MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Tęsknota za miłością



Nie ma chyba człowieka, który nie tęskniłby za miłością. Ludzie oczekują na miłość, która ma ich uczynić bardziej szczęśliwymi. Często jednak czyni ich nieszczęśliwymi. Na pierwszym planie znajduje się tęsknota, by być przez drugiego kochanym i bezwarunkowo akceptowanym. Wielu podpisuje się pod formułą; "Jestem kochany, a więc jestem". Czują się wartościowymi o tyle, o ile są przez innego człowieka kochani. Kto doznał takiej miłości, może spokojnie wierzyć w swoje siły. Dla tego zaś, kto zawiódł się w swojej tęsknocie, może stać się zniewalającym nałogiem. Takich będą nieustannie prześladować pytania, czy inni ich lubią? Już małe dzieci zabiegają o to, by je kochano. Stają się zazdrosne, gdy rodzice więcej uwagi poświęcają najmłodszemu z rodzeństwa. Bardzo dokładnie sprawdzają, ile czasu matka poświęca innemu rodzeństwu i domagają się, aby inni samym poświęcała tyle samo.

Często jest w wielu ludziach młodych to silne pragnienie: żeby ojciec lub matka wreszcie mnie pokochali. Niektórzy oświadczają bolesnych rozczarowań. W i mniejszym stopniu jest realizowane nasze pragnienie miłości, tym bardziej sytuacja ta wpływa na naszą psychikę i tym bardziej nasze relacje z tymi, od których spodziewamy się miłości są zaburzone. Można mówić o mieszaninie postaw między miłością a nienawiścią. W takiej sytuacji niezwykle trudno uwolnić się od osoby, którą z jednej strony się kocha, z drugiej zaś nienawidzi. Nienawiść jest spowodowana brakiem miłości, miłość zaś jest wywoływana tęsknotą za nią.

Bez doświadczenia miłości odczuwamy coraz silniej swoją samotność, lękamy się przyszłości, starzenia się. Tam gdzie nie doświadczamy miłości pojawia się pytanie o naszą wartość. Nie odczuwający miłości odczuwają niekiedy własną bezwartościowość. W wielu z nas pojawia się pytanie, czy jestem wart tego, aby mnie ktoś pokochał? W miłości jest też oczekiwanie na to, aby być jedyną osobą w życiu tego, który mnie pokocha. Zatem doświadczenie własnej wartości łączy się z doznaniem miłości do samego siebie.

Gdy nas ktoś kocha i odwzajemniamy tę miłość, odczuwamy w sobie niezwykłe odrodzenie i poruszenie. Zaczynamy się w sposób nowy interesować życiem, ludźmi, sobą w znaczeniu troski o własny wygląd, o to jak będziemy postrzegani nie tylko przez osobę kochaną i kochającą. W pragnieniu kochania drugiej osoby jest tęsknota za odsłonięciem przed drugim własnego wnętrza, ujawnieniem tajemnic, które pozostawia się do odkrycia jedynie człowiekowi kochającemu nas. Osoba kochająca nas, uwalnia nasze życie od ciążącej nam skrytości, zbędnej tajemniczości, która w jakimś sensie powoduje zamknięcie się w sobie. Sens jest natomiast w wychodzeniu naprzeciw innym. Umożliwia to jedynie miłość, która otwiera to centrum ludzkiego życia, jakim jest serce. Jest w nas tęsknota za nieustannym kochaniem drugiego człowieka. Obawa przed miłością dotyczy przede wszystkim tego, aby ktoś był wobec nas niezawodnym, wiernym i pewnym partnerem na przyszłość, na całe życie.

W miłości niezwykłe jest to, że przyjmuje się drugiego człowieka z całą jego dotychczasową przeszłością. Ktoś staje po stronie drugiego bez zastrzeżeń, uwag, wątpliwości, niedowierzania czy podejrzeń. Przyjmując przeszłość, nie zapominamy o przyszłości, czyli o chorobach i słabościach, traceniu urody i powolnym starzeniu się. Takie podejście do miłości jest leczące. Niewiele spraw w przyszłości nas zaskakuje przy takim postrzeganiu osoby kochanej.

Gdy kochamy człowieka, pojawia się równocześnie życzliwość do innych ludzi żyjących w naszej bliskości. Nie możemy kochając człowieka, nie mieć szacunku do siebie samych. W człowieku kochającym postrzegamy tajemniczą emanację ciepła przedziwna ciepła i miłości, będącej wzmocnieniem osób najbliższych. Jest w nim wiele zrozumienia i taktu. Jego wypowiedzi są łagodne i pozbawione ostrych sądów pod adresem osób drugich. Kochając stajemy się bardziej czuli wobec samych siebie, wobec własnych ran, jakie zadały nam inne osoby. Patrzymy ze zrozumieniem na swoje i innych porażki. Jest to niezwykła droga i sposób pogłębiania swojej miłości do osoby kochanej, przez czułe, dobre traktowanie siebie samego. Możemy się w naszym życiu bardzo pogubić. Gdy przychodzi miłość, zostajemy przez nią wskrzeszeni. Powracamy do życia innego od tego, jakim było przed naszą "śmiercią".

W miłości potrzeba wiele cierpliwości i przebaczania aż "do bólu". Nie może być kierowania się jedynie rozsądkiem, chłodną kalkulacją, próbą zrewanżowania się za niewierność. Największą tajemnicą miłości jest to, że potrafi ona przywrócić człowieka do życia, nadając mu sens i smak. Życie bez miłości jest osaczone, między innymi, przez rozrywające serce poczucie winy i samopotępienie się. Miłość pojawia się tam, gdzie serce rezygnuje z bycia kamieniem, rezygnuje z dotychczasowej niewrażliwości i uporu, ze zbytniego skupienia się na tym, co ja będę z tego życia miał. Im bardziej pragniemy miłości, tym częściej doświadczamy, że nagle potrafi ona się zmienić w nienawiść i zazdrość, w zemstę, a nawet w gotowość zniszczenia tego, którego naprawdę kochaliśmy. Nieustannie niektórzy obawiają się, czy ten, który mnie kocha, nie kocha jeszcze kogoś innego. Obrona przed takimi myślami często jest nieskuteczna. Ponieważ nasza ludzka miłość nie jest doskonała, stąd będzie ona zagrożona wątpliwościami, czy jestem kochany, a także, czy jestem zdolny, aby kogoś naprawdę, odpowiedzialnie pokochać?

Niektórzy mylą kochanie z posiadaniem człowieka dla siebie, na własność. Pragną mieć osobę wyłącznie dla siebie i nie zamierzają się nią z kimkolwiek dzielić. Zazdrość w miłości staje się więzieniem dla dwojga. Wydajemy szczególny kodeks nakazów i zakazów, które ma spełnić druga osoba, aby nas nie doprowadzić do bólu podejrzeń. W im większym stopniu pilnujemy kochaną osobę, tym bardziej ograniczamy ją i doprowadzamy do niekontrolowanych wybuchów negatywnych emocji, które mogą przemienić się w nienawiść. Jest w człowieku jakaś niezdolność do miłości, kiedy patrzy na osobę kochaną przez pryzmat wcześniejszych rozczarowań w miłości. Niekoniecznie chodzi w tym wypadku o życie już dorosłe, lecz o sytuację naszego dzieciństwa, w którym pozostawiano nas bez opieki w domu, skazując nas na doznania braku poczucia bezpieczeństwa. Brak miłości między rodzicami i podejrzenia jakimi siebie nawzajem obrzucali może prowadzić do sytuacji, że podobne emocje mogą się pojawić w naszym dorosłym życiu wobec osoby kochanej. Problemy neurotyczne, której z tej i innych racji nosimy w sobie, mogą zakłócać co jakiś czas relacje z osobą kochaną.

Kobieta, która była podziwiana, odkrywając, że ten, którego kocha, jest w relacji do innej kobiety odczuwa ogromną niepewność i zagubienie. W sytuacji, gdzie pojawia się nieudana miłość do człowieka, może pojawić się przeczucie miłości Boga do nas, a równocześnie naszej do Niego. Gdy nasza miłość człowieka posiada swoje zakorzenienie w Bogu, jesteśmy w stanie kochać siebie nawzajem bez wykorzystywania drugiego dla siebie i nieustannego ranienia go. Tam, gdzie pojawia się w miłości jakikolwiek wątek przemocy, chęci dominowania nad drugim, podporządkowania go sobie całkowicie, tam miłość nie znajduje miejsca dla siebie. Gdzie człowiek nie widzi żadnego wyjścia z tak chorej miłości, wówczas ucieka w to, co będzie końcem dla miłości.

Jednym z największych cierpień w miłości jest jej wykorzystanie dla egoistycznych celów, dla zaspokojenia własnych namiętności. Nadużyte zaufanie człowieka kochającego niszczy go, niszczy jego uczucia, niszczy wrażliwość. Kochamy często nie osobę, lecz swój własny obraz tej osoby, jaki nosimy w sercu. Gdy dana osoba okaże się inną od tego obrazu jaki jest w nas, wpadamy w stan rozczarowania i negacji. Dlatego trzeba pokochać człowieka jakim jest, z jego słabościami i zdolnością do przekreślania wierności. Takie realne aż do bólu podejście, pozwala wychować człowieka do bycia wiernym w miłości. Wszystko wówczas ma szansę bycia opieranym na prawdzie. Gdy jest lęk przed ukazaniem własnych słabości i rozlicznych namiętności, jest lęk przed pokazaniem swojego prawdziwego oblicza. Potrzeba kochać człowieka nie na miarę własnych wyobrażeń o nim, lecz takim, jakim się jawi również w swojej duchowej i moralnej nędzy.

Prawdziwa miłość rezygnuje z kreślenia własnych obrazów drugiego. Człowiek przez nas kochany może nas zaskoczyć zarówno tym co cieszy, jak i tym, co bardzo boli. Zarówno w jednym jak i drugim doświadczeniu potrzeba naszej bliskości, aby ochronić tę miłość. Oskarżenia pogłębiają poczucie niegodności bycia kochanym, a tym samym odsunięcie się na margines życia. Nie można walczyć o miłość będąc oskarżanym. Człowiek niewierny może walczyć o miłość do drugiej osoby, kiedy odczuwa, że jest szanowany.

Nie trzeba pogłębiać stanu zranienia jakie są udziałem osób kochających się. Nie wolno wypowiadać słowa, które będą grzebaniem w starych ranach, z których nie widzimy wyjścia wprost. Niekiedy mamy potrzebę udowodnienia osobie kochanej, że bez niej jesteśmy w stanie poradzić sobie w życiu. Pokazywanie postawy obojętności sprowadza na kochaną osobę dramat odczuwanej bezradności. Warto pomyśleć, zanim będzie za późno, że osoba niewierna ma również swoją godność. Gdy jest lekceważona i nieustannie obwiniana za dramat bycia niewierną, może w tej sytuacji podjąć decyzję za odejściem. Czy nie poczujemy się wówczas obrażeni, dotknięci, źle zrozumiani. Sygnały jakie dajemy osobie kochanej, pomimo zamieszania i bólu, powinny być bardzo czytelne i wyważone w swojej treści zarówno słownej jak i emocjonalnej.



Liczba wyświetleń strony: 10080604 * Liczba gości online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC