MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Miłość



Chcąc kochać, a tego wszyscy bardzo pragniemy, winniśmy zmierzać do wzajemnego poznawania siebie, dzielenia się tym, co przeżywamy, co jest dla nas ważne, a także realizować życie wspólnie. W życiu wspólnym nie chcemy osiągać nade wszystko to, co nazywa się szczęściem (czucie się szczęśliwym), ale dążeniem naszym winna być jedność (byśmy byli razem, na dobre i na trudne doświadczenia).

Ludzie, którzy przeżywają chwile trudne, jeżeli kochają, nie pozostawiają siebie nawzajem, nie rozumiejąc się w danej chwili. Być ze sobą, nie rozumiejąc, a nawet tracąc wiele pozytywnych uczuć do osoby. Aby osiągnąć prawdziwe szczęście w miłości, człowiek winien chcieć wspólnoty, jedności, winien pragnąć dzielić się z drugim tym, czym żyje. Niekiedy jedność ta wymaga od nas rzeczy mało przyjemnych: prawdomówności, kiedy chętnie byśmy skłamali, podjęcia problemu, kiedy łatwiej byłoby się nadąsać, przyznania się do złych myśli, odczuć, kiedy najchętniej złożylibyśmy winę na drugą osobę, wytrwania, kiedy wolelibyśmy uciec, przyznania się do własnych wątpliwości, choć wygodniej byłoby udawać, że jest się pewnym, konfrontacji, kiedy gotowi bylibyśmy zapłacić każdą cenę za spokój.

Żadna z tych rzeczy, których słusznie żąda miłość, nie prowadzi bezpośrednio do spokoju i szczęścia; bezpośrednio przynosi raczej ból i zmagania. Miłość jest w nas, jeśli nad nią pracujemy. Praca nad miłością, to dążenie do pełnej szczerości, całkowitego odkrycia się, a jest to cel bardzo trudny. Ci, którzy w związku z miłością szukają i oczekują jedynie na szczęście, zostaną w końcu z pustymi rękami i z pustym sercem. Dążenie do jedności, a nie do szczęścia jest bezwzględnym warunkiem aby kochać innych i innym umożliwić miłość siebie.

Kochamy człowieka za to, kim on jest. Wydaje się nam, że znamy kogoś, kto kłamie. Istnieje niebezpieczeństwo, że w takim człowieku widzimy tylko kłamcę. Faryzeusze w podobny sposób widzieli tylko cudzołożnicę i nic z ludzkiej osobowości. Kiedy redukujemy człowieka do przypadku kłamcy, negujemy w tym człowieku Boga. Nigdy nie powinniśmy ograniczać osoby do tego, co o niej wiemy. Karol de Foucaul pisał: „Kochać człowieka, to znaczy zawsze pokładać w nim nadzieję. Z chwilą, kiedy zaczynamy człowieka osądzać, ograniczamy pokładane w nim zaufanie, z chwilą, kiedy utożsamiamy go z tym, co o nim wiemy, a zatem redukujemy go do tego, co o nim wiemy, przestajemy go kochać, on zaś traci możliwość, aby stać się lepszym człowiekiem.”

Gdy kogoś nie lubię, powinienem starać się poznać go lepiej. Ponieważ nie lubię go dlatego, gdyż nie znam go lepiej, głębiej. Kiedy kogoś nie lubimy, zapewne znamy go tylko powierzchownie. Chrześcijańska zasada brzmi: należy wierzyć w dobro każdego człowieka. Czy powinniśmy przyjmować kpiny i ironię i modlić się za tych, którzy nas obrażają? Judasza, Jezus nazywał przyjacielem nawet wtedy, kiedy otrzymał od niego pocałunek zdrady. My nie umiemy nazwać przyjacielem kogoś, kto nas zdradza. Miłość bliźniego, to miłość Boga. To sobie mocno uświadamiamy. Miłość nie wymaga wysiłku. Nie przeciąża nas. Bóg przelał swoją miłość do naszych serc. „To sam Bóg za pośrednictwem swego Ducha, rodzi w nas cnotę miłości”. Bóg najpierw kocha nas, owoc zaś, rezultat tej miłości Boga do nas – to właśnie nasza miłość wzajemna. Nasza miłość do innych ludzi to przedłużenie miłości Boga do nas.



Liczba wyświetleń strony: 9444867 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC