MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Dar rady



Dar rady skłania nas do poddawania się natchnieniom Ducha Świętego w poszczególnych, konkretnych przypadkach, domagających się podejmowania właściwych decyzji, rozumowania i odnoszenia się do wcześniejszego doświadczenia. Wszystko dokonuje się na zasadzie intuicji, co jest szczególnie istotne, gdy znajdujemy się nagle w sytuacji trudnej i na pozór bez wyjścia. Trafność podejmowanych decyzji wiąże się z doborem właściwych środków niezbędnych do urzeczywistnienia powziętych decyzji. Wyraźnie taką pomoc nadprzyrodzoną obiecuje Jezus Apostołom, kiedy mówi: „Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam podane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was”. Piotr korzystał z daru rady, gdy postawiony przed Sanhedrynem oświadczył, że „bardziej trzeba słuchać Boga niż ludzi”. To dzięki temu darowi człowiek jest w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie: „Panie, co chcesz, abym Ci uczynił?”.

Znamienne jest przy tym przeświadczenie o słuszności podejmowanych decyzji, co zdaje się być wyrazem subiektywnego przekonania, że korzysta się z nadprzyrodzonej pomocy Ducha Świętego. Człowiek kierując się tym właśnie, zachowuje się jak św. Piotr przed cudownym połowem ryb. Jak bardzo opłaciło się, wbrew rozsądkowi, pójść za głosem Jezusa. Dar rady stwarza w człowieku poczucie bezpieczeństwa i spokoju, któremu dawał wyraz Psalmista kiedy mówił: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza”.

Od pozostałych darów Ducha Świętego wpływających na umysł ludzki, dar rady różni się praktycznością i podejściem konkretnym, przez co jest ściśle związany ze sferą nie tylko myślenia, lecz także działania. Dar rady uzupełnia, doskonali cnotę roztropności, dostarczając jej niezbędnego światła od Boga. Posługując się naturalnymi możliwościami ludzkiej roztropności, korzystającej z uzdolnień wrodzonych i nabytego już doświadczenia, czasami człowiek staje wobec problemów, do rozwiązania których potrzebuje dodatkowego światła i nadprzyrodzonej pomocy. Wyświadcza tę pomoc właśnie dar wiary, który pozwala nam jakby uczestniczyć w rozsądku i roztropności Boga. Dzięki tej pomocy jesteśmy w stanie zdobywać się na rozwiązania zawsze najbardziej właściwe i przyczyniające się do osiągnięcia zbawienia. Dar rady strzeże nas przed lekkomyślnością oraz przed zarozumiałością. Osoby korzystające z tego daru nie polegają jedynie na własnych siłach. Dar ten sprawia również, że człowiek jest ciągle zatroskany, aby czynić to, co się podoba Bogu.

Dar rady jest szczególnie potrzebny rządzącym, wychowawcom i kierownikom duchowym. Wielu świętych wyznaje, że wszystko, co zdołali osiągnąć w zakresie doskonałości chrześcijańskiej, zawdzięczają dobrym radom swoich kierowników duchowych. Pisarze ascetyczni łączą dar rady z błogosławieństwem, obiecującym specjalną nagrodę tym, którzy są miłosierni. Uzasadnia się te powiązania przeświadczeniem, że Bóg wspiera swoim światłem szczególnie tych, którzy są wrażliwi na potrzeby drugich, albo przekonaniem, że uczynki miłosierdzia wyznaczają drogę najpewniejszą do zbawienia wiecznego. To właśnie dar rady sprawia, że człowiek podejmuje się chętnie spełniania takich uczynków. Dar rady - odnosi się on przede wszystkim do sądowniczej władzy króla. Mesjasz obdarzony tym darem będzie podejmował właściwe decyzje w sytuacjach szczególnie trudnych. Dzięki posiadaniu tego daru Mesjasz zasłużył na tytuł „Przedziwny Doradca”.

Jezus Chrystus obiecując zesłanie Ducha Świętego powiedział: „On Was wszystkiego nauczy i przypomni wam, co mówiłem i co czyniłem”. Duch Jezusa udziela nam rad przez Słowo Boże. Przez Chrystusa to słowo jest traktowane jako ziarno. Duch Święty może się posłużyć samym słowem, którym „uderza” w serca, umysł lub wolę słuchacza. Ma to często miejsce w ostatnich etapach procesu nawrócenia, gdy człowiekowi potrzebny jest impuls przejścia na nowy, Boży program mylenia, co stanowi istotę nawrócenia.

Niezwykłą radę otrzymał św. Augustyn: „bierz i czytaj”. Nie potrafił nawet określić od kogo te słowa pochodziły. Podejrzewał, że od dzieci, które bawiły się w pobliżu. Dla niego jednak była ta rada Ducha Świętego – otwarcia leżących na stole listów św. Pawła. I w nich odczytał tekst Listu do Rzymian: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom”.

Mamy tu do czynienia ze słowem skierowanym do człowieka poszukującego odpowiedzi na dręczące go pytanie o drogę życia. Pierwsze słowa są narzędziem, jakim posłużył się Duch Święty, by wezwać Augustyna do otwarcia tekstu natchnionego. Drugie to tekst święty, w którym syn św. Moniki odkrył światło i moc potrzebną do podniesienia całego życia na nowy poziom. Tym światłem i tą mocą był obecny w słowie natchnionym Duch Święty. Tego typu działania Ducha Bożego przez samo słowo, zwłaszcza natchnione, nigdy nie wolno lekceważyć, ale i nie wolno nadużywać, co ma miejsce – przy niewłaściwie pojętej lekturze Biblii – w pewnych szkołach charyzmatycznych.

Znacznie częściej mamy do czynienia z działalnością Ducha Świętego, który udziela rady człowiekowi przez drugiego człowieka, który jest pośrednikiem w przekazywaniu słowa Bożego. Ponieważ człowiek jest obdarzony wolnością, może świadomie i dobrowolnie współpracować z Duchem Świętym w przekazie prawdy objawionej i wówczas głoszone przez niego słowo wydaje pierwszy owoc w jego sercu. Jest głosicielem i odbiorcą „rad” Ducha Świętego. W komunikacji Boga z człowiekiem przez słowo Duch Święty oddziałuje na odbiorcę, przygotowując go i umożliwiając przyjęcie daru słowa Bożego. W Dziejach Apostolskich jest powiedziane, że to Bóg otwiera serce człowieka na działanie swej laski. „Pan otworzył jej (Lidii) serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła”. A św. Szczepan tuż przed swoją śmiercią oskarża Żydów: „Twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu! Jak ojcowie wasi, tak i wy!”.

Oddziaływanie Ducha Bożego na człowieka może dokonywać się w najróżniejszy sposób. Warto jednak podkreślić, iż najważniejsza jest tu wola. Tylko dobrze usposobiona wola otwiera serce na działanie łaski. Zła wola jest tak mocna, iż nie otworzy jej nawet Bóg. Nie uczyni tego, ponieważ szanuje wolność człowieka. Jak długo jednak człowiek pozostaje na ziemi, istnieje możliwość zamiany jego złej woli na dobrą. Dokonuje się to najczęściej w konfrontacji ze świadectwem ludzi dobrej woli, a nie pod wpływem słowa przepowiadanego.

Tajemnicą pozostaje natomiast upór w zlej woli mimo najlepszego nieraz oddziaływania środowisk ludzi dobrej woli. Przykładem klasycznym jest tu Judasz, który otrzymał charyzmat przepowiadania Ewangelii, a sam nie uczynił nic, by się otworzyć na moc jej działania, na rady w niej zawarte. Mówimy o tym dlatego, że w wychowaniu religijnym ciągle akcentujemy rozum a nie wolę, doskonalenie poznania a nie chcenia. Tymczasem działanie argumentów i tak nie zmieni opornej woli. Mechanizm chcenia jest inny niż mechanizm poznawania. Znajomość prawdy wcale nie musi pociągać za sobą zmiany usposobienia woli.

Mówiąc o działaniu Ducha Świętego w słuchaczach, należałoby dokładnie zastanowić się nad wychowaniem ludzi dobrej woli, którzy chcieliby słuchać dobrych rad pochodzących od Ducha Bożego. Dobrej, to znaczy otwartej na Boga, na Jego działanie z zachowaniem ewangelicznego krytycyzmu, który rozróżnia dobro prawdziwe od pozornego. Otwiera się na pierwsze i szczelnie zamyka się na drugie. Mówiąc o obecności Ducha Świętego w przekazie słowa Bożego należy również pamiętać o wzajemnym oddziaływaniu mówiącego i słuchacza. Ten, który przekazuje dobre rady Boga, za sprawą Ducha Świętego, ma wpływ na słuchających przez to, kim on jest. W takim przekazie powstaje przestrzeń wypełniona Bogiem. Jest to przestrzeń twórcza, a moc owej twórczości jest uzależniona od stopnia miłości, zwłaszcza łączącej przemawiającego ze słuchaczem. Ta właśnie miłość stwarza atmosferę, w jakiej dokonuje się przekaz słowa Bożego i w dużej mierze decyduje o jego skuteczności.

Kazanie, czy homilia są dziełem współpracy Ducha Bożego, kaznodziei i słuchacza. Wkład każdego z nich jest niezwykle ważny. Wszelkie zaniedbania ze strony mówiącego lub słuchacza, utrudniające ich wzajemne porozumienie, przeszkadzają, a nawet uniemożliwiają działanie (przekazywanie rad) Duchowi Świętemu. Zobaczmy zatem, jakie są przeszkody w skutecznym przekazie „rad” Ducha Świętego przez słowo? Pierwszą z nich jest słabość, a nawet brak wiary. Przez akt wiary rozumiem spotkanie łaski Bożej z dobrą wolą człowieka. Łaski udziela Bóg każdemu człowiekowi, a więc za brak wiary nie można obwinić Boga. Trzeba jednak podkreślić, że nie znamy godziny udzielenia tej łaski. Jeśli jednak człowiek autentycznie chce wierzyć, czyli ma dobrą wolę, jest już otwarty na działanie słowa Bożego. Interesuje nas gotowość woli człowieka do podjęcia dialogu i współpracy z Bogiem. Jeśli tej gotowości nie ma, to Duch Święty stoi u drzwi i kołacze ...

Wiele osób nie podejmuje wysiłku doskonalenia wiary, idąc na daleki kompromis ze światem, próbując ocalić i „miskę soczewicy” i błogosławieństwo. Jest to klasyczny przykład słabości wiary, który bardzo utrudnia odbiór słowa Bożego. To właśnie z tym zmagał się wspomniany wyżej św. Augustyn, nie mogąc przez długi czas zrezygnować z „miski soczewicy”, którą dla niego było współżycie z kobietą. Współczesna „miska soczewicy” kusi swoją obfitością i zatrzymuje człowieka. Delikatne wołanie, radzenie Ducha Świętego nie jest w stanie oderwać wielu chrześcijan od tej doczesnej obfitości. Nie rozumieją zniewolenia i wolą umrzeć przy pełnej misce, niż żyć wiecznie przy obfitym stole w Domu Ojca niebieskiego.

Z tym złączona jest rezygnacja z rozwoju własnej osobowości, rezygnacja z sięgania po dojrzałość. Celem działania Ducha Świętego przez słowo Boże jest nieustanne doskonalenie człowieka, na tym bowiem polega proces uświęcania. Jeśli więc człowiek zablokuje swój rozwój, świadomie z niego rezygnując, Duch Święty nie ma temu człowiekowi nic do powiedzenia. Ponieważ wszystkie wysiłki „New Age” zmierzają do samousprawiedliwienia człowieka, przez co odnoszą niespotykane sukcesy, należy się liczyć z nieprawdopodobnie mocną odpornością współczesnego człowieka na działanie słowa Bożego. Minimalizm etyczny jest główną przeszkodą w rozwoju życia religijnego i całkowicie przekreśla możliwość zdobywania świętości, czyli dojrzalej osobowości. Uodpornić człowieka na rozwój duchowy, który przecież dokonuje się przez: usłyszenie, przyjęcie i zastosowanie rad Ducha Świętego, to uczynić właśnie człowieka twardą drogą, na której nie wykiełkuje żadne ziarno. Jeśli na nią padnie, wydziobią je ptaki.

Kolejną przeszkodą jest niedowartościowanie czasu i łaski uczynkowej. Kto nie ceni czasu, nie potrafi odebrać łaski uczynkowej, która działa „tu i teraz”. Czas głoszenia i słuchania słowa Bożego jest godziną łaski, z którą człowiek albo współpracuje, albo nie. Kto nie umie cenić czasu, i nie opanował sztuki współpracy z łaską uczynkową, ten nie jest w stanie przyjąć owocnie słowa Bożego. Zatem odpowiedzialność za czas, za każdą jego minutę, to odpowiedzialność za łaskę uczynkową, to odpowiedzialność za współpracę z Bogiem. Jest jeszcze jedna przeszkoda w odbiorze słowa Bożego. Jest nią niechęć do prawdy. Duch Święty jest Duchem Prawdy. Współczesny człowiek kocha półcienie, niedopowiedzenia. Nie chcąc zajmować zdecydowanej postawy, zawsze zostawia sobie furtkę, by na wszelki wypadek mógł się wycofać. Jest to postawa, w której spotkanie ze światłem Bożej prawdy jest niemożliwe.

Światło Ducha Świętego nie zostawia najmniejszego cienia, oświeca człowieka ze wszystkich stron, a przede wszystkim od wewnątrz. Przed tym światłem nie można się nigdzie ukryć. Takiej sytuacji współczesny człowiek nie znosi, a kiedy wchodzi w świat prawdy jest chory. Jakże aktualne są słowa skierowane nocą do Nikodema: „Ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” /J 3, 19/.

Warto przy okazji odsłonić nową formę zakłamania, z jaką coraz częściej mamy do czynienia. Ewangelia mówi o faryzeizmie, czyli o ludziach o podwójnym obliczu. Wiemy, jak Jezus mocno atakował to zakłamanie uważając, iż z punktu widzenia rozwoju życia religijnego jest ono groźniejsze niż łamanie przykazań Dekalogu. To właśnie faryzeusze, czyli ludzie zakłamani, a nie cudzołożnice i celnicy, byli najbardziej zamknięci na słowo Boga. Dziś mamy nowy typ człowieka o kilku twarzach. Niewiele on ma wspólnego z ewangelicznym faryzeuszem. Tamten bowiem ukrywał twarz nieuczciwego człowieka pod maską pobożnego. Współczesny nic nie ukrywa. Wszystkie twarze są jego i do nich się przyznaje. Każda na inną okazję. To jest wyznawca etyki sytuacyjnej. On się nie nawraca. Na każdą sytuację ma inną twarz i szczyci się z tego.

Z punktu widzenia religijno-moralnego mamy do czynienia z typem człowieka, który zrezygnował z jednej prawdy i ma ich tyle, ile potrzebuje. To niezwykle dalekie odejście od prawdy, połączone ze zniszczeniem sumienia. Mamy do czynienia, i to na dużą skalę, z wielkim kalectwem duchowym, które możemy zaobserwować u wielu współczesnych bohaterów biznesu, polityki, pseudo-kultury. Imponują innym, ponieważ traktują życie jako zabawę. Oni niechętnie walczą, oni tańczą w rytm każdej muzyki.

Dotarcie do takiego człowieka ze słowem bożym jest możliwe dopiero po uleczeniu jego wnętrza, po wskrzeszeniu zamordowanego sumienia. Kto wie, czy nie tego właśnie ducha miał na uwadze Jezus, gdy mówił, że można odnieść nad nim zwycięstwo jedynie modlitwą, jałmużną i postem. Duch Święty posługuje się w walce ze złym duchem nie tylko słowem bożym, lecz również modlitwą i wyrzeczeniem. Duch Święty zmagając się z tym duchem dysponuje tylko jednym orężem – światłem prawdy.

Duch Święty proponuje, zachęca, radzi, ostrzega, wzywa. Rady Jego prowadzą człowieka do zbawienia, odrzucenie ich w sposób świadomy i dobrowolny, są bluźnierstwem przeciw Niemu. A grzech przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczony. Jak należy rozumieć te słowa? Zobaczmy teksty biblijne, które mogą budzić grozę: „Bo dla rozmyślnie grzeszących, kiedy mają znajomość prawdy, już nie ma ofiary za grzechy, ale straszne oczekiwanie sądu i potęga ognia, który pożre wrogów”. „Niemożliwe jest bowiem tych – którzy raz zostali oświeceni, a nawet zakosztowali daru niebieskiego i stali się uczestnikami Ducha Świętego, zakosztowali również wspaniałości słowa Bożego i mocy przyszłego wieku, kiedy odpadną, dali się znowu odnowić przez pokutę, oni, którzy po raz wtóry krzyżują w sobie Syna Bożego i wystawiają Go na urągowisko”. Co znaczy słowo Jezusa o grzechach przeciw Duchowi Świętemu? Czyżby miłosierdzie Boże nie było nieskończone?

Kolejną przeszkodą jest niedowartościowanie czasu i łaski uczynkowej. Kto nie ceni czasu, nie potrafi odebrać łaski uczynkowej, która działa „tu i teraz”. Czas głoszenia i słuchania słowa Bożego jest godziną łaski, z którą człowiek albo współpracuje, albo nie. Kto nie umie cenić czasu, i nie opanował sztuki współpracy z łaską uczynkową, ten nie jest w stanie przyjąć owocnie słowa Bożego. Zatem odpowiedzialność za czas, za każdą jego minutę, to odpowiedzialność za łaskę uczynkową, to odpowiedzialność za współpracę z Bogiem. Jest jeszcze jedna przeszkoda w odbiorze słowa Bożego. Jest nią niechęć do prawdy. Duch Święty jest Duchem Prawdy. Współczesny człowiek kocha półcienie, niedopowiedzenia. Nie chcąc zajmować zdecydowanej postawy, zawsze zostawia sobie furtkę, by na wszelki wypadek mógł się wycofać. Jest to postawa, w której spotkanie ze światłem Bożej prawdy jest niemożliwe.

Światło Ducha Świętego nie zostawia najmniejszego cienia, oświeca człowieka ze wszystkich stron, a przede wszystkim od wewnątrz. Przed tym światłem nie można się nigdzie ukryć. Takiej sytuacji współczesny człowiek nie znosi, a kiedy wchodzi w świat prawdy jest chory. Jakże aktualne są słowa skierowane nocą do Nikodema: „Ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” /J 3, 19/.

Warto przy okazji odsłonić nową formę zakłamania, z jaką coraz częściej mamy do czynienia. Ewangelia mówi o faryzeizmie, czyli o ludziach o podwójnym obliczu. Wiemy, jak Jezus mocno atakował to zakłamanie uważając, iż z punktu widzenia rozwoju życia religijnego jest ono groźniejsze niż łamanie przykazań Dekalogu. To właśnie faryzeusze, czyli ludzie zakłamani, a nie cudzołożnice i celnicy, byli najbardziej zamknięci na słowo Boga. Dziś mamy nowy typ człowieka o kilku twarzach. Niewiele on ma wspólnego z ewangelicznym faryzeuszem. Tamten bowiem ukrywał twarz nieuczciwego człowieka pod maską pobożnego. Współczesny nic nie ukrywa. Wszystkie twarze są jego i do nich się przyznaje. Każda na inną okazję. To jest wyznawca etyki sytuacyjnej. On się nie nawraca. Na każdą sytuację ma inną twarz i szczyci się z tego.

Z punktu widzenia religijno-moralnego mamy do czynienia z typem człowieka, który zrezygnował z jednej prawdy i ma ich tyle, ile potrzebuje. To niezwykle dalekie odejście od prawdy, połączone ze zniszczeniem sumienia. Mamy do czynienia, i to na dużą skalę, z wielkim kalectwem duchowym, które możemy zaobserwować u wielu współczesnych bohaterów biznesu, polityki, pseudo-kultury. Imponują innym, ponieważ traktują życie jako zabawę. Oni niechętnie walczą, oni tańczą w rytm każdej muzyki.




Liczba wyświetleń strony: 10080644 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC