiadał on właściwe wyobrażenia na temat prawdziwości rzeczy, ponieważ przykładał prawdziwą miarę dla oceny zewnętrznych dóbr. Nie tylko wzbogacił się walką wewnętrzną, którą musiał przejść, ale posiadł również większą wolność i moc.

Czy Bóg zranił Adama, wypędzając go z raju? Bóg nie był tym, który wyrządził mu krzywdę, lecz jego własna lekkomyślność, brak rozsądku i czujności w postępowaniu. Adam sam sobie zadał rany nierozwagą i tchórzostwem. Apostołom nie działa się krzywda. Właśnie z powodu głodu, pragnienia i nagości, dzięki konkretnej niedoli i przeciwnościom, stali się znani i w większym stopniu doświadczyli Bożego wsparcia. Kto wierzy w Boga i w Bogu znajduje swoje oparcie, ten patrzy na wszystko właściwie i ma dobre wyobrażenie o rzeczach, sprawach, a przede wszystkim o ludziach. I dzięki temu przestaje sam siebie ranić, sobie szkodzić, przez nieuzasadnione poczucie winy. Wiara, jako właściwe wyobrażenie o rzeczywistości. Posiadać właściwe wyobrażenie o rzeczywistości, to zdrowo żyć, posiąść umiejętność trafnej oceny samego siebie i dobrze traktować własną osobę.

Jeżeli w większym stopniu wierzymy w Boga, jako podstawę i oparcie dla naszego życia, tym bardziej: wolni jesteśmy od tego, co zagraża nam ze strony innych; z tym większą wolnością obchodzić się możemy z rzeczami; tym bardziej wolni jesteśmy od przymusu posiadania i osiągnięcia wszystkiego. Jak mogę stać się niezależny od sądu człowieka? Jak mogę przezwyciężyć strach? Jest wielu ludzi, którzy siebie ranią, wynajdując coraz to nowe sytuacje, temu właśnie służące. Może się to odbywać przez samo karanie się. Wielu kaleczy się stawiając sobie wygórowane wymagania, służąc nieosiągalnym ideałom. Gdy nie mogą sprostać tym wymaganiom, ranią siebie poczuciem winy, robią sobie wyrzuty, poniżają się.

Niektórzy sądzą, że ich wartość zależy tylko od tego, czy będą aprobowani przez daną wspólnotę, czy też nie. W ten właśnie sposób, sami zadręczają się takim nastawieniem. Wywierają na siebie presję. Wielu ludzi czuje się tak, jakby stale siedzieli na ławie oskarżonych. Bez przerwy muszą się przed kimś usprawiedliwiać. Bycie zakonnikiem, siostrą zakonną, kapłanem, jest dla niektórych dążeniem do zdobycia uznania u innych, a to oznacza - oddanie się pod ostry nadzór swoich oskarżycieli. To jest również forma zranienia się za pomocą fałszywych wyobrażeń na temat życia. Człowiek wyobraża sobie, że siedzi na ławie oskarżonych i ma obowiązek ustawicznego usprawiedliwiania się przed każdym. Ranimy też siebie, tworząc sobie fałszywy obraz drugiego człowieka.



Liczba wyświetleń strony: 9444859 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC