MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wierność słowu czy wierność osobie?



Wybieramy życie zakonne ze względu na posłanie jakie w sobie odkrywamy, walkę (na początku drogi wiemy o co i dlaczego chcemy walczyć w życiu konsekrowanym), zaangażowanie będące naszą wewnętrzną potrzebą płynącą z wiary i miłości (czujemy się bardzo potrzebni, ktoś na nas czeka) czy szczególne świadectwo (człowiek powołany jest świadkiem Boga, przypomnieniem o Nim, uwrażliwianiem na Niego). Gdy powołanie stanie się blade, słabe, a dojdą do tego rozczarowania, które prowadzą w konsekwencji do frustracji i obojętności, stawiamy pytanie, czy być dalej na drodze, na której nie mamy już motywacji trwania? Po kilku czy kilkunastu latach życia kapłańskiego czy zakonnego wybór tej drogi bywa kwestionowany. Nie można swojej wierności wiązać z wymaganiami, jakie są mi stawiane. Pojawi się ktoś, kogo nie szanuję, nie jest dla mnie autorytetem, a tym samym jego wymagania do mnie nie docierają. Zagrożona zostaje wierność. Działaniem roztropnym jest postawienie na życie wartościami bez względu na to, z jakimi ludźmi przyjdzie mi żyć pod jednym dachem, kto mi wydaje polecenia, jakie problemy osobiste czy wspólnotowe zaczną się pojawiać.

Mój wybór życia zakonnego, to wybór wartości, jakie w nim spotykam i które są mi proponowane. Nie jest najważniejsze to, kto mi proponuje, lecz co proponuje. Do czego mnie doprowadzi pójście za taką propozycją, ale też, co się stanie, jeśli treść tej propozycji zignoruję? Chcąc zachować wierność Bogu, trzeba swoje powołanie powiązać z wartościami, którym nie grozi zwietrzenie z racji zmiany sytuacji we wspólnocie. Utożsamianie życia zakonnego jedynie z wymaganiami, jest działaniem nieroztropnym. Wystarczy, że zmienią się warunki wykonywania zadania, a więź osoby ze zgromadzeniem może okazać się nieaktualna. Wierność nasza odnosi się do Boga, nie zaś do ludzi których spotykamy w życiu zakonnym. Bez względu na to, jak trudną byłoby sprawą porozumiewanie się z nimi, trwamy w powołaniu dla Boga.

Czy wierność oznacza przede wszystkim wierność prawu, umowie, słowu? Czyż nie jest to przede wszystkim wierność Osobie? Życia nie można zamknąć w najbardziej uroczystej umowie. W umowie chodzi o wypełnianie jej warunków, natomiast w życiu zakonnym dążymy do tego, aby pogłębiała się nasza więź z Chrystusem. Bóg nie oczekuje ode mnie, abym był wierny mojemu słowu. Oczekuje, abym był wierny Jemu. Oznacza to, że bez względu na sytuację mam zwracać się do Niego, który jest radością i światłem mojego życia. Tak stało się ze św. Piotrem, którego wierność była silniejsza niż zaparcie się Mistrza. Wiązała się bowiem z osobą Jezusa, a nie z danym słowem. W sytuacji gdy opieramy swoje powołanie na danym słowie, każde uchybienie czy zerwanie jest nie do naprawienia: umowa zostaje zerwana, przeszłość przekreślona. To przeżył Judasz. Czyż wiele osób we wspólnotach zakonnych nie dało się w taki właśnie sposób zamknąć w rozpaczy?

W przymierzu z Bogiem może pojawić się odrzucenie, ale nie klęska, gdyż nasze słabości i nasze błędy mogą stać się żyzną glebą dla jeszcze piękniejszej wierności. Na tej pewności opiera się nasza nadzieja, a nie na próżnym mniemaniu, że zapanujemy nad przyszłością. Nie obiecujmy Bogu jacy będziemy jutro. Trzeba chwilę, która jest nam dana przeżywać jako dar i otwarcie na to, co ma nadejść od Boga.

Wybierając życie zakonne angażujemy się z Chrystusem w życie dla Boga i osób najbliższych. Mamy być wierni bliskości z Chrystusem. Spotkanie z Chrystusem jest najważniejsze i je przede wszystkim trzeba ocalić niezależnie od tego, jakie napotkamy trudności i porażki. Bóg nie chce naszych porażek, ale jest On obecny w naszych porażkach i nocach. Tylko Jego obecność może nas przemienić w takich stanach ducha. Czy trzeba zatem wycofać się z obranej drogi dlatego, że idąc zraniliśmy się, albo że podejście okazało się bardziej strome niż się spodziewaliśmy? Byłoby to kolejnym zapomnieniem, że Bóg przyszedł powołać nie sprawiedliwych lecz grzeszników, że liczy się nie osiągnięta równowaga, ale wytrwałość na drodze, która przemienia. Życie zakonne, które po ludzku nigdy nie będzie sukcesem, może być autentyczną drogą świętości. Nie należy zamartwiać się tym, że nie osiągamy upragnionej doskonałości, ale potrzebna jest nam pokora i wytrwałość na drodze, którą prowadzi Bóg.

Byłoby to piękne i dobre, gdybyśmy mogli dawać świadectwo o zrównoważonej uczuciowości, otwartości w przeżywaniu ślubu czystości, szczęśliwym życiu wspólnym z siostrami. Ewangelia jednak wzywa nas, byśmy świadczyli przede wszystkim o mocy Boga w naszej słabości, o skarbach miłości Boga wypełniających naczynia gliniane, jakimi jesteśmy. Nie należy się dziwić, że chwiejemy się na drodze powołania zakonnego. Nie uniknięcie upadku jest najważniejsze, ale nieustanne podejmowanie drogi na nowo, w nadziei i pokoju. Naszym celem nie jest zdobycie szczytu o własnych siłach, ale przyjęcie obecności, otwarcie serca na Tego, który jest obok nas. On sam będzie naszą mocą i naszym pokojem.

Pomagając innym w trudnościach również będziemy bardziej wyczuleni na drogę, nie zaś na cel. Właśnie na swojej drodze powołania mamy spotkać Boga i zawsze możemy Go znaleźć niezależnie od tego, jak bolesna czy żałosna jest próba jaką przechodzimy.

Wybór życia zakonnego i wierne w nim trwanie jest niebezpiecznym wyborem choćby z powodu wyrzeczeń, jakie za sobą pociąga. Zrezygnować z najbardziej bezpośrednich form miłości i daru znaczy narazić się na ryzyko zamknięcia się sobie, uwiądu uczuciowego, egoizmu. Do bardzo miernego życia może doprowadzić niewłaściwie rozumiane życie zakonne. Problem wierności, to sprawa związana z potrzebą miłości, czułości. Nie ma i nie może być takich relacji jak w małżeństwie, a równocześnie człowiek usiłując rozwiązać te potrzeby naraża się na ryzyko dwuznaczności, infantylizmu, podświadomych kompensacji (egzaltowana pobożność, czułostkowość, potrzeba dominowania nad kimś). Chcąc zachować wierność w zakonie trzeba uczynić ze swego życia poszukiwanie, służbę, oczekiwanie Królestwa. Wszystkie trudności zyskują sens, jeśli umieszczamy je w perspektywie dążenia do Boga. Życie zakonne zawiera w sobie trudne, a niekiedy nawet bardzo bolesne etapy wzrastania w wierności. Trzeba też pamiętać, że prawdziwa wielkość, świętość, prawdziwa miłość nie należą do porządku równowagi. Znajdują się raczej po stronie załamań, które nieustannie zmuszają do tego, aby iść do przodu. Na drodze wierności Bogu trzeba przejść przez akceptację zachwiania równowagi wewnętrznej w klimacie nadziei i wiary; konieczne jest przeobrażenie słabości i niewierności w nowe narodziny z racji odnalezionej miłości Boga. Nie ma wierności bez zachowań ryzyka i szaleństwa. Droga wierności nie jest przede wszystkim szlakiem równowagi i roztropności. Prawdziwą i jedyną roztropność na tej drodze stanowi wiara.



Liczba wyświetleń strony: 9444828 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC