MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Miłość prawem



Do tego, by bezgranicznie przyjmować miłość Boga, niezbędna jest wolność, wolność od wewnętrznego zniewolenia. Wszystko w naszym życiu może wypływać z miłości. Staje się to wówczas możliwe, gdy doświadczamy fascynacji Osobą Boga. Zafascynowany, wybiera Tego, który go fascynuje. Im silniejsza płynie w człowieku miłość, („Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”) z tym większą świadomością celu możemy iść drogą wyrzeczeń. Asceza w życiu zakonnym, nie powinna przewyższać naszej miłości. Taka bowiem sytuacja doprowadzić może, prędzej czy później, do przygnębienia, zniechęcenia i smutku. Miłość wzrasta wraz z naszą rozumną, rozważną ascezą. „Miłość karmi się ofiarami” – mówi św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Istnieje tajemnicza współzależność pomiędzy miłością a ofiarą.

Dla nas słowo miłość od razu przypomina radość, szczęście, jasność. Słowo ofiara – przeciwnie – wywołuje grymas i wskazuje na jakąś mroczną, smutną i bolesną atmosferę. Ponieważ jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, czujemy potrzebę dawania i składania samych siebie w ofierze. Nie chodzi o dokonywanie za wszelką cenę rzeczy wielkich. Są pośród nich sprawy maleńkie, które sprawiają Jezusowi więcej radości niż wspaniałomyślnie podniesione męczeństwo. Kiedy ktoś się oddaje, może to uczynić jedynie przez zryw miłości, inaczej nie oddaje się naprawdę. Ten kto kocha, musi się oddać osobie umiłowanej, inaczej nie kocha jej w prawdzie. Dawanie i dzielenie się jest cechą i istotą miłości. Miłość między ludźmi istnieje wtedy, gdy zadowolenie, bezpieczeństwo i rozwój drugiej osoby stają się równie ważne jak własne zadowolenie, bezpieczeństwo i rozwój. Miłość oznacza również chęć i gotowość wyrzeczenia się własnej wygody, poświęcenia swojego czasu, a nawet zaryzykowania własnego bezpieczeństwa dla większego zadowolenia, bezpieczeństwa i rozwoju drugiej osoby.

Uczucia wiążą się z miłością. Jednak mając na uwadze ogromną zmienność uczuć, utożsamianie ich z miłością, byłoby fatalnym błędem. Miłość to działanie, a nie bierne doznawanie. Z miłości do bliźniego uczyniono przykazanie, które jest ponad nasze siły, które odstręcza człowieka od samego siebie. Wolno myśleć tylko o drugim człowieku i o jego dobru, ale nigdy o sobie. Trzeba wykonać możliwie jak najwięcej dobrych uczynków, aby zdać egzamin przed Bogiem. Prawdą jest, że bez miłości do siebie nie jest możliwa miłość do bliźniego. Jednak zbytnie akcentowanie miłości do siebie może prowadzić do narcyzowatego krążenia wokół swojej osoby. Zdrowe życie wymaga odpowiedniej relacji pomiędzy tymi dwoma biegunami

Kto skupia się tylko na dążeniu do samo urzeczywistnienia, ten staje się samotny, izoluje się od ludzi. Ponieważ nie dąży do nawiązania kontaktu z otoczeniem i nikim się nie interesuje, brak jest wkrótce osób, które on by obchodził. Ponieważ nikomu nie okazuje sympatii, sam jej nie doznaje, choć bardzo mu jej brak. Tym sposobem odcina się od życia. Prawdziwe życie wiąże się z utrzymywaniem różnych stosunków. W tym mieści się również miłość do drugiego człowieka. Kto krąży tylko wokół własnej osoby, tego życie popada w stagnację; brak mu celu, do którego by zmierzał. Nie ma on motywacji, by wyjść poza swoje potrzeby, zaangażować się w jakąś sprawę, raz zapomnieć o sobie, aby pomóc drugiej osobie, aby wyrazić jej swoją miłość.

Nie należy ciągle analizować miłości do bliźniego w celu odkrycia, jakie egoistyczne motywy są w niej ukryte. Zdajemy sobie oczywiście sprawę z faktu, że w naszej pomocy tkwi często chęć okazywania swojej pomocy, że udzielamy jej po to, aby czuć się silniejszymi od tych, którym pomagamy. Nie jest to jednak powód, żeby zaniechać udzielania wsparcia. Miłość do bliźniego oddziałuje korzystnie na mnie. Bez takiej miłości stajemy się wyizolowani i samotni. Miłości mojej mogą towarzyszyć również motywy egoistyczne. Jeśli kogoś kocham, wolno mi jak najbardziej oczekiwać, że otrzymam coś w zamian. Kto oczekuje miłości zupełnie bezinteresownej, ten traktuje ludzi w okrutny sposób. Sztuka ta udała się niektórym świętym. My jednak nie musimy żyć od razu według najwyższych ideałów.

Musimy mieć świadomość tego, że w naszej miłości do bliźniego ukryte są również intencje egoistyczne. Wtedy egoizm ten nie zniszczy miłości do bliźniego. Pułapka egoizmu zawarta w dzisiejszym pędzie do samorealizacji prowadzi często do zwątpienia w prawdziwą miłość do człowieka. Ze zwykłego strachu, że mogą kryć się za nią fałszywe pobudki, rezygnuje się z niej. Widzi się wówczas wyłącznie własne potrzeby Życie staje się tym samym mdłe i bezpłodne, nie postępujemy dobrze ze sobą. Pozbawiamy się bowiem radości, jakiej doznajemy w chwilach, gdy naprawdę możemy komuś pomóc. Mamy obawy, że pomagając innym możemy zostać przez nich wykorzystani, że nie będziemy mieć wystarczająco dużo czasu dla siebie. Odstąpienie od własnych potrzeb i pragnień na rzecz drugiego człowieka, może mnie głęboko uszczęśliwić. Usunięcie siebie na drugi plan zaowocować może radosnymi doznaniami.



Liczba wyświetleń strony: 9758313 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-07-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC